wtorek, 31 października 2017

Marta Krajewska - Idź i czekaj mrozów

Moje drugie spotkanie z autorką. Po raz pierwszy miałem przyjemność poznać jej pióro w książce "Noc między tam i tu", opinie możecie przeczytać na blogu. Wystarczy aby w wyszukiwarce wpisać tytuł książki. Czy ta książka będąca pierwszym tomem z dwóch również wpisuje się w pozytywny obraz na temat autorki? O tym przekonacie się [mam nadzieję], gdy przeczytacie poniższą opinię.

------------------------------------------------------------------------

Okładka:





--------------------------------------------------------------------------------

Opis marketingowy:

W świecie, gdzie puszczą włada leszy, w jeziorze żyją topielce, a nocami wśród chat przemykają zmory i strzygonie, młodziutka Venda musi stanąć na straży bezpieczeństwa mieszkańców Wilczej Doliny. Przyjdzie jej mierzyć się nie tylko z bogami czy stworzeniami nocy, ale znacznie groźniejszymi przeciwnikami: samotnością, strachem i zwątpieniem.
Na oczach Vendy wypełnia się starożytne proroctwo. Do Wilczej Doliny powraca DaWern – ostatni z Wilkarów. Zemsta Pana Lasów za rzeź jego dzieci wydaje się nieunikniona. Czy zakazana miłość stanie na drodze przeznaczeniu, czy też pozwoli wypełnić przerażającą przepowiednię? Jak potoczą się losy zakochanego w zielarce syna karczmarza, pięknej minstrelki Stalki, towarzyszącego jej wojownika i innych mieszkańców wioski, z których każdy skrywa swoje tajemnice?


„Stare opowieści krążą między nami, a my żyjemy między nimi. Magia w powieści Marty Krajewskiej wydaje mi się potężna, bo jest równocześnie znajoma i nowa. Za sprawą autorki wszedłem do świata nieoswojonego, w którym demony to część natury, a ludzie – zwyczajni, nie książęta i herosi – zmagają się z nimi niczym z częścią powszedniego trudu. Podążałem znajomymi tropami, gubiłem się w nich i dawałem oplatać pełnej grozy magii, w którą schwytała mnie autorka.”
Paweł Majka, autor „Pokoju światów”, zdobywca Literackiej Nagrody im. Żuławskiego

„Autorka wymieszała z wprawą dobrze wyszkolonej zielarki elementy demonologii i mitologii słowiańskiej, komponując własną, smakowitą mieszankę. Mimo tak różnorodnych składników, stworzona przez nią wizja jest zaskakująco spójna. Oto świat pogański, przedchrześcijański w pełnej krasie: piękny, ale i groźny, pociągający, fascynujący, a chwilami przerażający.”
Witold Jabłoński, autor cyklu „Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer”

„To jedna z książek, na które czekałem z niecierpliwością.”
Jacek Łukawski, autor „Krwi i stali”


źródło opisu: http://geniuscreations.pl/ksiazki/idz-i-czekaj-mrozow-marta-krajewska/

źródło okładki: http://geniuscreations.pl/ksiazki/idz-i-czekaj-mrozow-marta-krajewska/

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Opinia:

I znów czytam książkę głęboko osadzoną w wierzeniach słowiańskich. Troseczkę żałuję iż w tej książce nie są one bardziej zaakcentowane, nie zrozumcie mnie źle są opisane w ciekawy sposób jednak odczuwam lekki niedosyt, jednak to tylko moje marudzenie. Książka opowiada o przygodach Vendy, młodej kobiety która zostaje opiekunką wioski [a nawet całej doliny, której nazwa jest taka jak nazwa serii]. Opiekun to coś jak połączenie żercy, zielarki/znachorki oraz kilku innych postaci. W książce niestety nie mamy tego wyjaśnionego wprost a raczej z czasem budujemy sobie własny opis jej funkcji, co może być zarówno zaletą jak i wadą. Na kartach powieści pojawia się pewien wątek który z początku mnie irytował, szczególnie, że jest on dość wysoko w hierarchi planów [wiecie, 1 plan, drugi, trzeci, tło, itp.]. Pisarka w dość ciekawy sposób opisuje życie w wiosce oraz stworzenia z mitologii słowiańskich, oraz tak mi się wydaje iż jeszcze są tam zapożyczenia z innych wierzeń ale nie jestem pewien. Bohaterowie. Z postaciami występująmi na kartach książki mam pewien problem. Mianowicie są oni, może po za Vendą bardzo płascy, można by to porównywać iż Venda jest na pierwszym planie, na planie drugim nic, na trzecim postacie pojawiające się często i odgrywające jakąś rolę oraz tło czyli wszyscy inni. Brakuje czegoś między pierwszym a trzecim planem. Jednak jest to szukanie minusów na siłę. Bawiłem się przy książce i jest ona dobrym relaksatorem. Na pewno przeczytam druga część serii.

--------------------------------------------------------------------------------

Profil książki na serwisie lubimy czytać:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/266030/idz-i-czekaj-mrozow

Wykluczeni - DEMO

Cześć, mam nadzieję, że nie zanudzę Wam ukazywaniem swoich dawnych projektów [nie bójcie się opinie książek będą, może nawet dzisiaj jak uda mi się skończyć pewną książeczkę]. Tym razem chciałbym pokazać Wam sam początek, a dokładniej pięć rozdziałów, mojego krótkiego "romansu" z tworzeniem czegośco miało być książką z kategorii fantastyki. I byłaby to książka gdyby w trakcie pisania [stworzyłem około 1/5 lub 1/8], nie zaczęły mi wpadać inne rzeczy w plan dnia tak bardzo go rociągając, że prez około dwa tygodnie spałem po dwie-trzy godziny. Szczerze nie polecam takiego czasu pracy. Przez trzy-cztery dni wytrzymacie ale i dłużej to utrzymujecie tym trudniej skupić się na rzeczach istotnych. Gdy okazało się, że mógłbym w kalendarz umieścić z powrotem pisanie książki okazało się iż tak naprawdę musiałbym rozwalić cały projekt i zbudować go od zera. Nie żeby był zły [przynajmniej tak mi się wydaje], ale jest wiele rzeczy które napisałbym inaczej czy wręcz jedne całkowicie wykreślił a zamiast tego dodał inne. Ale dość mego biadolenia ;) Proszę bardzo oto ten fragment, a ja z chęcią przeczytam co o nim sądzicie.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Prolog

Wygnaniec, odmieniec, pół-człowiek. Tak o nim mówili. Przez całe życie musiał chować się po kanałach a przez długi czas nie wiedział nawet dlaczego. Aż pewnego dnia podczas wędrówek po kanałach usłyszał głosy. Nigdy ich wcześniej nie słyszał jednak po tonie i barwie od razu poznał, że to strażnicy. W pierwszej chwili chciał odwrócić się i uciec jednak coś skłoniło go do ostrożnego podejścia w tamtą stronę. Cały czas skryty w cieniu obserwował strażników, którzy rzucali czymś w jakąś kupkę starych materiałów. Gdy przyjrzał się bliżej zauważył tam ruch i zareagował instynktownie. Podniósł rękę i krzyknął "STOP", a między strażnikami a czymś w środku pojawiła się bariera "jestem skażony magią", pomyślał a głośno powiedział do zaskoczonych i lekko wystraszonych strażników "odejdźcie stąd i nie wracajcie". Strażnicy wiedzieli, że magowie czy może jak są nazywani "nieczyści", są niebezpieczni dlatego spełnili jego rozkaz, zresztą coś, nawet gdyby się nie zgadzali to coś ich zmuszało do jej posłuchania. Na odchodne jeden ze strażników dodał ". Zabieraj nieczystą larwo i wynoście się z naszego cudownego miasta. Wasza klątwa nie jest tu mile widziana". I odeszli, mężczyzna znowu działając instynktownie zdjął barierę i zbliżył się do postaci zakopanej w materiale. Pod nimi była kobieta, a gdy spojrzał jej w oczy wiedział, że ona również jest spaczona magią. Wyciągnął do niej rękę i powiedział "chodź zaprowadzę cię w miejsce bezpieczne dla takich jak my".

Rozdział 1

To zdarzyło się tydzień temu. Od tego dnia do obecnego podróżujemy razem, no może podróżujemy to nie jest odpowiednie słowo. Raczej ja wędruję w jednym kierunku a ta kobieta idzie ze mną. Wiecie co jest najdziwniejsze, że ona nie odezwała się ani słowem przez ten czas. Próbowałem się z nią porozumieć, lecz zawsze napotykałem opór, tym silniejszy im bardziej chciałem porozmawiać. W końcu przyzwyczaiłem się do jej milczącego towarzystwa, a nawet polubiłem to uczucie. Chciałbym opowiedzieć wam jednak co wydarzyło się dzisiejszego poranka, gdy jedliśmy upieczone ryby które złowiłem w pobliskim jeziorku. Kobieta, gdy skończyła jeść podniosła wzrok na mnie i powiedziała „idę nad staw się wykąpać. Zaczekasz aż wrócę?”, ja przez dłuższy czas wpatrywałem zaskoczony. Wiecie już sądziłem, że strażnicy odcięli jej język, oni lubią tego typu zabawy. Jedyne co udało mi się zrobić to skinienie głowy, kobieta wstała i udała się w kierunku akwenu. Jenak, zanim dotarła do niego odwróciła się i powiedziała „nazywam się Mesna, a ty?”. Moje imię? Ona pytała na moje imię? Od dawna go nie używałem. Mesna nie czekała na moją odpowiedź, tylko wznowiła swą wędrówkę do stawu. Kusiło mnie, by patrzeć na nią, lecz coś w, środku mówiło, że nie powinienem tego robić. W czasie gdy moja znajoma dbała o higienę ja dołożyłem do ognia by mogła się wysuszyć oraz przygotowałem część niezjedzonych ryb jako prowiant na późniejszy czas. Gdy wróciła przykucnęła obok ogniska, a ja mogłem przyjrzeć się jej uważniej. Miała długie rude włosy, kręcone jej oczy koloru jasnej zieleni teraz odbijały płomienie ogniska miały działanie hipnotyzujące i aż ciężko było oderwać wzrok od nich i spojrzeć na resztę ciała, które mimo nałożonych starych, brudnych, śmierdzących i zniszczonych ubrań miało atrakcyjne wymiary. W sumie nie powinienem narzekać na jej ubrania, ponieważ moje wcale nie prezentowało się lepiej. Mesna wychwyciła moje spojrzenie i odparła.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Jak się nazywasz?
- Ja … - zacząłem, nie bardzo wiedząc co dalej powiedzieć - … nie pamiętam. Od dawna go nie słyszałem. - skończyłem zgodnie z prawdą.
- Musisz mieć jakieś imię. - powiedziała a na jej ustach zagościł delikatny uśmiech. Nie taki, do którego byłem przyzwyczajony, a raczej było w nim coś dobrego, albo miłego – Zgodzisz się, abym nadała ci jakieś? - spytała a jej wielkie pistacjowe oczy wpatrzone były we mnie.
- W porządku, jeśli chcesz. Ale pod warunkiem, że odpowiesz mi, dlaczego tak długo milczałaś.
- Niech będzie. A zatem twoje imię hm … - uniosła jeden palec i dotknęła swego policzka a kawałkiem innego palca (tym który się zgina), powoli przesuwała po górnej części ust. - Alec? Tak, to dobre imię wyglądasz, jak Alec.
- Wyglądam? - znasz jakiegoś.
- Nie, w ogóle mało osób ze mną rozmawia. A gdy ja odzywałam się sama do jakiegoś mężczyzny to byłam karana. Na pewno widziałeś moje plecy.
- Nie podglądałem cię. - odparłem, na co Mesna tylko szerzej otworzyła oczy, zdziwiła się? - To niegrzeczne. Karali cię za odzywanie się?
- Tak, dopóki nie zjawili się strażnicy i nie znaleźli we mnie przekleństwa. Wtedy wrzucili mnie do kanałów gdzie mieli pobić tak mocno, że nie mogłabym się ruszyć, a potem zostawić mnie na śmierć. Często tak robią, od kiedy Rada zakazała palenia. Mieli zacząć mnie bić, ale wtedy ty się pojawiłeś. Wiesz, że wyszedłeś z mgły. Zupełnie jakbyś nią był, nie odzywałam się do ciebie, ponieważ bałam się, że jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni. A to, że strażnicy posłuchali cię uznałam za sen. Myślałam, że straciłam przytomność i żeby nie czuć bólu to przeżywałam coś takiego. Dopiero wraz z upływem dni nabierałam coraz większego przekonania, że jesteś prawdziwy. Jednak dalej bałam się ciebie, no może nie do końca ciebie, a raczej tego, że zabierasz mnie do handlarzy gdzie zostawisz razem z innymi produktami. Gdzie idziemy?
- Do bezpiecznego miejsca. - powiedziałem, mając nadzieję, że zabrzmi to wiarygodnie. Głupio tak mówić, że o tym bezpiecznym miejscu dowiedziałem się ze snu. To było jakiś czas temu, a ten sen był dziwny, dokładnie pamiętam głos oraz urządzenie, a nie mogę sobie przypomnieć właściciela głosu. Zupełnie jakby nie chciał być zapamiętany. Głos powiedział „Idź na północ, to urządzenie wskaże ci drogę”. I koniec, obudziłem się a w mojej dłoni leżało urządzenie wraz ze sznurkiem, aby zawiesić sobie na szyi. Od tego czasu idę w tamtą stronę a urządzenie jest stale przy mnie. - Bezpiecznego dla takich jak my. - powiedziałem z naciskiem.
- Nie wiem, czy gdziekolwiek jest bezpiecznie dla mnie. A ty jesteś przeklęty. Nie my jesteśmy przeklęci.
- Nie przejmuj się tym. Chodź jak dopisze nam szczęście to dziś dojdziemy do wioski gdzie będziemy mogli się ukryć i dzisiejszą noc spędzić na sianie, nieniepokojeni przez nikogo. A jeśli się uda to, kto wie. Może nie napotkamy żadnych łowców i będziemy mogli zapracować na świeże wiejskie jedzenie. Rany, jak dawno nie jadłem świeżego chleba – ostatnie zdanie powiedziałem raczej do siebie zamykając oczy i zwracając twarz ku niebu.
Wstaliśmy i dokładnie ugasiliśmy oraz zasypaliśmy pozostałości naszego ogniska, po czym ruszyliśmy w kierunku wyznaczonym przez urządzenie. Tak naprawdę nie wiedziałem, czy znajdziemy jakąś wioskę, ale tyle jest ich rozsianych po świecie więc kto wie może to malutkie kłamstwo zostanie mi wybaczone a kobieta wyglądała jakby miała lekko dość spania na ziemi gdzie jedyną ochroną przed chłodem było nasze ubranie. Osobiście niespecjalnie lubiłem towarzystwo innych ludzi, najczęściej unikam większych ich zgromadzeń. W kanałach pod miastem byłem, ponieważ alternatywą była wędrówka przez miasto, nie miałem żadnej możliwości jego obejścia.

Rozdział 2 – Mesna

Zostałam zaciągnięta do „tuneli śmierci”, w nich zawsze śmierdzi i jest obecna jakaś dziwna mgła. Strażnicy pchnęli mnie na ścianę tak mocno, że po zetknięciu z nią upadłam lekko oszołomiona, słyszałam jak mówią „teraz plugawa nie nadajesz się nawet jako towar. Mamy dopilnować byś stąd nie wyszła.” Podniosłam głowę i zobaczyłam jak zmierzają ku mnie, ale za nimi mgła przybierała postać człowieka. Ten wyciągnął ku mnie rękę i krzyknął „Stop”, poczułam, że coś pojawiło się między mną a strażnikami i przerażona skuliłam się w sobie błagając w myślach bym miała jeszcze okazję zobaczyć słońce. Niczego więcej nie pragnęłam, mogłam nawet później umrzeć ale bałam się śmierci tutaj i pochłonięcia przez tę mgłę. Wtem poczułam dotknięcie na ramieniu, nie takie, do jakiego byłam przyzwyczajona czy jakiego się spodziewałam, a raczej czułe i delikatne. Spojrzałam w górę i zobaczyłam „mężczyznę z mgły”, gdy nasze oczy spotkały się powiedział coś w stylu „jesteś taka jak ja. Idę do bezpiecznego miejsca chodź ze mną, jeśli chcesz”. Nie bardzo wiedząc co robię, wstałam a tajemniczy on przytrzymał mnie chroniąc od upadku. Gdy już upewnił się, że stoję pewnie odszedł parę kroków a ja podążyłam za nim niczym w transie. Po jakichś dziesięciu minutach takiego marszu zobaczyłam światło, wyjście. Gdy dotarłam do granicy pomiędzy mrokiem a jasnością przesunęłam po niej opuszkami palców. Następnie zrobiłam dwa kroki i przez następne minuty naszego marszu delektowałam się ciepłem. Wędrowaliśmy tak przez dość długi czas. A na noc zatrzymywaliśmy się w miejscach, które na pozór są całkiem zwyczajne, jednak mój towarzysz zawsze w takich potrafił znaleźć drewno albo inne rzeczy na ognisko, raz nawet złożył trawę w takie dziwne bloczki. Wrzucił dwa a paliły się przez całą noc. Gdy zasypiał, podchodziłam do niego cichutko i obserwowałam i czasami dotykałam palcem lub patykiem. Miałam wrażenie, że jeśli tego nie zrobię to on rozwieje się niczym mgła, gdy nie jest potrzebna. Za dnia nie odzywałam się do niego, mimo że on coś mówił. Głównie ze względu, na to właśnie wrażenie. Jednak gdy po kilku takich nocach biwakowaliśmy nad jeziorem przestało mnie to obchodzić i powiedziałam mu swoje imię, a kiedy on nie odpowiadał wstałam i poszłam się wykąpać. Nie wiem ile czasu minie, zanim taka okazja znów się pojawi. Kiedy byłam nad brzegiem wody rozebrałam się, zarumieniłam się zawstydzona śladami na moich plecach, odwróciłam głowę, mój towarzysz podróży siedział przed ogniskiem tyłem do mnie oraz robił coś z naszym jedzeniem, a ja coraz bardziej byłam nim zaintrygowana. Nie przypominał żadnych mężczyzn, których poznałam do tej pory. Jednak on nie mógł dowiedzieć się, że go obserwuję. Szybko weszłam do wody, była cudowna, a to uczucie zmycia z siebie brudu i zmęczenia można by porównać do ekstazy. Kiedy wróciłam na brzeg, założyłam na mokre ciało swoje ubranie i wróciłam do ogniska. Mój tajemniczy mężczyzna udał się skorzystać z kąpieli a ja wiedziona ciekawością posłałem za nim wzrok. Kiedy już wrócił spróbowałam ponownie zacząć rozmowę. Okazało się, że ma on jakiś dziwny przedmiot, który pokazuje jemu i tylko jemu drogę do bezpiecznego miejsca. Dowiedziałam się również, że on nie pamięta swego imienia, miałam ochotę go wtedy przytulić, ale coś mi mówiło, że nie powinnam. Wymyśliłam mu imię, no może nie do końca wymyśliłam. Kiedy patrzyłam na niego myśląc, jakie do niego pasuje usłyszałam wewnątrz siebie kobiecy głos, który wołał „Alec”, a później głos mężczyzny siedzącego przede mną, jednak ten głos wydawał mi się inny taki młodszy. Nie powiedziałam mu tego, ponieważ bałam się, tego, jak zareaguje. Alec powiedział, że dzisiaj przenocujemy w lepszych warunkach. I tylko to stwierdzenie pchało mnie naprzód. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi trafiliśmy nie do wioski a obozowiska. Ostrożnie i w gotowości do natychmiastowej ucieczki podchodziliśmy powoli. W pewnym momencie jakaś postać ze środka obozowiska wstała i skierowała się w naszą stron. Zatrzymaliśmy się i byliśmy niczym króliki w pułapce. Obozowicz odezwał się do nas.
- Witaj bracie i siostro. Czekaliśmy na was. Dołączcie do nas na czas kolacji a później pokażemy skierujemy was na wasze posłania.
- Proszę wybaczyć mą śmiałość – zaczął Alec – ale czy zechciałaby pani powiedzieć kto uprzedził o naszym przyjściu.
- Nasza Wszechwidząca, jeśli będziecie chcieli oraz czuli się na siłach to po kolacji zaprowadzę was do niej. - Alec spojrzał na mnie a jego spojrzenie pytało mnie co tym sądzę i, czy powinniśmy przyjmować zaproszenie. „Czemu nie”, odparłam „może Wszechwidząca pomoże nam w poszukiwaniach”. Alec podziękował kobiecie i oboje weszliśmy do obozu. Liczył on prawie trzydzieści osób i wszyscy wpatrywali się w nas. Jednak nie było tam złości, pogardy, strachu oraz żądzy mordu. Raczej ciekawość oraz szczera troska o nas stan. Podano nam jakiś dziwny placek, który nieufnie powąchałam, ale woń ciasta była jakaś taka nijaka i nie, zapadająca w pamięć. Aby nie urazić gospodarzy ugryzłam mały kawałek i po prostu rozpłynęłam się. Rany takiej cudowności nie miałem nigdy w ustach. Zjadłam cały w trzech następnym gryzach, po czym sięgnęłam po kubek z jakimś płynem. Na początku sądziłam, że to woda jednak ta ciecz była tak mocna, że po pierwszym łyku się rozkaszlałam, ale gdy już opanowałam się i wypiłam kolejne czułam słodki posmak oraz ciepło roznoszące się po całym ciele. Następnie podano jakieś warzywa, których na oczy nie widziałam i aby wiedzieć jak je jeść podpatrywałam innych obozowiczów. Kolacja trwała aż do nastania całkowitych ciemności, ale zanim one przyszły gospodarze rozpalili jeden duży ogień na środku i małe ognisko przed każdym wozem. Gdy skończyliśmy jeść obozowicze zaczęli grać na jakichś instrumentach a Alec przechylił się do kobiety, która nas powitała a później do mnie i spytał „chcesz iść ze mną do Wszechwidzącej czy wejdziesz do któregoś z wozów i spróbujesz się przespać?”.

Rozdział 3

Gdy wraz z nadchodzącą nocą dotarliśmy do obozu chciałem wyć ze szczęścia. Naprawdę bałem się, że nie natrafimy na nic i będziemy zmuszeni do kolejnej nocy pod gołym niebem. Na początku chciałem wykraść jakieś jedzenie, a następnie zaszyć się w jakiś ciemnym kącie stodoły, byłem zaszokowany zaproszeniem do posiłku oraz informacją, że spodziewano się nas. Ta cała Wszechwidząca tak bardzo mnie zaciekawiła, iż chciałem pójść do niej od razu a zmęczenie po całodniowej podróży zniknęło niczym pstryknięcia palcami. Jednak widząc tak dużo żywności poustawianej mój żołądek zaczął się upominać mówiąc, że miał dzisiaj tylko dwie ryby z czego jedna o świcie. Spoglądając na barakowozy, które jak się dowiedziałem służyły jako mieszkania, magazyny, szkoła, itp. naszła mnie myśl na temat pochodzenia warzyw i owoców, które zostały podane. Już miałem zapytać jednak niektórych rzeczy lepiej nie wiedzieć. Gdy po raz pierwszy w życiu najadłem się do syta byłem gotowy na spotkanie. Przez grzeczność spytałem swej towarzyszki Mesny, muszę przyzwyczaić się do tego imienia, czy pójdzie ze mną, czy może jest za bardzo zmęczona. W końcu nie była przyzwyczajona do takiego życia jak ja. Kobieta po raz kolejny zaskoczyła mnie swą siłą i hartem ducha. Wiecie czasami łapałem się na tym, że szukam ją wzrokiem, a następnie szybko zrywam kontakt, gdy ona się zorientuje, nieważne czy jesteśmy sami, czy może mijamy strażników szos albo coś innego. Pewnie zapytacie kim są strażnicy szos, a może powinienem powiedzieć czym są. To posągi, które przypominają ludzi z tym że są wielkości ponad ośmiu metrów oraz mają tyle głów ile jest na rozstajach. Każda głowa patrzy na inną drogę. Zawsze jak ich mijam czuję się nieswoją jakby mogli samą siłą wzroku zamienić mnie w popiół albo coś w tym stylu. No dobra, ale odbiegam od tematu, którym jest Wszechwidząca. Zostaliśmy poprowadzeni do jednego ze starszych barakowozów mijając po drodze ten, w którym mieliśmy spędzić noc. Razem z Mesną wspięliśmy się po czterostopniowej drabinie, spojrzałem na swą partnerkę w podróży dodając sobie otuchy, jednak zanim zdążyłem zapukać ze środka rozbrzmiał głos „Alec, Mesna, wchodźcie”. Spojrzeliśmy jednocześnie na siebie a w naszych oczach pełno było szoku, zaskoczenia oraz coś na wzór strachu. Mesna złapała mnie pod ramię i razem wkroczyliśmy do środka. Pierwsze co rzuciło nam się w oczy, a raczej w nosy to zapach tak jakby nigdy nie otwierano tutaj niczego oraz nie pozwalano na wymianę powietrza. Wszechwidząca okazała się starą, bardzo starą kobietą o zamkniętych powiekach, wokół których widać było ciemniejsze plamy. Pamiątka po wypalaniu? Jednak mimo swego wieku oraz braku oczu poruszała się z gracją, oraz pewnością. Widać od dawna jest tutaj. Usiadła na dużej poduszce, po czym wskazując dwie naprzeciwko powiedziałam:
- Siadajcie moi mili. Pewnie macie mnóstwo pytań. Może będę w stanie Wam pomóc.
- Wszechwidząca – zacząłem, jednocześnie razem z Mesną spełniając jej prośbę – Jesteśmy przeklętymi i staramy się nie dać pochwycić łowcom. Czy może wiesz cokolwiek o bezpiecznym miejscu na północy?
- Pochodzicie z Pesii. Tylko tam wasze umiejętności są postrzegane jako zło. Tak znam miejsce, do którego zmierzacie. Waszą krainę opuścicie za dwa dni, jednak wasz cel jest dalej. Alec twój prezent to potężne urządzenie mogę je zobaczyć?
- Oczywiście Wszechwidząca – odparłem zdejmując urządzenie z szyi i składając na jej dłoniach.
- Tak … - zaczęła kobieta, obmacując każdy kawałeczek - … jesteś starszy niż na to wyglądasz. Powiedz mi jaką tajemnicę skrywasz. Czujesz, twoi bracia i siostry również ze mną rozmawiali. Nie wstydź się … - mówiła, a właściwie szeptała tak przez pewien czas.
- Wszechwidząca, wybacz .. - zaczęła Mesna - … ale nie rozumiem. Skąd wiedziałaś o nas. Przecież my sami nie wiedzieliśmy co się stanie.
- Umiem dostrzegać znaki niewidoczne dla innych dziecko. - odpowiedziała kobieta, oddając mi urządzenie, które natychmiast założyłem. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, ale bez niego czułem się nagi, no może niedokładnie, raczej niekompletny – Urządzenie wskazuje wam drogę i poddaje testom. A gdy dotrzecie na miejsce zmieni się i powie coś więcej. Nie wiem co ani kiedy, po raz pierwszy w życiu ta część jest dla mnie zagadką. - odparła szczerze zasmucona, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie – Przykro mi chciałam wam pomóc bardziej, ale mogę tylko zaoferować miejsce do spania oraz podarowanie wam zapasów. Naprawdę chciałam aby wszyscy tu obecni poszli z wami jednak to wasza wędrówka i tylko wy możecie jej podołać. - zamilkła na chwilę, a gdy ponownie się odezwała jej głos brzmiał bardzo stanowczo – Już późno dzieci. Idźcie spać a jutro zobaczymy.
Razem z Mesną wstaliśmy całkowicie bezwiednie i zostaliśmy poprowadzeni do naszego miejsca spoczynku. Nie wiem jak ona, ale ja kompletnie nic nie pamiętałem od momentu wstania z poduszek u Wszechwidzącej a wejściem do naszego wozu. W środku były dwa łóżka i coś na wzór ściany z materiału. Po zasunięciu powstają niby dwie sypialnie. Na końcu wozu znajdowało się inne pomieszczenie, takie, które pełniło funkcję łazienki. Gdy zasunąłem ścianę, rozebrałem się i położyłem do łóżka. Boże nigdy nie spałem na czymś tak miękkim. Myślałem, że przez tę miękkość nie będę w stanie zasnąć, ale pełny posiłek i ciepła, bezpieczna przystań sprawiła, iż usnąłem bardzo szybko i mimo tego, że zwykle mam bardzo płytki sen i łatwo mnie obudzić, ocknąłem się, dopiero gdy Mesna złapała mnie za ramię i zrzuciła z niego.
- O co chodzi? - spytałem może gorszy niż powinienem.
- Zniknęły nasze rzeczy.
- Co!? - odparłem zdumiony – ale jak to?
- Spójrz leżały tam a teraz ich nie ma. - powiedziała wskazując palcem, w puste miejsce, gdzie wcześniej położyliśmy nasze ubrania.
- A reszta naszych rzeczy?
- Są na miejscu – odpowiedziała poprawiając kołdrę, koc, cokolwiek co leżało na łóżku – chyba niczego nie brakuje.
- Jest tu jakieś okno? Jak długo spaliśmy?
- Nie wiem, ale gdy spałeś wyjrzałam na chwilę przez drzwi. Jest jeszcze ciemno.
- Co możemy zrobić? Przecież nie wyjdziemy nadzy na zewnątrz. - powiedziałem wycierając twarz o dłonie.. W tym momencie drzwi zaczęły się otwierać. Ja znowu pod wpływem impulsu wykonałem prawą dłonią jakiś symbol, po czym nad nią pojawiła się mała kulka. Latała delikatnie nad dłonią i składała się tylko i wyłącznie z ognia. Co zaskakujące nie parzył mnie, wydzielała przyjemne ciepło, jednak wiedziałem, iż jest śmiertelnie niebezpieczna. - Kto tam jest? - krzyknąłem w kierunku drzwi – powiedz mi, inaczej cię spalę. - Drzwi przestały się otwierać a zza nich popłynął dźwięk? Dźwięk głosu.
- Ja przepraszam, że was obudziłem. Zostałem wysłany by posprzątać wasze ubrania, ale były w tak złym stanie, że wyrzuciliśmy je a teraz mam dla Was nowe. Proszę pozwólcie mi wejść i nie wspominajcie innym, że obudziłem Was.
- Możesz wejść. - powiedziałem jednocześnie sprawiając, że kula znikła. Do środka wszedł chłopczyk mniej więcej dwunastoletni. Położył nowe ubrania w miejscach, gdzie były nasze i szybko uciekł. Razem z Mesną spojrzeliśmy na siebie. Po czym wstałem zastawiłem drzwi, po czym zwróciłem się do niej – Niech teraz spróbują się dostać do środka. Spróbujmy jeszcze się przespać. Jutro czeka nas długi dzień.

Rozdział 4

Reszta nocy upłynęła spokojnie, nie wiem, czy to zasługa zabarykadowanych drzwi, tego, jak bardzo wystraszyłem to dziecko, wygodnych posłań czy może towarzystwa. Ponieważ mimo obecności tej ruchomej ściany używaliśmy jej, tylko gdy się przebieraliśmy, a następnie odsuwaliśmy. Gdy nastał ranek po raz pierwszy nie chciałem wstawać. Leżałem w łóżku i marzyłem, że kiedyś będę takie mieć i będę wtedy raz albo dwa na tydzień leżał przez cały dzień. Jednak po jakimś czasie czułem dziwne fale gorąca oraz musiałem co jakiś czas poruszać rękoma i nogami. Spojrzałem w kierunku łóżka Mesny, jeszcze spała „niech śpi, dużo przeżyła wczoraj”. Wstałem z łóżka i podszedłem do ładnie złożonych ubrań. Kiedy już się ubrałem wziąłem ubranie kobiety i położyłem je bliżej łóżka, tak by mogła sięgnąć po nie, nie narażając się na kontakt z podłogą. Następnie odwróciłem się do niej plecami i zacząłem badać nowe ubranie. Okazało się ono zaskakująco lekkie, wygodne i także posiadające dużą ilość kieszeni. Usłyszałem jak Mesna przeciąga się w łóżku i mimo wielkiej ochoty nie odwróciłem się. Powiedziałem tylko „Położyłem twoje ubrania po twojej prawej stronie, jeśli chcesz zostać sama powiedz a ja zaraz otworze drzwi i wyjdę”. Moja towarzyszka odpowiedziała, że to nie jest konieczne. Ufa, że nie będę podglądał. Gdy wypowiedziała to zdanie odruchowo obróciłem głowę o dziewięćdziesiąt stopni jednak szybko cofnąłem ten ruch i skupiłem się na swoich nogach, na których były również nowe buty. Nie trwało długo jak Mesna musnęła delikatnie moje ramię i wyszeptała „możemy wychodzić jestem gotowa”. Odbezpieczyliśmy drzwi, a gdy je otworzyłem puściłem ją przodem. Dzięki temu mogłem spokojnie zaobserwować, że stare ubrania wiele maskowały. Po wyjściu z baraku skierowaliśmy się w miejsce, gdzie poprzedniego wieczora jedliśmy. Obozowicz, który wczoraj nas powitał już tam był razem z kilkoma innymi. Gdy nas zobaczył wskazał nam miejsca obok siebie, a gdy je zajęliśmy spytał:
- Wypoczęliście? Jak minęła noc?
- Wyśmienicie. - odparłem – Chyba nawet władca Pesii, nie ma wygodniejszego łoża.
- Miło mi to słyszeć. Wszechwidząca rozmawiała ze mną po waszym wyjściu. Naprawdę żałuję, że nie możemy Wam towarzyszyć, a szczególności Tobie piękna Pani – powiedział nie odrywając wzroku od Mesny, która na to wyznanie spłonęła rumieńcem i przesunęła się po ławie bliżej mnie. - Trudno, będę musiał jakoś to przeżyć. Przygotowaliśmy wam prowiant na drogę. Zapakowaliśmy je w dwie torby. Jest tam jedzenie, także takie, które zostało przygotowane według naszych tajemnych przepisów. Jest tam na przykład mięso specjalnie wysuszone w taki sposób, że zachowuje swój smak i nie zepsuje się przez długi czas. Zresztą cała żywność, jaką tam macie jest przygotowana na długą podróż. Dodatkowo macie tam komplet ziół, maści i tym podobnych wraz z informacją, jak i na co je stosować. Oraz kilka niespodzianek, które Wszechwidząca osobiście kazała wam dać.
- Jesteśmy wdzięczni za waszą szczodrość, ale nie mam jak się odwdzięczyć – powiedziała Mesna.
- To prezenty – odparł wesoło nasz rozmówca – Nie musicie nic dawać w zamian. A zapomniałbym, potraficie czytać?
- Ja tak – powiedziała kobieta, patrząc na mnie bym zabrał głos – Ja też, tak trochę.
- Świetnie, mam dla was list od Wszechwidzącej – wręczył nam zamknięty list – otwórzcie go, gdy nasz obóz zniknie wam z oczu.
- Zaraz. - powiedziałem – Wszechwidząca jest niewidoma. Jakim cudem napisała list?
- Ona nie potrzebuje oczu. Ograniczały ją tylko. Opowiadała wam swoją historię?
- Nie – powiedziała Mesna – Ty ją znasz?
- Nie całą oczywiście. Ale pewną jej część. - pochylił się ku nam zniżając jednocześnie głos, zupełnie jakby ta informacja była tylko dla naszych uszu – To wydarzyło się dawno temu, gdy Wszechwidząca była dzieckiem, które właśnie zmienia się w kobietę. Dopiero wtedy można wykryć czy ma się Dar, czy jak to nazywają Strażnicy czy Łowcy, przekleństwo. Jednak jest ich za mało by każdego sprawdzić dlatego często zdarza się, że dopiero parę lat później jest to odkrywane, jednak odbiegam od tematu. No więc Wszechwidząca dorosła i stała się kobietą. Dostała wtedy pierwszej wizji, nie wiem co zobaczyła, ale tak ją to wystraszyło, że jak najszybciej wróciła do domu i opowiedziała wszystko rodzinie. Oni zawiadomili Strażników, jednak nie wińcie ich. Pamiętajcie, że byli oni wychowywani w przeświadczeniu, że chronią ich od wszelkiego zła. Zaraz jakie mają motto …
- … Zło jest na zewnątrz i w środku. Tylko strażnik was ochroni, tylko strażnik was ocali, tylko strażnik was uwolni. - Wyrecytowała z pamięci Mesna – Zanim mnie odkryto widziałam wielu strażników a oni nie sprawdzali mnie, ponieważ straciliby zabawkę.
- … tak strażnicy są coraz bardziej brutalni. - ponownie przemówił mężczyzna – Wszechwidząca mówi, że kiedyś tak nie było, że gardzili i otwarcie sprzeciwiali się niewolnictwu. Później nastała wojna i potrzebowano darmowej siły roboczej a po jej zakończeniu ludzie przyzwyczaili się do niewolników i odmawiali ich uwolnienia. Pesia, była wtedy słaba i ostatnie czego potrzebowała to wojny domowej. Jednak to opowieść na kiedy indziej. Może kiedyś spotkamy się jeszcze i wtedy opowiem Wam. No więc strażnicy przyszli do domu Wszechwidzącej i wszystkich obecnych przesłuchali. Powiedzieli, że ich córka jest przeklęta i muszą ją zabrać do twierdzy na leczenie. Kiedyś tak mówiono, ale nigdy nie istniała żadna twierdza. To tylko kłamstwo dla rodziny. Tak naprawdę została zabrana do koszar gdzie wypalono jej oczy, oznaczono i wykorzystywano przez kilka dni. Pewnie zabiliby ją po znudzeniu się, gdyby nie pewien służący, który zapłacił życiem za to by ją wydostać. Nie wiedziała jak się nazywa ani nic innego, gdyż każdy służący zostaje zmuszony do wypicia naparu, po którym język mu usycha i odpada, wszystko po to aby nie mówili nikomu o tajemnicach strażników. Wszechwidząca dotarła jakoś do swego domu jednak zamiast niego zastała tylko popiół oraz resztki domu, których nie strawił ogień. Podobno w nocy był wypadek i wybuchł pożar. Dopiero po latach dowiedziała się, że to strażnicy podczas nocnego patrolu podłożyli ogień. Wszechwidząca uciekła wtedy do lasu. I tam dopiero zorientowała się, że widzi. I to nie tylko to, co teraz, lecz również to, co było i będzie. Ot i cała historia, przynajmniej cała część, którą ja wiem.
- Dziękujemy, że zaufałeś nam na tyle aby to powiedzieć.
- To nie ja. To Wszechwidząca udzieliła swojej zgody.
- Ale przecież pytałeś, czy my o tym nie wiemy?
- Ja i Wszechwidząca jesteśmy połączeni. Nie wiem jak to działa, ale możemy rozmawiać przywołując tylko obraz drugiej osoby i w myślach formułować pytania.
- Można się tego nauczyć? - spytałem szczerze zainteresowany.
- Nie wiem, nie spotkałem nikogo z takimi umiejętnościami, ale może w waszej podróży znajdziecie odpowiedzi. - Po tym zaprosił nas na śniadanie a po nim odprowadził na granicę obozu. Ścisnął mi dłoń na pożegnanie i uścisnął Mesnę, a kiedy ją obejmował w mojej głowie pojawiła się myśl „gdzie ta ręka”, rany co się ze mną dzieje. Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy przed siebie. Spojrzałem z ukosa na kobietę i uśmiechnąłem się do samego siebie.

Rozdział 5

Trzeciej nocy dotarliśmy do gór granicznych Pesii, nikt nie wie co się znajduje za nimi, ani czy możliwe jest ich przekroczenie. Razem z Mesną znaleźliśmy niewielką grotę, która posłuży nam za schronienie na dzisiejszy wieczór. Po szybkim oraz skromnym posiłku, po jedzeniu w obozie wszystkie wydają się skromne, owinęliśmy się w bardzo oryginalny worek wręczony nam razem z innymi rzeczami w torbie. W notatce wyjaśniającej było napisane, że ten worek nosi nazwę śpiwór oraz że jest wygodny, ciepły i lekki. W sam raz na wykorzystanie go podczas nocnego odpoczynku. Na początku byłem pełen nieufności, lecz po pierwszej nocy w śpiworze nie wiem jak mogłem do tej pory spać bezpośrednio na ziemi. Mam nadzieję, że nie przyzwyczaję się zbyt szybko do takiego luksusu, to niebezpieczne, gdy masz zbyt wiele rzeczy. Robisz coraz krótsze podróże i staje się coraz bardziej wybredny co do miejsca odpoczynku. Wtem poczułem ogromny ból głowy. Krzyknąłem obracając się z pleców na brzuch, a następnie z trudem usiłowałem wstać, ale nie mogłem nawet poruszać się na czworaka. Po jego wpływem nic nie widziałem ani nie słyszałem, starałem się z nim walczyć, ale ciężko jest, gdy nie widzi się napastnika a jedyna forma ataku to coś, czego nie możesz zbadać ani odnaleźć źródła. Wtem poczułem coś innego, nowego i przyjemnego. Uchwyciłem się tego całym sobą, bałem się, czułem jak moje ciało robi się ciężkie i obce. Mój wzrok wrócił, a może to tylko moje wyobrażenie, nieważne. Zobaczyłem jak Mesna wpatruje się we mnie, następnie usłyszałem jej głos „już dobrze, nic nam nie grozi. Coś nas chciało zmusić byśmy zawrócili, ale już zamilkło. Jesteśmy bezpieczni, śpij a ja stanę na straży”. Mówiła powoli a z każdym jej słowem ból zanikał, kiedy wypowiedziała ostatnie słowo chciałem zaprotestować i zgłosić się na pełnienie warty, ale ogarnęło mnie tak wielkie zmęczenie jakby każda kropelka mej krwi, najmniejszy fragment ciała krzyczał o odpoczynek. Obudziłem się chwilę przed świtem a obok mnie, blisko leżała Mesna, mógłbym teraz wyciągnąć rękę i objąć ją nawet nie przesuwając inną częścią ciała. Czuwała nade mną przez całą noc. Bez niej zginąłbym tu w potwornych męczarniach. Nie, nie zginąłbym, poddałbym się bólowi i udał w inne miejsce. Najpewniej do obozu szkoleniowego strażników i tam zginąłbym w trakcie powolnym i bardzo bolesnych tortur. Wstałem, po czym wyszedłem z groty by sprawdzić, czy uda mi się złapać jakieś ryby w pobliskiej rzece. Trzydzieści minut później wróciłem do groty z pustymi rękoma oraz wiedza, że w rzeczkach tak małych, które gdzieś w tych górach się zaczynają nie występują rybki. Kiedy wszedłem do środka zobaczyłem jak moja towarzyszka się budzi.
- Dziękuje ci za wczoraj. Wiesz co to było?
- Nie mam pojęcia. - odpowiedziała Mesna ziewając – Ale chyba już wiemy, dlaczego nikt dotąd nie przeszedł na drugą stronę.
- Ale w tym musi być coś więcej. Powiedz mi jak z tym walczyłaś? Jak udało ci się wytrzymać ten ból?
- Po prostu, gdy poczułam pierwszą falę ataku osłoniłam swój umysł i dopóki nie zacząłeś krzyczeć oraz iść w kierunku ognia myślałam, że też się osłoniłeś. Wtedy połączyłem się z tobą i pokazałam jak zabezpieczyć umysł. Nie pytaj mnie skąd wiedziałam jak to zrobić. Po prostu to wiem, ale nie potrafię tego wyjaśnić.
- Sądzisz, że zaatakuje nas znowu.
- Z całą pewnością nie. Ale musimy zachować ostrożność, kto wie, na co jeszcze się natkniemy. Czy myślisz, że to tacy jak my to zostawili? - spytała.
- Nie wiem, do momentu spotkania ciebie nie widziałem nikogo nam podobnego i innej sytuacji niż podczas egzekucji. Ale jeśli to przeklęci to dlaczego zaatakowało nas?
- Idziemy dalej? Wiesz, że zawsze możemy poszukać dla siebie miejsca, gdzie indziej. - powiedziała patrząc na mnie z troską. Nigdy nie byłem dobry w odczytywaniu emocji, czy tam jest tylko troska czy może coś więcej? - Wyrzuć to urządzenie i sami zbudujemy sobie bezpieczne miejsce.
- Nie. - odpowiedziałem stanowczo – Nie zrezygnuje, obiecałem, że dojdę na miejsce i tak zrobię. Jak możesz tak mówić? Nie chcesz być bezpieczna, szczęśliwa, nie chcesz nauczyć się panować nad swym przekleństwem. Nie chcesz wiedzieć, dlaczego akurat ty masz takie umiejętności. Może tam, gdzie prowadzi nas urządzenie są wszystkie odpowiedzi.
- Masz rację. - Odparła wesoło Mesna – cieszę się, że nie zmieniłeś zdania. Martwiłam się, że postanowisz uciec. No ale chyba nie powinniśmy następnej nocy spędzać w jakichś innych grotach. Może inne miejsca będą bezpieczniejsze.
- A ty, chcesz ze mną podróżować?
- Oczywiście. Potrzebujemy siebie nawzajem. Chodźmy.

Wstaliśmy, zabraliśmy swoje rzeczy i udaliśmy się w dalszą drogę według wskazań przyrządu. W pewnym momencie musieliśmy iść jedno za drugim, a kiedy mieliśmy przejść wzdłuż jakiegoś urwiska przewiązaliśmy się liną. Co jakiś czas zerkaliśmy na siebie i niewielkimi uśmiechami dodawaliśmy sobie sił oraz poprawialiśmy samopoczucie. 

niedziela, 29 października 2017

Szkarłatny Pocałunek - DEMO

Wersja demonstracyjna mojej drugiej książki. Pierwsza jak wiecie to kryminał z elementami akcji, ta natomiast jest w około 90 % romansem. Niezły odskok co nie? Zważywszy, że zacząłem pisać tę książkęw ostatnich tygodniach tworzenia pierwszej. Ta książka została napisana w całości, ale jeszcze czeka na to bym zebrał w sobie pokłady cierpliwości potrzebne w przypadku czekania na odpowiedzi [bądź ich brak], od wydawnictw którym pokaże ją. Niech nabiera "mocy prawnej", a ja powolutku kompletuje wydawnictwa oraz układam w głowie treści wiadomości [do każdego wydawnictwa inny aby nie czuły one, że są one tworzone metodą kopiuj-wklej]. No, ale jesteście tutaj dla DEMA, tak więc zapraszam do lektury.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Rozdział 1 - Valeri Pol

            Valeri Pol atrakcyjna brunetka o średniej długości włosach, dużych brązowych oczach, szkarłatnych pełnych oraz namiętnych ustach, wracała właśnie do domu po skończonych studiach. Studiowała na kierunku komunikacja międzyludzka. Wybrała ten kierunek ponieważ mimo swojego wyglądu była nieśmiała, a dzięki nim nabrała pewności siebie. Gdy Val wjechała na podjazd przed garażem wyłączyła silnik i spokojnym i zdecydowanym krokiem podeszła do drzwi frontowych. Kiedy weszła na ganek pogładziła ręką drewnianą poręcz werandy przypominając sobie jak razem ze swoją przyjaciółką Melani bawiły się tu jako dzieci. “Będę musiała ją odwiedzić”, pomyślała po czym odwróciła się do drzwi i nacisnęła na dzwonek. Jeden krótki dźwięk zobaczyła za drzwiami kształt zbliżającej się postaci. Kiedy drzwi otworzyły się stał za nimi jej ojciec, Val rozpromieniła się i objęła go “Strasznie się stęskniłam, tato”. - powiedziała.
- Ja też skarbie, witaj w domu. - odpowiedział trzymając ją w ramionach. - Gdzie twoje rzeczy?
- W samochodzie tato, zaraz po nie pójdę.
- Nie, ja je wezmę. Ty na pewno jesteś zmęczona po podróży idź weź gorącą kąpiel zrelaksujesz się i odpoczniesz Gdy skończysz torba będzie w twoim pokoju.
- Jesteś kochany jak zawsze. - odparła Valeri, oddając ojcu kluczyki do samochodu i udała się do łazienki. Gdy weszła do środka przy wannie były buteleczki z solą do kąpieli oraz różnymi płynami zapachowymi a obok kartka z tekstem napisanym ręką jej ojca “kochana Val, w tych buteleczkach są płyny do aromaterapii, w połączeniu z ciepłą wodą uwalniają woń przyjemną i oczyszczającą organizm”. Gdy woda się nalewała Valeri wlała wybrane przez siebie fiolki, następnie rozebrała się. Kiedy łazienkę wypełnił zapach lawendy podeszła do wanny zakręciła wodę i wsadziła do wody duży palec prawej stopy, poczuła przyjemne ciepło dlatego weszła do wanny i zanurzyła się w niej tak, że ponad poziom wody wystawała tylko twarz. Jej głowa odchylona w tył poddawała się ruchom wody oczy zamknięte odpoczywały a nozdrza wychwytywały przyjemne zapachy dając do umysłu Val obrazy plaży ze złocistym drobnym piaseczkiem oraz lazurową wodą która delikatnie ją okrywa po raz pierwszy od obronienia pracy całkowicie oczyściła umysł ze wszelkich myśli. Po prostu istniało tylko tu i teraz, leżała tak może z godzinę po czym wyszła wytarła się, wysuszyła włosy, owinęła się ręcznikiem i poszła do swojego pokoju. Kiedy otworzyła drzwi poczuła jakby cofnęła się w czasie. Wszystko zostało tak jak wtedy gdy wyjeżdżała na studia jako dziewiętnastolatka, te same plakaty na ścianach, ta sama książka przy łóżku, ten sam układ mebli. Skierowała się ku torbie położonej na łóżku, otworzyła ją i wyjęła z niej białą bieliznę, niebieskie jeansy oraz białą koszulkę bez rękawów, gdy usłyszała pukanie do drzwi oraz głos ojca - “Skarbie, zjesz ze mną obiad czy jesteś zmęczona i chciałabyś się przespać”? Odpowiedziała, że z rozkoszą coś zje. I że zaraz zejdzie tylko się ubierze. Pan Pol odparł, że przygotuje wszystko w kuchni, oraz aby zeszła kiedy wszystko będzie gotowa.

Rozdział 2 - Konrad Bez

            Konrad Bez, dwudziestoczteroletni, rudowłosy mężczyzna o karierze sportowca. Mimo że nie osiągnął wiele na tym teatrze ma o sobie wysokie mniemanie. Lubi mówić o sobie “gdyby nie kontuzja to teraz grałbym w reprezentacji”. Kontuzja na którą spadają wszystkie winy to naderwanie ścięgna w prawej nodze, bolesna sprawa jednak Konradowi tak naprawdę nigdy nie chodziło o sport. Jego marzeniem jest sława i kobiety, nie miłość tylko przelotne romanse. Widać to już bylo nawet w szkole, jako sportowiec zawsze otaczał go wianuszek dziewcząt. Jego sylwetka atlety oraz delikatna aksamitna w dotyku skóra jeszcze mu w tym pomagały. Jedna dziewczyna wystarczała mu na mniej więcej tydzień a gdy mu się nudziła ten wybierał inną spośród tych wpatrzonych w niego jak w obrazek. Jednak zawsze czuł, że czegoś mu brakuje.
Konrad nigdy nie opuścił miasteczka, nawet nie brał takiej opcji pod uwagę. Dostał pracę trenera młodzików, i całkiem podobała mu się ta praca, nawet udawało mu się coś odłożyć a kontakt z dziećmi miał zawsze dobry. Jednak najlepszy kontakt miał z matkami tych dzieci. Nie ze wszystkimi, jednak pan Bez miał swoisty test “skoków w bok”, jak on to określał. Zaczynało się od niewinnych rozmów, później przechodziło do flirtów a kiedy raz, drugi, trzeci rzucił niby mimo chodem o kursie dla masażysty który skończył oraz czy nie mogłaby mu pomóc w egzaminie praktycznym. Wiedział już, że może potraktować masaż jako wstęp do gry wstępnej.
W pewien wtorek jak codziennie w godzinach popołudniowych Konrad urządzał sobie bieg, trwający od godziny do dwóch. Kiedy mijał mieszkanie państwa Pol zauważył przed ich drzwiami jakąś brunetkę, nawet chciał podejść i zagadać, niestety w momencie w którym chciał się zbliżyć drzwi się otworzyły i kobieta weszła do środka. “No cóż, nie ta to inna”, pomyślał i pobiegł dalej. Ten sposób myślenia jest bardzo w stylu Konrada prawda, jednak nie tym razem. Teraz każdą mijaną kobietę porównywał z tą tajemniczą kobietą. Kobieta ta wchodziła mu w każdą myśl dopóki nie postanowił, że jutro z samego rana, nawet przed treningiem z dziećmi. Pójdzie do państwa Pol i zapyta o tą kobietę. Na szczęście zawsze miał dużo do powiedzenia.
Kiedy wrócił do domu zdjął przepoconą koszulę, w końcu niedługo zaczyna się lato, spodnie i bieliźnie wszedł pod prysznic odkręcając zimną wodę. Dopiero gdy był cały mokry zdjął bokserki, a właściwie pozwolił by mu spadły. Zakręcił kran przeszedł nagi przez łazienkę założył szlafrok, zebrał ręcznikiem nadmiar wody oraz poszedł po czyste ubranie, po drodze zatrzymując się przed lustrem i podziwiając własne ciało. Ubrał świeżą bieliznę i krótkie spodenki, nawet bardzo krótkie ponieważ nogawki nie dochodziły nawet do połowy ud. “Trzeba skosić trawnik” - powiedział do siebie i w takim ubraniu poszedł poprosić sąsiadkę o pożyczenie kosiarki - “może zaproponuję w zamian wykoszenie jej trawnika, a jeszcze później ona zaprosi mnie do środka”.

Rozdział 3 - Jakub Mucha

            Jakub Mucha, dwudziestotrzyletni barman z trzyletnim doświadczeniem. Brunet o szczuplejszej budowie, ma niewielki nos oraz usta a jego oczy mają barwę jasnej zieleni. Bar w którym pracuje otwarty jest przez całą dobę i ma scenę do organizowanie zabaw karaoke, on sam nigdy nie miał śmiałości by spróbować swych sił i śpiewać w innym miejscu niż dom. Waldek pracuje na nocnej zmianie na której na ogół jest największy ruch. Dzisiejszej nocy jednak około dwudziestej pierwszej wszyscy klienci przestali dla niego istnieć. Do klubu weszła kobieta. Brunetka, w niebieskiej sukience, pewnym krokiem podeszła do niego mijając po drodze dwoje innych barmanów i poprosiła o jakiś łagodny drink. Podał go jej i był gotów na zobaczenie jej pleców, jednak ona dalej siedziała na swoim miejscu, wzięła mały łyczek drinka a następnie spytała “Długo tu pracujesz?”. Jakub patrzył się przez moment na nią, po raz pierwszy klientka zapytała o coś innego niż drink. Gdy w końcu odpowiedział jej ta zadała kolejne pytanie i tak rozmawiali przez kilka godzin. Gdy skończył pracę spytał się czy może ją odprowadzić. Podczas spaceru, a właściwie truchtu w stronę domu kobiety mówili o tematach błahych na które nigdy nie zwracał większej uwagi. Kobieta go intrygowała, gdy słuchał jej melodyjnego aksamitnego głosu sprawiło mu to przyjemność. Gdy doszli do jej domu to kobieta zaproponowała wymianę numerów wymianę numerów. Żegnając go słowami “Zdzwonimy się”. Waldek nie pamiętał jak wrócił do domu. Gdy wreszcie obudził się ze swojego transu było już po trzynastej. Postanowił zadzwonić, znalazł odpowiedni numer i wcisnął słuchawkę połączenia, po chwili w telefonie słychać było głos
- Słucham.
- Dzień Dobry, tu Jakub Mucha. poznaliśmy się wczoraj.
- A tak pamiętam - odpowiedziała postać - miło, że dzwonisz. Już się martwiłam że zapomniałeś.
- Nie, nie zapomniałem, nie mógłbym. Chciałbym zaprosić cię w sobotę na maraton filmowy, a później, jeśli jeszcze będziesz miała ochotę ze mną przebywać śniadanie. - Przez dłuższą chwilę w telefonie była tylko cisza i Waldek myślał, że Valeri rozłączyła się już i kiedy usłyszał jej głos uśmiechnął się, nim jeszcze dotarło do niego co mówiła.
- Jasne z chęcią się z tobą wybiorę. Wiesz dopiero wróciłam i nie mam za bardzo planów.
- Zgadzasz się? Ja bardzo ci dziękuję… - w tym momencie do domu Jakuba zadzwonił dzwonek - … ktoś jest przy drzwiach. To co zadzwonię później i omówimy szczegóły?
- Będę czekała. - odparła Valeri i rozłączyła się.
            Mężczyzna poszedł sprawdzić kto jest przed drzwiami. Na zewnątrz czekał Andrzej, jego znajomy z pracy. Poprosił go o zastępstwo na dzisiejsze popołudnie. Zgodził się ale tylko dlatego by mieć u niego dług wdzięczności i w razie czego wziąć wolny dzień zamiast niego.

Rozdział 4 - Valeri Pol

            Valeri obudziła się koło szóstej rano. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że niepotrzebnie. Przez mniej więcej pół godziny nie wychodziła z łóżka. Leżałaby dłużej gdyby nie potrzeba skorzystania z toalety. Następnie ubrała się i zeszła na dół do kuchni aby zrobić sobie kawę. Kiedy weszła do kuchni zobaczyła swego ojca, ten odwrócił się, spojrzał na Valeri uśmiechnął się i rzekł “Dzień dobry skarbie. Dobrze się spało?”. Odpowiedziała z uśmiechem po czym wzięła kubek z gorącą kawą i następnie wyszła przed dom. Kiedy otworzyła drzwi frontowe uderzyło ją chłodne powietrze wywołując gęsią skórkę. Valeri Złapała kubek drugą dłonią i zbliżyła go do twarzy, aby ogrzać się parą z kubka. Obserwowała ludzi, którzy byli jak na tak wczesną porę dość liczni. Przyglądała się głównie mężczyzną, jednak żaden nie miał w sobie nic wyróżniającego, wtedy usłyszała kobiecy głos - Valeri? To ty? - Zwróciła głowę w kierunku z którego dobiegał głos. Jakaś blondynka do niej machała. Miała długie, delikatnie falowane włosy z uniesionymi końcówkami. Ubrana w ciemnozieloną kurteczkę oraz jeansy. Gdy ich spojrzenia się spotkały kobieta do niej podeszła i serdecznie uściskała. Valeri odwzajemniła uścisk ale nadal była lekko odchylona do tyłu. Kobieta zauważywszy to spytała - Poznajesz mnie?
- Niestety, nie za bardzo. - szczerze odpowiedziała Valeri.
- Jestem Melanie. - powiedziała blondynka - byłyśmy koleżankami w dzieciństwie.
- Melanie!? - odpowiedziała zszokowana - Rany jak dawno cię nie widziałam. Co się z tobą działo?
- Powoli, ja też mam do ciebie dużo pytań. Może zabawimy się w grę najpierw jedna potem druga.
- W porządku wejdź do domu, w środku jest przyjemniej.
            Kobiety rozmawiały przez długi czas. Na początku Valeri opowiadała o sobie, a następnie Melanie mówiła jak po szkole przez dwa lata pracowała we Francji jako korektor w jednej z mniejszych gazet. Po powrocie do kraju i miasta została wykładowcą w tej samej szkole do której sama chodziła. Naucza języka francuskiego. “Uczniowie pewnie wpatrują się cały czas w ciebie”, wtrąciła Valeri a potem obie kobiety zaczęły się śmiać. Melanie opowiedziała tej dawnej znajomej o mężczyźnie którego poznała i wnioskując z jej opisów Valeri domyśliła się, że jest w ich relacji coś więcej.
- Chciałabyś go poznać? - spytała Mel.
- Jasne, czemu nie.
- To co. Spotkajmy się w klubie RAJ, bardzo łatwo trafić. - powiedziała i zaczęła wyjaśniać gdzie jest, jednak urwała w pół słowa i rzekła - Albo wiesz co, zaprowadzę cię. Kiedy chcesz?
- Może teraz. - odparła Valeri.
- Ale on zjawia się dopiero wieczorem.
- Przecież nie wejdziemy do środka. Chcę tylko zobaczyć gdzie jest lokal.
- W porządku przekonałaś mnie. - powiedziała Melanie i razem poszły wolnym krokiem w stronę RAJ’u.
Rozdział 5 - Raj

            Raj, jest to klub otwarty dwadzieścia cztery godziny na dobę. Aby nie znudzić potencjalnych klientów wprowadza się urozmaicenia, jak na przykład wieczór karaoke czy noc z przebojami tylko jednego gatunku. Trzeba przyznać, że spełnia to swoją rolę. Nawet lepiej niż spodziewały się właścicielki. Valeri i Melanie stały przed wejściem, Val spojrzała na przyjaciółkę i zapytała “I gdzie ten twój chłopak?”, Melanie stwierdziła, że jest w środku ponieważ tak się umówili. I tak obie kobiety weszły do środka. Jedna ubrana w jasno zieloną suknię na ramiączkach z falowaną dolną częścią i odkrytymi plecami. Do kompletu miała obcasy w kolorze białym przechodzącym bardzo delikatnie w zieleń oraz niewielką torebkę w kolorze sukni. Druga kobieta natomiast założyła niebieską suknię która idealnie grała z jej kruczoczarnymi włosami. Jej buty były niższe niż koleżanki jednak wystarczająco wysokie by podkreślić długość jej nóg. Kiedy kobiety przekroczyły próg klubu Melanie odnalazła wzrokiem swojego partnera i całkiem zapomniała o towarzyszce podbiegając do niego i rzucając się na szyję, tak że prawie się przewrócili. Valeri przez moment obserwowała ich lecz w następnej chwili jej wzrok przeniósł się na mężczyznę za barem. Brunet, mniej więcej średniego wzrostu oraz szczupłej postury. Przyciągał ją tym, że stał trochę na uboczu. Postanowiła podejść do niego, widziała wcześniej inne postacie w uniformach barmanów lecz postanowiła ich zignorować. Usiadła na przeciwko mężczyzny i powiedziała “Cześć, szykuje się długi wieczór a ja nie chcę obudzić się pod stołem, nalej mi coś łagodnego”. Mężczyzna podał jej drinka mówiąc “proszę”, a następnie zajął się jakimiś sprawami, jednak Valeri nie chciała go tak łatwo zgubić, postanowiła go podpytać i nawet nie zauważyła jak przegadali razem całą noc a następnie całą drogę powrotną do domu, gdy ją odprowadzał. Kiedy zamknęła drzwi oparła się o nie plecami policzyła do dziesięciu a następnie schylona odwróciła się delikatnie otworzyła drzwi i przez szparę obserwowała jak mężczyzna odchodził. “Ciekawe czy zadzwoni?”. pomyślała. W kolejnej chwili spojrzała na zegar w przedpokoju i poszła do łazienki wziąć prysznic. Kiedy stała w kabinie a woda prysznica leciała z góry zamknęła oczy i uniosła twarz wprost w strumień wody, powoli przeczesywała włosy palcami nie myśląc o niczym innym jak o cudownej ciepłej wodzie spływającej z twarzy. Gdy wyszła z kabiny chwyciła ręcznik i rzuciła sobie w twarz by lepiej poczuć jego zapach. Po wytarciu się założeniu szlafroka poszła do swego pokoju gdzie poszła spać. A właściwie próbowała zasnąć ponieważ co chwilę przypominała sobie nowe szczegóły twarzy mężczyzny, jak on miał na imię a tak, Jakub. Zdała sobie sprawę, że uśmiecha się delikatnie na wspomnienie jego nieśmiałości na początku rozmowy, uważała że to urocze. Na szczęście na zajęciach ćwiczyła rozmowy z takimi ludźmi. Tylko, że w badaniach to zawsze kobiety były bardziej skryte a mężczyźni musieli poprzez pytania odnajdywać informację. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej na wspomnienia niektórych sekretów które musieli wyciągnąć i jak niektórzy z nich nieudolnie próbowali.
            Myślała tak aż do godziny dziewiątej kiedy to zadzwonił telefon, Valeri sądząc, że to Jakub szybko odebrała mówiąc  “Cześć właśnie myślałam o naszym wczorajszym spotkaniu...” - ale nie dokończyła ponieważ po drugiej stronie odezwał się głos Melanie
- Jakim, spotkaniu. Chciałam ci przedstawić mojego misiaczka a ty gdzieś znikłaś.
- Nie chciałam wam przeszkadzać, a po za tym poznałam kogoś.
- Rany aleś ty szybka wczoraj przyjechałaś i już wyrwałaś jakiegoś faceta. - powiedziała Melanie śmiejąc się.
- Tak jakoś wyszło. - odparła cała rozpromieniona Valeri.
- Aha - odparła Mel przeciągając “aa” - opowiadaj. Jak ma na imię? gdzie mieszka? jak wygląda? Czy jest sexy? Czy spotkacie się jeszcze?
A co ty taka ciekawska? Nic nie powiem, aby nie zapeszać. Gdyby coś się miało rozwinąć to dowiesz się pierwsza więc nie martw się

Książkowa Biedronka - reklama

Cześć ekipa, tym razem chciałbym przekazać Wam informację na temat książkowej oferty sieci sklepów Biedronka. Cena książek to 19,99 zł oraz 24,99 zł, a na zdecydowanie czy któraś z książek do Was przemawia macie czas do 12 listopada.

http://www.biedronka.pl/pl/ksiazki-30-10


Lista książek:

"Spójrz na mnie" - N. Sparks
"Światło między oceanami" - M.L. Stedman
"Dziewczyna z Brooklynu" - G. Musso
"Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki" - C. Whitehead
"Idealny rok" - C. Lucas
"Dziewczyna na klifie" - L. Riley
"Dzielnym będzie przebaczone" - C. Cleave
"Zapisane w wodzie" - P. Hawkins
"Pogrzebani" - G. Masterton
"Ława przysięgłych" - J. Grisham
"Amerykański zabójca" - V. Flynn
"Wyłącznik awaryjny" - J. Rollins, G. Blackwood
"Odporny" - M. Palmer
"Czas jest mordercą" - M. Bussi
"Dobra córka" - A. Burt
"Kochanka" - J. Patterson, D. Ellis
"Mroczna wieża I - Roland" - S. King
"Assassin’s Creed: Heresy. Herezja" - C. Golden
"Życie to są chwile" - Z. Martyniuk, M. Rokita
"Zdrowe koktajle" - E. Chodakowska
"Jesteś cudem" - R. Brett
"Szczęście. Poradnik dla pesymistów" - O. Burkeman
"Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno" - R. Giordano
"Beauty & food" - E. Hebert
"Mitologia nordycka" - N. Gaiman
"Pierwsze słowa . Sztuka znaków" - Opracowanie zbiorowe
"Detektyw Łodyga. Na tropie zagadek przyrodniczych" - B. Wicher
"Dzielny Lew Eryk i strachy na lachy" - Opracowanie zbiorowe
"Myszka w Paski" - Opracowanie zbiorowe
"Mój pierwszy alfabet" - Opracowanie zbiorowe
"Moje pierwsze liczby" - Opracowanie zbiorowe
"Ilustrowana encyklopedia sportu" - A. Bertolazzi
"Stwórz własny styl . Mój modowy rok" - Opracowanie zbiorowe
"Geografia otwórz okienka" - Opracowanie zbiorowe
"Astronomia otwórz okienka" - Opracowanie zbiorowe
"Wielka ksiega zagadek i kolorowanek" - Opracowanie zbiorowe
"Jak widzimy?" - Opracowanie zbiorowe
"Co to są drobnoustroje?" - Opracowanie zbiorowe
"Ilustrowane opowiadania dla dziewczynek" - Opracowanie zbiorowe
"Ilustrowane opowiadania dla chłopców" - Opracowanie zbiorowe
"Historyjki na dobranoc" - Opracowanie zbiorowe
"Wierszyki dla maluszka" - Opracowanie zbiorowe

piątek, 27 października 2017

Zakładkowo


 Taki post na szybko z przeglądem moich zakładek, niektóre z nich są podwójne czy potrójne, ale to dobrze jak któraś zniszczy się od ciągłego używania to biorę następną ;) Większość z tych zakładek była dodawana do zamówienia, praktycznie wszystkie po za magnetycznymi oraz tych z Napoleonem, Eisteinem, Jobsem i Bethovenem.
A jako, że jest to taki luźny post którego nawet nie było w planach to i tekstu jest niewiele.








Paczka - porzucony projekt z gatunku akcja

Poniżej przedstawiam Wam prolog i dwa pierwsze rozdziały czegość co miało być książką akcji. Jest to wersja bardzo surowa przed poprawkami i pełna elementów które podczas "szlifowania diamentu" wyleciałyby bądź zostały rozbudowane. Jako, że jest to projekt porzucoony chciałem Wam go pokazać abyście zobaczyli moje nieudane próby wejścia w ten gatunek.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Prolog

Sebastian Kot, siedział w barze, a dokładniej w narożnym stoliku naprzeciwko drzwi. Był to obskurny lokal, ale w takich najłatwiej było wejść i wyjść niezauważonym. Sebastian pił swoje piwo, letnie i całkowicie bez gazu. Normalnie zostawiłby je i wyszedł lecz nie wiedział co robić. Robota się nie kleiła, sprzedał dom a przyczepa o której marzył nadal była po za jego zasięgiem. Cały jego dobytek miał w samochodzie zaparkowanym w pobliżu lokalu. Mężczyzna zaczął bawić się monetą, poruszał palcami tak, że wyglądało jakby moneta sama chodziła po jego dłoni. Tak go wciągnęła ta zabawa, że nawet nie zauważył jak do jego stolika przysiadła jakaś kobieta, zwrócił na nią uwagę gdy ta się odezwała.
- Pan Kot. - bardziej stwierdzała niż pytała - słyszałam, że jest pan najlepszy.
- Zależy w czym. - odparł przywołując na twarz jeden z bardziej uwodzicielskich uśmiechów. Kobieta była atrakcyjną brunetką o średniej długości włosach, spadających swobodnie na ramiona gdzie część z nich szła w przód a reszta zostawała z tyłu. Jednak gdy spojrzał jej w oczy, intensywnie zielone oczy nic już się nie liczyło - Co konkretnie ma pani na myśli.
- Mam dla pana, zlecenie. Szybkie, łatwe i za bardzo atrakcyjną opłatą. - powiedziała zniżając głos do szeptu i nachylając się w moją stronę.
- Gdzie tkwi haczyk? - spytał, również szeptem.
- Musi pan odłożyć na bok wszystkie inne sprawy. Niech się pan nie martwi, gdy wykona pan zlecenie więcej się nie spotkamy.
- Nie wiem czy chcę, by nasze pierwsze spotkanie było ostatnim. - powiedział znowu się uśmiechając tym razem w inny sposób, niestety bez efektu - Może spotkamy się w jakimś lepszym lokalu.
- Panie Sebastianie - mężczyzna odsunął się delikatnie gdy kobieta to powiedziała, był pewny, że nie podawał jej imienia ani nie widzieli się nigdy wcześniej, nawet przelotnie - ostrzegam pana, proszę przestać bawić się w te głupie gierki i powie czy przyjmuje zlecenie czy nie. - gdy to powiedziała w jej dłoni na ułamek sekundy coś błysnęło.
- Pogadajmy o interesach, na czym miałoby polegać to zlecenie?
- Nareszcie - powiedziała wypuszczając powietrze - Pojedzie pan do Bali i dostarczy przesyłkę archeolog Kori Takawie. Potem ktoś się z panem skontaktuje i wręczy wynagrodzenie. Zgadza się pan?
- Do Bali daleka droga.
- Niech pan się o to nie martwi, zwrócimy wszelkie koszty.
- Niech będzie, zgadzam się.
- Cieszę się, że usłyszałam taką odpowiedź - powiedziała kobieta po czym położyła na stoliku małą paczuszkę, wielkości najwyżej dziesięć na dziesięć centymetrów i wagą około kilograma oraz kopertę - To rzeczona paczka, niech się pan nie martwi to nie narkotyki czy jakiś nielegalny produkt, a w tej kopercie jest zaliczka, gdy dostarczy pan przesyłkę dostanie trzy razy więcej niż tam jest. Gdy to powiedziała odwróciła się i spokojnie oraz pewnie opuściła lokal, mężczyzna schował paczkę do kieszeni i otworzył kopertę. Gdy zobaczył ile jest w środku o mało nie krzyknął. Za tę kwotę mógł żyć przez pół roku żyć w najdroższym hotelu nie dbając o jakiekolwiek koszta.Wstał od stolika, zapłacił za niedopite piwo i poszedł do zaparkowanego samochodu by udać się na lotnisko i sprawdzić kiedy jest najwcześniejszy lot do Bali.

Rozdział 1

Wszystkie formalności na lotnisku odbyły się bardzo szybko, włącznie z załatwieniem nielimitowanego postoju na wewnętrznym parkingu. Musiałem za niego zapłacić, ale dzięki temu po powrocie będę pewny, że samochód będzie na mnie czekał wraz ze wszystkimi rzeczami w środku. Przy przechodzeniu przez barierki trochę bałem się usłyszeć ich dźwięk, na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Lot minął bez zakłóceń jeśli nie liczyć, że co chwila sięgałem do kieszeni w celu potwierdzenia iż paczka dalej tam jest. Lotnisko na którym wylądowałem było niewielkie, jeden terminal i jedna duża hala wspólna dla przylatujących i odlatujących. Może powinienem powiedzieć trochę o Bali, jest to małe państwo leżące w Azji, ale na terenach gdzie granice nie są zbyt rygorystycznie traktowane. Stolica Bali nosi tą samą nazwę dlatego dość często używam tej nazwy. Na lotnisku pierwsze co to szukałem jakiegoś stoiska z ulotkami by znaleźć jakiś lokal, lecz w tej chwili podszedł do mnie mężczyzna w eleganckim czarnym garniturze mówiąc - Szuka pan hotelu, znam idealne miejsce dla pana. - mówił z wyraźnym akcentem i widać było, że dostaje procent od każdego klienta.
- Zgadł pan. Jaki hotel mi pan prezentuje?
- Najlepszy. - odparł mężczyzna - Hotel Arizona, jeśli pan chce to od razu się tam wybierzemy. Mam własną taksówkę.
- Niech będzie. - odpowiedziałem i udałem się za mężczyzną. Taksówką okazał się jakiś minimum dwudziestoletni gruchot który wygląda jakby miał się za chwilę rozsypać. Jednak w środku wyglądał zaskakująco solidnie, rozsiadłem się wygodnie i pojechaliśmy. Po dziesięciu minutach coś mnie zaniepokoiło, nachylam się w kierunku kierowcy i mówię. 
- Wie pan, może jednak pojedziemy do ambasady. Właśnie przypomniało mi się, że powinienem się do nich zgłosić. - kierowca nic nie odpowiedział tylko przełączył jakiś guzik na tablicy rozdzielczej a między nami wysunęła się szyba, nieprzeźroczysta. Dodatkowo zamknęły się drzwi “Muszę uciekać”, pojawiła się myśl. Na początku pociągnąłem klamkę, oczywiście drzwi ani drgnęły. Następnie uderzałem w okno. Uderzałem kilka razu bez efektu, otworzyłem swój plecak i wyciągnąłem z niego swój szwajcarski scyzoryk. Otworzyłem korkociąg i ułożyłem scyzoryk w dłoni tak by korkociąg wystawał. Następnie z całej siły uderzyłem w szybę. Na dźwięk rozbijanego szkła szyba w środku podniosła się a kierowca próbował wycelować we mnie pistolet, piszę próbował bo jednym okiem cały czas patrzył na ulicę, nie myśląc dużo kopnąłem zagłówek który uderza mężczyznę w głowę a on sam ląduje na kierownicy. Odruchowo zwolnił a ja wykorzystałem moment i wyskoczyłem przez okno. Wylądowałem na chodniku z przewrotem i popatrzyłem za siebie na auto, uderzyło w jakiś słup przy drodze ale kierowca już doszedł do siebie. I nadal miał broń, jedyna moja szansa to ucieczka, poderwałem się do biegu, obok mnie co chwila odłamywał się tynk z budynków dlatego często zmieniałem kierunek biegu. Nagle wpadła mi do głowy myśl, szalona i niebezpieczna. Wybiegłem na ulicę, ruchliwą. Prześlizgnąłem się po trzech maskach by nie tracić prędkości a po wejściu na chodnik od razu skręciłem o dziewięćdziesiąt stopni i wpadłem siłą rozpędu do odjeżdżającego autobusu, dziękując w duchu, że używają tych otwartych z tyłu. Obejrzałem się za siebie by zobaczyć, że mężczyzna próbuje odczytać rozkład jazdy a po chwili uderza w niego pięścią. Wypuściłem powietrze i usiadłem opierając się o ścianę. Wysiadłem cztery przystanki dalej gdy zmienili się kontrolerzy i natychmiast podszedłem do kiosku i zakupiłem plan miasta i mazak. Potem poprosiłem kobietę w sklepie by zakreśliła miejsce mojego aktualnego pobytu. Obejrzałem dokładnie mapę i niczego nie znalazłem, jednak sprzedawczyni spytała - Szuka pan czegoś konkretnego?
- Tak jakiegoś muzeum, centrum archeologii czy miejsca gdzie się spotykają bądź pracują.
- Wie pan, wiem o wszystkim co dzieje się w mieście i myślę, że mogę pomóc. Nie słyszałam o żadnym spotkaniu ale coś zostało znalezione w tym miejscu, pokazała południowo-wschodni skraj mapy, miały tam być wybudowane osiedla domków jednorodzinnych, lecz coś znaleźli i wezwano całą ekipę archeologów. Na pana miejscu tam bym zaczęła.
- Dziękuje, a jak się nazywa ta ulica.
- Proszę powiedzieć rykszarzom by zawieźli pana na plac nadziei, oni są najpewniejszym środkiem transportu w tym mieście. - uśmiechnęła się figlarnie i mruknęła. Podziękowałem jej i bez problemu znalazłem miejsce gdzie rykszarze odpoczywają a gdy dowiedziałem się który nich jest wolny ten spytał o adres i pojechaliśmy, już bez niespodzianek.

Rozdział 2

Teren prac archeologicznych był rozległy, Nad jej częścią rozciągał się namiot, ale pozbawiony ścian. Było też kilka lepianek, ale nigdzie żywego ducha. Ostrożnie zszedłem i skierowałem się do namiotu, kiedy byłem w odległości jakichś dwudziestu kroków usłyszałem dziwny dźwięk. Poszedłem dalej w miejsce gdzie zobaczyłem trzydzieści postaci kobiet i mężczyzn na czworakach z pędzelkami w dłoni, podchodzę do najbliższej postaci i powiedziałem - Przepraszam, wie pan gdzie jest Kori Takawa? Muszę się z nią spotkać.
- Jest za tamtym wzgórzem, pracuje przy stole. - odparł nawet na mnie nie spoglądając.
- Dziękuje. - powiedziałem i udałem się we wskazanym kierunku.
Stół był kawałkiem skały, płaskim i równym a na jego rogu kobieta robiła coś jakby odczytywała jakąś inskrypcję. Podszedłem do niej - Pani Takawa? - spytałem. Kobieta zwróciła się ku mnie, zmierzyła wzrokiem po czym wstała i spytała - A pan to ...?
- Sebastian Kot. Czy pani Takawa?
- Oczywiście, inaczej powiedziałabym o tym od razu. A więc panie Sebastianie dlaczego mnie pan szukał?
- Mam coś dla pani. - powiedziałem, po czym wyciągnąłem z kieszeni paczkę - Proszę.
- Co jest w środku?
- Nie wiem, jestem tylko kurierem.
- A może chciałby pan zobaczyć co jest w środku.
- Jeśli nie będzie miała pani nic przeciwko?
- Pod warunkiem, że będziemy mówić sobie po imieniu. - Powiedziała, a gdy zgodziłem się skinięciem głowy to otworzyła paczkę. W środku był medalion z jakimiś kropkami i dwoma wężami tworzącymi ramkę. Kori pogładziła medalion po czym rzekła - Skąd to masz?
- Dostałem od jakiejś kobiety, siedziałem w ... - chciałem powiedzieć w barze ale w ostatniej chwili zmieniłem zdanie - pewnym miejscu i chciała abym ci ją przekazał. Co to jest?
- To mapa do największego skarbu na świecie, jeśli wierzyć pewnej legendzie. Osobiście nie wierzyłam w nią, ale jeśli istnieje mapa to skarb też jest prawdziwy. Jeśli tylko ....
- Jeśli tylko co?
- Jeśli tylko jest prawdziwa. Jednak to można łatwo sprawdzić. W tamtym budynku mam odpowiednie narzędzia, chciałbyś mi towarzyszyć?
- W sumie, z chęcią.
Razem udaliśmy się, a raczej Kori poszła a ja ruszyłem za nią do wskazanego domku. Było tam mnóstwo sprzętu którego nawet nie potrafiłem nazwać. Kori podeszła do stołu i zaczęła czegoś szukać. Wreszcie nałożyła część jakiegoś przeźroczystego płynu na wacik, taki jak do uszu, i ostrożnie natarła medalion. Nagle usłyszeliśmy jakiś hałas na zewnątrz, wyszliśmy, Kori cały czas miała w ręku medalion, zobaczyłem czarny samochód i mnóstwo kurzu wokół świadczącego o nagłym hamowaniu, wysiadło z nich dwóch mężczyzn. Jednego z nich od razu rozpoznałem. To ten z lotniska, gdy nasze spojrzenia się spotkały on krzyknął coś do drugiego mężczyzny i obaj wyciągnęli broń. Niewiele myśląc, a właściwie w ogóle, złapałem kobietę za rękę i pociągnąłem na ziemię. Strzały umilkły, a my wykorzystując chwilę przerwy podnieśliśmy się a Kori krzyknęła do mnie “Biegnij za mną”, po czym pochyleni w przód ruszyliśmy. Pobiegliśmy za budynki a tam Kori wskoczyła do samochodu terenowego, nie myśląc wiele usiadłem na siedzeniu pasażera, a praktycznie prawie usiadłem bo ledwie znalazłem się w środku Kori wcisnęła pedał gazu i ruszyła przed siebie.
- Co się dzieje do cholery, już drugi raz spotykam tego kolesia i po raz drugi chcę mnie zabić.
- Nie chodzi o ciebie, ten medalion jest kluczem. A są tacy którzy nie chcą ujawnić prawdziwości jego istnienia. Są gotowi nawet zabić za milczenie. - Mówiła to wszystko przez cały czas mknąc z oszałamiającą prędkością po drodze na której jest tyle piachu, że praktycznie jest tylko to. Korzystając z okazji przyjrzałem się jej dokładniej. Blondynka, krótkowłosa ma delikatną opaleniznę, ubrana w biały podkoszulek na ramionkach skórzaną jasną kurteczkę kończącą się na poziomie pępka, może trochę niżej, do tego jeansowe szorty w tym samym kolorze z wieloma kieszeniami.
- Seba - powiedziała.
- Słucham?
- Gapisz się.
- Przeszkadza ci to?
- Nie powiedziałam tego. - odpowiedziała z uśmiechem. Zaraźliwym uśmiechem, nagle lusterko między nami rozprysło się na tysiąc kawałków - Cholera, trzymaj się. Teraz będzie trochę rzucać. Po czym zjechała z szosy i pędziła między siebie na przełaj, tyle dobrze, że ci którzy nas ścigali mieli gorzej i nie mogli już strzelać, teraz przydałoby się jakoś ich zgubić.

John Scalzi - Serny Glob

Powieść która zaskoczyła mnie gdyż po zapowiedziach spodziewałem się iż będzie bardziej w klimatach komedii ale po skończonej lekturze stwie...