Przejdź do głównej zawartości

Fragmenty v2

Sekcja

Sądząc po wyglądzie oka została oślepiona, charakterystyczne obrażenia w kącikach wskazują na to, że była przytomna i świadoma w trakcie procesu. Na lewej stronie gardła ma ślad po ukłuciu igłą, muszę jeszcze przeprowadzić dokładniejsze badania jednak mam pewne przypuszczenia. Denatka ma jeszcze tylko jedno widoczne obrażenie, głębokie nacięcie w miejscu pępka do którego została wciśnięta kartka z wierszem


Na górze róże, na dole fiołki,

Nie zaśpiewasz już więcej, słowiku mój słodki.


Pancerz

Pierwsze połączenie z pancerzem jest czymś czego nie da się całkowicie opisać. Gdy pancerz połączy się i zsynchronizuje z twym ciałem jest niczym druga skóra. Gruba twarda i nadzwyczaj wytrzymała. Kiedyś mówiono o pancerzach że wysysają człowieczeństwo lecz to nieprawda. Pancerz jest połączony z pilotem poprzez jego pień mózgowy. Pilot jest również źródłem zasilania pancerza i jedynym który może z niego korzystać. Dlatego też wszyscy piloci są wybierani w trakcie bardzo rygorystycznych, z braku lepszych określeń, testów. Pancerz jest w stanie przeprowadzać operacje taktyczne praktycznie w każdych warunkach, poczynając od próżni kosmosu, poprzez wszystkie warstwy atmosfery oraz ziemi a kończąc na najniższych dnach morskich. W ekstremalnych warunkach część wyposażenia ulega wyłączeniu w celu ochrony źródła zasilania jednak nadal jest śmiertelnie groźnym przeciwnikiem. Ilość pancerzy to dwanaście na galaktykę, a przynajmniej o tylu zostaliśmy powiadomieni w raportach naszych agentów, szpiegów i innych przedłużeń naszych zmysłów.

Spotkanie

Mężczyzna i kobieta siedzą naprzeciw siebie przy stoliku jakiegoś lokalu. Na środku stolika stoi wazonik z pojedynczym, samotnym kwiatkiem. Taki sam kwiatek jest na każdym stoliku w lokalu. Obok postaci są talerze z jakimiś potrawami, ale oni zajęci rozmową nawet ich nie zauważyli. Mężczyzna patrzy w oczy kobiety, próbując odszyfrować ich kolor, fascynują go gdyż nie może żadnego sprecyzować. Jest tam trochę zielonego, ale również brązowego i coś w stylu bladej stali a wszystko jakby zamglone. Mężczyzna oderwał na chwilę wzrok od jej oczu i skierował na usta. Pełne, naturalne i w ogóle bez ani grama szminki, a słowa które stamtąd wychodziły były jak balsam na jego obolałą duszę, lub jak narkotyk dla uzależnionego, chciałby słuchać jej godzinami najchętniej milcząc i pozwalając sobie płynąć razem z nimi. Niestety wiedział, że gdy przestanie odpowiadać na jej pytania albo zwracać uwagę na to co mówi, ona weźmie go za typowego mężczyznę którego interesuje tylko jedna rzecz. A on chciał jej pokazać siebie z całkowicie innej strony, tej prawdziwej i skrywanej przed wszystkimi w obawie przed wyśmianiem i odrzuceniem.

Zabójca 

Jestem mordercą. Dziwne stwierdzenie prawda? Przecież powinienem starać się zyskać waszą sympatię, a tu przyznaję się w pierwszym zdaniu do takich czynów. Tak czynów, nie jednego a wielu. Nie wiem jak nazwiecie moje oświadczenie, ani jak je potraktujecie. Jako spowiedź, próbę zagłuszenia wyrzutów sumienia czy jeszcze co innego, nie obchodzi mnie to. Najważniejsze byście zrozumieli jedno. W moim zawodzie najgorszą cechą jaką możesz zrobić to uczucie, jakiekolwiek, do swego celu. Nie powiem bym był idealnym człowiekiem do tego zawodu ale przez długi czas znajdowałem się na dość wysokim miejscu a moje zlecenia to szefowie organizacji przestępczych, zwykle wynajmowała mnie konkurencja. Czy przywódca jakiegoś małego państewka położonego na wyspie lub kilku wysepkach. Jednak czasami zdarzają się inne zlecenia. Jedno z nich skłoniło mnie do spisania swych poczynań. Prawdopodobnie nikt tego nie przeczyta ze względu na moją pracę, chociaż kto wie może gdy zginę to zamiast zniszczyć wszystkie moje rzeczy ktoś otworzy mój testament.

Żółwik

Był raz sobie żółwik mały,
Co w jajeczku sobie spał.
A gdy wreszcie nadszedł czas,
Ze skorupki wyszedł raz.
Gdy już był na zewnątrz cały spojrzał w lewo,
spojrzał w prawo,
Jego bracia i siostry szli do góry.
Żółwik mały, dzielny chwat,
ruszył wnet za nimi w krok.
A na górze plaża była,
I bezpieczna woda lecz.
Na niebie ptaki lecą,
Chowaj się żółwiku już.
Żółwik mały, mądra głowa,
Ruszył żwawo do morza.
Kiedy już wpadł do wody,
Płynął dalej, jak najdalej.
Skąd to spytacie,
To proste odpowiem.
Spotkałem żółwia tego gdy był duży,
I powiedział wszystko mi.
Chcecie dowiedzieć się,
Jakie przygody miał.

Demon

Spoglądał na świat przez swoje czarne oczy. Całe bez choćby małego błysku, wyglądały jakby wręcz pochłaniały każdy odcień światła. Na jego twarzy gościł uśmiech, delikatny. Lecz nawet taki mroził krew w żyłach tych którzy go widzieli. Jest jednym z najstarszych demonów. Legendy mówią, że to on podczas pierwszej bitwy dobra ze złem, tej gdzie do pomocy wezwano Obserwatorów nakłonił jedną stronę do ich zdrady i wbicia “noża w plecy”. To on zapoczątkował wiele wieków niewolnictwa, to on stał za Brutusem gdy przyszło do spotkania z Cezarem. To on spalił pierwszą czarownicę, to on przelał pierwszą krew w krucjatach wszelkich religii. A mimo swej władzy jest tylko demonem, nie władcą demonów jemu wystarczy iż włada kilku milionami pomniejszych chochlików, minionów.

Jednak ostatnio czuje się inaczej. Jakby jakaś cząstka jego najczarniejszego jestestwa zabłysła. A wszystko przez powstrzymanie trójki niedoszłych gwałcicieli od zabicia świadka i dopiero później zajęcia się nią. Nie coś mu pozwoliło by ten facet nie wyróżniający się w żaden szczególny sposób fizycznie rozłożył całą trójkę gołymi rękoma w mniej niż dwie minuty. Ale demon wiedział, że prędzej czy później temu “bohaterowi” powinie się noga, a on jest cierpliwy. Bardzo.


Rysunek
Siedziałem na murku patrząc ukradkiem na piękną kobietę rozmawiającą z koleżanką. Jej kasztanowe włosy spływały luźno na ramiona a ich delikatny blask nadawał im mistycznej wręcz siły. Duże, szare oczy oraz malutki, delikatny nosek kontrastowały ze sobą jednak również w jakiś dziwny sposób dopełniały się. Usta, bez żadnej szminki były pełne i miękkie, że chciałoby się je cały czas pieścić. Ciało kobiety otulała prosta sukienka na ramionkach. A ja siedziałem tak z blokiem rysunkowym oraz kawałkami węgla, cóż innego mi pozostaje jak uwiecznienie mej muzy? Gdy obrazek był gotowy, zauważyłem jak jej koleżanka mówi coś do niej po czym wstaje i odchodzi w kierunku toalety, dziwne sądziłem, że kobiety chodzą tam razem. Korzystając z okazji wstałem, szybko poprawiłem ubranie i podszedłem do kobiety.
- Pani wybaczy ale olśniony jej blaskiem stworzyłem taki prosty rysunek. Nie oddaje on całości pani piękna lecz chciałbym by miała go pani. - następnie położyłem rysunek przed nią a gdy ona nie niego spojrzała odwróciłem się i odszedłem. Mam nadzieję, że na jej licu rozbłyśnie uśmiech oraz delikatny rumieniec.

Początek

Przy wątłym ognisku siedziały skulone i opatulone płaszczami cztery postacie. Każda z nich miała głowę skierowaną w dół, nie poruszali się lecz byłby w błędzie ten kto są, że spali bądź byli martwi. Wystarczyłby najmniejszy dźwięk niepasujący do otoczenia w którym się znajdowali a już sekundę później cała drużyna byłaby na nogach. Czy ja nazwałem tę czwórkę wiecznie rywalizujących i kłócących się ludzi drużyną? Chociaż jeśli się na tym zastanowić to mimo tych utarczek potrafią odłożyć wszystkie niesmaki i walczyć ramię w ramię. Tak jak podczas wyprawy do leża Kitalii, wtedy było ich jeszcze trzech. Ta podróż miała zakończyć się skarbami przewyższającymi ich wyobraźnię. A tę trzeba przyznać mieli bujną. Niestety okazało się, że na końcu tej podróży zamiast skarbów czekało coś innego. Coś co zmieniło ich wszystkich. Coś co odcisnęło swe piętno nie tylko na nich ale również na całym świecie. Chcecie się dowiedzieć co to było. Podejdźcie bliżej moi mili, a zaraz wszystko wam opowiem.

Po Przepustce

Sen przerwał mi dźwięk powiadomienia nadchodzącej rozmowy. Czemu wszystkie dźwięki tego typu muszą być tak wkurzające. Chcąc, nie chcąc klnąc w myślach wybierałem słowa jakie powiem gdy okaże się to holo-pobudka w moim hotelu. Gdy tylko odebrałem połączenie a na wyświetlaczu pojawiła się admirał z dowództwa odruchowo stanąłem na baczność zapominając o swojej przepustce.
- Pani admirał. Stało się coś poważnego?
- Komandorze, pan i pana załoga została wezwana do natychmiastowego zjawienia na okręcie.
- Pani admirał, czy mogę mówić swobodnie?
- Udzielam zgody.
- Wczoraj wróciliśmy z długiej i ciężkiej misji. Obiecano nam tygodniową przepustkę. Nie zamierzam sprzeciwiać się rozkazom, ale proszę o jakieś informację na temat zadania.
- To zrozumiałe komandorze. Pańska załoga została wytypowana do wyruszenia na naszą placówkę badawczą celem zdobycia informacji jej milczenia oraz ochrony oficerów naukowych którzy mają za zadanie sprawdzić stan oraz rodzaj badań. Musimy wiedzieć co tam zaszło, aby nie powtórzyć ich błędów.
- Ale dlaczego my? Przecież mamy wiele lepiej przystosowanych jednostek. Pani admirał.
- Ze względu na lokalizację placówki. Gdy przyswoi sobie wysłane instrukcje wszystko stanie się jasne.
Po tych słowach ekran zgasł a ja otrzymałem na swój wszczep wiadome dane. Podniosłem z podłogi obok łóżka swoją torbę z rzeczami a wychodząc z pokoju powiedziałem w pustkę przed sobą "urlop, psia jego mać. Mogłem się tego spodziewać".

Jezioro

Gdybyś znał historię tego miejsca, nie byłbyś zdziwiony, że tak mało osób je odwiedza. Piękne jezioro z trzema plażami, kiedyś były cztery, ale jedna zarosła rok temu. Wiesz jak w wiosce mówią o jeziorku? Czarcia wanna. A to dlatego, że kiedyś w ciągu dwóch lat utonęło tu ponad dwanaście osób. A żeby tego było mało to trzy miesiące temu w tamtych zaroślach – tu wskazał palcem kawałek stawu – miesiąc temu znaleziono tam zwłoki młodej dziewczyny która jak się okazało zaginęła pół roku wcześniej. Mieszkańcy tego nie wiedzą, ale została tu podrzucona. Policja znalazła na jej ciele ślady wielokrotnej przemocy, tak na tle seksualnym jak i zwykłej fizycznej. Nadal szukają sprawców gdyż boją się, że robią takie rzeczy jeszcze innej kobiecie. Skąd o tym wiem? Policja mnie o tym poinformowała gdyż jej rodzina była pod moją opieką. Jak to ładnie nazwano są oni w miejscu zamieszkania o podwyższonym stopniu wystąpienia patologii bądź zagrożenia społecznego. Stale współpracuje z policją, głównie przez to, że wiele osób ze środowiska mnie zna i ciesze się dość dobrą opinią. Wiesz, nie muszę się bać chodzenia po szemranych dzielnicach w nocy. Przez jakiś czas prowadziłem swoje prywatne śledztwo, niestety ci których podejrzewałem o takie zagrywki mieli w tym czasie trudne do obalenia alibi.

Przepraszam

Przepraszam was moi przyjaciele,
Za każdą łzę uronioną.
Przepraszam Was moi wrogowie,
Ci którzy okazaliście honor.
Przepraszam Was rodzice moi,
Którzy życie mi nadali.
Przepraszam Ciebie ukochana ma,
Ze Twe serce złamane.
Przepraszam świat cały,
Za cierpienia me,
Za złość moją,
Za ataków moc,
Za słowa, których żałuje.
Czy kiedyś wybaczycie mi,
Tego nie wiem lecz.
Przyznam Wam, że żałuje tych chwil,
I zmienić chciałbym je.

Łowca

Budynek opuszczonej fabryki, w jej najciemniejszym kącie coś błysnęło a następnie pojawiła się tam postać z czarnymi skrzydłami. Postać wzięła w dłoń garść ziemi a następnie palcami je rozgniotła po czym na twarzy zagościł uśmiech a sama postać odezwała się "Nareszcie, jestem w odpowiednim czasie. Tym razem mi nie umkniesz". Bohater stanął wyprostowany po czym obrócił głowę w bok tak, że kątem oka zauważył swe skrzydło.
- Nie mogę tak chodzić. Muszę je ukryć. - Po czym wygiął się a na jego twarzy pojawił się grymas bólu kiedy skrzydła składały się i wnikały w jego plecy pozostawiając w ich górnej części tatuaż a jego oczy pokryły się czernią. Widział doskonale zarówno w słońcu jak i w całkowitych ciemnościach ale jego oczy nie miały ani odrobiny białka. Spojrzał na lewą dłoń i niżej na rękę. Na jej wewnętrznej warstwie był kolejny tatuaż, ten był w kształcie styletu. Doskonale wiedział, że to jego sztylet. Jego "Zsyłacz snów", który karmiony jest krwią ofiar. Po dokładnym obejrzeniu swego ciała, nowego ciała oraz zbadaniu jego możliwości wyszedł z budynku. Myśliwy, łowca, kat, tak o nim mówili. On sam nazywał siebie czyścicielem, ściga zdrajców i szubrawców i sprząta ich z tego świata.

Partnerka

Wszedł do pomieszczenie Łączenia gdzie za biurkiem siedziała pani doktor mając przed sobą pojemnik. Pokazała mu by usiadł gdyż zanim odbędzie się rytuał połączenia musi mu wyjaśnić kilka spraw. - Po pierwsze - zaczęła - wiedz, że normalnie powieneś zostać uśpiony lub chociaż znieczulony miejscowo jednak ze względu na rodzaj swojej partnerki ta opcja niestety nie wchodzi w grę. Twoje akta wskazują na chęć zostania zwiadowcą, chęć odkrywania nieznanych, bycie wśród niebezpieczeństw i tak dalej. Jestem pewna iż wiele osób przede mną mówiło ci, że zarówno szkolenie jak i dalsze kroki takiej kariery są niezwykle trudne i bolesne. Mało który ze zwiadowców przeżywa te pierwsze piętnaście lat, a po ich ciała raczej nie posyła się żołnierzy by później odpowiednio ich uhonorować. No, ale może kilka słów o twojej partnerce. Jej głównym miejscem zamieszkania będzie kość między dłonią a łokciem. Nie wiemy dokładnie jak, ale po opleceniu jej jakoby wnika w twoje ciało i oplata się w wybranym miejscu. Twoja partnerka ma imię, ale poznasz je dopiero gdy sama ci go wyjawi. Będziecie porozumiewać się na poziomie telepatii. Mniej więcej, na początku może ci to sprawiać trudność ale szybko się przyzwyczaisz. Z czasem twoja partnerka urośnie, będzie mniej więcej dwa i pół raza większa niż obecnie ta, że będzie oplatać praktycznie całą tę kość. Nigdy nie wiadomo jakie umiejętności partnerka ofiaruje indywidualnie, panuje przekonanie iż sama tego nie wie a te umiejętności rozwijają się z czasem. Jednak jest kilka elementów wspólnych. Po pierwsze, twoja sprawność fizyczna, koordynacja ruchowa, zasięg i ostrość widzenia. bez względu na warunki, ulegną poprawie. Po drugie skóra, nie wiemy jak to działa ale możesz panować  nad jej wytrzymałością, może być delikatna niczym jedwab lub wytrzymalsza od diamentu. - Monolog pani doktor trwał ponad godzinę a gdy wyszła mężczyzna otworzył pojemnik w którym znajdowała się ona, jego partnerka. Delikatnie wziął ją na ręce po czym ułożył na wewnętrznej stronie lewej ręki. Partnerka poruszała się po niej powoli wywołując delikatne łaskotanie, gdy już znalazła odpowiednie miejsce do myśli mężczyzny powędrowały "Przepraszam, że wywołam twój ból ale jest to konieczne. Postaram się być delikatna". Następnie jakby wniknęła w dłoń, to nie bolało go bardzo raczej przypominało upadek z roweru na asfalt. Jednak prawdziwy ból przyszedł później. Poczuł jak gdyby do wielu miejsc jego ciała przykładano rozgrzane do białości metalowe pręty a później cały ten ból kierował się ku górze w jego oczach pojawiły się łzy i krzyczał na całe gardło mimo wcześniejszego mówienia, że okażę siłę i wytrzyma wszystko. Nie wiedział jak długo to trwało ale w pewnej chwili zdał sobie sprawę iż ktoś do niego mówi.
- Paul, w porządku. Już po wszystkim. Jak się czujesz?
- Ten ból był potworny. - powiedział, a kiedy przetarł oczy i rozejrzał się po pomieszczeniu Łączenia zorientował się iż jest sam - gdzie jesteś?
- Jestem twoją partnerką. Gdy będziesz czuł się na siłach wstań, na biurko obok pojemnika w którym byłam znajduje się pudełeczko tabletek przeciwbólowych jakbyś miał ochotę - powiedziała to kobieta a ja wyczułem troskę w jej głosie. Jeszcze nikt nie zwracał się do mnie w ten sposób. Do tej pory byłem jednym z sierot wojennych wielomilionowego miasta. Jeden z tych którzy zostali przywiezieni ze straconych kolonii. Wieczne przypomnienie straconych ziem oraz "kolejna gęba do nakarmienia przez kurczące zasoby Ziemi".

Przybysz

Otworzyłem oczy i walcząc z potwornym bólem głowy wstałem oraz rozejrzałem się w około. Nie nawidzę tego sposobu podróżowania, mam tylko nadzieję, że nikt mnie widział jak leciałem. No nic, czas rozejrzeć się po nowym ciele. Dwie ręce, dwie nogi, proste ubranie. A to co? Miecz? Na wszystkich bogów, dlaczego choć raz nie wyślą mnie do jakiegoś nowoczesnego świata, choćby na tydzień. Ale nie, zawsze tylko wieki ciemne. No, trudno, wsadzam miecz do pochwy oraz wychodzę z krateru mając nadzieję, że tym razem dali mi chociaż odpowiedni język bym mógł porozumieć się z ludem zamieszkującym te okolice w sposób inny niż same gesty. Gdy już wyszedłem na powierzchnię okazało się iż wylądowałem w środku lasu, przynajmniej kwestie świadków zdarzenia mamy rozstrzygniętą. Gdy zastanawiałem się w którą stronę wyruszyć do naturalnych dźwięków lasu doszedł ryk potwora. Pierwsze co przyszło mi do głowy to "jakim cudem, przecież one nie istnieją po za jedną planetą a ta na pewno nią nie jest", i od razu biegłem w kierunku z którego dobiegał dźwięk. Jednocześnie próbowałem przypomnieć sobie wszystkie informacje na jego temat. W pewnej chwili wybiegłem z lasu a przed moimi oczami wyrosła wioska, a konkretnie jej pozostałości oraz cisza. Martwa, wszechobecna oraz przytłaczająca. Spóźniłem się ale badając ślady w niej pozostawione zyskałem pewność iż miałem pasażera na gapę. Szlag, oni sobie nie poradzą, nie ważne iż moją misją było obserwowanie i nie mieszanie się. Sprowadziłem niebezpieczeństwo na tych ludzi i nawet jeśli będzie czekało mnie za to wygnanie powstrzymam potwora.
W tej chwili za mężczyzną pojawiają się trzej mężczyźni ubrani w podobny sposób do niego lecz z elementami mówiącymi iż należą do innej wioski. Mężczyzna odwraca się jednocześnie sięgając po miecz lecz oni są szybsi i pozbawiają go przytomności.

Wypadek

Możecie wierzyć lub nie ale ludzie dziwią się kiedy mówię im, że nie podróżuję samochodami. Nawet jako pasażer. Wiecie, nigdy nie tłumaczyłem się z tego powodu ale czas to zmienić, może dzięki temu zrozumiecie mnie lepiej. Jakieś pięć lat temu jechaliśmy z dziewczyną do domu wracając z wakacji, to był dzień w którym się oświadczyłem i z jednej strony chciałem wrócić szybko do domu ale z drugiej jestem pewny iż jechałem z dozwoloną prędkością. W pewnym momencie wyjechał na nas samochód, odbiłem lecz kierowca najwyraźniej w ogóle nie panował nad pojazdem i mimo starań ze strony nas obu nasze pojazdy spotkały się. Następne co pamiętam to łóżko. Kolejny przyszedł zapach, ten charakterystyczny zapach szpitala. Ten którego nie znoszę do chwili obecnej i który sprawia, że robi mi się niedobrze. Byłem sam jednak gdy próbowałem wstać z łóżka poczułem się wyjątkowo słabo. W godzinę lub dwie później spróbowałem znowu i po męczącym truchcie dotarłem do miejsca gdzie powinny być drzwi. Tam zobaczyła mnie pielęgniarka która podeszła do mnie i mówiąc, że nie powinienem wstawać poprowadziła mnie znowu do łóżka. Chciałem się przeciwstawić lecz całą energię włożyłem w tą krótką podróż. Zdążyłem tylko zapytać pielęgniarkę o moją narzeczoną a ona w odpowiedzi rzekła "Dowie się pan wszystkiego w swoim czasie". Później coś zmieniła w maszynie stojącej obok łóżka a ja zapadłem w sen. Gdy się ponownie obudziłem przy moim łóżku stali moi przyszli teściowie, powiedzieli mi iż byłem nieprzytomny od sześciu miesięcy a na moje pytanie o nią odpowiedzieli że zginęła na miejscu. Po tej informacji zamknąłem się w sobie. Teoretycznie mogłem wyjść po maksymalnie miesiącu jednak zostałem przepisany na oddział psychiatryczny i byłem tam dodatkowe pięć. Pamiętam je jak przez mgłę i czasami pojawiają się pojedyncze sceny ale poprzeplatane innymi które wydarzyły się w innym czasie. Kiedy wyszedłem musiałem być na silnych lekach ponieważ miałem bardzo mocne napady paniki na sam widok samochodów. Teraz jest już lepiej, i mimo, że nie mam zamiaru prowadzić a nawet wsiąście do autobusu wiąże się u mnie z dużym strachem to już nie ulegam aż takiej panice jak wcześniej. Muszę Was jeszcze poinformować iż dopiero trzy dni temu, to znaczy dwa lata po moim wyjściu ze szpitala a trzy od wypadku odważyłem się pójść na jej grób. Nie dlatego, że bałem się cmentarzy, powodem mego strachu była myśl, że jak tam pójdę to ona naprawdę umrze. Do tej pory mogłem oszukiwać sam siebie iż ona gdzieś jest, pozbawiona pamięci i osamotniona ale jest. Jednak od tego czasu przychodzę i rozmawiam z nią codziennie. I zanim powiecie, że oszalałem, wiem iż nie odpowie mi ale kiedy powiem jej o wszystkich moich planach oraz wyobrażenie naszego wspólnego życia, jakoś tak lżej mi się robi.

Strefa

Jechałem na miejsce akcji z czwórką osób z którymi współpracuję. Kiedy mi ich przedstawiono to zazdrościłem im tego zgrania. Czasem zachowywali się jakby podczas wykonywania zadań czytali sobie w myślach. Kiedy tak przejeżdzałem po nich wzrokiem to najdłużej zatrzymałem się na niej. Już niedługo będę musiał wyjść z samochodu i wykonać swoją misję a nadal nie powiedziałem jej co czuję, nawet nie wiem czy ona czuje coś podobnego. Nawet miałem jedną myśl by nie przyjmować swojej misji a za to powiedzieć jej wszystko i wyjechać gdzieś daleko, ale nawet nie wiem czy ona czuje to samo. Wstałem i poprawiając maskę od kombinezonu podszedłem do jednej z podwójnych drzwi pojazdu. Starałem się odciąć od wszystkiego co się dzieje i mimo iż wiedziałem, że ekipa coś mówi to sens tych słów nie docierał do mnie. Samochód zatrzymał się na granicy strefy a ja wszedłem najpierw do pierwszego pomieszczenia, wielkości mniej więcej szafy. Kiedy drzwi zamknęły się szczelnie za mną otworzyłem wejściowe i wyszedłem na zewnątrz. Wiedziałem, że będą mnie obserwować, pewnie boją się, że stchórzę i "dam dyla", niedoczekanie wasze. Wyłączyłem licznik geigera ponieważ jego odczyty z każdym krokiem szły w górę, nie mam pojęcia dlaczego jako jedyny przeżyłem i dlaczego nie zostawia we mnie żadnych śladów lecz gdy odkryto, że małe dawki promieniowania niweluję to dano mi do wyboru spróbować oczyścić strefę. Z takimi rozmyślaniami oraz wspomnieniami wszystkiego co przeżyłem udałem się do granicy poza którą nikt mnie nie mógł obserwować. Gdy ją przekroczyłem to pierwszą czynnością było odpięcie maski i rzuceniem jej sobie pod nogi, pierwsze oddechy sprawiły mi niezbyt dużą przyjemność, powietrze było kwaśne, ciężkie i wywoływało kaszel. Ale po przyzwyczajeniu zacząłem zdejmować resztę kombinezonu, zostawiłem go jakieś dwa, trzy kroki od maski i dalej poszedłem w swoich spodniach za kolano, koszulce z krótkim rękawem oraz krótkich tenisówkach. Nie wiem gdzie dokładnie szedłem ale wiedziałem, że gdy tam dotrę to dowiem się tego. Po godzinie marszu trafiłem na miejsce. Przyklęknąłem na jedno kolano, dotknąłem ziemi lewą ręką i zaraz głośno krzyknąłem z bólu oraz upadłem na ziemię jak ktoś kto został mocno uderzony w brzuch jakimś twardzym przedmiotem, stalowym kijem czy innym niezbyt przyjemnym uderzeniem. Przez chwilę tak leżałem z zamkniętymi oczami po czym wstałem z myślą, że wykonam tę misję do końca dla niej, bez względu na to jaki ból przyjdzie mi przyjąć. Zająłem swoją poprzednią pozycję i mimo kolejnego uderzenia bólu już nie przerwałem połączenia.
TYMCZASEM W POJEŹDZIE
Kiedy łącznik wyszedł z pojazdu zajeliśmy swoje miejsce przy monitorach. Licznik gaigera wychodził poza skalę i żaden z nas nie przeżyłby pięciu sekund na zewnątrz ale on szedł jakby w ogóle nic tam nie było, porucznik Kasia zasiadła przy monitoringu kotrolując czy odczyty nie wskazują jakichś skoków przez które powinniśmy go ewakuować i odjechać jak najdalej. Mówi, że to dla dobra misji ale wszyscy w ekipie wiemy że tak naprawdę to czuje do niego mięte i była przeciwna temu by podejmował takie ryzyko. Obserwowała go tak długo jak tylko można było a gdy doszedł do granicy przełączyła się na satelitę, ten sposób nie był tak szcegółowy jak nasze kamery ale przynajmniej obejmował całą strefę. "Co on robi", powiedziała przez co wszyscy zbliżyliśmy się do monitora. "Zdejmuje kombinezon, przecież zaraz umrze", jednak on szedł dalej w swoim letnim ubraniu. Obserwowaliśmy go przez całą podróż aż zatrzymał się licznik spadł o cztery stopnie. Tylko tyle i aż tyle, przez moment nie poruszał się a potem znowu zaczął spadać i nie zatrzymał się już dopóki nie spadł do zera. "Może urządzenie się zepsuło", powiedziałem niepewnie biorąc do pomiarów inne, o mniejszym zasięgu ale to nie ważne. One też wskazywały zero. Z obawą wyszliśmy na zewnątrz mając na sobie kobinezony. Zrobiliśmy kilka badań po czym ostrożnie ściągnęliśmy maski. Powietrze, świeże i czyste. I co dziwne, czystsze niż mogliśmy sądzić, ale wtedy nie wiedzieliśmy tego. Pani porucznik natychmiast poszła w kierunku gdzie poszedł on i z trudem namówiliśmy ją aby wsiadła do samochodu i pojedziemy po niego. Jechaliśmy z otwartymi drzwiami chłonąc czyste powietrze bez radiacji i coraz bardziej dziwiąc się jego mocy. W pewnym momencie porucznik wyskoczyła z samochodu i podbiegła do leżącego na brzuchu ciała, chwytając apteczki ruszyliśmy w jej ślady. Porucznik dopadła do niego pierwsza obróciła na plecy i cicho powtarzała jedno zdanie niczym mantrę lub jakieś zaklęcie "Proszę żyj, nie umieraj, potrzebuję cię".

Powrót


Nareszcie, zbliża się koniec naszej misji. Może nie zakończyła się do końca tak jak tego oczekiwaliśmy ale nie uznałbym jej za klęskę. Oczywiście, jako najwyższy stopniem członek załogi biorę za to wszystko odpowiedzialność a to co spotkało nas gdy zakładaliśmy kolonię zostaną ocenione nie przeze mnie tylko osoby czytające raport oraz poddające mnie i innych załogantów przesłuchaniu. Od kiedy wlecieliśmy w zasięg Ziemi siedzę nad raportem. Jest to jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu. Wiem, że powinienem pisać wszystko bez żadnych uatrakcyjnień czy oceniania lecz jako świadek tych zdarzeń jest trudno. Pozwólcie zatem, iż na początku napiszę o naszym okręcie. ORP Kos, jest jednym z większych i nowocześniejszych statków kosmicznych w znanym uniwersum. Porównując z jednostkami morskimi jego wielkość w porównaniu z innymi dużymi okrętami jest niczym niszczyciel do kutra rybackiego. Mnóstwo poziomów, eksperymentalny silnik dzięki któremu ten kolos jest w ogóle w stanie ruszyć i manewrować. System tworzenia powietrza dzięki stworzeniu zielonej sfery, załoga mówi na to „zielony pokład”, ja „arboretum”, lub „park”, mamy tam drzewa, rośliny, trawę, nawet rzeczkę i jezioro. Oczywiście wszystko w cyklu zamkniętym lecz otwarte dla załogi i pozwalające im choć na chwilę odprężyć się na, z braku lepszych określeń „łonie natury”. Skoro już wspomniałem o załodze. Liczy ona ponad dwieście tysięcy jednostek podzielonych na różne sekcje...
- Komandorze, mamy problem – odzywa się pokładowa SI
- O co chodzi Ci? - pytam
- O Ziemię, komandorze. Nie odpowiada na nasze komunikaty.
- Może mają przerwę. Sprawdź automatyczne sygnały. - odpowiadam nie odrywając się od raportu.
- Już to zrobiłam, ale Ziemia pozostaje cicha.
- Kto z obecnej zmiany odpowiada za komunikacje?
- porucznik Min komandorze.
- Czy jest na mostku?
- Tak.
- Powiadom ją o wszystkim i powiedz, że już tam idę.
- Pani porucznik już o wszystkim wie. To jej pomysł aby pana zawiadomić.
- Dobrze. - odpowiadam po czym wstaję od zaczętego raportu „No cóż, będzie trzeba napisać go później”, co tam się może dziać? Nie twórzmy czarnych scenariuszy, pewnie jakiś drobiazg. Ktoś miał urodziny, była imprezka i zapomnieli nasłuchiwać. Przecież nasza misja tylko dla nas miała trwać pięć lat a na Ziemi minęły ich trochę więcej. Jakieś dwieście, plus, minus dziesięć. Mam nadzieję, że nie zmieniły się procedury ani nie trafiliśmy na strefę wojny. Chociaż nie, Ziemia od kiedy pamiętam była strefą neutralną a wszelkie konflikty były rozwiązywane rozmowami. Czasami burzliwymi i długimi ale broni nie używano. Idąc na mostek wpadłem na pomysł.
- Ci, powiedz pani porucznik aby wysłała prośbę kontaktu do wszystkich koloni oraz stacji kosmicznych w pobliżu. Zobaczymy czy ktoś odpowie oraz czy będzie w stanie odpowiedzieć na kilka pytań. Aha, jeszcze jedno, tan na wszelki wypadek. Przeprowadź diagnostykę osłon i włącz je na pełną moc.
- Oczywiście komandorze, czy włączyć tryb bojowy?
- Nie trzeba, na razie wystarczą same osłony.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Marcin Mortka - Żółte Ślepia [PRZEDPREMIEROWA]

Jest to druga książka jaką dostałem przed oficjalną premierą. Wiecie, nie spodziewałem się, że książka ta aż tak bardzo mi się spodoba. Żałuje, że nie natrafiłem wcześniej na pióro tego pisarza. Ale skończmy ten wstęp i przystąpmy do opinii czy recenzji książki.

------------------------------------------------------------------------------------------------------ Okładka:
Wydawnictwo: Uroboros Premiera: 26 luty 2020
------------------------------------------------------------------------------------------------- Opis marketingowy:

Najnowsza fantastyczno-historyczna powieść Marcina Mortki!
Jest 995 rok. Medvid to potężny, barczysty wojownik, który od zawsze wiernie towarzyszy księciu Bolkowi, próbującemu zjednoczyć kraj pod swoim panowaniem. Medvid doradza księciu, jak okiełznać słowiańskie moce magiczne – jak postępować z żercami, gdzie szukać wilkołaków i wodników, czym przekupić miejscowe wiedźmy i rusałki, jak przepędzić licha, leszych i latawice. Jednak na książęcym dworze coraz w…

K. C. Archer - Instytut [PRZEDPREMIEROWA]

Cześć, przychodzę do Was z książką którą dostałem pod koniec grudnia jednak w wyniku innych obowiązków zacząłem ją czytać dopiero po Sylwestrze. Chciałem też wytłumaczyć się z mniejszej niż zwykle ilości ilustracji w tekście. Jest to spowodowane wersją którąż otrzymałem. Po prostu nie miała ona wbudowanej okładki a tylko w takim przypadku zrobiłbym zdjęcia wersji elektronicznej. No nic, ja już Was nie odciągam i zapraszam do poniższego tekstu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Uroboros
Seria: Instytut
Premiera: 29 stycznia 2020

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Teddy Cannon nie jest typową dwudziestokilkuletnią kobietą. Owszem, jest zaradna, bystra i pokręcona. Ale potrafi też z niesamowitą precyzją czytać ludzi. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest prawdziwym medium.

Kiedy seria złych decyzji prowadzi Ted…

Oliwia Tybulewicz - Kropla Nadziei

Po długiej przerwie od czytania, spowodowanej niemocą czytelniczą a później innymi zajęciami wracam z kolejną przeczytaną powieścią. Jest to krótka książeczka, którą możnaby spokojnie w jeden, dwa dni ukończyć.


-------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:


Wydawnictwo: e-bookowo.pl
Seria: Kropla Życia
Premiera: 1 stycznia 2020

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Zadawanie się z wampirami to same kłopoty, o tym wie praktycznie każdy, ale gdy topnieją oszczędności, wykonanie drobnego zlecenia dla hrabiny Kraus wydaje się nie najgorszym pomysłem. Do czasu.
Jaką historię kryje ekskluzywny kamień z zielonym oczkiem? Czy Artur coś ukrywa? I kiedy w końcu skończy się remont w domu Sabiny?!
Pub Luna raz jeszcze zaprasza w swe progi!

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:


 Po…