Fragmenty



Ciało


Gdy otrzymałem komunikat o znalezionym nowej ofierze byłem akurat na przerwie w restauracji samoobsługowej. To znaczy samemu się wybiera posiłki które osoba odpowiedzialna umieszcza na talerzu a po zapłaceniu przynosi do stolika. Jako, że byłem po nocnej zmianie i bez śniadania wziąłem duszona golonka w kapuście z kartoflami, a do tego mocną kawę. Gdy kelnerka przyniosła mi zamówienie z uśmiechem przeznaczonym dla wszystkich klientów, odwzajemniłem go. Udało mi się zjeść tylko połowę zamówienia gdy zadzwonił telefon z komunikatem. Natychmiast udałem się na miejsce.
Aleja Dobrodziejstwa, zapuszczone budynki, szyby porozbijane, zniszczone latarnie. Przychodzą tu wszyscy ludzie którzy chcą coś ukryć lub przed kimś schować. Przed jedną z kamienic stoją cztery radiowozy i jeden samochód nieoznakowanych. Zaparkowałem i wyszedłem z auta. Podeszło do mnie troje naukowców i powiedzieli, że ciało jest na trzecim piętrze dostali rozkaz zabezpieczyć i nie ruszać do mojego przybycia.
Za drzwiami było czteropokojowe mieszkanie. W głównym pokoju na środku leżało ciało młodej kobiety. Westchnąłem wyjąłem dyktafon i zacząłem nagrywanie.
"Dwudziesty trzeci lipca godzina dwunasta dwanaście, mówi komisarz Marek Mrowak. Ofiary należy do rasy białej, kobieta w wieku dwadzieścia pięć - trzydzieści lat. Wzrost, wyjmuję miarkę, sto siedemdziesiąt dwa centymetry. Dłoń prawa otwarta, dłoń lewa zaciśnięta, stężenie pośmiertne uniemożliwia dokładniejsze przyjrzenie się przedmiotowi. Na nadgarstkach ślady otarć sugerujących więzy, na nogach powyżej kostek ten sam ślad. Coś błyszczy na brzuchu ofiary. Biorę lampę na ultrafiolet i przykładam do brzucha, Pojawia się napis "Oto dama trefl, pozostało jeszcze jedenaście kart". Hazardzista. Potrzebuje kogoś kto rozwiążę tę zagadkę".


Las


Mimo, że dzień był słoneczny las Porko był ciemny i jakiś wrogi. Przeczucia obserwowania i strachu, dobrego strachu postanowiłem wejść do niego i wytropić moją przyszłą ofiarę. Gdy tylko minąłem pierwsze drzewa zrobiło się ciemno i zimno przez pierwsze sekundy nie ruszyłem się przyzwyczajając się do ciemności i nasłuchując wieści z lasu, takie informacje już nie jeden raz uratowały mi życie. Zobaczyłem ruch na wprost siebie, jednak nie poszedłem tam tylko bardziej na wschód ponieważ Porko bawi się zmysłami tych którzy wejdą do niego. Moja prawa ręku spoczywała o kolbie pistoletu z tłumikiem a wzrok podążał za niewyraźnym konturem mojego celu. Cel znajdował się jakieś dwanaście metrów ode mnie strzelę i ucieknę nim ktokolwiek się spostrzeże. Wycelowałem, nacisnąłem spust i wtedy usłyszałem najgorszy dźwięk dla płatnego zabójcy lub jak ja wolę się nazywać czyściciel. Pusty magazynek. Chowam broń i wyjmuję garotę, dziękując sobie, że o niej nie zapomniałem. Podchodzę do celu bezszelestnie i likwiduje. Strzał, chłód, zdziwienie, wszystko jakby zwolniło patrzę na ciało leżące u moich stóp, to nie mój cel. Patrzę za siebie, mój cel mierzy do mnie z dymiącego pistoletu, opuszczam głowę i widzę krew na wysokości klatki piersiowej, słyszę jeszcze dwa strzały. Ból, ciężar a później nicość. Tak ginie czyściciel nazywany przez tych, co go ścigali Duchem. Paradoksalnie nie zabił go cel, ale jego duma i pewność siebie.




Rękawica


Gdy spojrzałem na swoją dłoń, pierwszy raz zamiast wzmocnionej rękawicy ze smoczej skóry zakończonej zagiętymi ostrzami poczułem się nagi. Dotknąłem ręki na której była już tylko moja skóra, po raz pierwszy żałowałem swojego uczynku. Ucieszyłem si, że następne będzie kasowanie pamięci i wygnanie do innego świata. Na całe szczęście Obserwatorzy nie stosują kary śmierci, wygnanie i pozbawienie pamięci to najcięższa kara.


Sztylet Obserwatorów


Sztylet Obserwatorów, jedna z nielicznych tajemnic które zostały odkryte. Jego ostrze jest bardzo cienkie, tak że wydaje się aby był on ze szkła. Jest lekko zakrzywiony do zewnętrznej strony a na jego końcu jest sześć ostrzy również zakrzywionych ale w stronę trzonka. Wielkości ostrz różnią się, jest to rodzaj ich odróżniania. Na pierwszy rzut oka wyglądają tak samo. Podstawa trzonka jest wykonana w kształcie oka Ra. Jeśli wierzyć legendzie każdy z dwunastu Obserwatorów w Radzie ma własną podstawę sztyletu, dzięki temu można wiedzieć komu podlegają. Tajemnicą jest też wykorzystanie sztyletów, Obserwatorzy nigdy nie walczyli za jego pomocą.


Gra wstępna


Leżała na łóżku, podszedł do niej, dotknął delikatnie jej stóp oraz kostek. Odwróciła się na plecy popatrzyła na niego z uśmiechem, tym samym który tak lubił. Przesunął ręce na jej uda jednocześnie pochylił głowę i pocałował jej duży palec u stopy. Cicho jęknęła gdy on zaczął powoli posuwać się do góry, czuła jak krew płynie coraz szybciej i szybciej i jak robi jej się gorąco. Doszedł do pępka tu zatrzymał się na chwilę uniósł wzrok i popatrzył na nią, w jego oczach widać było głód, ten dawny prymitywny głód ale jednocześnie była w nich troska wiedziała już co to oznacza. Zaczął całować jej pępek a chwilę później włożył do środka język. Uniosła do góry brzuch aby nie mógł oderwać od niego swoich ust jednak on przeszedł wyżej, teraz pieścił jej piersi rękoma i ustami. Delikatnie masował jej piersi oraz całował jej sutki. Ona całkowicie mu oddana wiedziała, przeżywała właśnie najwspanialsze chwilę w życiu nawet nie skończyli gry wstępnej. Jego ręce objęły ją w talii a usta powędrowały na szyję zatrzymując się na chwilę na karku, w tym momencie delikatnie przechyliła głowę w bok, aby jego twarz pojawiła się przed nią. Byli tak blisko siebie że widziała każdy szczegół jego twarzy a on każdy nawet najbardziej delikatny pieg przy jej nosie. Tym ślicznym malutkim nosku. Pocałował ją w niego jeden króciutki pocałunek przed tym najgorętszym który miał za zadanie przekazać całą miłość jaką do niej czuje. W tym momencie ich usta się spotkały.


Twierdza Obserwatorów


Tajemnicza i legendarna siedziba bractwa. Według legendy znajduje się po za horyzontem i tylko godni znajdą bramę do niej. Nikt nie wie jak naprawdę wygląda siedziba. Jest odosobnieniem miejsca bezpiecznego i cichego każdej jednostki. Jedni widzą w niej średniowieczną, niezdobytą twierdzę, inni luksusowy współczesny hotel. Są jeszcze tacy którym wydaję się małym cichym i przytulnym domkiem gdzie można spędzić swoje ostatnie dni, ostatnia grupa to ci co widzą „twierdzę”, jako farmę gdzie mogą odpocząć od szybkiego życia świata zewnętrznego. Jest to przyjemny obraz ich siedziby, ale jest jeszcze jeden ten który sprawia, że unika się go. Istoty spoza bractwa gdy znajdują się przy jednej z bram odczuwają strach, czysty pierwotny lęk który mówi im aby jak najszybciej uciekali z tego miejsca. To pierwsza linia obrany tak zwana „linia psycho”. Jednak mimo tych wszystkich zabezpieczeń oraz wymazywania pamięci osób wygnanych z bractwa, informacje o ich siedzibie można znaleźć w wielu dziełach. Nie jest oczywiście nazywana bezpośrednio, ale gdy się wie gdzie szukać są pewne delikatne aluzje wskazujące gdzie, kiedy, jak i o której patrzeć. Księgi opisują „twierdzę”, jako raj, el dorado czy eden. Gdy będziecie mieć szczęście może kiedyś ujrzycie we mgle zarys bramy, a może nawet zostanie ona przed Wami otwarta.



Talizmany


Poszukiwania talizmanów trwają od dawna, ja jestem jednym z nielicznych którzy owe talizmany widział i miał w swojej kolekcji. Poszukiwania talizmanów przez większość przez większość czasu oznaczają czytanie dużej ilości książek w których doszukujemy się jakichś wzmiankach o nich. Nie będę tu tego opisywał, opowiem sam finał tego jak znalazłem pierwszy talizman.
Jestem w krainie skutej lodem, jest zimno ale nie ciało odbiera ten chłód lecz dusza. Nagle w ogarniającej ciszy dociera do mnie szept, nie raczej śpiew. Od tego śpiewu roztacza się ciepło, idę w kierunku z którego dochodzi śpiew. Po jakichś trzech minutach ujrzałem bladoniebieski połysk dochodzący spod kamienia, odsunąłem go. Pod nim było coś jakby kawałek szkła, ostrożnie wziąłem je do ręki, było ciepło więc przyłożyłem je do policzka a on został wchłonięty przez moją skórę. Wtedy usłyszałem kroki, szybko odsunąłem się w cień Do miejsca z którego zabrałem szkiełko podeszło sześć postaci, wyglądały jak gdyby żaby z trądem powiększyć do wysokości 2,2 metra, ubrać w zbroje i dać miecze. Porozumiewali się za pomocą chrząknięć. Jeden z nich dotknął miejsca gdzie było szkiełko, wyciągnął miecz i uderzył rozbijając skałę. Ja w tym czasie jak najciszej oddalałem się najdalej jak to tylko możliwe od tych stworzeń. Nagle moje palce lewej ręki napotkało drugie szkiełko, było ono takie same w dotyku jak pierwsze. Gdy przyłożyłem je do policzka żołnierze zauważyli, a raczej usłyszeli mnie i zaczęli biec w moją stronę. Podczas ucieczki co jakiś czas obok mnie pojawiały się strzały. Właśnie zastanawiałem się ile mają strzał gdy zobaczyłem szczelinę skalną, z trudem się tam wślizgnąłem, ale przynajmniej tu mnie nie dostaną. Znowu usłyszałem śpiew, kolejne szkiełko było blisko, gdy przyłożyłem je do policzka a ono zostało wchłonięte. Wokół mnie pojawiły się napisy w takim samym bladoniebieskim kolorze jak szkiełka. Usłyszałem kroki, odwróciłem się przestraszony że żołnierze jakoś tu weszli. Lecz zobaczyłem kobietę w czarnej todze białej masce wręczyła mi talizman, natychmiast zrozumiałem, że te szkiełka to kawałki medalionu.
Talizman Miłości, powiedziałem biorąc go do drżących z podniecenia dłoni, jestem pierwszym człowiekiem który widzi je w całości od ponad trzech tysięcy lat, oglądając. Gdy spojrzałem na kobietę ona potwierdziła moje słowa kiwnięciem głowy. Zaraz potem wszystko zaczęło się kręcić i wylądowałem w biblioteczce, w ręce nadal trzymałem talizman, usłyszałem głos:
- Za pięć minut zamykamy.
Założyłem medalion na szyję i wyszedłem. W domu przyjrzałem się dokładniej talizmanowi. Ma prostokątny kształt na jego brzegach oraz na środku jest bladoniebieska poświata, na obu końcach jest spleciona para węży.



Ojciec mimo woli


Chodziłem sobie bez celu po mieście oglądając ludzi oraz pozwalając myślom błądzić w bliżej nie znanym kierunku gdy pobiegła do mnie mała, tak na oko dwuletnia dziewczynka. Dotknęła zewnętrznej części mojej nogi popatrzyła mi w oczy uśmiechnęła się i odbiegła kawałek. Uśmiech tak małych dzieci jest jak choroba. Zaraźliwy ale mimo takiej funkcji każdy chce aby dzieci uśmiechały się tylko w ten sposób. Dziewczynka odbiegła jakieś sto metrów ode mnie, zatrzymała się, odwróciła i rozłożonymi rękoma zaczęła biec w moją stronę. Ja odruchowo przyklęknąłem tak, że dziecko objęło mnie rączkami za szyję. Miałem nos w jej włosach, jedwabistych, pachnących koloru ciemnego blond. Kocham cię, tatusiu. – Powiedziała dziewczynka, patrząc mi prosto w oczy. – Gdzie jest mamusia? Spytała następnie. Bierze mnie za swojego ojca. Podnoszę się, ona dalej trzyma mnie za szyję. – Czy wiesz kto może to wiedzieć? – Pytam, mając nadzieję, że powie coś co mi pomoże. Ona jednak położyła swoją głowę na moim barku tak, że jej część opierała się na mojej szyi i głowie i zasnęła. Musiała być zmęczona.


Jaskinia

Jesteśmy tu uwięzieni. Powiedziałem do drużyny. Kuliliśmy się za kamieniami co jakiś czas ostrożnie spoglądając na smoki. Zbliża się, na mój znak atakujemy. Powiedziałem i chwyciłem swój sztylet. Gdy miałem już zawołać do ataku chwyciła mnie towarzyszka mówiąc, „czekaj, te smoki są inne”. Kiedy przyjrzałem się im dokładnie. One miały mniejsze zęby i jakby coś mówiły. Wtedy moja towarzyszka znowu mnie dotknęła. „Co powiedziałeś?”, spytała patrząc na mnie wystraszona. „powiedziałeś coś w języku smoków”. Coś bardzo starego, te smoki tutaj mówią że są zbyt młode, mówią że język którym się porozumiewałeś jest starożytny. A ja nawet nie zdawałem sobie sprawy że go znam. I po co w ogóle potrzebna mi jego znajomość.


Towarzysz


Budzę się w kapsule, wszędzie jest ciemno. Dlaczego przecież nasz schron ma własne generatory. Idę do wyjścia powoli ponieważ pod nogami wyczuwam jakieś śmiecie. Nagle po nodze coś mi się prześlizguje, odruchowo cofam nogę ale to coś wchodzi mi po nodze i mimo próby zrzucenia wspina się coraz bliżej. Mam to na plecach po za zasięgiem rąk a chwilę później schodzi mi na wewnętrzną stronę ręki . Gdy się tam znalazł poczułem ból jakby dźgano mnie rozgrzanym do czerwoności prętem. Następnie poczułem się strasznie zmęczony po czym upadłem na ziemię.
Kiedy się obudziłem, widziałem wszystko wyraźnie mimo braku jakiegokolwiek źródła światła. Pomieszczenie wyglądało jak po walce, jednak nie było żadnych zwłok, wtedy usłyszałem głos – Ciała zostały zabrane do przetworzenia. - Odwróciłem się natychmiast za siebie ale nikogo tam nie widziałem. – Gdzie jesteś? – spytałem. – Na dole. – Odparł głos. Spojrzałem na dół ale nadal nikogo nie widziałem, wtedy głos powiedział „spójrz na swoją rękę”, na wewnętrznej stronie lewej dłoni miałem coś co wyglądało jak robak albo jakiś wąż tylko, że było jakby wtopione w skórę. – Rozmawiamy ze sobą telepatycznie człowieku.
- Kim jesteś? – spytałem

- Kimś kto pomoże Ci przeżyć w tym świecie.


Kapitan


Rozpoczynam przesłuchanie kapitana statku zwiadowczego klasy Oskar. Zważywszy na stan zdrowia przesłuchiwanego proces odbywać się będzie z przerwami.

Wracaliśmy zgodnie z planem z planety Luxter4, z zespołem naukowców. W drodze odebraliśmy sygnał z planety poziomu 4. Zgodnie z punktem czwartym przepisów Federacji polecieliśmy to sprawdzić. Znajdowały się tam zwłoki piętnastu ludzi i spis badań. Postanowiliśmy zabrać obiekt badań ich przedmiot. Przedmiotem tym była roślina. Po dwóch dniach wszyscy którzy mieli bezpośredni kontakt z obiektem zaczęli dziwnie się zachowywać. Mówili coś o potworach i byli agresywni. Po tygodniu większość urządzeń była rozbita. A załoga łącznie ze mną walczyła z potworami. A przynajmniej tak nam się wydawało. Gdy zabiłem ostatniego potwora on na moich oczach zmienił się. Gdy ta metamorfoza została zakończona moim oczom ukazała się moja pierwsza oficer, ze śladami po ostrzach które sam wykonałem . W jednej chwili zrozumiałem wszystko . Nie było potworów, to tylko ta roślina ma coś w sobie i uwolniła to infekując nas i wywołując halucynacje. Każdy z nas widział innych jako okropne zdeformowane stwory, które pragną tylko jednego. Wtedy to postanowiłem zniszczyć statek z całym ładunkiem, ponieważ nie wiedziałem czy on sam nie uległ zainfekowaniu. Zebrałem materiały badań, dopisałem własne spostrzeżenia i koordynaty planety z rośliną. Prosiłem w notatkach by poddać planetę kwarantannie. Nigdy nie byłem naukowcem więc pisane są prostym słowem. Udało mi się naprawić panel kontrolny dzięki czemu skierowałem okręt na najbliższą gwiazd. Zanim jednak potwierdziłem zmianę trasy odprawiłem pogrzebowy rytuał dla załogi. Później skierowałem się do kapsuły która została przechwycona przez jeden z okrętów flagowych Federacji. Powtórzę to jeszcze raz, zabiłem swoją załogę i poniosę pełną tego odpowiedzialność.


Azyl

Wiesz, ten świat nie zawsze był taki jak teraz. To co widzisz to tylko szkielet prawdziwego świata a to czym się żywisz to nędzne resztki. Widzisz to drzewo, wierz lub nie ale kiedyś te drzewa to mieszanka brązu i zieleni a nie czarny zwęglony kawał drewna. Pytasz skąd to wiem. To proste, przeczytałem w archiwach azylu. Tam właśnie wybieramy się, tam tylko będziesz bezpieczny. Wędrujemy po świecie w poszukiwaniu wiedzy oraz ochotników którzy mogliby wstąpić w nasze szeregi. Ty jesteś kimś odpowiednim. Jest wejście do azylu, jednak zanim tam pójdziemy chciałbym powiedzieć tobie o twojej przyszłości. Na początku zostaniesz zakwaterowany w pomieszczeniu tymczasowym gdzie będziesz przez jeden lub dwa dni. Później staniesz przed Radą, oni zadadzą ci kilka pytań a później wspólnie zadecydujecie o swojej przyszłości. Ja na przykład jestem zwiadowcą ale nazywają mnie też obserwatorem. To jeden z najniebezpieczniejszym ale też najmniej kontrolowana z dróg.


Odkrywca

Nie wiem od jak dawna chodzę kanałami, przed sobą widzę tylko kawałek kamiennego chodnika i śmierdzącą rzekę. Droga wygnańców i buntowników. A ja tu jestem sam, przynajmniej tak mi się zdawało dopóki nie usłyszałem głosu „zostaw ją, na nic się nam nie przyda. Szczurołaki będą miały pożywienie”. Kiedy odeszli zauważyłem na podłodze ciało. Nie, to nie ciało, to żywa kobieta była jednak bardzo pobita a jej ubranie zamieniło się w kilka pasków tkaniny śmierdzącej mieszanką krwi, moczu i czegoś jeszcze. Usłyszałem ruch, szczurołaki przyszły na żer, nie wiem czemu ale wyprostowałem w ich kierunku rękę i powiedziałem „Nie przejdziecie”. Wtedy to poczułem, coś jakby kula wyrosła ze mnie wchłonęła kobietę i zatrzymała się oddzielając nas od szczurołaków. Mam moc, to dlatego moje plemię mnie wygnało, jestem dziwolągiem. Może potrafię wyleczyć ją. Podszedłem do kobiety i dotknąłem jej palców, były całe posiniaczone i połamane dlatego starałem się robić to jak najdelikatniej. Kiedy poczułem jej skórę na swojej oprócz tego poczułem ból. Ból tak silny, że aż odrzuciło mnie. Przy drugiej próbie byłem już gotowy na to co poczuję. Poczułem, że instynktownie potrafię ją uleczyć. Gdy skończyłem dałem jej swoje ubranie. Okryła się szczelnie ale nie ruszyła z miejsca, tylko patrzyła na mnie. Chciałem odejść, przecież jestem wygnańcem ona może iść gdzie chce, jednak ona zawsze szła trzy kroki za mną.


Prolog

Ciemna, zimna noc. Przy słabym ognisku siedziały skulone trzy postacie. Kiedy ogień zmniejszał się jedna z postaci rozejrzała się dookoła po czym kiedy doszła do wniosku, że są sami postać wrzuciła do ogniska jeden pieniek i wróciła na swoje miejsce. Jeszcze kilka dni, mówiła do siebie postać. Będą wolni i nareszcie dowie się kim naprawdę jest. Postać dotknęła swego ramienia i spuszczając głowę przypomniał sobie sytuacje z dzieciństwa. Kiedy jeszcze miał rodzinę i nie wiedział o swoim przekleństwie. Rozumiał mowę zwierząt, nie wiedział że to coś złego i zaczął rozmowę przy innym dziecku, te zaczęło krzyczeć „mag”, po czym uciekło. Po tym wydarzeniu musieli uciekać z miasta. Pierwszy z wielu razy, w każdym mieście słyszał o magach że są odpowiedzialni za wszelkie zło tego świata.


Bar


Stoję oparty plecami o ladę baru obserwując bawiących się gości i popijając mineralną z butelki. Miałem ciężki dzień a woda mnie uspokaja. Moje zainteresowanie pada na trójkę bawiących się osób, dwóch mężczyzn i kobietę. Wygląd mężczyzn mnie ale kobieta to co innego. Była to ładna krótkowłosa blondynka w czarnej mini spódniczce i ciemnoniebieskiej bluzeczce. Kiedy spostrzegłem, że co chwilę bierze łyk z w ogóle nie opróżniającej się szklanki zacząłem baczniej obserwować mężczyzn a kiedy ich ruchy szły w wiadomym celu względem towarzyszki postanowiłem się wtrącić.
- Dobry wieczór panom. Dziękuje, że dotrzymaliście towarzystwa mojej znajomej ale możecie już iść. - odparłem kładąc nacisk na ostatnie zdanie.
- Bo co. - odpowiedzieli a właściwie odburknęli, ja tylko uśmiechnąłem się i spokojnie lecz stanowczo
- Ponieważ wasza zabawa skończy się zupełnie inaczej niż sądzicie. Ta pani już dość dzisiaj wypiła.
- Nie tobie to osądzać. - powiedział jeden z mężczyzn.
- Panowie jeszcze raz wyjdziecie stąd po dobroci czy w towarzystwie moich znajomych. - powiedziałem dając znak ochroniarzom którzy wyrośli jak spod ziemi.
- Spadaj palancie, nie po to marnujemy kasę aby nie mieć z tego żadnej przyjemności.
- Jaka może być przyjemność skoro kobieta na drugi dzień nie będzie nic pamiętać? - spytałem, patrząc na kobietę która opierała się o stół nie mogąc ustać.
- Spokój na następny dzień i brak telefonów. Zabawa bez zobowiązań jest tym co najlepsze.
- Panowie możecie ich wyprowadzić. - zwróciłem się do ochroniarzy którzy bez wysiłku przerzucili ich sobie przez ramię i udali się do wyjścia. Ja w tym czasie zwróciłem się do kobiety.
- Dobrze się pani czuje?
- Chciałabym się położyć.- powiedziała spoglądając prosto w moje oczy. Miały kolor bursztynu - Na zapleczu jest pokój wypoczynkowy w którym jest wygodna kanapa. Mogę pani pokazać. - powiedziałem, a gdy wstała przytrzymałem ją. Kiedy już udało mi się zaprowadzić ją do pokoju ona pocałowała mnie, po pierwszym szoku wywołanym przez ten niespodziewany ruch odsunąłem się i powiedziałem - To ta kanapa, sam kilka razy na niej spałem, będzie pani wygodnie. Przed drzwiami będzie ochroniarz aby nikt pani nie przeszkadzał. - Po czym wyszedłem. Patrząc na drzwi potarłem usta myśląc sobie “ciekawe ile z tego będzie pamiętać jutro”.



Zapomniana historia

Poniższy tekst zapisany został na starym pożółkłym i uszkodzonym miejscami papirusie. Tekst został podpisany przez osobę nazywającą samą siebie strażnikiem.
“Dzisiaj wprowadziliśmy czar blokujący, wiem że to brutalne i ostateczne wyjście ale wcześniejsze nie przynosiły rezultatów. Ty który to czytasz wiedz iż cała planeta została otoczona barierą która blokuje umiejętności magiczne każdej istoty na planecie. Tylko to może zapobiec czarodziejskim walkom. Wiem, że istoty tak bardzo przesiąknięte magią zginą, czuje to, wiem że nie zobaczę już zachodu słońca. Wiedz czytelniku, że odchodzimy byś ty i tobie podobni nie byli wykorzystywani. Rozwijajcie się, odkrywajcie, podróżujcie. Chciałbym powiedzieć jeszcze coś za co czuje się odpowiedzialny. Jeśli będzie rodzić się jakieś dziecko obdarzone talentem magicznym to zachoruje ono, in większy talent tym cięższa choroba, może nawet dojść do zgonu dziecka. Przepraszam nie zdołaliśmy nic z tym zrobić”.



Zabójca
 
Jestem już tym zmęczony. Kontrola nad każdym ruchem ciała bywa męcząca, tak samo jak zlecenia i ciągła ucieczka. Różnie mnie nazywają, duch, kurier, terrorysta. A ja chcę tylko zarobić na życie i robię to w jedyny sposób jaki potrafię. Mam wielu wrogów a ci którzy mi pomagali już zginęli. Nie żyją ponieważ wiedzieli za dużo. Wszyscy którzy mieli ze mną kontakt zginęli. Nikt jednak nie zadał sobie pytania kto mnie wyszkolił, a oni dalej działają. Jeśli jesteście ciekawi mojego szkolenia czytajcie ten dziennik dalej. To moje zabezpieczenie i jeśli ktoś to czyta to znaczy, że jestem martwy.



Ona i on


Stali tak przytuleni, ona oplatając jego kark, on zaś trzymając ręce na górnej granicy jej pośladków. Rozmawiali patrząc na siebie. On podziwiał jak poruszał się każdy jej mięsień, jak jej źrenice poruszają się w tę i z powrotem. Powiedział coś, ona uśmiechnęła się delikatnie, w ten swój specyficzny delikatny sposób który on tak bardzo lubił. Ten delikatny uśmieszek mówił mu więcej niż milion słów i ona doskonale o tym wiedziała. Przez chwilę oboje milczeli wpatrując się w głębie swych spojrzeń a następnie w jednej chwili roześmiali się.

Początek


Podczas spaceru, takiego zwykłego bez większego celu wpadła na mnie kobieta. Krótko ostrzyżona brunetka o zielonych oczach. Nie zapamiętałbym tego gdyby nie to, że podczas tego wpadnięcia upadliśmy na ziemię, jej dłoń spotkała się z moją a usta wypowiedziały do mojego ucha “przyjdę po to, znajdę cię, nikomu nie ufaj”. Po czym wstała i uciekła, chwilę później zza rogu wyskoczyło trzech mężczyzn, a następnie pobiegli w jej stronę. Rozejrzałem się w okół a kiedy stwierdziłem, że jestem sam otworzyłem dłoń którą dotknęła tajemnicza kobieta. Miałem w niej pendrive. Kim ona była, co jest w sprzęcie i co ważniejsze po czyjej stronie ja mam być? Te pytanie razem z milionem innych jednocześnie krzyczały w mojej głowie.



Trauma


Kim ty jesteś ? - spytała kobieta gdy staliśmy razem w małym pomieszczeniu na uboczu. - Mówiłeś, że nam pomożecie, a wy co? Zachowujecie się jakbyście nie mieli serca.
- Mamy je. Jednak potrafimy skrywać uczucia. - odparłem spokojnie
- Dlaczego? By wyjść na nieczułych drani? - mówiła, a właściwie krzyczała wprost na w moim kierunku. - Nie wyobrażasz sobie jakie koszmary przeżyliśmy, a wy tu macie prawdziwy raj, ale nie chcecie się z nami podzielić.
- Wydaje ci się, że wiesz cokolwiek o koszmarze? - zrobiłem krok w jej kierunku jednocześnie podnosząc głos - Nie wiesz jak to jest patrzeć na upadek świata który znasz, śmierć wszystkich kochanych osób. Mówisz, że się nie uśmiecham i cały czas wydaję się ponury. A zatem wyobraź sobie, że gdy tylko patrzysz na twarz bądź sposób ruchu całkiem obcej osoby widzisz zamiast niej postać najbliższą twemu sercu a następnie gdy już przypomnisz sobie każdy szczegół, widzisz jak umiera. Ja, My - poprawiłem się szybko - żyjemy z tym przez całe życie. Upadek cywilizacji naznaczył i nie pozwoli nam odejść dopóki nie wypełnimy własnej misji.



Przebudzenie


Otwieram oczy, ale szybko je zamykam gdyż oślepia mnie biel sufitu. Za drugim podejściem jestem już przygotowany i nie otwieram ich tak szybko. Jednak gdy odzyskuję więcej świadomości razem z nią wraca ból. Mimo to rozglądam się po okolicy. Jestem na łóżku a w moją prawą rękę została wbita igła z jakąś cienką rurką, wodziłem za nią wzrokiem aż natrafiłem na woreczek zawieszony nad moim łóżkiem a w nim jakaś przeźroczysta substancja. Chciałem wyjąć igłę ale moje ręce były jak z żelaza. Dopiero po pięciu minutach które ciągnęły się w nieskończoność udało mi się z wielkim trudem podnieść lewą rękę i skierować ją obok drugiej tak by jej dłoń była blisko miejsca wbicia igły. W momencie usłyszałem za sobą kobiecy głos “Dzięki Bogu, obudziłeś się. Tak się martwiłam”. Następnie do mych uszu dobiegł odgłos kilku pospiesznych kroków i tajemnicza kobieta przytuliła się do mnie. Moje nozdrza wychwyciły słodycz jej zapachu i mimo, że nie mogłem sobie przypomnieć kim ona jest, ani co nas łączy. Kobieta odsunęła się po chwili a następnie otworzyła usta i powiedziała “Co ty sobie wyobrażasz? Najpierw znikasz na miesiąc bez słowa a następnie pojawiasz się przed budynkiem szpitala jakbyś wyrósł spod ziemi ranny, rozgorączkowany i mamroczący coś niezrozumiałego.”



Rachel


Mam na imię Rachel i jestem wampirem. Jednak zanim weźmiecie srebrne krzyże, sztylety i osikowe kołki wysłuchajcie mnie. Większość tego co wiecie o nas to kłamstwa. Tak naprawdę nie potrzebujemy pić krwi, a czosnek także nic nam nie robi. Na pewno spytacie a co z kołkiem w serce czy odcięciem głowy? Pozwólcie, że odpowiem pytaniem na wasze troski. A czy znacie kogoś kto by to przeżył? Przyszłam na świat jako człowiek, byłam córką zwykłego rolnika i w wieku czternastu lat zostałam oddana mężczyźnie który był właścicielem ziemi gdzie pracowaliśmy. Mieszkanie w jego posiadłości nie należały do najgorszych. Nie zmuszał mnie do kontaktów i mogłam robić co tylko chciałam. Po raz pierwszy w życiu. Wtedy poznałam przystojnego mężczyznę który opowiadał mi o dalekich lądach pokazywał różne przedmioty które stamtąd wziął,zadziwiał mnie swoją dojrzałością oraz elokwencją. Pewnej nocy powiedział mi kim jest i czy chciałabym też taka zostać. Ostrzegł mnie, że jako wampir nie będę się starzeć jednak powinnam unikać przebywania w jednym miejscu dłużej niż piętnaście lat. jeśli przebywa się dłużej ludzie zaczynają nabierać podejrzeń a następnie przestraszą się i spróbują wygnać bądź zabić. Przemierzyłam cały świat zbierając pamiątki jako, że wiedziałam iż nie umrę musiałam się zabezpieczyć. dlatego schowałam na całe dwieście lat skrzynię pełną pieniędzy w miejscu niedostępnym oraz taki które przetrwa w stanie nienaruszonym. Ale nie powinnam Wam za dużo zdradzać o pieniądzach. Pewnie zapytacie jak jest ze słońcem, tu prawda jest tylko połowiczna słońce nie spali nas ale nasza skóra jest wrażliwsza na nie. Wystarczy tylko krem z mocnym filtrem lub zasłonięcie skóry i bez przeszkód mogę wyjść na zewnątrz. Ale tak naprawdę główny element dlaczego postanowiłam wam wszystko opowiedzieć to coś co miało miejsce trzydzieści lat temu. A mianowicie ...



Pożegnanie


Położyłem na zakurzonym blacie stolika mały okrągły dysk, a następnie go włączyłem. Z wnętrza zaraz wydobył się jej głos “Ukochany”, a ja w tym czasie zamknąłem oczy aby moi towarzysze nie widzieli jak się rozklejam. Tym czasem z głośnika dalej słychać było jej głos.

“Nie wiem kiedy to usłyszysz, czy w ogóle go usłyszysz. Dlatego chciałabym powiedzieć tobie co się wydarzyło. Kiedy zgodnie z planem kapsuły się otworzyły twoja pozostała zamknięta. Podobno wystąpił jakiś błąd i nigdy się nie otworzy. Jednak ja w to nie wierzę. W tym momencie siedzę na wprost ciebie i modlę się w duchu by zaczęła się otwierać. Trzy osoby które razem z nami spały wyszły na zewnątrz, po powrocie powiedzieli nam, że na powierzchni mieszka jakieś plemię. Mówią, że możemy ich uczyć by nie popełnili naszych błędów. Jednak najpierw musimy zamknąć cały kompleks. Nie martw się ukochany zostawimy możliwość otworzenia kompleksu”.



Prysznic
 
Weszła do kabiny z zamkniętymi oczyma i wsunęła twarz bezpośrednio w strumień wody. Gdy przyjemne ciepło kropel wody stykało się z jej skórą czuła jak wszelkie troski oraz zmęczenie uciekają i zostają zastąpione stanem błogości. Przez moment stoi tak bez ruchu pozwalając by woda bez przeszkód obmywała całe jej ciało. Następnie wyciągnęła rękę po myjkę oraz balsam by później wetrzeć go w całe ciało, zaczynając od stóp i powoli oraz równomiernie idąc ku górze. Gdy była już cała w balsamie zawołała “skarbie, mógłbyś tu przyjść”. Po jakichś dziesięciu sekundach drzwi otworzyły się i do środka wejrzał mężczyzna z pytaniem w oczach, kobieta gestem podała mu myjkę a następnie odwróciła się do niego plecami. Mężczyzna od razu delikatnie zaczął myć jej plecy a gdy skończył wyszeptał do ucha “gdy już wyjdziesz zapraszam na masaż, taki jaki lubisz najbardziej”, a następnie wyszedł. Kobieta w tym czasie uśmiechnęła się na samo wyobrażenie tego jak spędzi najbliższe wolne chwilę. Kiedy spłukała z całego ciała delikatną piankę zakręciła prysznic i wzięła ręcznik, miękki puszysty w kolorze jasno zielonym, jej ulubiony.



Pierwszy Pocałunek


Leżałem sobie w jacuzzi z zamkniętymi oczyma gdy usłyszałem jej delikatny, jedwabisty głos. Nie za dobrze Ci? - mówiła śmiejąc się, również z uśmiechem odparłem - Gdy do mnie dołączysz będzie jeszcze przyjemniej. Odparła tylko “świetny pomysł”, po czym kilka sekund później poczułem jak wchodzi do wody i przytula do mnie bokiem. Otworzyłem oczy i obróciłem głowę w jej stronę. Jej wzrok, był utkwiony we mnie a usta uśmiechały się, zmieniłem ustawienie dłoni i gładziłem ją po prawym boku. Wtedy zauważyłem coś co mnie zaciekawiło, “ładny masz kostium”, odparłem. Ona nic nie powiedziała tylko szybko pocałowała mnie, trwało to może dwie, trzy sekundy a gdy powoli odsunęła się spojrzała mi głęboko w oczy, nie musiała nic mówić, czytałem w niej bez problemu widziałem wielkie uczucie, strach przed odrzuceniem i coś czego nie mogłem zinterpretować, chociaż wiedziałem co znaczy. Te wszystkie myśli pojawiły się jednocześnie, a ja zrobiłem jedyną rzecz jaka przyszła mi do głowy, pocałowałem ją. Gdy byliśmy złączeni ona zamknęła oczy, widać było że czynność ta sprawia jej taką przyjemność jak mnie. Dlatego ja również zamknąłem oczy by zwiększyć wszelkie odczucia.

Komentarze