Fragmenty v2

Sekcja

Sądząc po wyglądzie oka została oślepiona, charakterystyczne obrażenia w kącikach wskazują na to, że była przytomna i świadoma w trakcie procesu. Na lewej stronie gardła ma ślad po ukłuciu igłą, muszę jeszcze przeprowadzić dokładniejsze badania jednak mam pewne przypuszczenia. Denatka ma jeszcze tylko jedno widoczne obrażenie, głębokie nacięcie w miejscu pępka do którego została wciśnięta kartka z wierszem


Na górze róże, na dole fiołki,

Nie zaśpiewasz już więcej, słowiku mój słodki.


Pancerz

Pierwsze połączenie z pancerzem jest czymś czego nie da się całkowicie opisać. Gdy pancerz połączy się i zsynchronizuje z twym ciałem jest niczym druga skóra. Gruba twarda i nadzwyczaj wytrzymała. Kiedyś mówiono o pancerzach że wysysają człowieczeństwo lecz to nieprawda. Pancerz jest połączony z pilotem poprzez jego pień mózgowy. Pilot jest również źródłem zasilania pancerza i jedynym który może z niego korzystać. Dlatego też wszyscy piloci są wybierani w trakcie bardzo rygorystycznych, z braku lepszych określeń, testów. Pancerz jest w stanie przeprowadzać operacje taktyczne praktycznie w każdych warunkach, poczynając od próżni kosmosu, poprzez wszystkie warstwy atmosfery oraz ziemi a kończąc na najniższych dnach morskich. W ekstremalnych warunkach część wyposażenia ulega wyłączeniu w celu ochrony źródła zasilania jednak nadal jest śmiertelnie groźnym przeciwnikiem. Ilość pancerzy to dwanaście na galaktykę, a przynajmniej o tylu zostaliśmy powiadomieni w raportach naszych agentów, szpiegów i innych przedłużeń naszych zmysłów.

Spotkanie

Mężczyzna i kobieta siedzą naprzeciw siebie przy stoliku jakiegoś lokalu. Na środku stolika stoi wazonik z pojedynczym, samotnym kwiatkiem. Taki sam kwiatek jest na każdym stoliku w lokalu. Obok postaci są talerze z jakimiś potrawami, ale oni zajęci rozmową nawet ich nie zauważyli. Mężczyzna patrzy w oczy kobiety, próbując odszyfrować ich kolor, fascynują go gdyż nie może żadnego sprecyzować. Jest tam trochę zielonego, ale również brązowego i coś w stylu bladej stali a wszystko jakby zamglone. Mężczyzna oderwał na chwilę wzrok od jej oczu i skierował na usta. Pełne, naturalne i w ogóle bez ani grama szminki, a słowa które stamtąd wychodziły były jak balsam na jego obolałą duszę, lub jak narkotyk dla uzależnionego, chciałby słuchać jej godzinami najchętniej milcząc i pozwalając sobie płynąć razem z nimi. Niestety wiedział, że gdy przestanie odpowiadać na jej pytania albo zwracać uwagę na to co mówi, ona weźmie go za typowego mężczyznę którego interesuje tylko jedna rzecz. A on chciał jej pokazać siebie z całkowicie innej strony, tej prawdziwej i skrywanej przed wszystkimi w obawie przed wyśmianiem i odrzuceniem.

Zabójca 

Jestem mordercą. Dziwne stwierdzenie prawda? Przecież powinienem starać się zyskać waszą sympatię, a tu przyznaję się w pierwszym zdaniu do takich czynów. Tak czynów, nie jednego a wielu. Nie wiem jak nazwiecie moje oświadczenie, ani jak je potraktujecie. Jako spowiedź, próbę zagłuszenia wyrzutów sumienia czy jeszcze co innego, nie obchodzi mnie to. Najważniejsze byście zrozumieli jedno. W moim zawodzie najgorszą cechą jaką możesz zrobić to uczucie, jakiekolwiek, do swego celu. Nie powiem bym był idealnym człowiekiem do tego zawodu ale przez długi czas znajdowałem się na dość wysokim miejscu a moje zlecenia to szefowie organizacji przestępczych, zwykle wynajmowała mnie konkurencja. Czy przywódca jakiegoś małego państewka położonego na wyspie lub kilku wysepkach. Jednak czasami zdarzają się inne zlecenia. Jedno z nich skłoniło mnie do spisania swych poczynań. Prawdopodobnie nikt tego nie przeczyta ze względu na moją pracę, chociaż kto wie może gdy zginę to zamiast zniszczyć wszystkie moje rzeczy ktoś otworzy mój testament.

Żółwik

Był raz sobie żółwik mały,
Co w jajeczku sobie spał.
A gdy wreszcie nadszedł czas,
Ze skorupki wyszedł raz.
Gdy już był na zewnątrz cały spojrzał w lewo,
spojrzał w prawo,
Jego bracia i siostry szli do góry.
Żółwik mały, dzielny chwat,
ruszył wnet za nimi w krok.
A na górze plaża była,
I bezpieczna woda lecz.
Na niebie ptaki lecą,
Chowaj się żółwiku już.
Żółwik mały, mądra głowa,
Ruszył żwawo do morza.
Kiedy już wpadł do wody,
Płynął dalej, jak najdalej.
Skąd to spytacie,
To proste odpowiem.
Spotkałem żółwia tego gdy był duży,
I powiedział wszystko mi.
Chcecie dowiedzieć się,
Jakie przygody miał.

Demon

Spoglądał na świat przez swoje czarne oczy. Całe bez choćby małego błysku, wyglądały jakby wręcz pochłaniały każdy odcień światła. Na jego twarzy gościł uśmiech, delikatny. Lecz nawet taki mroził krew w żyłach tych którzy go widzieli. Jest jednym z najstarszych demonów. Legendy mówią, że to on podczas pierwszej bitwy dobra ze złem, tej gdzie do pomocy wezwano Obserwatorów nakłonił jedną stronę do ich zdrady i wbicia “noża w plecy”. To on zapoczątkował wiele wieków niewolnictwa, to on stał za Brutusem gdy przyszło do spotkania z Cezarem. To on spalił pierwszą czarownicę, to on przelał pierwszą krew w krucjatach wszelkich religii. A mimo swej władzy jest tylko demonem, nie władcą demonów jemu wystarczy iż włada kilku milionami pomniejszych chochlików, minionów.

Jednak ostatnio czuje się inaczej. Jakby jakaś cząstka jego najczarniejszego jestestwa zabłysła. A wszystko przez powstrzymanie trójki niedoszłych gwałcicieli od zabicia świadka i dopiero później zajęcia się nią. Nie coś mu pozwoliło by ten facet nie wyróżniający się w żaden szczególny sposób fizycznie rozłożył całą trójkę gołymi rękoma w mniej niż dwie minuty. Ale demon wiedział, że prędzej czy później temu “bohaterowi” powinie się noga, a on jest cierpliwy. Bardzo.


Rysunek
Siedziałem na murku patrząc ukradkiem na piękną kobietę rozmawiającą z koleżanką. Jej kasztanowe włosy spływały luźno na ramiona a ich delikatny blask nadawał im mistycznej wręcz siły. Duże, szare oczy oraz malutki, delikatny nosek kontrastowały ze sobą jednak również w jakiś dziwny sposób dopełniały się. Usta, bez żadnej szminki były pełne i miękkie, że chciałoby się je cały czas pieścić. Ciało kobiety otulała prosta sukienka na ramionkach. A ja siedziałem tak z blokiem rysunkowym oraz kawałkami węgla, cóż innego mi pozostaje jak uwiecznienie mej muzy? Gdy obrazek był gotowy, zauważyłem jak jej koleżanka mówi coś do niej po czym wstaje i odchodzi w kierunku toalety, dziwne sądziłem, że kobiety chodzą tam razem. Korzystając z okazji wstałem, szybko poprawiłem ubranie i podszedłem do kobiety.
- Pani wybaczy ale olśniony jej blaskiem stworzyłem taki prosty rysunek. Nie oddaje on całości pani piękna lecz chciałbym by miała go pani. - następnie położyłem rysunek przed nią a gdy ona nie niego spojrzała odwróciłem się i odszedłem. Mam nadzieję, że na jej licu rozbłyśnie uśmiech oraz delikatny rumieniec.

Początek

Przy wątłym ognisku siedziały skulone i opatulone płaszczami cztery postacie. Każda z nich miała głowę skierowaną w dół, nie poruszali się lecz byłby w błędzie ten kto są, że spali bądź byli martwi. Wystarczyłby najmniejszy dźwięk niepasujący do otoczenia w którym się znajdowali a już sekundę później cała drużyna byłaby na nogach. Czy ja nazwałem tę czwórkę wiecznie rywalizujących i kłócących się ludzi drużyną? Chociaż jeśli się na tym zastanowić to mimo tych utarczek potrafią odłożyć wszystkie niesmaki i walczyć ramię w ramię. Tak jak podczas wyprawy do leża Kitalii, wtedy było ich jeszcze trzech. Ta podróż miała zakończyć się skarbami przewyższającymi ich wyobraźnię. A tę trzeba przyznać mieli bujną. Niestety okazało się, że na końcu tej podróży zamiast skarbów czekało coś innego. Coś co zmieniło ich wszystkich. Coś co odcisnęło swe piętno nie tylko na nich ale również na całym świecie. Chcecie się dowiedzieć co to było. Podejdźcie bliżej moi mili, a zaraz wszystko wam opowiem.

Po Przepustce

Sen przerwał mi dźwięk powiadomienia nadchodzącej rozmowy. Czemu wszystkie dźwięki tego typu muszą być tak wkurzające. Chcąc, nie chcąc klnąc w myślach wybierałem słowa jakie powiem gdy okaże się to holo-pobudka w moim hotelu. Gdy tylko odebrałem połączenie a na wyświetlaczu pojawiła się admirał z dowództwa odruchowo stanąłem na baczność zapominając o swojej przepustce.
- Pani admirał. Stało się coś poważnego?
- Komandorze, pan i pana załoga została wezwana do natychmiastowego zjawienia na okręcie.
- Pani admirał, czy mogę mówić swobodnie?
- Udzielam zgody.
- Wczoraj wróciliśmy z długiej i ciężkiej misji. Obiecano nam tygodniową przepustkę. Nie zamierzam sprzeciwiać się rozkazom, ale proszę o jakieś informację na temat zadania.
- To zrozumiałe komandorze. Pańska załoga została wytypowana do wyruszenia na naszą placówkę badawczą celem zdobycia informacji jej milczenia oraz ochrony oficerów naukowych którzy mają za zadanie sprawdzić stan oraz rodzaj badań. Musimy wiedzieć co tam zaszło, aby nie powtórzyć ich błędów.
- Ale dlaczego my? Przecież mamy wiele lepiej przystosowanych jednostek. Pani admirał.
- Ze względu na lokalizację placówki. Gdy przyswoi sobie wysłane instrukcje wszystko stanie się jasne.
Po tych słowach ekran zgasł a ja otrzymałem na swój wszczep wiadome dane. Podniosłem z podłogi obok łóżka swoją torbę z rzeczami a wychodząc z pokoju powiedziałem w pustkę przed sobą "urlop, psia jego mać. Mogłem się tego spodziewać".

Jezioro

Gdybyś znał historię tego miejsca, nie byłbyś zdziwiony, że tak mało osób je odwiedza. Piękne jezioro z trzema plażami, kiedyś były cztery, ale jedna zarosła rok temu. Wiesz jak w wiosce mówią o jeziorku? Czarcia wanna. A to dlatego, że kiedyś w ciągu dwóch lat utonęło tu ponad dwanaście osób. A żeby tego było mało to trzy miesiące temu w tamtych zaroślach – tu wskazał palcem kawałek stawu – miesiąc temu znaleziono tam zwłoki młodej dziewczyny która jak się okazało zaginęła pół roku wcześniej. Mieszkańcy tego nie wiedzą, ale została tu podrzucona. Policja znalazła na jej ciele ślady wielokrotnej przemocy, tak na tle seksualnym jak i zwykłej fizycznej. Nadal szukają sprawców gdyż boją się, że robią takie rzeczy jeszcze innej kobiecie. Skąd o tym wiem? Policja mnie o tym poinformowała gdyż jej rodzina była pod moją opieką. Jak to ładnie nazwano są oni w miejscu zamieszkania o podwyższonym stopniu wystąpienia patologii bądź zagrożenia społecznego. Stale współpracuje z policją, głównie przez to, że wiele osób ze środowiska mnie zna i ciesze się dość dobrą opinią. Wiesz, nie muszę się bać chodzenia po szemranych dzielnicach w nocy. Przez jakiś czas prowadziłem swoje prywatne śledztwo, niestety ci których podejrzewałem o takie zagrywki mieli w tym czasie trudne do obalenia alibi.

Przepraszam

Przepraszam was moi przyjaciele,
Za każdą łzę uronioną.
Przepraszam Was moi wrogowie,
Ci którzy okazaliście honor.
Przepraszam Was rodzice moi,
Którzy życie mi nadali.
Przepraszam Ciebie ukochana ma,
Ze Twe serce złamane.
Przepraszam świat cały,
Za cierpienia me,
Za złość moją,
Za ataków moc,
Za słowa, których żałuje.
Czy kiedyś wybaczycie mi,
Tego nie wiem lecz.
Przyznam Wam, że żałuje tych chwil,
I zmienić chciałbym je.

Łowca

Budynek opuszczonej fabryki, w jej najciemniejszym kącie coś błysnęło a następnie pojawiła się tam postać z czarnymi skrzydłami. Postać wzięła w dłoń garść ziemi a następnie palcami je rozgniotła po czym na twarzy zagościł uśmiech a sama postać odezwała się "Nareszcie, jestem w odpowiednim czasie. Tym razem mi nie umkniesz". Bohater stanął wyprostowany po czym obrócił głowę w bok tak, że kątem oka zauważył swe skrzydło.
- Nie mogę tak chodzić. Muszę je ukryć. - Po czym wygiął się a na jego twarzy pojawił się grymas bólu kiedy skrzydła składały się i wnikały w jego plecy pozostawiając w ich górnej części tatuaż a jego oczy pokryły się czernią. Widział doskonale zarówno w słońcu jak i w całkowitych ciemnościach ale jego oczy nie miały ani odrobiny białka. Spojrzał na lewą dłoń i niżej na rękę. Na jej wewnętrznej warstwie był kolejny tatuaż, ten był w kształcie styletu. Doskonale wiedział, że to jego sztylet. Jego "Zsyłacz snów", który karmiony jest krwią ofiar. Po dokładnym obejrzeniu swego ciała, nowego ciała oraz zbadaniu jego możliwości wyszedł z budynku. Myśliwy, łowca, kat, tak o nim mówili. On sam nazywał siebie czyścicielem, ściga zdrajców i szubrawców i sprząta ich z tego świata.

Partnerka

Wszedł do pomieszczenie Łączenia gdzie za biurkiem siedziała pani doktor mając przed sobą pojemnik. Pokazała mu by usiadł gdyż zanim odbędzie się rytuał połączenia musi mu wyjaśnić kilka spraw. - Po pierwsze - zaczęła - wiedz, że normalnie powieneś zostać uśpiony lub chociaż znieczulony miejscowo jednak ze względu na rodzaj swojej partnerki ta opcja niestety nie wchodzi w grę. Twoje akta wskazują na chęć zostania zwiadowcą, chęć odkrywania nieznanych, bycie wśród niebezpieczeństw i tak dalej. Jestem pewna iż wiele osób przede mną mówiło ci, że zarówno szkolenie jak i dalsze kroki takiej kariery są niezwykle trudne i bolesne. Mało który ze zwiadowców przeżywa te pierwsze piętnaście lat, a po ich ciała raczej nie posyła się żołnierzy by później odpowiednio ich uhonorować. No, ale może kilka słów o twojej partnerce. Jej głównym miejscem zamieszkania będzie kość między dłonią a łokciem. Nie wiemy dokładnie jak, ale po opleceniu jej jakoby wnika w twoje ciało i oplata się w wybranym miejscu. Twoja partnerka ma imię, ale poznasz je dopiero gdy sama ci go wyjawi. Będziecie porozumiewać się na poziomie telepatii. Mniej więcej, na początku może ci to sprawiać trudność ale szybko się przyzwyczaisz. Z czasem twoja partnerka urośnie, będzie mniej więcej dwa i pół raza większa niż obecnie ta, że będzie oplatać praktycznie całą tę kość. Nigdy nie wiadomo jakie umiejętności partnerka ofiaruje indywidualnie, panuje przekonanie iż sama tego nie wie a te umiejętności rozwijają się z czasem. Jednak jest kilka elementów wspólnych. Po pierwsze, twoja sprawność fizyczna, koordynacja ruchowa, zasięg i ostrość widzenia. bez względu na warunki, ulegną poprawie. Po drugie skóra, nie wiemy jak to działa ale możesz panować  nad jej wytrzymałością, może być delikatna niczym jedwab lub wytrzymalsza od diamentu. - Monolog pani doktor trwał ponad godzinę a gdy wyszła mężczyzna otworzył pojemnik w którym znajdowała się ona, jego partnerka. Delikatnie wziął ją na ręce po czym ułożył na wewnętrznej stronie lewej ręki. Partnerka poruszała się po niej powoli wywołując delikatne łaskotanie, gdy już znalazła odpowiednie miejsce do myśli mężczyzny powędrowały "Przepraszam, że wywołam twój ból ale jest to konieczne. Postaram się być delikatna". Następnie jakby wniknęła w dłoń, to nie bolało go bardzo raczej przypominało upadek z roweru na asfalt. Jednak prawdziwy ból przyszedł później. Poczuł jak gdyby do wielu miejsc jego ciała przykładano rozgrzane do białości metalowe pręty a później cały ten ból kierował się ku górze w jego oczach pojawiły się łzy i krzyczał na całe gardło mimo wcześniejszego mówienia, że okażę siłę i wytrzyma wszystko. Nie wiedział jak długo to trwało ale w pewnej chwili zdał sobie sprawę iż ktoś do niego mówi.
- Paul, w porządku. Już po wszystkim. Jak się czujesz?
- Ten ból był potworny. - powiedział, a kiedy przetarł oczy i rozejrzał się po pomieszczeniu Łączenia zorientował się iż jest sam - gdzie jesteś?
- Jestem twoją partnerką. Gdy będziesz czuł się na siłach wstań, na biurko obok pojemnika w którym byłam znajduje się pudełeczko tabletek przeciwbólowych jakbyś miał ochotę - powiedziała to kobieta a ja wyczułem troskę w jej głosie. Jeszcze nikt nie zwracał się do mnie w ten sposób. Do tej pory byłem jednym z sierot wojennych wielomilionowego miasta. Jeden z tych którzy zostali przywiezieni ze straconych kolonii. Wieczne przypomnienie straconych ziem oraz "kolejna gęba do nakarmienia przez kurczące zasoby Ziemi".

Przybysz

Otworzyłem oczy i walcząc z potwornym bólem głowy wstałem oraz rozejrzałem się w około. Nie nawidzę tego sposobu podróżowania, mam tylko nadzieję, że nikt mnie widział jak leciałem. No nic, czas rozejrzeć się po nowym ciele. Dwie ręce, dwie nogi, proste ubranie. A to co? Miecz? Na wszystkich bogów, dlaczego choć raz nie wyślą mnie do jakiegoś nowoczesnego świata, choćby na tydzień. Ale nie, zawsze tylko wieki ciemne. No, trudno, wsadzam miecz do pochwy oraz wychodzę z krateru mając nadzieję, że tym razem dali mi chociaż odpowiedni język bym mógł porozumieć się z ludem zamieszkującym te okolice w sposób inny niż same gesty. Gdy już wyszedłem na powierzchnię okazało się iż wylądowałem w środku lasu, przynajmniej kwestie świadków zdarzenia mamy rozstrzygniętą. Gdy zastanawiałem się w którą stronę wyruszyć do naturalnych dźwięków lasu doszedł ryk potwora. Pierwsze co przyszło mi do głowy to "jakim cudem, przecież one nie istnieją po za jedną planetą a ta na pewno nią nie jest", i od razu biegłem w kierunku z którego dobiegał dźwięk. Jednocześnie próbowałem przypomnieć sobie wszystkie informacje na jego temat. W pewnej chwili wybiegłem z lasu a przed moimi oczami wyrosła wioska, a konkretnie jej pozostałości oraz cisza. Martwa, wszechobecna oraz przytłaczająca. Spóźniłem się ale badając ślady w niej pozostawione zyskałem pewność iż miałem pasażera na gapę. Szlag, oni sobie nie poradzą, nie ważne iż moją misją było obserwowanie i nie mieszanie się. Sprowadziłem niebezpieczeństwo na tych ludzi i nawet jeśli będzie czekało mnie za to wygnanie powstrzymam potwora.
W tej chwili za mężczyzną pojawiają się trzej mężczyźni ubrani w podobny sposób do niego lecz z elementami mówiącymi iż należą do innej wioski. Mężczyzna odwraca się jednocześnie sięgając po miecz lecz oni są szybsi i pozbawiają go przytomności.

Wypadek

Możecie wierzyć lub nie ale ludzie dziwią się kiedy mówię im, że nie podróżuję samochodami. Nawet jako pasażer. Wiecie, nigdy nie tłumaczyłem się z tego powodu ale czas to zmienić, może dzięki temu zrozumiecie mnie lepiej. Jakieś pięć lat temu jechaliśmy z dziewczyną do domu wracając z wakacji, to był dzień w którym się oświadczyłem i z jednej strony chciałem wrócić szybko do domu ale z drugiej jestem pewny iż jechałem z dozwoloną prędkością. W pewnym momencie wyjechał na nas samochód, odbiłem lecz kierowca najwyraźniej w ogóle nie panował nad pojazdem i mimo starań ze strony nas obu nasze pojazdy spotkały się. Następne co pamiętam to łóżko. Kolejny przyszedł zapach, ten charakterystyczny zapach szpitala. Ten którego nie znoszę do chwili obecnej i który sprawia, że robi mi się niedobrze. Byłem sam jednak gdy próbowałem wstać z łóżka poczułem się wyjątkowo słabo. W godzinę lub dwie później spróbowałem znowu i po męczącym truchcie dotarłem do miejsca gdzie powinny być drzwi. Tam zobaczyła mnie pielęgniarka która podeszła do mnie i mówiąc, że nie powinienem wstawać poprowadziła mnie znowu do łóżka. Chciałem się przeciwstawić lecz całą energię włożyłem w tą krótką podróż. Zdążyłem tylko zapytać pielęgniarkę o moją narzeczoną a ona w odpowiedzi rzekła "Dowie się pan wszystkiego w swoim czasie". Później coś zmieniła w maszynie stojącej obok łóżka a ja zapadłem w sen. Gdy się ponownie obudziłem przy moim łóżku stali moi przyszli teściowie, powiedzieli mi iż byłem nieprzytomny od sześciu miesięcy a na moje pytanie o nią odpowiedzieli że zginęła na miejscu. Po tej informacji zamknąłem się w sobie. Teoretycznie mogłem wyjść po maksymalnie miesiącu jednak zostałem przepisany na oddział psychiatryczny i byłem tam dodatkowe pięć. Pamiętam je jak przez mgłę i czasami pojawiają się pojedyncze sceny ale poprzeplatane innymi które wydarzyły się w innym czasie. Kiedy wyszedłem musiałem być na silnych lekach ponieważ miałem bardzo mocne napady paniki na sam widok samochodów. Teraz jest już lepiej, i mimo, że nie mam zamiaru prowadzić a nawet wsiąście do autobusu wiąże się u mnie z dużym strachem to już nie ulegam aż takiej panice jak wcześniej. Muszę Was jeszcze poinformować iż dopiero trzy dni temu, to znaczy dwa lata po moim wyjściu ze szpitala a trzy od wypadku odważyłem się pójść na jej grób. Nie dlatego, że bałem się cmentarzy, powodem mego strachu była myśl, że jak tam pójdę to ona naprawdę umrze. Do tej pory mogłem oszukiwać sam siebie iż ona gdzieś jest, pozbawiona pamięci i osamotniona ale jest. Jednak od tego czasu przychodzę i rozmawiam z nią codziennie. I zanim powiecie, że oszalałem, wiem iż nie odpowie mi ale kiedy powiem jej o wszystkich moich planach oraz wyobrażenie naszego wspólnego życia, jakoś tak lżej mi się robi.

Strefa

Jechałem na miejsce akcji z czwórką osób z którymi współpracuję. Kiedy mi ich przedstawiono to zazdrościłem im tego zgrania. Czasem zachowywali się jakby podczas wykonywania zadań czytali sobie w myślach. Kiedy tak przejeżdzałem po nich wzrokiem to najdłużej zatrzymałem się na niej. Już niedługo będę musiał wyjść z samochodu i wykonać swoją misję a nadal nie powiedziałem jej co czuję, nawet nie wiem czy ona czuje coś podobnego. Nawet miałem jedną myśl by nie przyjmować swojej misji a za to powiedzieć jej wszystko i wyjechać gdzieś daleko, ale nawet nie wiem czy ona czuje to samo. Wstałem i poprawiając maskę od kombinezonu podszedłem do jednej z podwójnych drzwi pojazdu. Starałem się odciąć od wszystkiego co się dzieje i mimo iż wiedziałem, że ekipa coś mówi to sens tych słów nie docierał do mnie. Samochód zatrzymał się na granicy strefy a ja wszedłem najpierw do pierwszego pomieszczenia, wielkości mniej więcej szafy. Kiedy drzwi zamknęły się szczelnie za mną otworzyłem wejściowe i wyszedłem na zewnątrz. Wiedziałem, że będą mnie obserwować, pewnie boją się, że stchórzę i "dam dyla", niedoczekanie wasze. Wyłączyłem licznik geigera ponieważ jego odczyty z każdym krokiem szły w górę, nie mam pojęcia dlaczego jako jedyny przeżyłem i dlaczego nie zostawia we mnie żadnych śladów lecz gdy odkryto, że małe dawki promieniowania niweluję to dano mi do wyboru spróbować oczyścić strefę. Z takimi rozmyślaniami oraz wspomnieniami wszystkiego co przeżyłem udałem się do granicy poza którą nikt mnie nie mógł obserwować. Gdy ją przekroczyłem to pierwszą czynnością było odpięcie maski i rzuceniem jej sobie pod nogi, pierwsze oddechy sprawiły mi niezbyt dużą przyjemność, powietrze było kwaśne, ciężkie i wywoływało kaszel. Ale po przyzwyczajeniu zacząłem zdejmować resztę kombinezonu, zostawiłem go jakieś dwa, trzy kroki od maski i dalej poszedłem w swoich spodniach za kolano, koszulce z krótkim rękawem oraz krótkich tenisówkach. Nie wiem gdzie dokładnie szedłem ale wiedziałem, że gdy tam dotrę to dowiem się tego. Po godzinie marszu trafiłem na miejsce. Przyklęknąłem na jedno kolano, dotknąłem ziemi lewą ręką i zaraz głośno krzyknąłem z bólu oraz upadłem na ziemię jak ktoś kto został mocno uderzony w brzuch jakimś twardzym przedmiotem, stalowym kijem czy innym niezbyt przyjemnym uderzeniem. Przez chwilę tak leżałem z zamkniętymi oczami po czym wstałem z myślą, że wykonam tę misję do końca dla niej, bez względu na to jaki ból przyjdzie mi przyjąć. Zająłem swoją poprzednią pozycję i mimo kolejnego uderzenia bólu już nie przerwałem połączenia.
TYMCZASEM W POJEŹDZIE
Kiedy łącznik wyszedł z pojazdu zajeliśmy swoje miejsce przy monitorach. Licznik gaigera wychodził poza skalę i żaden z nas nie przeżyłby pięciu sekund na zewnątrz ale on szedł jakby w ogóle nic tam nie było, porucznik Kasia zasiadła przy monitoringu kotrolując czy odczyty nie wskazują jakichś skoków przez które powinniśmy go ewakuować i odjechać jak najdalej. Mówi, że to dla dobra misji ale wszyscy w ekipie wiemy że tak naprawdę to czuje do niego mięte i była przeciwna temu by podejmował takie ryzyko. Obserwowała go tak długo jak tylko można było a gdy doszedł do granicy przełączyła się na satelitę, ten sposób nie był tak szcegółowy jak nasze kamery ale przynajmniej obejmował całą strefę. "Co on robi", powiedziała przez co wszyscy zbliżyliśmy się do monitora. "Zdejmuje kombinezon, przecież zaraz umrze", jednak on szedł dalej w swoim letnim ubraniu. Obserwowaliśmy go przez całą podróż aż zatrzymał się licznik spadł o cztery stopnie. Tylko tyle i aż tyle, przez moment nie poruszał się a potem znowu zaczął spadać i nie zatrzymał się już dopóki nie spadł do zera. "Może urządzenie się zepsuło", powiedziałem niepewnie biorąc do pomiarów inne, o mniejszym zasięgu ale to nie ważne. One też wskazywały zero. Z obawą wyszliśmy na zewnątrz mając na sobie kobinezony. Zrobiliśmy kilka badań po czym ostrożnie ściągnęliśmy maski. Powietrze, świeże i czyste. I co dziwne, czystsze niż mogliśmy sądzić, ale wtedy nie wiedzieliśmy tego. Pani porucznik natychmiast poszła w kierunku gdzie poszedł on i z trudem namówiliśmy ją aby wsiadła do samochodu i pojedziemy po niego. Jechaliśmy z otwartymi drzwiami chłonąc czyste powietrze bez radiacji i coraz bardziej dziwiąc się jego mocy. W pewnym momencie porucznik wyskoczyła z samochodu i podbiegła do leżącego na brzuchu ciała, chwytając apteczki ruszyliśmy w jej ślady. Porucznik dopadła do niego pierwsza obróciła na plecy i cicho powtarzała jedno zdanie niczym mantrę lub jakieś zaklęcie "Proszę żyj, nie umieraj, potrzebuję cię".

Powrót


Nareszcie, zbliża się koniec naszej misji. Może nie zakończyła się do końca tak jak tego oczekiwaliśmy ale nie uznałbym jej za klęskę. Oczywiście, jako najwyższy stopniem członek załogi biorę za to wszystko odpowiedzialność a to co spotkało nas gdy zakładaliśmy kolonię zostaną ocenione nie przeze mnie tylko osoby czytające raport oraz poddające mnie i innych załogantów przesłuchaniu. Od kiedy wlecieliśmy w zasięg Ziemi siedzę nad raportem. Jest to jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu. Wiem, że powinienem pisać wszystko bez żadnych uatrakcyjnień czy oceniania lecz jako świadek tych zdarzeń jest trudno. Pozwólcie zatem, iż na początku napiszę o naszym okręcie. ORP Kos, jest jednym z większych i nowocześniejszych statków kosmicznych w znanym uniwersum. Porównując z jednostkami morskimi jego wielkość w porównaniu z innymi dużymi okrętami jest niczym niszczyciel do kutra rybackiego. Mnóstwo poziomów, eksperymentalny silnik dzięki któremu ten kolos jest w ogóle w stanie ruszyć i manewrować. System tworzenia powietrza dzięki stworzeniu zielonej sfery, załoga mówi na to „zielony pokład”, ja „arboretum”, lub „park”, mamy tam drzewa, rośliny, trawę, nawet rzeczkę i jezioro. Oczywiście wszystko w cyklu zamkniętym lecz otwarte dla załogi i pozwalające im choć na chwilę odprężyć się na, z braku lepszych określeń „łonie natury”. Skoro już wspomniałem o załodze. Liczy ona ponad dwieście tysięcy jednostek podzielonych na różne sekcje...
- Komandorze, mamy problem – odzywa się pokładowa SI
- O co chodzi Ci? - pytam
- O Ziemię, komandorze. Nie odpowiada na nasze komunikaty.
- Może mają przerwę. Sprawdź automatyczne sygnały. - odpowiadam nie odrywając się od raportu.
- Już to zrobiłam, ale Ziemia pozostaje cicha.
- Kto z obecnej zmiany odpowiada za komunikacje?
- porucznik Min komandorze.
- Czy jest na mostku?
- Tak.
- Powiadom ją o wszystkim i powiedz, że już tam idę.
- Pani porucznik już o wszystkim wie. To jej pomysł aby pana zawiadomić.
- Dobrze. - odpowiadam po czym wstaję od zaczętego raportu „No cóż, będzie trzeba napisać go później”, co tam się może dziać? Nie twórzmy czarnych scenariuszy, pewnie jakiś drobiazg. Ktoś miał urodziny, była imprezka i zapomnieli nasłuchiwać. Przecież nasza misja tylko dla nas miała trwać pięć lat a na Ziemi minęły ich trochę więcej. Jakieś dwieście, plus, minus dziesięć. Mam nadzieję, że nie zmieniły się procedury ani nie trafiliśmy na strefę wojny. Chociaż nie, Ziemia od kiedy pamiętam była strefą neutralną a wszelkie konflikty były rozwiązywane rozmowami. Czasami burzliwymi i długimi ale broni nie używano. Idąc na mostek wpadłem na pomysł.
- Ci, powiedz pani porucznik aby wysłała prośbę kontaktu do wszystkich kolonii oraz stacji kosmicznych w pobliżu. Zobaczymy czy ktoś odpowie oraz czy będzie w stanie odpowiedzieć na kilka pytań. Aha, jeszcze jedno, tan na wszelki wypadek. Przeprowadź diagnostykę osłon i włącz je na pełną moc.
- Oczywiście komandorze, czy włączyć tryb bojowy?
- Nie trzeba, na razie wystarczą same osłony.

Epilog

    Wygląda na to, że umrę w tym świecie. Czy żałuję podjętej decyzji? To dziwne, ale tego akurat nie. Co jeszcze dziwniejsze świadomość końca w takim miejscu również nie jest straszna. Racja jest pełno demonów, duchów, zjaw i przeróżnych stworów, ale nawet w tym miejscu, gdzie teoretycznie one się rodzą i żyją a do nas wychodzą przez szczeliny są miejsca bezpieczne dla takich jak ja. Mam nadzieję, że ona wybaczy mi taki postępek. Oraz, że zamiast wylewać łzy odnajdzie szczęście i będzie żyć pełnią życia. Może kiedyś wybaczy mi i zrozumie, że przejście można zamknąć tylko od wewnątrz. Wspomniałem wcześniej o szczelinach przez które demony przechodzą do naszego świata. Pewnie zadajecie pytania dlaczego w takim razie ja przez nie, nie przejdę? Zlokalizowałem kilka z nich ale dla mnie one pozostają niczym zamknięte okna. Mogę przez nie zobaczyć nasz świat, mogę zamknąć je aby demony nie przeszły ale sam nie przejdę.
Jestem ostatnim strażnikiem. Moją powinnością jest ochrona świata śmiertelnych przed demonami. To, że zakochałem się w jednej z nich nie powinno mieć miejsca. Jeśli ją spotkacie, przeproście w moim imieniu.
Podpisano Strażnik Otchłani
Służba po Kres Dni i jeszcze tydzień dłużej

I jak każdej nocy znowu śniła tę jedną noc. Czas w którym walczyli pod bramą, czas w którym ktoś powiedział, że nie dadzą rady pokonać hordy jeśli przejście zostanie otwarte, czas gdy On popatrzył na nią wypowiedział to jedno słowo “przepraszam”, i wszedł w przejście zamykając je od zewnątrz. Gdy brama się zamknęła, cała horda momentalnie znikła ale jej to nie obchodziło. Podbiegła do bramy i ze wszystkich sił uderzała w przejście wykrzykując imię Strażnika. Pewnie niektórych takie zachowanie zadziwiło, zwłaszcza, że znali się tylko miesiąc ale przez ten krótki czas czuła się przy nim jako całość a teraz gdy już go nie było nie wiedziała jak żyć dalej. Ktoś do niej podszedł, kładąc rękę na ramieniu próbował delikatnie dać znać do odejścia ale ona nie chciała nawet o tym słyszeć. Ciągle powtarzała sobie, że Strażnik wróci. Musi, zawsze wracał. Jeden z towarzyszy pokazał jej wtedy tekst pokazujący jak zapieczętować przejście.
Spędziła przed bramą dwa dni chociaż sama nie czuła tego czasu. Przez cały ten czas nie zmieniła pozycji, w pewnym momencie usłyszała jego głos. “Przepraszam cię, gdyby istniała jakaś metoda aby ocalić świat i być z Tobą uczyniłbym to. Jeśli kochasz mnie tak jak ja, to proszę spróbuj odnaleźć szczęście”. Kobieta nie wiedziała czy wtedy śniła czy nie ale przylgnęła do bramy tak jakby tuż za nią znajdował się on i jakby mogła go przez nią poczuć, cicho wyszeptała “nigdy cię nie zapomnę”, po czym powoli na drżących nogach podeszła do towarzyszy.

Co by było gdyby

Czasem zastanawiam się co by było gdybym był odważniejszy. Czy zacząłbym z Tobą rozmawiać podczas pierwszego roku znajomości kiedy to dołączyłaś do naszej klasy? Co by był gdybyś zobaczyła mnie, tego cichego chłopaka który jako jedyny nie flirtował z Tobą jak koledzy z klasy. W sumie nie dziwie się im. Zrobiłaś piorunujące pierwsze wrażenie i wszyscy bez wyjątku od razu zainteresowali się Tobą. Nawet ci którzy mieli już inne związki. Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy ile zostało tego dnia zakończonych i ile dziewczyn miało do ciebie żal za odbicie chłopaków. Wiesz, że jest teoria nieskończonych wymiarów? Może w którymś z nich udało mi się przełamać i zainteresować sobą. Może nawet zostaliśmy parą. Może nie wracałaś tego dnia później z pracy. Może wcześniej nie padało. Może kierowca tamtej ciężarówki nie był ponad trzydzieści godzin za kółkiem. Może nie stracił panowania nad autem i nie uderzył ciebie. Może nawet nie było Cię tamtego dnia na tej ulicy, mieście, kraju. Dalej masz ten swój niezwykły i zaraźliwy uśmiech. Jest tyle możliwości ale ty akurat wylosowałaś taką. Jednak mimo tego, że twoja historia skończyła się tak szybko, za szybko. Mam nadzieję, że doznałaś szczęśliwych momentów i poznałaś ludzi godnych zaufania. Żegnaj ukochana. Nigdy cię nie zapomnę.
Mężczyzna podszedł do grobu i delikatnie pogładził portret młodej kobiety widoczny na nagrobku. Poprawił swój płaszcz gdyż zimny, jesienny wiatr rozpoczął swe podmuchy, uśmiechnął smutno do kobiety i odchodząc wyszeptał “Do zobaczenia”.

Tajemnica 

Wczoraj znaleźliśmy na wykopaliskach sztylet którego wygląd sprawił, że nawet najbardziej doświadczeni członkowie ekspedycji nie ukrywali zaszokowania. Jego ostrze miało około piętnastu centymetrów i było delikatnie zakrzywione w jednym kierunku. Po wewnętrznej stronie zakrzywienia na ostrzu widzieliśmy dodatkowe ostrze skierowane niczym zęby szczupaków. Samo ostrze było niewiarygodnie cienkie i na początku sądziliśmy iż jest to jakieś szkło ale nie. Jest to obrobiony metal którego nie potrafimy nazwać. Rączka sztyletu jest stosunkowo prosta i bez żadnych zdobień. Jednak nie to najbardziej zaszokowało naszą ekspedycję. Nie sprawiło tego nawet datowania broni wskazujące na około 80 tysięcy lat. A raczej to, że po 12 godzinach od wydobycia sztyletu pojawiło się pięciu przedstawicieli firmy którzy zabrali eksponat i wszelkie dane a nam kazano zapomnieć o nim jeśli nadal chcemy prowadzić badania oraz mieć finansowanie. Wiem, że brzmi to jak wspomnienia szaleńca który przy kieliszku albo innym trunku w podrzędnym barze opowiada jak to Wielka Zła Organizacja nie pozwala na opublikowanie materiału dającego ponadczasową sławę ale nie potrafię przestać myśleć o znalezisku oraz o tym jak mógł zostać stworzony tak dawno temu. Reszta ekspedycji nie podziela mego zdania. Oni cieszą się, że mogą dalej prowadzić badania a czasem nawet zdaje mi się jakoby w ogóle nie pamiętali, że znaleźliśmy taki artefakt. Kim byli ci co zabrali sztylet? Dla kogo pracowali? Jakim cudem zjawili się u nas tak szybko? Chyba nigdy nie poznam odpowiedzi na te pytania.

Sen czy echo przeszłości


Szczerze to nie widzę sensu w spisywaniu moich myśli, ale trzeba to odbębnić. Od jakichś sześciu miesięcy mam jeden i ten sam sen. Jest on niesamowicie realny i czasem wydaje mi się jakby to on był prawdziwy a nie rzeczywistość mnie otaczająca. W skrócie to świat w moim śnie nawiedziło coś zmieniającego ludzi w dzikie bestie. Nie, nie zombie jednak jest kilka rzeczy które mogą być wspólne. Jak na przykład niebezpiecznie duża odporność na obrażenia, a może ignorowanie własnych ran jeśli cel ataku jest blisko. Na szczęście martwi nie zmieniają się w te stwory, a same stwory nie lubią światła słonecznego, co za tym idzie ludzie musieli nauczyć się unikać cienia oraz wszelkich ciemniejszych miejsc. W tym świecie większość miast upadła a praktycznie 98% ludzkości przemieniła się w te zwierzęta. Podobno w niektórych osadach prowadzone były badania w celu odnalezienia sposobu unikania i straszenia ich bez użycia naszego Słońca ale przez odległości osad oraz niebezpieczne drogi nie wiadomo do czego doprowadzono. W moim śnie, mieszkałam w osadzie której centralna część mieściła się w starej katedrze. Tak było najbezpieczniej ponieważ ten budynek zamykaliśmy na noc by jego mocne mury chroniły nas gdyby zewnętrzny mur padł. Pewnego dnia przyszedł do nas mężczyzna, starszyzna wybrała mnie oraz troje innych mieszkańców byśmy razem z nim zeszli do kompleksu w podziemiach po tym jak opowiedział on o możliwości uratowania naszego świata. Pod ziemią spędziliśmy pięć dni, tak rozbudowany był kompleks, przez cały ten czas rozmawiałam z mężczyzną i co dziwne czułam jakbym znałą go przez całe życie. Ostatniego dnia mężczyzna wszedł do jakiejś komory a po włączeniu maszynerii wszystkich nas oślepiła biel. Następne co pamiętam to pobudka w moim łóżku, miałam zwykłe życie a stwory jakby nigdy nie istniały. Nie wiem, czy mężczyzna istniał naprawdę czy tylko go wyśniłam, nie wiem czy to był sen czy może okruch przeszłości  jednak jego obraz wyrysował mi się w głowie tak, że czasem gdy wydaje mi się iż widzę go w tłumie muszę podejść do tej osoby i zawsze odczuwam ten sam zawód gdy okazuje się, że to nie on. Nigdy już nie zobaczyłam tak niezwykłych oczu koloru bardzo jasnej zieleni, nigdy już nie potrafiłam rozmawiać tak jak z nim. 

Fragment dziennika pacjentki z oddziału zamkniętego dołączam jako załącznik do raportu w celu usprawiedliwienia odstawienia wszelkich leków oraz wprowadzenia pacjentki w głęboką hipnozę mającą na celu poznania przyczyn snów oraz ich zablokowania.


Kim jestem


Obudziłem się w pozycji embrionalnej w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Moje pierwsze odczucia to potworny ból. Zupełnie jakby każdy atom mojego ciała był palony żywym ogniem. Na szczęście nie trwało to długo, chociaż dla mnie każda sekunda wydawała się godziną. Gdy ból minął powoli wstałem i rozejrzałem się po swojej celi, tak to słowo jest dobrym określeniem. Znajdowałem się w pomieszczeniu którego połowę zajmował jakiś cienki koc pełniący rolę legowiska bo posłaniem tego nie nazwę. Za co tu trafiłem? A tak w ogóle kim jestem? Nie pamiętam niczego, zupełnie jakbym nie istniał zanim ból mnie stworzył. Czy tak właśnie było? Pochłonięty w myślach i próbach odnalezienia wspomnień z początku nie zauważyłem otwieranych drzwi. Zwróciłem uwagę dopiero kiedy usłyszałem kobiecy głos “nareszcie cię znalazłam”, później kobieta podbiegła i przytuliła mnie. Gdy spojrzałem jej w oczy miałem wrażenie iż ten dwukolorowy blask coś we mnie przebudził, jakieś niewyraźne jeszcze wspomnienie ale zbyt dalekie by je uchwycić.
- Kim Jesteś? - zapytałem.
- Nie wiesz? - odpowiedziała pytaniem a przez jej oczy przeszła jakby zapowiedź łzy. Nie pamiętałem kim jest ale ten widok obudził we mnie pewność iż nie chcę aby płakała. Kobieta, jednak szybko opanowała się i mówiła dalej - oczywiście, mogłam się spodziewać. Nie martw się, niedługo sobie wszystko przypomnisz. Chodź, wyjdźmy na zewnątrz.
Gdy powiedziała skierowała się do wyjścia przez cały czas trzymając mnie delikatnie za rękę. Szliśmy tak, a ja obserwowałem wiele drzwi takich jak moje ale wszystkie były puste, w sumie może lepiej. Kobieta coś mówiła ale sens słów nie docierał do mnie. Gdy wyszliśmy z budynku był dzień, nie wiem jak długo byłem w pomieszczeniu ale światło słoneczne oślepiło mnie i sprawiło, że potknąłem się i upadłem. Wtedy straciłem kontakt z kobietą, podniosły mnie jakieś dwie osoby a następnie założono mi na głowę worek. Znowu poczułem tajemniczą kobietę koło siebie, co instynktownie uspokoiło mnie, ona powiedziała mi, żebym nie zdejmował worka, i że będę przyzwyczajany do światła stopniowo.
- Czeka nas dłuższa podróż - powiedziała pomagając mi na czymś usiąść - nie jesteśmy w stanie zaciemnić wszystkiego dlatego może lepiej gdybyś przestał całą.
- Będziesz gdy się obudzę?
- Oczywiście. Gdy będziemy w Edenie nie opuszczę cię.
- Eden? Co to jest?
- Ostatnie wolne miasto. Stamtąd pochodzimy, pamiętasz?
- Nie, przepraszam.
- Nie musisz przepraszać. Niedługo sobie przypomnisz. Porozmawiamy później. Dobranoc.

Dobry czy zły


“oko za oko, każdy zły uczynek powinien zostać ukarany”, to zdanie kronikarz wyczytał na starym pergaminie. Tak starym, że substancja jaką ją spisano była już ledwo widoczna. Kronikarz zamyślił się. Kto sprawdza czy dana czynność jest dobra czy zła? Przecież nawet w obrębie naszego kontynentu są Imperia w których te same rzeczy są inaczej postrzegane. W jednych jest to coś normalnego a w innych można zostać wręcz ukamieniowanym jeśli się będzie mieć pecha i sędzia się spóźni. Ale nawet biorąc pod uwagę tylko jedno Imperium, mamy w swojej historii złodziei, zabójców czy zwykłych zbirów, ale ich czyny zapisane są i powtarzane z wielkim szacunkiem, niemalże czcią. A jednocześnie generałowie, wodzowie i osobistości starające się przygotować Imperium do zmian nazywani byli tyranami, łotrami czy skorumpowanymi zdrajcami, nawet jeśli udowodniono w późniejszych zapiskach, że nic takiego nie miało miejsca. Dlaczego Kronikarz myślał na ten temat? To proste. Odwiedził go złodziei. Nie taki który zabierze mu wszystko i zostawi nagiego, związanego we własnej posiadłości. Raczej taki, który przedstawia mu możliwość zapisania na kartach historii. I to w ten sposób w jaki on sam by chciał. Kronikarz miał mnóstwo mniejszych i większych elementów które pragnął utrzymać w sekrecie. Odetchnął raz, drugi, trzeci, po czym napisał.
“Oko za oko, każdy zły uczynek powinien zostać ukarany. To historia wygnanego księcia. Zmuszonego przez własną rodzinę do opuszczenia kraju i wzięciu udziału w nie swojej wojnie. Po powrocie zastał rodzinny majątek w ruinie a swoich poddanych zmuszonych do pracy na rzecz innych szlachcica. Książę przybrał maskę, nowe imię i obiecał sobie odzyskać swe ziemię z poddanymi”.

Nowy Początek (18.01.2022)

Wiem, że załoga nie zawsze zgadzała się z moimi decyzjami dlatego też gdy nadeszły ostatnie rozkazy z admiralicji postanowiłem zignorować tajemnicę i powiedzieć wszystko co wiem. Razem zdecydowaliśmy tkwić na skraju układu w pełnym maskowaniu i pozostać jako świadkowie anihilacji naszej kolebki. Kiedy już nie wykryliśmy żadnego życia poza najeźdźcami kazałem skoczyć w najdalszy punkt na jaki starczy nam energii następnie zdobycie jej jak najszybciej i ponowny skok. Po wykonaniu skoków znaleźliśmy się w stosunkowo młodym układzie. Z planet znajdujących się tam wybraliśmy dwie. Czwartą oraz trzecią które będą kolebkami rasy będącej naszą spuścizną. Niestety po bliższym przyjrzeniu czwarta planeta okazałą się niezdolna do stworzenia rasy od początku. Może kiedyś to oni stawiając pierwsze kroki polecą tam. Stworzyliśmy genotyp, a właściwie szkielet genotypu i wypuściliśmy na trzecią planetę. Gdy ten leciał przez czerń kosmosu do swego celu, cała załoga wpatrywała się a w myślach powtarzali słowa “To wasza kolebka, oby Przedwieczni okazali się dla Was łaskawi a wszelkie niebezpieczeństwa stworzyły Was silniejszymi”. Ostatnimi rozkazami było zabezpieczenie układu macierzystego naszej spuścizny tak by dopóki ci nie będą gotowi nikt się nie dowiedział, że istnieją. “Jesteście naszym mieczem oraz jedynym co może pokonać najeźdźców. Jednak dopóki nie będziecie na to gotowi musicie rozwijać się własnym trybem”. Po zabezpieczeniu oraz sprawdzeniu wszystkich danych osobiście usunąłem wszystkie zabezpieczenia okrętu i powoli skierowałem się w środek tutejszej gwiazdy. Tak oto odeszli Terra, ale nie opłakujcie nas. Sami wybraliśmy swój los i jeśli Przedwieczni pozwolą nasza spuścizna i ich kolebka powrócą oraz zrobią co należy z Plagą najeźdźców.

Przysięga Rycerzy Wyroczni (18.05.2022)


Wyrocznio, Tobie przysięgamy,
Wyrocznio, Ciebie chronimy,
Wyrocznio, Tyś w naszej krwi,
Wyrocznio, Tyś do końca naszych dni.
Jesteśmy Twymi Strażnikami, Rycerzami, Obrońcami.
Dla ciebie oznaczamy się.
A gdy giniemy nasze ciała powłoką Twą staje się.
Wyrocznio Służyć Tobie to jedyny cel nasz,
Wyrocznio daj znak, że słyszysz Nas.

Przysięga Rycerzy Wyroczni, znaleziona w jaskini na wyspie Pamięci. Jaskinia została zabezpieczona zaklęciami oraz ukryta a przysięga ta rzuca nowe światło na historię świata. Nie wiem konkretnie co się stało lecz podejrzewam jakiś rozłam czy kluczowe zdarzenie gdyż Rycerze Wyroczni jakich znamy obecnie raczej nie składają takich przysiąg. Używają tej nazwy ale wierni są tylko tym którzy zapłacą i tylko do najbliższego uiszczenia rachunków. Muszę zanieść Przysięgę do Strażników, ciekaw jestem jak zareagują na nią.

Strażnik (21.06.2022)


Gdy usłyszała dźwięk wypuszczanej strzały odruchowo skuliła się starając się być jak najmniejszą. W następnej sekundzie wszystko jakby pociemniało a głosy ucichły. Zaniepokojona podniosła lekko głowę a wtedy przed jej oczyma pojawiły się skrzydła. Czarne tak jakby wchłaniające wszelkie inne kolory. Co najdziwniejsze, ta czerń nie wywoływała u niej strachu lecz ciepło i bezpieczeństwo. Rozglądała się dalej za właścicielem skrzydeł. Zauważyła mężczyznę, nie był przystojny, raczej taki który mógłby przejść przez tłum niezauważony gdyby nie jeden aspekt. No dwa, ale skrzydła nie były najdziwniejsze. Jego oczy, całkowicie czarne z takimi właściwościami jak kolor skrzydeł. Kobieta czuła iż ten mężczyzna nie skrzywdzi jej, czułą się przy nim bezpiecznie i czerpała siłę z jego bliskości, mimo że ten nawet jej nie dotknął. Tego uczucia nie miała jeszcze ani razu ale wiedziała co znaczy. W pewnym momencie drgnęła zaskoczona gdy mężczyzna się podniósł, nawet nie zauważyła, że był przykucnięty obok niej a jego skrzydła otulały niczym kokon. Zwrócił się w stronę z której nadleciała strzała i tak ruszył tak szybko, że rozmazywał się przed oczyma, w tamtym kierunku. W dwa oddechy później wszyscy napastnicy już nie żyli. Kobieta nadal była w skulonej pozycji gdy przed jej twarzy pojawiła się wyciągnięta dłoń. Ujęła ją i powoli wstała wpatrując się w swego wybawcę. Kim jesteś? zapytała zdając sobie sprawę, z tego co zrobił. Mężczyzna uśmiechnął się tylko delikatnie i odrzekł, Kimś kto wie iż twój czas jeszcze nie nadszedł, nie możemy zaburzyć równowagi jeszcze bardziej. Po tych słowach odpiął ze swojego pasa sztylet i podał go kobiecie. Ta broń obroni cię, nie rozstawaj się z nią. Kobieta chwyciła ostrze, spoglądając na nie i gdy już miałą z powrotem spojrzeć na mężczyznę ze zdaniem, nie odpowiedziałeś na moje pytanie, już go nie było. Wyjęła broń z pokrowca i aż nabrała głośno powietrza na widok tak pięknego oręża. Jego ostrze było tak cienkie jakby ze szkła tak, że widziała przez nie a jednocześnie miała świadomość iż jest wytrzymalszy niż wszystko co zostało stworzone bądź dopiero będzie stworzone. Dodatkowo ostrze lekko się wykrzywiało a na czubku zewnętrznej części sztyletu jest coś na wzór niewielkich ząbków które ułatwiają wejście w ciało ofiary oraz zadają dodatkowe obrażenia przy wyciąganiu. Sztylet Strażników, ale przecież to tylko legenda. Oni nie nie istnieją. Wyszeptała do siebie kobieta lecz gdy rozejrzała się wokoło i zauważyła ciała swych niedoszłych napastników przyszedł do niej odruch wymiotny na ten widok po czym jak najszybciej oddaliła się stamtąd.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Andrej Filipiuk - Konan Destylator

Landsbergon - Gorzowski Magazyn Fantastyki

Krzysztof Haladyn - Horda [PRZEDREMIEROWA]