Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzcja przedpremierowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzcja przedpremierowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 marca 2026

Michał Organiściak - Poławiacze Sunu [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

O rany. Znacie Piratów z Karaibów? A lubicie te historie? Jeśli tak to klimat tej książki bardzo będzie Wam odpowiadał. 




-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:


Wydawnictwo: Fabryka Słów
Premiera: 13 marca 2026


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis wydawcy:

Nie każdy upadek kończy się na dnie. Czasem dno jest dopiero początkiem drogi. Życie Martena, oficera marynarki Koralowego Lorda, miało być prostą ścieżką ku zaszczytom. Skończyło się jednak na polu bitwy, w krwi kompanów, gdzie dwa księżyce zwiastowały szaleństwo. Aby przeżyć, Marten musiał sięgnąć po sunu - narkotyk, który raz skosztowany, staje się jedynym panem i władcą. To wyrok zapisany w żyłach, przed którym nie ma ucieczki. Oto historia dwóch braci, których los rozdzielił, a ambicja i błędy przeszłości znów pchnęły ku sobie. Starszego, który walczy o resztki godności w oparach magicznego głodu, i młodszego, Cobara, który w pogoni za wielkością zbyt często zapomina, że dno rzeki jest bliżej niż szczyt masztu. To kronika świata, gdzie salwy burtowe i świst korsarskich kordelasów zagłuszają szept politycznych intryg. Magia nie jest tu darem bogów, lecz bronią, która najpierw uzależnia, a potem pożera duszę i ciało. A gdy wielka polityka zderza się z desperacją wyjętych spod prawa, jedno pozostaje pewne - każda decyzja ma swoją cenę, najczęściej płaconą krwią.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:


Mamy tu opowieść w której czuć morze, magię, zapach prochu wymieszany dymem armatnim oraz tym z muszkietów. Jeśli chodzi o fabułę to mimo że jakaś jest to bardzo szybko czytelnik czuje iż pchany jest do przodu niczym nie przymierzając okręt bez steru w trakcie jeszcze nie sztormu ale bardziej burzliwej pogody. Nie chciałbym tutaj zdradzać fabuły ale zdaje mi się jakby ona działa się niejako w tle i bez naszego udziału też niewiele by się zmieniło. Ale jest też bardziej osobisty wątek dla naszych bohaterów. A skoro już o bohaterach to są stworzeni poprawnie ale jakoś nie doszło tu do porozumienia takiego abym martwił się co się z nimi stanie. Jest kilka momentów zaskakujących ale w żadnym wypadku nie czułem więzi z bohaterami, czegoś tam brakowało. Jest to coś nieuchwytnego czego nie da się opisać ale podczas czytania czuć o co chodzi. 
Styl autora. To jest akurat bardzo dobre, i nie wiem czy jego styl nie jest przypadkiem najlepszą częścią powieści. To właśnie dzięki niemu nawet taki szczur lądowy jak ja któremu bliżej do gór niż mórz, jezior czy jakichkolwiek akwenów czuje zew oceanu. 
Wracając do uniwersum, które do pary ze stylem pisania autora jest jednym z ciekawiej napisane to głównie dla niego jeśli autor zdecyduje się napisać coś z tego uniwersum poważnie przemyślę sięgnięcie po nią. 
Podsumowując. Jest to powieść dla fanów pirackich opowieści pełna akcji, intryg i polane szczyptą ciekawej magii. Jeśli uważacie się za takich to powieść będzie tym czego szukacie.

Profil książki w serwisie Lubimy Czytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5221615/polawiacze-sunu
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu


sobota, 8 marca 2025

Paulina Hendel - Wzgarda [PRZEDPREMIEROWA]

Najnowsza powieść Pauliny Hendel już za mną. I tak w mega krótkich słowach. Nie wiem jak autorka to robi ale nawet te ponad pięćset stron jakie ma Wzgarda wydają się niewielką ilością i cała książka jest lekturą którą można pochłonąć, bo innego słowa nie sposób użyć, w jeden dzień.


--------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:


Wydawnictwo: Mięta
Premiera: 12 marca 2025


--------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis wydawcy:

To miała być prosta sprawa do rozwiązania w jeden dzień.

Na wyspie będącej byłą kolonią karną zaginął pracownik Czarnej Kompanii. Naczelnik Kilian Sztorm i jego zastępca, ogr Gustaw Gunderberg mają ręce pełne roboty, a do dyspozycji tylko pokojową wartę, w której skład wchodzą: podstarzały ziemowy, tryskający optymizmem syn magnaterii i tymczasowo zatrudniona złodziejka. Razem usiłują rozwikłać zagadkę, która okazuje się zaledwie wierzchołkiem góry lodowej.

Każdy trop zdaje się prowadzić do opuszczonego domu, w którym przed laty popełniono makabryczne morderstwo. Po mieście zaś krążą podejrzani ludzie, myśliwi znajdują w buszu okaleczone zwierzęta, ogry są coraz bardziej niespokojne, a tubylcy szepczą o bestii z mroku, która przebudziła się, by pożreć wszystkich obcych.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

W tym kryminale w uniwersum fantastyki nie będę mówił o książce, ponieważ bardzo dużo wątków które na początku mogą wydawać się nieistotne z czasem zyskują. Ale po prawdzie to nie chcę psuć Wam przyjemności obcowania z tą powieścią. Zwłaszcza iż jest ona aż tak dobra. Paulina Hendel po raz kolejny podniosła poprzeczkę oczekiwań i z jednej strony wiem już iż na pewno sięgnę po jej kolejną powieść (w zapowiedziach Fabryki Słów jej Szept Ognia jest datowany na wiosnę), a z drugiej każda jej powieść sprawia iż dużo więcej wymagam od innych autorów. Ale wróćmy do Naczelnika Kiliana Sztorma. jest to bohater [fragment usunięty z powodów spoilerów].
Pióro autorki. Cóż mogę napisać oprócz tego, że te ponad pięćset stron człowiek pozna w jeden dzień. 
Polecam tę powieść każdemu kto lubi świetnie napisane historie, kocha fantastykę oraz lubuje się przy dobrze napisanych kryminałach. Gwarantuje iż nie zawiedziecie się.


Profil książki w serwisie Lubimy Czytać:

wtorek, 5 września 2023

Jolanta Żuber - Manekiny [PRZEDPREMIEROWA]

Cóż, kolejna książka przeczytana. Ten wrzesień zaczyna się dużą ilością premier, czasem nawet człowiek nie wie czy wszystko ogarnie. Ale nieważne, wracamy do tematu.



-------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Ridero
Premiera: 19 września 2023


-------------------------------------------------------------------------------------------
Opis wydawcy:

Młode małżeństwo z Leśniska traci w pożarze swoje jedyne dziecko. Natalia Berner pogrąża się w rozpaczy, a dramatu całej sytuacji dodaje fakt, że kobieta nie akceptuje już swojego poparzonego ciała. Adam, jej mąż i właściciel domu pogrzebowego, postanawia zemścić się na wszystkich, którzy doprowadzili do pożaru. Wpada na pomysł niebezpiecznej, krwawej gry, by wymierzyć sprawiedliwość.
Monika i Marek toną w długach. Widmo utraty domu i niekończących się rat sprawia, że rozpaczliwie poszukują wyjścia z sytuacji. Kiedy dostają propozycję udziału w tajemniczej grze, nie wahają się z niej skorzystać. Miejsce, do którego trafiają, i zasady w nim panujące odbiegają jednak od ich wyobrażeń. Przesiąknięte mrokiem ściany popychają ich do coraz gorszych czynów.
Gdzie przebiega granica między dobrem a złem? I ile człowiek jest w stanie zrobić… dla pieniędzy?

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Jak wiecie lub nie, rzadko czytam książki z tego gatunku, ale będąc całkowicie szczerym przyciągnęła mnie okładka i to, że przedpremierowo jest obecna na Legimi. A skoro i tak opłacam abonament to co mi szkodzi sprawdzić. Od razu Wam powiem, że książka podobała mi się. Chociaż nie wiem czy temat który jest w książce jest odpowiedni aby mówić "podoba mi się", nie chcę wchodzić w spoilery jednakże jest tam kilka elementów które zaskoczyły. Jak chociażby pewien wątek pary która odwiedza "Dom Marzeń", ale nie chcę Wam psuć niespodzianki. Książka ma w moim ustawieniu czcionki ponad 360 stron ale przeczytałem ją w jeden dzień. Tak, że samo to mówi pozytywnie zarówno o książce jak i stylowi pisania autorki. 
Małe ostrzeżenie, nie jest to książka dla osób lubujących się w szybkich akcjach, tutaj wszystko jest ukazane miarowo i klimatycznie jednakże w żadnym momencie nie nudno. 
Bohaterowie. I tu mam problem. Ponieważ nie potrafię powiedzieć, że dana postać jest jednoznacznie dobra czy zła. Ponieważ tak naprawdę każda z przedstawionych postaci ma swoje pobudki, niektóre postacie troszkę się za bardzo zagalopowały i nie potrafią skończyć bez pomocy ale nie ma dobrej i złej. Chociaż..., nie będę kontynuował ponieważ mogę rzucić spoilerem. 
Czy polecam tę powieść? Cóż, tak ale z zastrzeżeniem iż są tam trudne tematy i mocniejsze sceny. Nie każdemu mogą przypaść do gustu.
Profil książki w serwisie Lubimy Czytać:

niedziela, 25 kwietnia 2021

A.C.Gaughen - Więzy Nieba [PRZEDPREMIEROWO]

Czas na powrót do uniwersum Żywiołów. Tak na szybko to książka bardzo mi się podobała i aż żałuje iż miałem tak mało czasu przez co jej poznanie zajęło mi dużo więcej niż normalnie.

------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Uroboros
Premiera: 19 maj 2021

---------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis wydawcy:

Była Ziemia, czas na Powietrze…
Drugi tom zachwycającej tetralogii o Żywiołach, magii i walce o wolność!
Aspasia, wykradziona jako dziecko od rodziców, wspina się po szczeblach kariery na czarnym rynku w imperium Cyrusa i zostaje kapitanką własnego statku kupieckiego – i za każdym razem, gdy uwalnia z niewolnictwa tyle kobiet i dzieci, ile tylko zdoła, ryzykuje życiem, ponieważ jako Żywioł wykorzystuje swoją potężną magię.
Cyrus jest bliski odkrycia jej sekretów – nie tylko tego, że Aspasia jest Żywiołem rządzącym powietrzem, dzięki czemu jej statek może szybować po niebie, lecz także tego, że dziewczyna szuka swej zaginionej rodziny. A jeśli Aspasia nie znajdzie młodszego rodzeństwa przed Cyrusem, nigdy nie będzie w stanie się uwolnić. Uzbrojona w lojalną załogę pełną Żywiołów i nowego rekruta, który kontroluje intrygującą moc, Aspasia trafia w sam środek konfliktu, rozciągającego się na cały ocean. Ale jej moc może nie wystarczyć do ocalenia przyjaciół, rodziny i wolności…


-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Na początku wspomnę to bardzo ciekawym zabiegu. A mianowicie iż w tej części mamy praktycznie nowych bohaterów, nową historię i tylko świat jest znany. Przynajmniej na początku tak wygląda. Dla niektórych z was może być to wadą ale mi taki zabieg odpowiada i dzięki temu mogłem poznać uniwersum od innego punktu widzenia. Aspasia, kapitan statku handlująca wszystkim. Aspasia jak i każdy członek jej załogi dzieli razem z nią pewną tajemnicę, jednakże i ona sama ma kilka takich o których nie wie nikt inny.
Książka ma naprawdę bardzo dużo momentów akcji, a pod jej koniec praktycznie cały czas coś się dzieje, nie mówię, że to złe a raczej iż autorka bardzo umiejętnie prowadzi tak szybkie tempo. Wspominam o takim tempie ponieważ mam niejsane wrażenie jakoby w pierwszej części było jej tak z połowę mniej. Ale nie tylko dlatego, inna sprawa to chęć uprzedzenia tych z was którzy nie lubią dużej ilości takich scen. 
Powieść bardzo mi się podobała i serdecznie ją polecam nawet [co dziwne], osobom które nie znają pierwszego tomu. Ponieważ mimo tego, że bohaterowie poprzedniej części pojawiają się na kartach to ukazanie uniwersum z perspektywy nowych postaci sprawia iż osoby które znają serię zgłębią znajomość świata, a ci którzy przeczytają tom drugi na początku poczują się zaintrygowani nim ale nie zmuszeni do zapoznania. 

Profil książki w serwisie lubimy czytać:

wtorek, 2 marca 2021

Tomasz Kaczmarek - Przedsionek Piekła [PRZEDPREMIEROWO]

Ten tekst został stworzony jeszcze w tamtym roku i pewne czynniki zewnętrzne zmusiły wydawnictwo do przesunięcia premiery. Szkoda ponieważ jeśli dobrze pamiętam to wyczekiwałem jej oraz tego by pojawiły się recenzje. Mam nadzieję, że tym razem książka nie zaiczy obsuwy i poznacie ten świat historii alternatywnej, a ja albo przeszukam swoją biblioteczkę i przypomnę sobię szczegóły powieści albo zaczekam na premierę i sprawdzę czy będzie dostępna w moim abonamencie na EmpikGo ;)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Uroboros
Premiera: 24 marzec 2021

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Daj się porwać światu, w którym technologia, zamiast pełzać, pomknęła naprzód.
Ameryka alternatywnego XIX wieku.
Na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych znajduje się miasto Exmore – betonowa dżungla wieżowców, ciężkich fabryk i mrocznych zaułków. A pośrodku tego sztucznego tworu stoi potężna elektrownia, której źródłem energii jest technologia trzymana w głębokiej tajemnicy.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Według serwisu lubimy czytać poza jakimiś tekstami do czasopism typu "Nowa Fantastyka" czy "Coś", autor nie ma na koncie żadnych książek. Dlatego z jednej strony jakieś tam doświaczenie posiada a z drugiej między opowiadaniami a pełnowymiarową książką jest różnica i można go potraktować jak debiutanta. 
Książka jest jednym z przykładów historii alternatywnej. Jak na przykład są książki gdzie jakieś działania militarne zakończyły się inaczej. Tutaj mamy technologię. Wyobraźcie sobie człowieka z początków XIX wieku który otrzymuje w prezencie najnowszy smartphone czy coś innego. W tej pozycji mamy Exmore który powstał w elektrowni nazywanej na łamach powieści "silnikiem", nie zostało powiedziane wprost co to za energia ale czytelnik ma swoje podejrzenia. 
Naszymi bohaterami są trzy postacie i dodatkowo kilka drugoplanowych jednakże nie będę wnikał w nie zbyt głęboko aby nie zachaczyć o spoiler. Napiszę tylko iż nie spodziewałem się aż tak dobrze zbudowanych ról, sam nie wiem dlaczego. Nie twierdzę iż postacie da się lubić lub nie ale można zrozumieć zachowanie oraz motywacje. 
Narracja jest prowadzona w formie pierwszej osoby, a poszczególne postacie poznajemy niejako towarzysząc im w scenach życia. 
Książka jest dobrą dorosłą literaturą i stanowiła dla mnie odpoczynek po młodzieżówkach po które ostatnio sięgałem częściej. Jednak przez moje dość przerywane czytanie, czasem musiałem na nowo wchodzić w ten świat. Jeśli podobają Wam się książki bez podziałów na czerń i biel oraz szukacie książki nie dla młodzieży to datę premiery powinniście zaznaczyć sobie na kalendarzu.


Za książkę dziękuję wydawnictwu
Profil książki w serwisie lubimy czytać:

niedziela, 9 sierpnia 2020

Marta Kisiel - Małe licho i lato z diabłem [PRZEDPREMIEROWA]

Tę książkę możnaby opisać cytatem autora Opowieści z Narnii, nie przytoczę go dokładnie ale szło to jakoś tak "jeśli książka dla dzieci podoba się tylko im, to znaczy że jest słaba", seria z Małym lichem jest przykładem jak pisać książki dla dzieci. Mówiąc bardzo krótko podobała mi się, chociaż mogłaby być dłuższa ale dzięki temu przeczytałem ją w jeden dzień. Jeśli chcecie usłyszeć coś więcej zapraszam poniżej.


--------------------------------------------------------------------------------------------------

Okładka:

Wydawnictwo: Wilga

Seria: Małe Licho

Premiera: 02 wrzesień 2020

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Opis marketingowy:

Bo w życiu najważniejsze jest dobre serce, a nie liczba rogów na łeb kwadratowy!
Małe Licho i Bożek, świeżo upieczony absolwent klasy trzeciej, wyruszają na wakacje w samym środku lasu. Nie podejrzewają nawet, że Prawdziwa Wielka Przygoda przyjdzie wraz z letnią burzą, która wywróci ich plany do góry nogami. Na domiar złego pół chłopiec, pół widmo, pół glut musi zamienić czorta i anioła stróża na innego kompana, rodem ze swych najgorszych snów.
Trochę śmieszna, a trochę straszna opowieść o przyjaźni, która potrafi wyrosnąć mimo największych przeciwieństw.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis:



Bożek zaczął wakacje, spędza ją razem z lichem u swojej cioci, o ile dobrze się orientuje to ciotkę poznaliśmy już przy okazji tomu drugiego. W tej części akurat autorka chciała nauczyć czytelnika spoglądać na osoby od innej strony. I to tyle jeśli chodzi o zarys fabularny. Książeczka jest napisana tak fajnym i lekkim stylem iż przeczytałem ją w jeden tylko dzień. Czcionka którą wydrukowana jest powieść wydaje mi się duża, ale może to dlatego iż na czytniku zawsze mocno ją zmniejszam. Jednakże taka duża czcionka jest wygodniejsza dla młodszych czytelników. Niby jest to trzeci tom serii, jednakże w odróżnieniu od innych cykli tej nie trzeba czytać chronologicznie. Więc nie ważne czy poznacie licha od tej części czy od tomu pierwszego, będziecie bawić się równie dobrze. 
Mam nadzieję, że nie jest to koniec przygód Bożka, Licha i spółki, i z wielką przyjemnością poznam kolejne.
A dla waszej informacji w zbiorze opowiadań "Pierwsze Słowo", o ile dobrze pamiętam są dwa utwory z tego samego uniwersum co tutaj ;)

Profil książki w serwisie lubimy czytać:





































— Ja też chcę przeżyć przygodę — oznajmiło Licho od progu i na znak, że jest w tym pragnieniu niezmiernie stanowcze, wzięło się pod boki i zmarszczyło brwi.
Bożydar Antoni Jekiełłek znieruchomiał na schodach werandy i wybałuszył na anioła wielkie chabrowe oczy, ponieważ nic a nic z tego nie rozumiał. W ogóle.
Przed momentem wrócił ze szkoły, dumnie dzierżąc w garści świadectwo ukończenia klasy trzeciej. Znaczy, dzierżąc metaforycznie, czyli nie dosłownie, bo tak naprawdę to miał je w plecaku, razem z zawartością swojej szkolnej szafki. Tę zawartość pani kazała każdemu uczniowi wyciągnąć, odkleić lub zeskrobać i zabrać ze sobą do domu, a najlepiej od razu wyrzucić, zanim przed nastaniem jesieni sama wypełznie, zwoła posiłki i podbije jakiś kontynent. Jesienią ich sala — najlepsza na całym parterze, bo choć niezbyt wielka, to słoneczna i schowana aż za biblioteką przed czujnym radarem surowej wicedyrektor — na powrót miała się bowiem stać salą pierwszaków. Oni zaś, jako czwartoklasiści pełną gębą, przeniosą się na Piętro, do nowej sali, do całkiem nowego świata, którego Bożek w głębi ducha trochę się obawiał.
Ale nie dziś. Jeszcze nie. W ten ostatni czerwcowy piątek żadne z nich nie myślało o rewolucji, jaka ich czekała za dwa miesiące. Teraz w ogóle nie mieli do tego głowy! Dziś był dzień o zapachu słońca i beztroski, dzień powitania z latem i zarazem pożegnania — tego radosnego, z koleżankami i kolegami z klasy, z którymi niedługo znów się zobaczą, i tego smutniejszego, bo z panią, która przestawała być Ich Panią tak całkiem, na zawsze. Wyściskała ich, wytuliła i wygłaskała, pogroziła palcem ten ostatni, najostatniejszy raz, a potem zagoniła do szafkowych wykopalisk, kwitując co dziwniejsze znaleziska śmiechem albo okrzykami najszczerszej, prawie nieudawanej zgrozy.
W szafce Bożka na przykład, oprócz zapomnianych zeszytów, znalazły się zaschnięte farby w plastikowych pojemniczkach z zakrętką, nadkruszone gumki oraz ogryzki różnokolorowych kredek. Chłopiec zbierał je pieczołowicie dla Gucia, wziąwszy sobie do serca przysłowie, że kto zjada ostatki, ten piękny i gładki, a wszyscy wiedzieli, że im gładszy był Gucio, tym lepszy robił rozbryzg w wannie podczas wieczornych kąpieli. Były tam również trzy plastelinowe ludki oraz dwa ludki z kasztanów, które skleiły się nieodwracalnie w lepkiego zmutowanego ludkojeża, arkusze kolorowego papieru z dziurami w osobliwych, kanciastych kształtach, jojo bez sznurka, sznurek bez jojo, magnetyczny glut w metalowym puzderku, a także skórka od chleba z kanapki, chyba majowej, a może nawet kwietniowej, która cała już stwardniała oraz, co Bożka fascynowało najbardziej, panią zaś najbardziej zmroziło, porosła śmiesznym mięciusim kożuszkiem, jak gdyby w szkolnej szafce doskwierał jej chłód.
Wszystko to, razem ze świadectwem oraz książką, chłopiec przytaszczył do domu tego ostatniego dnia szkoły — a zarazem pierwszego dnia swoich pierwszych prawdziwych wakacji, które właśnie się rozpoczynały.
Plany miał na ten wspaniały czas wielkie, przeogromne wręcz.
Po pierwsze, zamierzał siedzieć do późna, najlepiej każdego wieczoru, i przeczytać wszystkie, ale to wszyściuteńkie zaległe książki, które piętrzyły się obok jego łóżka. Stos ów już trzy razy przewrócił się na Gucia, równie zafascynowanego, co zaskoczonego chybotliwością konstrukcji, zwłaszcza potraktowanej serią zamaszystych pacnięć. Cóż. Mały potwór nie od dziś ignorował co bardziej karkołomne koncepcje, których nie obejmował ani umysłem, ani macką, a grawitacja zdecydowanie była jedną z nich.
Po drugie (wskutek pierwszego), Bożek chciał wylegiwać się każdego ranka w pościeli i czytać dalej, rzecz jasna. A potem snuć się po domu w piżamie, z nieumytymi zębami i czupryną rozczochraną jeszcze bardziej niż zwykle, póki ktoś dorosły nie zauważy, że właściwie jeszcze chwila i będzie się musiał przebrać z tej piżamy… z powrotem w piżamę, żeby pójść spać, co w sumie pasowało do jego planów.
Po trzecie, postanowił precyzyjnie sprawdzić, ile czereśni pomieści człowiek typu dziecko, lat dziesięć (i pół), co jednakże wymagało dotrwania do kluczowego momentu, kiedy czereśnie dojrzeją, za to tuż przed tym, jak zainteresują się nimi szpaki i robaczki. Oraz różowe króliki. No i mama. Mama była zdolna pomieścić chyba wszystkie czereśnie świata (i jeszcze morele na dokładkę).
Po czwarte, gdyby śmiała koncepcja z piżamą całodobową nie wypaliła, Bożek planował sprawdzić, czy sięga już z czwartej gałęzi drzewa za domem do piątej albo nawet wyżej. To z kolei wymagało sporej dyskrecji, żeby dorośli nie zauważyli i nie zgłosili protestu, oraz asekuracji. Bo choć Gucio w grawitację nie wierzył, to grawitacja z pewnością wierzyła w Bożka, a on nie zamierzał się z nią kłócić.
Po piąte — i najważniejsze — musiał przysiąść w końcu fałdów nad Glutami w Podziemiach, grą bardzo przygodową, taką z fabułą, planszą, figurkami i takimi tam, nad którą pracował od kilku miesięcy. Znaczy, może tak nie do końca PRACOWAŁ. Najpierw przez trzy albo cztery tygodnie szukał tytułu idealnego i kiedy już mu się wydawało, że znalazł, przyszedł wujek Konrad i zaczął tłumaczyć, że nie ma takiego pudełka, na którym zmieściłoby się Bazyl Bazyleor, Mistszsz Szalbierstwa, i Złowrogie Gluty w Niezgłębionych Podziemiach Ciemności ze Stworami. Gra Rodzinna, i że „mistrz” pisze się jednak nieco krócej (między innymi). Ponieważ wujek znał się na tytułach, a do tego używał przykrych słów, takich jak PRZYDAWKA lub ALITERACJA, Bożek szybko pogodził się z cięciem i wykaligrafowawszy wersję skróconą na okładce zeszytu, przystąpił do spisywania fabuły. W tym samym czasie Licho z poświęceniem szykowało skomplikowaną trójwymiarową planszę z kartonu, osobistego pierza, rolek po papierowych ręcznikach i patyczków po lodach, wujaszek Turu zaś, jak zawsze nieoceniony, rzeźbił drewniane figurki bohaterów i średnio raz w tygodniu upewniał się, czy tytułowy heros aby na pewno ma być (tu zerkał do notatek) „taką fajną kozą wyposażoną w kilogram cukierków, patelnię i cymbałki”.
Po tych kilku miesiącach z wymiętolonego i zabazgrolonego zeszytu już prawie wyłaniał się pierwszy z siedemnastu scenariuszy Prawdziwej Podziemnej Przygody, wraz z zestawem dwustu pięciu Unikatowych Kart Przedmiotów i Zrządzeń Losu, z których powtarzała się zaledwie połowa. Licho wciąż tuptało po całym domu w poszukiwaniu kartonów, żeby dokleić i ozdobić kolejne piętra planszy, zanim różowe króliki znowu wtranżolą Lochy Lodowego Lamentu albo zostawią bobki w Pieczarze Przeklętej Paszczy, a wujaszek Turu nieustannie dopytywał, czy to na pewno mają być cymbałki, nie zaś, na przykład, Byczy Bęben Bojowy albo Gargantuiczny Gong Grozy. (I czy Bożek nie mógłby jednak zacząć przygody z projektowaniem gier planszowych od czegoś prostszego, jak bierki. Albo kapsle).
— Nie — odpowiadał twardo chłopiec, na co wujaszek wzdychał ciężko i wracał do rzeźbienia cymbałków, które zmieściłyby się w pudełku zapałek, i to razem z cymbalistą.
Krótko mówiąc, przez te dwa wyczekiwane, wymarzone, wytęsknione miesiące wakacji Bożek zamierzał robić to wszystko, co jeszcze przed rokiem, zanim poszedł do szkoły, uważał za całkiem zwyczajne. Jasne, szkoła była dość fajna i koledzy też (z wyjątkiem tych, którzy nie byli), ale dopiero teraz dotarło do niego, jak bardzo mu brakowało tej niespiesznej i chaotycznej codzienności, wolnej od popędzających go ciągle wskazówek zegara. Sęk w tym, że żadnego z tych planów, choć arcyprzyjemnych, nie dało się nazwać przygodą przez dostatecznie duże Przy, żeby zaspokoić oczekiwania małego anioła w tym względzie.
— No bo wiesz — podjęło tymczasem Licho, uznawszy, że dość już manifestowania tej całej stanowczości, pora rozwinąć myśl. — Ty miałeś przygody, alleluja. Takie z emocjami i siniakami, i wyprawami, i w ogóle! A ja nie miałom ani jednej, ani w zaświatach, ani w podmiędzypiekle…
— Przednadpiekle — poprawił Bożek skrupulatnie.
— Tam też nie miałom! — zakrzyknęło Licho i tupnęło bamboszkiem dla większego wrażenia. — Nic nie miałom i nigdzie nie byłom, bo ty mnie nigdzie nie zabierasz!







poniedziałek, 18 maja 2020

Sarah J. Maas - Dom ziemi i krwi - Księżycowe Miasto - Część 1 [PRZEDPREMIEROWA]

W piątek po południu czekała na mnie przesyłka, niestety nie miałem kiedy zacząć jej lektury w ten sam dzień. Ponieważ gdy skończyłem wszystkie zadania byłem taki padnięty, że nie miałem ochoty na nic poza spaniem. Ale sobota i niedziela to inna sprawa i oto przychodzę do was z przedpremierowym tekstem na temat pierwszej części Księżycowego Miasta.

-----------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Uroboros
Seria: Księżycowe Miasto
Premiera: 20 czerwiec 2020

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Bryce Quinlan jest dziewczyną, która w połowie jest człowiekiem, a w połowie Fae. W świecie pełnym magii, niebezpieczeństw i ognistych romansów poszukuje zemsty!
Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje dla handlarza antyków, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością jaką Lunathion – znane również jako Crescent City – ma do zaoferowania. Ale gdy bezwzględne morderstwo wstrząsa miastem, wszystko zaczyna się rozpadać – również świat Bryce.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

 Ten tekst będzie inny niż większość dotychczasowych. Na swoje usprawiedliwienie podam iż jest to spowodowane podzieleniem Księżycowego Miasta na dwie części. W sumie nie dziwie się, egzemplarz powyżej tysiąca stron niewygodnie leży w dłoni ale przez to jestem rozdarty. Z jednej strony chciałbym polecić wam tę pozycję a z drugiej napisałbym zróbcie tak jak ja i zamówcie od razu obie części aby po skończonej lekturze części pierwszej nie wyczekiwać niecierpliwie na kolejną.
Ale dobra, wystarczy tego wstępu. Księżycowe Miasto jest miejscem gdzie żyją obok siebie przedstawiciele różnych ras. Nasza główna bohaterka Bryce, oszukała mnie. Niby podejrzewałem, że jej sposób bycia to pewnego rodzaju gra a nie znając jej przeszłości trudno było ją oceniać ale i tak udało się jej wywieść mnie na manowce i sprawić iż myślałem iż pójdzie to w inną stronę. Nie chcę za bardzo zagłębiać się w świat przedstawiony ale dlaczego wszystkie postacie tam muszą być wręcz idealne zewnętrznie. I to nie tylko w tej książce ale w wielu skierowanych do tej grupy odbiorców. Jednak nie o tym miałem pisać. Fabularnie książka jest powiedzmy, że kryminałem w tym fantastycznym mieście. I to bardziej z tych klasycznych gdzie jest mniej akcji a więcej śledztwa. Z tej przyczyny nie chcę nic pisać o zawartości książki ponieważ poszczególne elementy ładnie na siebie zachodzą. I nie ważne który z wątków wybierzecie jako główny.
Bohaterowie, tutaj mamy dwójkę postaci głównych i obie zostały bardzo wielowymiarowo napisane. Cała reszta postaci to tylko tło, jednak co zaskakujące przez złożoność postaci głównych czytelnik nie odczuwa aż tak bardzo tego, że na drugim i trzecim planie jest pusto a w tle jest duża ilość postaci.
Autorka jest doświadczoną pisarką o oddanej grupie fanów ale jeśli chodzi o mnie jest to mój pierwszy kontakt z jej piórem. Dlatego też mogę wam napisać iż strony w tej powieści były czytane dziesiątkami czy wręcz setkami. Same opisy mimo braku szczegółowości są wystarczające do zbudowania sobie obrazu zarówno postaci jak i miejsc.
Podsumowując, książka idealna na weekend gdy można odpocząć po tygodniu pracy i odciąć się od wszystkich spraw.
Profil książki w serwisie lubimy czytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4923601/dom-ziemi-i-krwi-czesc-1
Za książkę do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Uroboros
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Fragment książki:

Przed drzwiami galerii czekała wilczyca, co oznaczało, że był czwartek. To z kolei oznaczało, że Bryce była potwornie zmęczona, skoro ustalała upływ dni tygodnia na podstawie obecności lub nieobecności Daniki.
Ciężkie metalowe drzwi Griffin Antiquities zadrżały od uderzeń pięści wilczycy. Bryce dobrze znała te dłonie i wiedziała, że pomalowane na metaliczny fiolet paznokcie rozpaczliwie domagają się manicure. Chwilę później rozległ się ostry głos kobiecy, przytłumiony przez stal:
– Na Hel, otwieraj, B.! Ja pieprzę, jak tu gorąco!
Bryce, która siedziała przy biurku w skromnym salonie pokazowym galerii, uśmiechnęła się i wywołała obraz z kamer przed wejściem. Założywszy kosmyk czerwonych niczym wino włosów za szpiczasto zakończone ucho, powiedziała do interkomu:
– Czemu jesteś taka brudna! Wyglądasz, jakbyś przetrząsała kontener ze śmieciami!
– Co ty pierdzielisz? Że co niby robiłam? – Danika podskakiwała to na jednej nodze, to na drugiej. Jej czoło lśniło potem. Przetarła je brudną ręką, rozmazując krople czarnej cieczy.
– Przetrząsała. Zrozumiałabyś mnie, gdybyś kiedykolwiek wzięła książkę do ręki – powiedziała uśmiechnięta Bryce i wstała od biurka. Cieszyła się z przerwy w badaniach, które zapowiadały się nużąco.
Galeria nie miała okien, złożony system kamer stanowił jedyny sposób na sprawdzenie, kto stoi na zewnątrz. Dzięki dziedzictwu Fae Bryce dysponowała znakomitym słuchem, ale nie była w stanie usłyszeć wiele z tego, co się działo za żelaznymi drzwiami – poza waleniem pięściami. Nagie, pozbawione wszelkich dekoracji ściany z piaskowca kryły najnowszą technologię oraz znakomitą magię, która podtrzymywała działanie galerii oraz chroniła wiele książek przechowywanych w archiwum pod powierzchnią ziemi.
– Czy to Danika? – odezwał się kobiecy głos zza grubych na sześć cali drzwi do archiwum.
„Zupełnie jakbym przywołała ją samym myśleniem o piętrach pod moimi obcasami” – pomyślała Bryce.
– Tak, Lehabah. – Bryce położyła dłoń na klamce frontowych drzwi.
Wpojone w nią zaklęcia zadrżały pod jej dłonią i oplotły jej piegowatą, złocistą skórę niczym strużki dymu. Dziewczyna zacisnęła zęby i wytrzymała nieprzyjemne doznanie, do którego nadal nie mogła się przyzwyczaić, choć pracowała w galerii od roku.
– Jesiba nie lubi, gdy ona tu przychodzi – ostrzegła ją Lehabah, nadal zasłonięta pozornie prostymi drzwiami z metalu.
– To ty tego nie lubisz! – poprawiła ją Bryce i zmrużyła bursztynowe oczy, wpatrzona w drzwi do archiwum. Wiedziała, że po drugiej stronie unosi się niewielka ognista zjawa, podsłuchując, jak zawsze, gdy ktoś przychodził. – Lepiej wracaj do pracy.
Lehabah nie odpowiedziała, co oznaczało, że przypuszczalnie odpłynęła w dół, by strzec ksiąg na niższych piętrach.
Bryce wywróciła oczami i szarpnięciem otworzyła frontowe drzwi. W jej twarz uderzyło powietrze tak gorące i suche, że wręcz groziło wyssaniem z niej życia. A lato dopiero co się zaczęło.
Danika nie tylko wyglądała, jakby przetrząsnęła śmietnik, ale tak też śmierdziała. Kosmyki jej srebrzystych blond włosów, zazwyczaj prostych i jedwabistych, umykały z grubego, długiego warkocza. Pasemka ametystu, szafiru i różu upstrzone były plamami ciemnej, oleistej substancji, cuchnącej metalem i amoniakiem.
– Ale ty się grzebiesz – warknęła Danika i wkroczyła do galerii.
Miecz przytroczony do jej pleców podskakiwał z każdym krokiem. Warkocz wplótł się w starą, skórzaną rękojeść i gdy Danika zatrzymała się przed biurkiem, Bryce pozwoliła sobie go uwolnić. Chwilę później szczupłe palce Daniki odpięły rzemienie, którymi przymocowała broń do znoszonej kurtki motocyklowej.
– Muszę to zrzucić tu na kilka godzin – powiedziała i ruszyła z mieczem w ręku do kantorku, ukrytego za drewnianą ścianką działową.
Bryce oparła się o krawędź biurka i założyła ramiona na piersiach. Jej palce musnęły czarny materiał obcisłej sukienki.
– Twoja torba z rzeczami na siłownię wystarczająco już tam nasmrodziła – rzekła. – Jesiba wraca dziś po południu. Wywali twój bajzel do śmieci, jeśli się na niego natknie.
Było to chyba najmniejsze z zagrożeń, jakie czekało tego, kto sprowokuje Jesibę Rogę. Licząca sobie ponad czterysta lat czarodziejka przyszła na świat jako wiedźma, ale uciekła i wstąpiła do Domu Płomienia i Cienia, a obecnie odpowiadała jedynie przed samym Podziemnym Królem. Dom Płomienia i Cienia bardzo jej odpowiadał – opanowała arsenał czarów, dzięki czemu mogła stawić czoła każdemu czarodziejowi czy nekromancie w najmroczniejszym z Domów. Mówiono o niej, że doprowadzona do wściekłości zamieniała ludzi w zwierzęta. Bryce nigdy nie zdobyła się na to, by spytać, czy drobne zwierzęta żyjące w dziesiątkach akwariów i terrariów zawsze były zwierzętami. Starała się też nigdy nie wkurzać Jesiby, bo Wanom łatwo się było narazić. Nawet najmniej potężny z Wanów, grupy, do której zaliczały się wszystkie istoty żyjące na Midgardzie poza ludźmi i zwykłymi zwierzętami, mógł okazać się zabójczym przeciwnikiem.
– Później wszystko zabiorę – obiecała Danika i ruszyła w stronę wejścia do kantorka. Nacisnęła ukryty przycisk, by go otworzyć.
Bryce trzykrotnie ją ostrzegała, że kantorek salonu wystawowego nie jest jej osobistym schowkiem, ale Danika zawsze odpowiadała, że z galerii, leżącej w samym środku Starego Rynku, wszędzie ma bliżej niż z Nory wilków w Lunaborze. I na tym się kończyło.
Drzwi się otworzyły, a Danika zamachała dłonią na wysokości nosa.
– To moja torba zasmradza to miejsce? – spytała i czarnym butem popchnęła worek, w którym Bryce trzymała swój strój do tańca, obecnie wepchnięty między mopa i wiadro. – Kiedy ty, kurwa, ostatni raz prałaś te szmaty?
Bryce zmarszczyła nos, gdy i do niej dotarł smród starych butów i przepoconej odzieży. Rzeczywiście, dwa dni temu zapomniała zabrać trykot i rajstopy do domu po popołudniowym treningu, ale winę za to ponosiła Danika, która przesłała jej wiadomość wideo. Bryce ujrzała w niej stosik radochny na blacie kuchennym i usłyszała muzykę dudniącą z głośników. Podpis do filmiku nakazywał jej szybki powrót do domu, a Bryce nie wahała się ani chwili.
Wypaliły tyle radochny, że Bryce właściwie mogła nadal być na haju, gdy wczoraj rano wtoczyła się do pracy. Właściwie nie istniało żadne inne wyjaśnienie, dlaczego napisanie maila składającego się z dwóch zdań zajęło jej dziesięć minut. Litera po literze.
– Dobra, dobra – powiedziała. – Musimy o czymś pogadać.
Danika przestawiała przedmioty w schowku, by zrobić miejsce dla swoich rzeczy.
– Już cię przeprosiłam za zjedzenie reszty twoich klusek. Odkupię ci je dziś.
– Nie o to mi chodziło, ale skoro mi przypomniałaś, to ujmę to tak: wal się. Pozbawiłaś mnie lunchu.
Danika zachichotała.
– Chodzi o ten tatuaż! – poskarżyła się Bryce. – Boli, jakby mnie demon z Hel podrapał! Nie mogę się nawet oprzeć o krzesło!
– Tatuażysta ostrzegał, że będzie piekło przez parę dni! – odparła Danika śpiewnym głosem.
– Byłam tak nawalona, że zrobiłam błąd ortograficzny we własnym imieniu, gdy podpisywałyśmy papiery! Nie sądzisz chyba, że w moim stanie mogłam zrozumieć, co oznacza: „będzie piekło przez parę dni”.
Danika, która zafundowała sobie pasujący tatuaż na plecach, nie narzekała, bo jej już się zdążył zagoić. Jedną z przewag Wanów pełnej krwi była szybka regeneracja wszelakich obrażeń w porównaniu z ludźmi lub półludźmi jak Bryce.
Danika upchnęła miecz w bałaganie kantorka.
– Obiecuję, że wieczorem pomogę ci obłożyć plecy lodem. Daj mi tylko się tu wykąpać – poprosiła.
Nieraz się zdarzało, że wpadała do galerii, zwłaszcza w czwartki, kiedy jej poranny patrol kończył się kilka ulic dalej, ale jak dotąd nigdy nie korzystała z łazienki w podziemiach archiwum.
Bryce wskazała brud i smar na jej ciele.
– Co ty masz na sobie? – spytała.
Danika skrzywiła się, a plamy zasychające na jej skórze zaczęły pękać.
– Musiałam przerwać bójkę między satyrem a nocnym węszakiem – oznajmiła i obnażyła białe kły, patrząc na czarną substancję na dłoniach. – Zgadnij, który obrzygał mnie swoimi sokami.
Bryce parsknęła i wskazała jej drzwi do archiwum.
– Prysznic jest twój. W najniższej szufladzie znajdziesz czyste ubrania.
Danika położyła brudną dłoń na klamce drzwi. Zacisnęła zęby, a starszy tatuaż na jej karku – szczerzący kły, rogaty wilk, będący znakiem Watahy Diabłów – zadrżał z napięcia. Bryce, widząc nagle zesztywniałe plecy przyjaciółki, uświadomiła sobie, że powodem nie jest wysiłek. Zerknęła na kantorek, którego drzwi nadal stały otworem. Miecz Daniki, otoczony sławą nie tylko w mieście, ale także daleko poza jego granicami, stał wsparty o ścianę między miotłą a mopem. Jego starożytna, skórzana pochwa była niemal zasłonięta przez pełen kanister benzyny, używanej do uruchomienia elektrycznego generatora. Bryce często się zastanawiała, po co Jesibie starodawny generator, ale jej wątpliwości rozwiała awaria elektrowni brzaskowej w ubiegłym tygodniu. Po tym jak siadło zasilanie, stary spalinowy generator umożliwił funkcjonowanie mechanicznych zamków i zapobiegł splądrowaniu galerii, gdy bandy mętów z Mięsnego Rynku otoczyły budynek i rozpoczęły bombardowanie wejścia kontrzaklęciami. Ale…
Bryce zaczęła łączyć fakty. Miecz Daniki zostawiony w biurze. Danika, która musi się wykąpać. Sztywne plecy przyjaciółki.
– Masz spotkanie z Władcami?
Od chwili gdy się poznały pięć lat temu na pierwszym roku Uniwersytetu Księżycowego Miasta, Bryce na palcach jednej ręki mogła policzyć sytuacje, w których Danika została wezwana na spotkanie z siedmiorgiem na tyle ważnych osób, że musiała na tę okazję wziąć prysznic i się przebrać. Nawet podczas składania meldunków dziadkowi, Pierwszemu wśród valbarańskich Wilków, oraz Sabine, własnej matce, Danika zazwyczaj miała na sobie skórzaną kurtkę, dżinsy i jakiś T-shirt ze starym zespołem, który akurat nadawał się do założenia. Oczywiście Sabine, alfę Watahy Księżycowego Sierpa i przywódczynię oddziałów zmiennokształtnych w Siłach Porządkowych miasta, doprowadzało to do szału, ale z drugiej strony denerwowało ją dosłownie wszystko, co miało związek z jej córką oraz z Bryce. Nie miał znaczenia fakt, że Sabine od wieków była Dziedziczką Tytułu i po śmierci starzejącego się ojca miała przejąć jego stanowisko. Nie miało znaczenia również to, że Danika była oficjalnie jej następczynią. Sytuację zaogniły bowiem przekazywane szeptem plotki, że to Danika powinna zostać Dziedziczką Tytułu i wyprzedzić matkę w hierarchii. Co gorsza, stary wilk przekazał wnuczce swój stanowiący rodowe dziedzictwo miecz, choć wiele stuleci temu obiecał Sabine, że to ona odziedziczy go po jego śmierci. Starzec wytłumaczył nieoczekiwaną decyzję tym, że broń przemówiła do Daniki w dniu jej osiemnastych urodzin, wyjąc niczym wilk podczas pełni. Sabine nigdy nie zapomniała tego upokorzenia, tym bardziej że Danika nigdy się z mieczem nie rozstawała i chętnie z nim paradowała na oczach matki.
Teraz stała i wpatrywała się w głąb korytarza ze sklepionym sufitem. Kryte zielonym dywanem stopnie prowadziły do pomieszczeń pod galerią, gdzie spoczywał prawdziwy skarb tego miejsca, strzeżony dzień i noc przez Lehabah. Z tego właśnie powodu Danika, która studiowała historię na UKM, lubiła tu wpadać tak często i oglądać starożytne dzieła sztuki oraz księgi, choć Bryce nieustannie natrząsała się z jej czytelniczych zwyczajów.
Naraz Danika odwróciła się i przymknęła karmelowe oczy.
– Dziś wypuszczają Philipa Briggsa.
Bryce zamarła.
– Co?
– Wypuszczają go z powodu jakiejś cholernej przeszkody prawnej. Ktoś spartaczył robotę papierkową. Na spotkaniu mamy usłyszeć pełen raport. – Zacisnęła wąskie szczęki. Światło lamp brzaskowych nad schodami odbijało się od jej brudnych włosów.
– Ależ to popieprzone. – Bryce poczuła, jak przewraca jej się w żołądku.

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Marcin Mortka - Żółte Ślepia [PRZEDPREMIEROWA]

Jest to druga książka jaką dostałem przed oficjalną premierą. Wiecie, nie spodziewałem się, że książka ta aż tak bardzo mi się spodoba. Żałuje, że nie natrafiłem wcześniej na pióro tego pisarza. Ale skończmy ten wstęp i przystąpmy do opinii czy recenzji książki.

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Uroboros
Premiera: 26 luty 2020

-------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:


Najnowsza fantastyczno-historyczna powieść Marcina Mortki!
Jest 995 rok. Medvid to potężny, barczysty wojownik, który od zawsze wiernie towarzyszy księciu Bolkowi, próbującemu zjednoczyć kraj pod swoim panowaniem. Medvid doradza księciu, jak okiełznać słowiańskie moce magiczne – jak postępować z żercami, gdzie szukać wilkołaków i wodników, czym przekupić miejscowe wiedźmy i rusałki, jak przepędzić licha, leszych i latawice. Jednak na książęcym dworze coraz więcej do powiedzenia mają niemieccy księża misjonarze. Los Medvida też jest niełatwy, łączy go bowiem tajemna miłość z żoną księcia, węgierską księżniczką Hajną.
"Prawdziwie słowiańska, magiczna przygoda z krwi i kości. Zmiennokształtni, wiedźmy, widzenia i majaki przeplatające się z rzeczywistością w kołowrocie tak obłąkanym, że sam czytelnik nie wie, co było prawdą historyczną, a co wymysłem bajarza... Książka, którą każdy miłośnik rodzimej fantastyki powinien obowiązkowo przeczytać!"
Michał Gołkowski
"Autor z wielkim smakiem opisuje czasy rządów Bolesława zwanego Chrobrym, który rozwijał dzieło swoich przodków, umacniał nową wiarę, zmagając się przy tym z siłami sprzyjającymi dawnemu porządkowi. W tym wszystkim jego sługa i przyjaciel, wspomniany Medvid, musi odnaleźć własną drogę, wybierać między bezwzględną lojalnością a głosem serca. Czy dokona słusznych wyborów? Tego czytelnik dowie się z lektury."
Rafał Dębski

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Wiecie jaka jest największa wada tej książki? Jest w jednym tomie. Niby można mieć nadzieję iż pisarz stworzy inne książki z tym bohaterem czy bohaterami ale akcja w tej książce jest przeprowadzona od początku do końca. Dla tych z was którzy nie lubią serii jest to zaleta jednak ja polubiłem postacie tak bardzo iż ciężko się z nimi żegnać. A skoro mowa o bohaterach mamy tutaj Medvida który jest wielki, w sumie nic dziwnego skoro jego bronią jest potężny młot dwuręczny. Jednak ma w sobie tajemnicę. Nie bójcie się nie zdradzę jaką, mogę wam powiedzieć iż mimo pewnych stereotypów jakie nachodzą gdy się go wyobraża zaskoczy was nie raz. Drugą postacią, jest Gosława, kobieta której udało się sprawić iż na nowo polubiłem to imię. Kiedyś przeczytałem pewną serię gdzie bohaterka o tym imieniu strasznie mnie irytowała i dopóki nie natrafiłem na nią byłem uprzedzony za każdym razem gdy widziałem gdzieś wzmiankę o tym imieniu. Jest jeszcze kilka postaci którzy grają dość dużą rolę jednak samo wspomnienie o nich mogłoby być spojlerem. 
Może pokażmy świat przedstawiony. Jesteśmy na terenie Polski, która od niedawna, w książce było wspomniane ile dokładnie, jest chrześcijańska. Widzimy jak nowa religia radzi sobie ze starą. Autor tak umiejętnie stworzył świat iż czasem rodzi się myśl "ciekawe jakby Polska wyglądała gdybyśmy jednak pozostali przy swojej wierze". Ale to tylko luźna myśl. Na kartach powieści pojawia się wiele stworzeń z mitologii i kilka innych elementów które mimo wiadomej fantazji są przedstawione jako rzeczy zwyczajne. Samą powieść zakwalifikowałbym do "książek drogi", ponieważ mimo naprawde wielu akcji, naprawdę wielu, praktycznie cały czas coś się dzieje. Bohaterowie podążają do wyznaczonego celu.
Dobra, aby nie było tak różowo przydałoby się do czegoś przyczepić. Tak naprawdę to będzie to takie szukanie dziury w całym ponieważ sama książka jest moim kandydatem do najlepszej w 2020 i to mimo świadomości iż rok dopiero się zaczął. Nie będę narzekał iż jest za krótka i chciałbym trylogię minimum bo to oczywiste. Wiem, że to dziwnie wygląda ale przydałyby się większe opisy miejsc, opancerzenia czy samych postaci. Ja wiem są one krótkie, zwięzłe i przekazują to co powinny ale naprawdę nie obraziłbym się gdyby były większe, co jest naprawde niezwykłe gdyż zwykle długie opisy to pierwsze co mnie odrzuca. 
Chyba nie muszę pisać iż polecam każdemu fanowi fantastyki w której dużą rolę gra mitologia słowiańska.


Za książkę dziękuję wydawnictwu


Profil książki w serwisie lubimy czytać:

środa, 8 stycznia 2020

K. C. Archer - Instytut [PRZEDPREMIEROWA]

Cześć, przychodzę do Was z książką którą dostałem pod koniec grudnia jednak w wyniku innych obowiązków zacząłem ją czytać dopiero po Sylwestrze. Chciałem też wytłumaczyć się z mniejszej niż zwykle ilości ilustracji w tekście. Jest to spowodowane wersją którąż otrzymałem. Po prostu nie miała ona wbudowanej okładki a tylko w takim przypadku zrobiłbym zdjęcia wersji elektronicznej. No nic, ja już Was nie odciągam i zapraszam do poniższego tekstu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Uroboros
Seria: Instytut
Premiera: 29 stycznia 2020

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Teddy Cannon nie jest typową dwudziestokilkuletnią kobietą. Owszem, jest zaradna, bystra i pokręcona. Ale potrafi też z niesamowitą precyzją czytać ludzi. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest prawdziwym medium.

Kiedy seria złych decyzji prowadzi Teddy do wpadki z policją, interweniuje tajemniczy nieznajomy. Zaprasza ją do złożenia podania do instytutu dla mediów, placówki ukrytej u wybrzeży San Francisco, gdzie studenci są szkoleni niczym pracownicy Delta Force: uczelnia ta jest konkurencyjna, bezwzględna i ściśle tajna. Studenci uczą się tam telepatii, telekinezy, umiejętności śledczych i taktyki SWAT. A jeśli przetrwają szkolenie, kontynuują służbę na najwyższych szczeblach władzy, wykorzystując swoje umiejętności do ochrony Ameryki i świata.

W grupie Teddy zaprzyjaźnia się z Lucasem, buntownikiem, który siłą woli umie wzniecić ogień i ma nad nim kontrolę; Jillian, hipsterką, która umie pośredniczyć w komunikacji między zwierzętami i ludźmi; oraz Molly, hakerką, która potrafi uchwycić stan emocjonalny innych osób. Ale gdy Teddy czuje, że być może wreszcie znalazła swoje miejsce na ziemi, zaczynają się dziać dziwne rzeczy: dochodzi do włamań, giną studenci i wiele więcej. Teddy przyjmuje niebezpieczną misję, która ostatecznie sprawi, że dziewczyna zacznie kwestionować wszystko – swoich wykładowców, rodzinę, a nawet samą siebie.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Nowa seria, nowe uniwersum i całkiem nowi bohaterowie. Mało tego, według lubimy czytać książka ta jest debiutem autorki. Jeśli tak to jest to muszę to napisać, wręcz koncertowy debiut. Muszę również przyznać iż powieść zaskoczyła mnie w kilku wątkach. Jednak odrzućmy na bok zachwyty i postarajmy się trzeźwo i bardziej z boku przyjrzeć się jej.
Bohaterowie, główna bohaterka Teddy, jest delikatnie mówiąc indywidualistką, nauczoną doświadczeniem by nie ufać nikomu oprócz siebie a praca zespołowa przychodzi jej z trudem. Mimo to, oraz początkowych obaw o brak polubienia jej to po jakimś czasie jakoś tak zaczęło mi na niej zależeć i nie tylko na niej ale i na innych postaciach które mam nadzieję w kolejnych tomach dostaną większe wątki. Nie mówię, że są małe ale wydają się na tyle insteresujące iż chce się dowiedzieć o nich więcej.
Uniwersum, tutaj jest mało fantastycznie, ponieważ świat przedstawiony jest bardzo realny i wydarzenia w powieści mogłyby się wydarzyć naprawdę. Zważywszy, że autorka pokazuje to jak bardzo władza państwowa stara się maskować pewne elementy. A sama szkoła w której jest główna bohaterka i w której trenuje swoje umiejętności przypomina mi posiadłość X-Menów. Takie luźne porównanie ale jakoś samo przyszło. Takich porównań do innych dzieł było więcej ale to raczej w wyniku konkretnych scen, których tutaj nie będę przywoływać. 
Narracja, jest pierwszoosobowa i to głównie dlatego o innych postaciach nie dowiadujemy się tyle ile chcemy. Jednakże jest on bardzo umiejętnie poprowadzony. Może w przypadku pewnych bohaterów czytelnik obawiał się pewnego wątku który pojawiał w wielu [naprawdę wielu], powieściach dla tej grupy docelowej, jednakże ku zaskoczeniu czytelnika tutaj była ona poprowadzony w całkiem inny sposób i kiedy w większości serii starałem się zapomnieć o tym wątku tutaj intrygował mnie. Jednocześnie styl pisarki jest bardzo magnetyczny, że się tak wyrażę. Tak naprawdę to gdy raz przysiadłem do książki to przez cały dzień nie potrafiłem się od niej uwolnić i czytałem do samego końca by potem moją pierwszą myślą było "ej, już? co tak szybko". Co chyba jest wystarczającą rekomendacją. 
Słowem podsumowania. Jest to kolejna autorka której twórczość powinienem śledzić i jeśli informacja z lubimy czytać jest prawdziwa to życzyłbym każdemu debiutantowi właśnie takiego startu.

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu
Profil książki w serwisie lubimy czytać:

Mateusz Kossakowski - Czoran

Na początku dziękuje autorowi za egzemplarz powieści. ------------------------------------------------------------------------------------- ...