czwartek, 29 listopada 2018

Witold Dworakowski - Pani czterdziestu żywiołów

Cześć, obiecuję Wam iż jest to ostatnia książka której piszę opinie w tym miesiącu. Nie mówię iż ostatnia jaką czytam ponieważ już mam na celowniku kolejną [jej okładka na samym końcu], ale nawet jeśli uda mi się ją przeczytać to i tak opinię dostaniecie dopiero w grudniu, prawdopodobnie od razu po podsumowaniu miesiąca. Ale wróćmy do książki.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Genius Creations
Premiera: 14 wrzesień 2018

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Załoga debrisowca „Demeter” składa się zaledwie z dwóch osób: najlepszego w swoim mniemaniu pilota w galaktyce Erwina Dexmore’a i genialnej w mniemaniu wszystkich inżynier Kariny Wulf. Mimo że różnią się oni od siebie jak supernowa od czarnej dziury, stanowią zgrany zespół, zdolny wykonać nawet najniebezpieczniejsze misje w najodleglejszych zakątkach galaktyki. Biznes kwitnie, a reputacja załogi „Demeter” właściwie nie mogłaby już być lepsza.
Wszystko zmienia się, kiedy w trakcie jednej z podróży natrafiają na legendarny okręt piracki, „Panią Czterdziestu Żywiołów”. Rozpoczyna się pościg aż po horyzont zdarzeń i ucieczka do równoległych wymiarów. A to dopiero początek…

źródło opisu: https://geniuscreations.pl

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Mam mieszane uczucia co do tej konkretnej pozycji. Nawet ciężko mi nazwać ją książką, gdyż ta powinna posiadać jakiś jeden lub kilka wątków, a tutaj jest to raczej zbiór opowiadań/zleceń załogi statku "Demeter". Oczywiście te zlecenia z dalszego etapu powieści mają pewne mrugnięcia okiem i wspomnienia wcześniejszych ale praktycznie można je czytać nie znając poprzednich. Jak już dacie szansę tej pozycji to miejcie dużo wyrozumiałości dla pilota oraz jego wielu [naprawdę wielu], odniesień do filmów typu "Gwiezdne Wojny" czy "Star Trek", szczególnie na początku, później albo on z tym przystopował albo ja się przyzwyczaiłem. Problemem tej książki jest również całkowity brak zakończenia. Mam szczerą nadzieję, że autor ma w planach wydać nowy zbiór zleceń i tym razem zakończy ją w inny sposób niż ten znany fanom Star Treka. Wiecie o co mi chodzi ;)
Podsumowując. Jest to ciekawa propozycja dla osób mających niewiele czasu gdyż poszczególne zlecenia/rozdziały, można czytać niezależnie i nie będzie odczuwało się żadnych trudności z odnalezieniem się w przedstawionym uniwersum.

Jak zawsze oddaje w wasze ręce sekcję komentarzy.

Profil książki w serwisie lubimy czytać:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4861351/pani-czterdziestu-zywiolow

Co czytam:


wtorek, 27 listopada 2018

Konrad T. Lewandowski - Ksin. Początek

Kolejną książką przeczytaną w listopadzie jest przedstawicielka mojej ukochanej fantastyki. Chcielibyście usłyszeć co o niej sądze? W takim razie pozostaje mi tylko zaproszenie Was do poniższej opinii.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Premiera: październik 2014

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Wielki powrót kultowej "Sagi o kotołaku"! Tym razem w wersji poszerzonej przez autora o ekscytujące wątki, nowych bohaterów, zaskakujące zakończenie, a także zawierającej niepublikowany dotąd bestiariusz.
Ksin. Dziecko klątwy, zdrady i obsesji. Zdawałoby się, że jego los jest przesądzony, ale miłość potrafi się wznieść ponad wszystko. Najpierw poświęcenie starej piastunki, a potem oddanie dziewczyny zbiegłej z domu publicznego sprawiają, że z potwora i demona wyrasta wojownik i obrońca ludzi zagrożonych przez upiory. Drapieżna, pełna namiętności historia bestii pragnącej osiągnąć człowieczeństwo.

źródło opisu: http://nk.com.pl/ksin-poczatek/2096/ksiazka.html#.VRhRXdWsU3M

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

O rany, mam problem z tą powieścią. Szczerze to nie zachwyciła mnie ona jakoś szczególnie. Mimo iż ma kilka ciekawych elementów jak demony które są wzięte z różnorakich wierzeń. Zaczynając od zwykłych wilkołaków czy wampirów a skończywszy na strzygach czy utopcach. Podoba mi się to iż nie są one potraktowane jako jeden punkt a zostały podzielone [jeden atakuje innego ale toleruje trzeciego i tym podobne]. Jest tu też dość interesujący motyw czasu akcji a bohaterowie napisani dość interesująco. Jednak jest napisana dość nieciekawym stylem. Nie zrozumcie mnie źle nie jest on zły ale nie ma tego czegoś co sprawia iż nie można się oderwać. Dodatkowo zbyt duży nacisk położono na zbliżenia cielesne różnych postaci. Gdyby zmniejszyć to o połowę to książka byłaby troszeczkę ciekawsza. Bardzo wątpie abym sięgnął po kolejne tomy tego cyklu.

Profil książki w serwisie lubimy czytać:


To czytam:

niedziela, 25 listopada 2018

James S.A. Corey - Wrota Abaddona

Cześć, wracam do Was z kolejną książką i znowu jest to kolejna odsłona cyklu który od początku gości na blogu. Czy ta książka trzyma poziom pozostałych, a może jest tylko niepotrzebnym wydłużaniem wątków. Mam nadzieję iż w poniższej opinii znajdziecie odpowiedzi na pytania które Was dręczą.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

 Wydawnictwo: Mag
Seria: Ekspansja
Premiera: 3 październik 2018

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Od pokoleń Układ Słoneczny – Mars, Księżyc, pas asteroid – był pograniczem ludzkości. Aż do teraz. Obcy artefakt, wykonujący swój program pod pokrywą chmur Wenus, wyłonił się stamtąd, tworząc olbrzymią strukturę poza orbitą Urana: wrota prowadzące w bezgwiezdny mrok.
Jim Holden i załoga Rosynanta są elementem wielkiej flotylli statków naukowych i okrętów wojennych wysłanych do zbadania artefaktu. Jednak w ukryciu rozgrywa się skomplikowana intryga, której celem jest zniszczenie Holdena. Podczas gdy emisariusze ludzkości starają się odkryć, czy wrota stanowią okazję czy zagrożenie okazuje się, że największe niebezpieczeństwo przywieźli ze sobą.
Na całym świecie sprzedano ponad dwa miliony egzemplarzy powieści z serii "Expanse" i na jej podstawie nakręcono popularny serial telewizyjny.

źródło opisu: https://www.facebook.com/Wydawnictwo-Mag-162609416535/

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

I znowu wracamy do znanego uniwersum, gdzie Jimm Holden wraz z załogą starają się przeżyć z niespodzianek rzucanym im przez los/autora. W tej części miałem momentami myśli typu "Jimm, ty chyba wariujesz. Nie ma gdzieś kogoś po psychologii czy coś". Jednak to nie przeszkadzało w ogólnym odbiorze książki a w dalszej jej części i ten wątek został ujawniony. Wiecie, całą seria "Ekspansja", jest swoistym ewenementem. Chodzi o to iż każda książka [do tej pory przeczytałem tylko trzy, czwarty nie miał jeszcze Polskiej premiery gdy piszę ten tekst], mogłaby spokojnie nie być częścią serii a jakimiś "osobnymi bytami", dziejącymi się w jednym uniwersum. Ale odrzucając moje osobiste wywody, ta część ma oprócz starych bohaterów jak zwykle garść nowych. Ma również całkiem nowe miejsce akcji a jego zakończenie otwiera cały wachlarz pomysłów na nowe części. Niczym w serialu "Gwiezdne Wrota", kiedy dowiadujemy się ile ich było. Jeśli chodzi o bohaterów to ciesze się iż jedna ze złych postaci dostała więcej głębi oraz motywacji do działań niż ma to miejsce w innych tego typu powieściach, chociaż jest kilka schematów pośród innych wątków [wybaczcie enigmatyczność, ale nie chcę spoilerować]. Nie wiem jak wy, ale ja z wielką chęcią gdy czas mi na to pozwoli przeczytam tom czwarty czyli "Gorączka Ciboli".
Podsumowując: Książka z gatunku sci-fi z dużą ilością akcji ale bez przesadyzmu i z umiejętnie podzielonymi elementami odpoczynku.

Profil książki w serwisie lubimy czytać:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4851040/wrota-abaddona



Co teraz czytam:



piątek, 23 listopada 2018

Richard Phillips - Brama

Wiecie co, ostatni raz powiedziałem sobie "na pewno nie przeczytam tej książki w jeden dzień". I cóż ja zrobiłem? Moje uzależnienie czytelnicze odparło coś w stylu "Tak? Założymy się? W porządku, wyzwanie podjęte". I tym oto sposobem w ciągu jednego dnia 450 stron z których składa się ta pozycja poszło na kupkę przeczytanych. Nawet nie będę Was pytać czy jest to dużo ponieważ aż samemu brakuje mi słów. Ale wracajmy do książki.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Seria: Projekt Rho
Premiera: 28 wrzesień 2018

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Czołowy naukowiec z Projektu Rho, profesor Donald Stephenson, został uwięziony za zbrodnie przeciwko ludzkości. Świat odetchnął z ulgą, mając nadzieję, że zagrożenie wywołane przez technologię obcych wreszcie zostało zażegnane.
Świat się myli.
W Szwajcarii uczeni pracujący nad Wielkim Zderzaczem Hadronów odkrywają anomalię, która może zniszczyć Ziemię, a powstrzymać ją można wyłącznie dzięki technologii z Projektu Rho. W zamian za całkowite ułaskawienie profesor Stephenson zgadza się pomóc w opanowaniu zagrożenia. Za jego obietnicą kryje się jednak spisek obcych, w wyniku którego Okręt Rho trafił na naszą planetę.
Heather, Mark i Jennifer muszą przeniknąć do nowego projektu Stephensona i powstrzymać go za wszelką cenę.
Rozpoczęła się ostateczna bitwa i tym razem ludzkość nie może sobie pozwolić na porażkę.
Finałowa część trylogii Projekt Rho autorstwa Richarda Phillipsa to wybuchowe zakończenie ekscytującej historii, którą będziecie pamiętać jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Obiecuje Wam, że Richard Phillips będzie sławnym i wpływowym autorem i kropka. Lepszym niż jakikolwiek pisarz SF dzisiaj.
Dzięki swojemu doświadczeniu zawodowemu Richard Phillips doskonale oddaje aspekt naukowy tej nowej, a już klasycznej powieści science-fiction, przy tym nie można mu też nic zarzucić w dziedzinie akcji i otoczki politycznej. Z perspektywy doświadczonego pisarza tego nurtu dobrze wiem, jak trudno jest osiągnąć to, co mu się udało.
A oto, co najważniejsze. Gdy rozpoczynałem lekturę tej książki na swoim czytniku, nie pamiętałem, że to drugi tom serii „Projekt Rho”. Po kilku rozdziałach uświadomiłem sobie, że musi też istnieć poprzednia powieść, jednak Phillips tak umiejętnie nakreśla tło i tak wyraźnie oraz głęboko rysuje postacie i łączące je więzi, że nie musiałem przerywać lektury, by najpierw poznać wcześniejszą część.
Wezmę się również oczywiście za „Drugi okręt”, skoro wiem już, w jak błyskotliwy i całkowicie satysfakcjonujący sposób kończy się „Remedium”, ale tylko dlatego, że ten nowy autor pisze z taką biegłością i tworzy tak innowacyjną, poruszającą fabułę, że nie chcę przegapić z niej nawet jednego rozdziału.
Seria „Projekt Rho” ma młodych bohaterów, można więc postrzegać ją jako przedstawicielką gatunku young adult. Wprawdzie jest brutalnie realistyczna i występuje w niej napięcie seksualne, nie ma tam jednak dosłownych scen seksu, można więc bez obaw oddać ją w ręce dojrzałego, świadomego dwunastolatka. Przy tym okaże się satysfakcjonującą lekturą również dla dorosłych czytelników, bo trudno dziś o lepsze science-fiction.
Orson Scott Card

źródło opisu: strona wydawcy

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Zamknięcie serii. Sprostanie ciągle wzrastającym wymaganiom czytelników. Poprowadzenie wszystkiego w sposób logiczny oraz nie zmieniać za bardzo uniwersum. To wszystko jest bardzo trudne. Jednak nie trzymając Was w niepewności powiem iż autorowi się udało. No przynajmniej w 3/4 książki. Jak dobrze wiecie nasza trójka głównych bohaterów po brawurowej akcji ratunkowej schowała się w bezpiecznym miejscu. Mogę wam zdradzić iż tam właśnie podczas licznych treningów, nie rzadko bardziej wyczerpujących umysł niż ciało, poznają tajemnicę dla którego oba statki pojawiły się na Ziemi. Nie będę Wam rzucał dużych spoilerów dlatego ogranicze się do stwierdzenia iż tempo akcji w książce jest w podobnej prędkości jak w części drugiej. Sam autor widać rozwinął swój warsztat i mimo dość częstych skoków pomiędzy postaciami i punktami widzenia czy poziomami zaangażowania nie pogubił się w tym, o co nie było trudno. A co ważniejsze nie ujawnia wszystkiego od samego początku. Dzięki czemu mimo iż znamy ogólny cel to poszczególne kroki są nam ukazywane z czasem. Mimo iż książka jest zamknięciem serii to zakończenie daje nadzieje [małe, ale zawsze], na jakąś książkę w uniwersum "projektu Rho".
Podsumowując. Książka jest świetnym zakończeniem trylogii z niewielką nadzieją na powrót do uniwersum w przyszłości. Cała seria jest świetnym prezentem dla osoby lubiącej "młodzieżowe sci-fi".

Jak zawsze zapraszam do komentowania.

Profil książki w serwisie lubimy czytać:

Co teraz czytam:


czwartek, 22 listopada 2018

Peter Watts - Poklatkowa rewolucja

Mam dla was kolejną niewielką książeczkę która idealnie nadaje się na jeden wieczór. No przynajmniej jeśli chodzi o jej objętość. Następna książka którą bedę czytać jest troszkę większa i raczej nie dam rady przeczytać jej w jeden dzień. Mam nadzieję iż do końca tygodnia mi się to uda ale w tej chwili moja ilość przeczytanych na ten miesiąc to sześć więc nawet jeśli nie uda mi się do końca przyszłego tygodnia to nie będzie żadnego rozczarowania typu "mój najgorszy czytelniczy miesiąc". No, ale okładkę książki która czytam obecnie dostaniecie dopiero po opinii na którą zapraszam Was w tej chwili.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Mag
Seria: Sunflower Cycle
Cykl: Uczta Wyobraźni
Premiera: 31 październik 2018

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Jak zorganizować bunt na pokładzie, kiedy budzą cię z hibernacji na parę dni co milion lat? Jak konspirować, gdy garstka potencjalnych sojuszników zmienia się co wachtę? Jak zaatakować wroga, który nigdy nie śpi, patrzy twoimi oczyma, słucha twoimi uszami i autentycznie chce dla ciebie jak najlepiej? Sunday Ahzmundin, uwięziona na pokładzie statku kosmicznego Eriophora, odkrywa, że na udaną rewolucję musi się złożyć spisek, szyfry i nieuniknione ofiary.

źródło opisu: www.mag.com.pl

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Na początek muszę stwierdzić iż te 160 stron to zbyt mało jak na ten typ powieści. Niby wiem iż jest to czwarty tom serii [której notabene poprzednie części nie zostały przetłumaczone], ale i tak czuć pewien niedosyt w przedstawieniu postaci. Jednakże zwalmy to na moją nieznajomość poprzednich części. Sama idea wybudzania i usypiania załogi by ci wykonali jakieśtam zadanie przypomniała mi trochę to co działo się na statku w książce "Dzieci czasu". Jednak to tylko luźne połączenie a te książki nie mają za wiele wspólnego. Mam również zastrzeżenia do jej zakończenia i wydaje mi się iż jest ono strasznie nijakie, niby była tam jakaś konfrontacja czy rozwiązanie głównego wątku ale czuje się jakby autor chciał pokazać coś więcej. Dodatkowo brakuje mi tam bardziej rozbudowanych opisów, i tak wiem jak to brzmi z perspektywy osoby która takowe elementy uważa za sztuczny wydłużacz ale jest ich naprawdę stanowczo za mało przez co trudno jest nawiązać przyjaźń z główną bohaterką i mieć jakieś nadzieję związane z jej przygodami. Tutaj niestety tego nie ma. Plusem jest za to język jakim napisana jest książka. Jest on prosty i może miejscami za mało plastyczny ale nie nudzi. 

Jak zwykle oddaję sekcję komentarzy w wasze ręce

Profil książki w serwisie lubimy czytać:


Aktualnie czytam:

wtorek, 20 listopada 2018

Walter Tevis - Przedrzeźniacz

I kolejna książeczka przeczytana. Tym razem jest to pozycja z cyklu Artefakty która jest sama w sobie pewnym wyznacznikiem jakości i dodawanie nowych pozycji jest zależne od wielu punktów. Ale przejdźmy do opinii samej książki.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Mag
Seria: Artefakty
Premiera: 15 lipiec 2015

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Sci-fi.
W umierającym świecie, w którym ludzie są odurzeni narkotykami i pogrążeni w elektronicznej błogości, gdzie nie ma sztuki, literatury i nie rodzą się dzieci, gdzie niektórzy wolą dokonać samospalenia niż dalej żyć, Spofforth jest najdoskonalszą maszyną, jaką kiedykolwiek stworzono. Mimo tego ma tylko jedno, niemożliwe do spełnienia pragnienie – chce przestać istnieć. Jednak nawet w tych ponurych i przygnębiających czasach pojawia się iskierka nadziei, którą stanowią namiętność i radość, jakie pewien mężczyzna i pewna kobieta odkrywają w miłości i książkach. To nadzieja na lepszą przyszłość, a może nawet nadzieja dla Spoffortha.

źródło opisu: mag.com.pl

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Niewielka książeczka na jeden wieczór której akcja toczy się w przyszłości. Takiej w której ludzie przestali liczyć a czas mierzą jedynie kolorami [żółcie, czerwienie i błękity]. Mało tego ludzie są pozbawieni umiejętności czytania a swobodny dostęp do narkotyków sprawia iż niczym się nie przejmują. Przynajmniej takie jest początkowe wrażenie. Mimo niewielkich rozmiarów, dość dobrze poznajemy trójkę bohaterów. Spofforth'a, robota który został stworzony jako jeden z ostatnich oraz dwoje bohaterów z ostatniego pokolenia gdyż od pewnego czasu w ogóle nie rodzą się dzieci. Świat przypomina trochę w ogólnych założeniach to co przedstwiono w filmie "Ludzkie Dzieci" [https://www.filmweb.pl/Ludzkie.Dzieci/descs], z tym że w tamtej produkcji czasy są mniej odległe i nie ma robotów usługującym ludziom. Główny bohater książki w pewnym samodzielnie nauczył się czytać. Możemy na katach powieści śledzić jego zmianę w postrzeganiu otaczającego go świata. Troszkę żałuję [ale tylko niewiele], iż książka kończy się aż tak dużym happy endem. Wolałbym aby była tam jakaś mała kropla goryczy. 
Podsumowując. Książka jest świetnym przykładem na to iż w pełni zasługuje na miejsce w serii Artefakty jednocześnie podnosząc poprzeczkę pretendentom do dołączenia.

Profil książki w serwisie lubimy czytać:

poniedziałek, 19 listopada 2018

Teresa Driscoll - Obserwuje cię

Po bardzo długim czytaniu poprzednich książek przy obecnych, 368 stronach udało mi się ukończyc je w jeden dzień. To szybko czy wolno musicie sami podjąć decyzję. A mi nie pozostaje nic innego jak zaprosić Was do poniższej opinii.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Okładka:

Wydawnictwo: Sine Qua Non [SQN]
Premiera: 19 wrzesień 2018

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Kiedy Elle Longfield spotyka w pociągu dwóch młodych mężczyzn rozmawiających z nastoletnimi dziewczynami, nie widzi w tym nic niepokojącego, dopóki nie dowiaduje się, że właśnie opuścili więzienie. Natychmiast odzywa się w niej instynkt macierzyński, ma syna w podobnym wieku. Ostatecznie przenosi się do innego wagonu, nie chcąc się wtrącać. Nazajutrz okazuje się jednak, że jedna z dziewczyn, Anna, zaginęła. Elle zgłasza się na policję.
Po roku Anna ciągle jest uznana za zaginioną, a Elle zaczyna dostawać anonimowe pogróżki. Tropy prowadzą do matki zaginionej dziewczyny, jednak podejrzenia wynajętego detektywa skupiają się na innych członkach rodziny i przyjaciołach, którzy najwyraźniej mają coś do ukrycia. Za to wszyscy bacznie obserwują Elle.
Świetnie skonstruowana intryga i znakomicie zarysowani bohaterowie, którym mamy okazję zajrzeć na samo dno duszy. Wydarzenia pokazane są z punktu widzenia różnych osób, relacje z toku myślenia powodują, że czytelnik zaczyna się zastanawiać, jak sam postąpiłby w tej sytuacji.

źródło opisu: https://www.wsqn.pl/zapowiedzi/

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Muszę przyznać iż książkę czyta się bardzo szybko i prawdopodobnie pomagają w tym krótkie rozdziały oraz oryginalna i bardzo interesująca forma. Mimo iż jest to dość prosty kryminał to sposób w jaki wszystko jest prowadzone nie pozwala oderwać się od niej. Na przykład sama praca policji jest niejako zepchnięta na trzeci plan czy wręcz na tło a na pierwszym planie poznajemy relację świadków, ojca, koleżankę, prywatnego detektywa i tym podobne. Dzięki temu dowiadujemy się wielu ciekawych elementów oraz odczuwamy pewien niedobór śladów, przynajmniej na początku, dopiero po jakimś czasie niejako wychodzą one z zachowania postaci oraz niejako czytania między wersami. Jeśli chodzi o zakończenie to mogliśmy się go spodziewać [przynajmniej połowicznie], ale autorka przedstawiła je w bardzo oryginalny sposób. Jedynym wątkiem typowym dla tego typu powieści jest epilog wyjaśniający kilka niedopowiedzeń. 
Słowem podsumowania książka jest bardzo ciekawa i trudno się od niej oderwać. Polecam fanom kryminałów tworzonych z wielką oryginalnością.

Profil książki w serwisie lubimy czytać:

piątek, 16 listopada 2018

Gordon Dahlquist - Przezroczysta fabryka dusz

Cześć, po długiej nieobecności na blogu, no może nie do końca ale wy tego nie odczuwaliście, wracam do Was z nową opinią. Jednak zanim zapraszę Was na nią chciałbym napisać o czymś co pisałem na swoim profilu na Facebooku ale wolę też zamieścić tutaj ponieważ dotyczy to jednego ze stałych cykli na blogu. Chodzi mianowicie o cykl z premierami książek, zapewne zauważyliście iż zwykle post wskakiwał około 10 każdego miesiąca, w tym miesiącu przez brak interesujących premier w grudniu nie stworzyłem go, jednak mam nadzieję iż już w styczniu 2019 znajdę kilka książek które wydadzą mi się tak ciekawe iż dam Wam o nich znać w grudniu.
W porządku a teraz wracajmy do ksiażki.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Albatros
Premiera: 9 październik 2012

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Thriller przygodowy z elementami science fiction, kryminału i gotyckiego horroru. Ponowne spotkanie z bohaterami głośnej powieści Dahlquista Szklane księgi porywczy snów. W alternatywnym świecie wiktoriańskiej Anglii pozbawieni skrupułów alchemicy i wpływowi biznesmeni zawiązują tajne stowarzyszenie, aby z pomocą niezwykłych właściwości niebieskiego szkła pozbawiać ludzi wspomnień i wolnej woli. Ich celem staje się zdobycie władzy absolutnej. Troje bohaterów – dwudziestopięcioletnia dziedziczka fortuny, panna Celeste Temple, płatny zabójca Kardynał Chang i lekarz okrętowy, doktor Abelard Svenson – usiłuje pokrzyżować plany spiskowców. Przeciwnik jest jednak potężny, zaś zwycięstwo bardzo odległe. Po katastrofie sterowca Celeste, Chang i Svenson znajdują schronienie w rybackiej wiosce na Żelaznym Wybrzeżu. Niestety na krótko. W pobliżu osady ma miejsce seria okrutnych morderstw; podejrzenia mieszkańców kierują się na Kardynała Changa; w efekcie trójka bohaterów musi szybko opuścić wioskę. Co stało się z ich prześladowcami? Czy razem ze statkiem poszli na dno oceanu? A jeśli któryś przeżył? Celeste dręczą wizje byłego narzeczonego, którego musiała zastrzelić, wizje pływających w wodzie zwłok spiskowców oraz nie całkiem przykre, zwłaszcza w sferze erotycznej, wspomnienia hrabiny de Lacquer-Sforza, wchłonięte przez jej umysł wskutek kontaktu ze szklaną księgą. Rozdzieleni z Celeste Chang i Svenson próbują wyjaśnić tajemnicę serii zabójstw i równocześnie ujść pościgowi wysłanemu przez skorumpowaną Radę Królewską. Co krok pojawia się nowa zagadka – oraz ślady niebieskiej glinki, używanej przez spiskowców do niewolenia niepokornych dusz. Szklane księgi okażą się bardziej zabójcze, a diaboliczny spisek bliższy realizacji, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać...

źródło opisu: 
http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1046,1552,przezroczysta-fabryka-dusz.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Na początku chciałbym napisać iż zdaję sobie sprawę iż znowu zacząłem przygodę od drugiego tomu i pewne elementy mogą być dla mnie niezrozumiałe. Postaram się nie wnikać w te wątki które mogą być spoilerem dla osób znających tylko pierwszą część. Po pierwsze chciałem powiedzieć iż bardzo przypadła mi do gustu otoczka czasu akcji stylizowana na epokę wiktoriańską. Niestety troszkę rozczarowali mnie bohaterowie. Nie to że byli nudni czy pozbawieni głębi, ale bardziej irytowało to iż ich zachowanie często było dla mnie niezrozumiałe. Dam taki przykład: w pewnym miejscu i czasie spotykają się dwie postacie które na kartach powieści sa po dwóch stronach barykady i co robią? Jakby nigdy nic ucinają sobie pogawędkę. Dziwne co? Nie powiem o postaciach mimo iż kilka rzeczy przychodzi mi do głowy, jednak to za bardzo ociera się o spoilery. Dużą rolę odgrywa tu "niebieskie szkło", i ten akurat motyw jest tak ciekawy iż lepiej abyście odkryli go samodzielnie. 
Styl pisania książki jest dobry, no może poza kilkoma elementami które moim zdaniem zostały niepotrzebne wciśnięte oraz wątkiem opowiadania o swych planach niczym z filmów w których główny zły zdradza antagoniście cały swój misterny plan. Są miejsca przegadane, sama książka ma około 620 stron i moim zdaniem spokojnie można było zrezygnować z 50-80 stronic. Zapomniałbym, małe słówko o zakończeniu. Spodziewałem się czegoś całkiem innego i muszę przyznać, że tutaj autor bardzo mnie zaskoczył
Podsumowując. Książkę da się przeczytać i czerpać z jej lektury niejaką przyjemność lecz posiada pewne rysy na całokształcie. Jednakże ciesze się iż miałem możliwość poznania tej historii i nie zaprzeczam w nieokreślonej przyszłości sięgnąć po wcześniejszy tom.

Profil książki w serwisie lubimy czytać:

czwartek, 8 listopada 2018

Denis Szabałow - Prawo do zemsty

Cześć, nareszcie udało mi się ukończyć tę książkę. Zajęło mi to więcej czasu niż sądziłem, zamiast dwa lub maksymalnie trzy dni ta pozycja zajęła mi aż cztery.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Cykl: kontynuacja apokalipsy
Seria: uniwersum metro 2033
Wydawnictwo: Insignis
Premiera: 14 czerwiec 2017

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Przeżył, wrócił do domu. I co go przywitało? Pustka! Cisza! Śmierć!
Droga była długa, ale jeszcze nie dotarł do jej kresu. Ten, na kogo nikt nie czeka, kogo pozbawiono rodziny i przyjaciół, jest wprost stworzony do wojny.
Daniła Dobrynin stracił dom i bliskich. Nie ma nic… Poza celem. Celem, który musi osiągnąć za wszelką cenę.
Prawo do zemsty Denisa Szabałowa to trzecia powieść jego trylogii „Konstytucja apokalipsy” napisanej w ramach projektu Dmitrija Glukhovsky’ego Uniwersum Metro 2033. Jej poprzednie części to Prawo do użycia siły i Prawo do życia.

źródło opisu: materiały wydawcy

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

 Zamknięcie trylogii. W sumie można było się spodziewać tego typu akcji i nawet zwrot fabularny mniej więcej od połowy książki brałem pod uwagę. Jednak w tym gatunku nie jest to wadą, bardziej irytował mnie swoisty nadmiar wyposażenia bohaterów. Niby było kilka momentów gdzie musieli borykać się z gorszym wyposażeniem od napastników ale za mało ich było. Nie mówię o samych szybszych momentach ponieważ na tych około 470 stronach przeważały. Ten trzeci tom odkrywa przed nami tajemnice rodzinnego Schronu bohatera oraz jego rolę która kiedy wyjdzie na jaw jednocześnie odkrywa dlaczego Bractwo tak bardzo się nim interesuje. Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i gdyby nie chroniczny brak czasu to spokojnie ukończyłbym ją w dwa dni. Mimo iż rozdziały są jak dla mnie troszkę zbyt długie to nie jest to jakąś wielką niedogodnością.




Profil książki w serwisie lubimy czytać:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4630360/prawo-do-zemsty

niedziela, 4 listopada 2018

Denis Szabałow - Prawo do życia

Cześć, wracam do Was z pierwszą opinią w listopadzie. Tak książka jak i ta następna została stworzona z cyklu "Uniwersum Metro 2033", może kiedyś opowiem Wam więcej o samym projekcie a teraz zapraszam do przeczytania opinii.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

 Wydawnictwo: Insignis
Cykl: Kontynuacja apokalipksy
Seria: Uniwersum Metro 2033
Premiera: 31 sierpień 2016

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Historia ludzkości to niekończące się wojny. Walka o przeżycie, o środki, o niepodległość, za wiarę, o ideały…
Gdzie tu miejsce na przykazanie miłości, na humanizm?! Chcesz żyć? Zabij i zabierz. Oto cała filozofia. Przecież prawo do życia zawsze idzie w parze z prawem do użycia siły.
Daniła Dobrynin i jego towarzysze broni dobrze wiedzą, że jeśli nie wezmą szturmem składu Rosrezerwy, ich rodzinny Schron wcześniej czy później przemieni się w cmentarzysko. Oni po prostu chcą żyć, i to ich prawo – prawo do życia.
„Prawo do życia to kontynuacja książki Denisa Szabałowa Prawo do użycia siły. Ta trzymająca w napięciu, wartka i realistyczna do bólu powieść wyszła spod pióra człowieka, który wie prawie wszystko o broni, survivalu i sztukach walki. Ale nie obawiajcie się – Szabałow nie stworzył kolejnego poradnika przetrwania! Owszem, zebraną wiedzą podkręcił akcję, nadając jej przy tym sznyt autentyzmu, ale nie omieszkał także podzielić się z czytelnikami swoimi refleksjami i filozofią życiową. Prawo do użycia siły było bestsellerem. Wygląda na to, że Szabałow zgromadził prawdziwą armię fanów.”
Dmitry Glukhovsky

źródło opisu: materiały wydawnictwa

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Po pierwsze, chciałbym napisać iż nie czytałem poprzedniej części i jakoś nie czuję przymusu jego poznania. Chociaż troszkę niepokoi na samym początku duża ilość zasobów które posiadają nasi bohaterowie. Prawdopodobnie zostałoby to wszystko powiedziane w "Prawie do użycia siły", ale to tylko mała rysa. Jeśli przypadły Wam do gustu inne książki wydane w tym uniwersum to ta również spodoba się. Książka jest bardzo naładowana akcją a bohaterowie mimo bycia żołnierzami oraz możliwości "pójścia po najmniejszej linii oporu" w trakcie tworzenia postaci dostały kilka ciekawych elementów. Niestety rozdziały na które została podzielona książka dość długie rozdziały [na ponad 450 stronach tylko 12 rozdziałów], mimo iż styl autora przypadł mi do gustu to było kilka cięższych fragmentów. 
Nie będę tu pisał o świecie w jakim toczy się akcja ponieważ nawet osoby które nie czytały oryginalnej trylogii Dmitra Glukhovsky'ego mniej więcej wiedzą o co chodzi. 
Książka, mimo dość dużej ilości stron czyta się dość szybko co jest zarówno wadą jak i zaletą. 

Przepraszam iż ta opinia jest tak krótka ale obawiam się iż pisząc coś więcej mógłbym nieopatrznie rzucić jakimś spoilerem. Ok, ja zabieram się do czytania kolejnej książki tego autora zatytułowanej "Prawo do zemsty", a dla was zostawiam sekcję komentarzy.

Profil książki w serwisie lubimy czytać:

sobota, 3 listopada 2018

Stąd ten cytat


Cześć, tym razem w naszym stałym cyklu na blogu dość znana postać. Niestety już świętej pamięci sir Terry Pratchett i moge Wam zdradzić iż to nie ostatni raz gdy posty "Stąd ten cytat", zawędrują do Świata Dysku. Ale zapraszam was do kilku wybranych przeze mnie fragmentów. Mam nadzieję iż przypadną Wam do gustu oraz przekonają tych którzy wachali się co do poznania bliżej tego uniwersum.

1.

Niezależnie od nazwy racja ich istnienia [...] jest taka sama. To znaczy, mniej więcej w rozdziale trzecim mają wbiec do komnaty, pokolei i pojedynczo atakować bohatera i ginąć. Nikt ich nigdy nie pyta czy mają na to ochotę.


2.

Ten młody człowiek nazywany jest Marchewą [...]. To z powodu jego sylwetki [...]; taką sylwętkę zyskuje chłopiec dzięki zdrowemu trybowi życia, pożywnemu jedzeniu i świeżemu górskiemu powietrzu potężnymi porcjami wciąganemu do płuc.

3.

- Nie chcieliśmy ci wcześniej mówić, synu - rzekł ojciec. - Mieliśmy nadzieję, że z tego wyrośniesz.
- Z czego wyrosnę? - zdziwił się Marchewa.
- Z rośnięcia. Ale woja matka uważa, to znaczy oboje uważamy, że już czas byś wyruszył między swoich.

piątek, 2 listopada 2018

Detektyw: Zaginiona - PROJEKT ODRZUCONY

Cześć, pewnie ci z Was którzy czytają tego bloga od jakiegoś czasu znają ten tytuł. Niestety projekt został przeze mnie w natłoku innych spraw odsunięty na bok na dłuższy okres a gdy teraz na niego patrzę to mimo tego iż nadal uważam, że jest dobry to napisałbym go inaczej. Dlatego też postanowiłem tę odrzuconą wersję odtajnić i pokazać ją Wam. 

Tylko, taka mała uwaga nim zaczniecie czytać. Projekt który Wam prezentuje jest surowy i nawet potencjalni wydawcy takowego nie widzą. Dlatego wybaczcie jeśli zauważycie błędy ;)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Prolog

Obudziła się w jakimś dziwnym pomieszczeniu bez okien, leżąc na boleśnie cienkim materacu. Obok zakratowanej dziury w ścianie, będącej zapewne wyjściem, zauważyła sedes i umywalkę. Na drżących nogach podeszła do kraty i spróbowała ją otworzyć. Bezskutecznie. Co za niespodzianka… Zrezygnowana zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, gdy nagle krata z głośnym zgrzytnięciem otwarła się, a do środka weszły trzy postacie w maskach zwierząt. Przerażona kobieta odruchowo odskoczyła w tył, jednak szybko została pochwycona i brutalnie rzucona na materac. Upadła na plecy. „To nie może się dziać naprawdę” pomyślała, lecz jej koszmar miał się dopiero rozkręcić. Jedna z postaci podeszła do niej i szybkim, zdecydowanym ruchem złapała ją za gardło. Szorstka, silna dłoń zacisnęła się na szyi kobiety pozbawiając ją oddechu i wyciskając z oczu łzy bólu i strachu. "Od dziś to jest cały twój świat” – postać zakreśliła wolną ręką mały okrąg. „Dziś jeszcze dostaniesz jedzenie, lecz od następnego razu będziesz musiała o nie błagać. I lepiej żebyś się do tego przykładała". Uścisk zelżał, pozwalając na zachłanne nabranie powietrza, i kiedy już myślała, że wizyta dobiegła końca, mężczyzna bez ostrzeżenia kopnął ją w brzuch. Ból odebrał jej na chwilę świadomość, a gdy ją odzyskała, była w swej celi sama. Na podłodze zauważyła nowy element – stalową miskę. Podczołgała się do niej, przysunęła do siebie i natychmiast zwymiotowała. "Dali mi żarcie dla psów" - odsunęła miskę jak najdalej od siebie i wciąż trzymając się za brzuch, podpełzła do materaca. Położyła się ostrożnie i rozpłakała cichym płaczem bezsilności, bólu i upokorzenia. Płakała tak pierwszy raz w życiu. Bała się, że nie ostatni…

Rozdział 1

Przy barze, jak codziennie o tej porze siedział mężczyzna, przed sobą miał butelkę piwa wraz ze szklanką. Od pewnego czasu jego dzień wyglądał tak samo, na trzy-cztery godziny przed zamknięciem przychodził do baru zamawiał butelkę piwa i tak siedział przed nią. Zmieniała się tylko ilość wypitego trunku, niekiedy była to połowa lub jedna trzecia a raz w roku cała. Następnie siedział tak aż do zamknięcia lokalu, opuszczając go wraz z ostatnimi pracownikami. Do nikogo się nie odzywał, nie wszczynał awantur tylko tak siedział w samotności. Wszystko zmieniło się kiedy do baru weszła pewna kobieta która po zlustrowaniu mężczyzny spytała kelnerki "która to butelka", pracownica odrzekła jej, że pierwsza a on od około półtorej godziny siedzi tak nawet nie pijąc tego co ma w szklance. Kobieta widocznie była usatysfakcjonowana taką odpowiedzią ponieważ podeszła do mężczyzny, usiadła naprzeciwko niego i cichutko zastukała w blat stołu aby zwrócić na siebie uwagę. Mężczyzna podniósł wzrok a ona powiedziała wtedy:
- Czy pan jest tym który znajduje zaginione osoby?
- Już nie. - po czym uznając, że dyskusja skończona spuścił wzrok.
- Ale na policji mówili, że jest pan najlepszy. Pokazywali mi pana zdjęcie. Powiedzieli, że jest pan ostatnią szansą dla mojej córki. Proszę, pan nie wie jak ja się teraz czuję... - zaczęła kobieta ale ten uciszył ją gestem, unosząc dłoń.
- Proszę pani. Myśli pani, że dlaczego jestem w tym miejscu. By zapomnieć. Nie ważne co człowiek robi, lub jak bardzo chce coś zrozumieć. To zawsze unika. - mężczyzna zamilkł, po czym przyglądając się kobiecie dodał – Zaginęła pani córka? Kiedy? Dzień temu? Dwa? Pewnie została na noc u koleżanki ponieważ nie chciała po imprezie wracać do domu i teraz ją odsypia.
- Ależ pan jest cyniczny. - oburzyła się kobieta – Moja córeczka jest grzeczną dziewczynką i gdy już jest na imprezie to zawsze dzwoni do mnie.
- Nie cyniczny, lecz realistyczny. - podsumował – ale w porządku. Podam pani trochę statystyk. Wie pani, że najczęściej osoby zaginione odnajdują się same na drugi bądź trzeci dzień. A gdy tak się nie dzieje to i tak najczęściej szuka się ciała ponieważ tak jest najpewniej. Wie pani ile osób szukałem? Ponad tysiąc. A wie pani ile znalazłem? Mniej niż sto z czego tylko dwanaście żywych. Niech mi pani nie mówi, że jej córka była inna. Grzeczna, uczynna, pilna, skora do niesienia pomocy i tak dalej. Wszyscy rodzice tak mówią o dzieciach, zwłaszcza tych o których nic nie wiedzą. Zajęci własną pracą myślą, że ich dziecko jest w pokoju i jak to zwykle "nic nie robi"- mówiąc to mężczyzna zrobił gest cudzysłowia – nie zna pani nawet połowy zmartwień swojej córki. Chce pani się czegoś dowiedzieć? Proszę pójść do jej chłopaka, koleżanek i tak dalej. Zobaczy pani wtedy jak diametralnie zmieni się jej obraz.
- Może i tak, ale proszę. Niech pan jej poszuka. Policja wysłała mnie do pana ponieważ mówią, że mają związane ręce. Że mają swoje procedury a komendant krzywo patrzy na ich naciąganie.
- Czyli po tylu latach jeszcze mnie pamiętają. - powiedział mężczyzna, bardziej do siebie niż kogokolwiek innego – No dobrze, ale muszę panią ostrzec, że nie zajmowałem się żadną sprawą od ponad roku. Musiałbym odświeżyć swoje kontakty. Ma pani przy sobie aktualne zdjęcie córki? Może powiedzieć mi co według pani robiła w dzień zaginięcia?
- Porwania. - wpadła w słowo kobieta.
- Porwania? Na jakiej zasadzie pani tak twierdzi? Porywacze się skontaktowali?
- Mówi pan jak policjant. Nie, nie skontaktował się ze mną nikt ale no wie pan jesteśmy dość zamożną rodziną. Ja i mąż prowadzimy dobrze prosperujące firmy i ...
- Tak, jak mówiłem. Byliście zajęci pracą i nie wiedzieliście co robi wasze dziecko przez całe dnie.
- Nie, naprawdę. No, po prawdzie to byliśmy zajęci, ale wiedzieliśmy co robi Kasia. Sama ją wychowałam, nie zatrudniałam żadnej pomocy. To ja jestem matką i razem z mężem zajmowaliśmy się nią i nie zwalaliśmy opieki nad nią innym ludziom.
- Wcale tak nie twierdzę. No więc, ma pani zdjęcie i jest gotowa na powiedzenie mi gdzie córka była ostatnio widziana?
- Tak. - odparła kobieta wyciągając z torebki zdjęcie – Ta fotografia została zrobiona dzień przed jej zniknięciem – widać było, że ostatnio słowo przychodziło jej z trudnością – Kasia miała jechać z kolegami na szkolną imprezę, wyszła z domu ale jej samochód nie dojechał na miejsce.
- Jakie to auto?
- BMW Coupe, w kolorze ciemnoniebieskim, mąż mówi, że kolor auta się zmienia w zależności kiedy się patrzy i przechodzi od niebieskiego aż do czarnego. No więc w drodze na zabawę Kasia miała spotkać się z przyjaciółmi jednak żaden z nich również jej nie widział. Dzwoniłam do każdego z nich wczoraj i mówili, że Kasia umówiła się z jakimś mężczyzną, ale nigdy go nie widzieli ani nie słyszeli. On ją porwał. Proszę odnaleźć moją córeczkę.
- Proszę zapisać mi imiona, nazwiska oraz adresy przyjaciół oraz miejsce gdzie miała odbyć się ta zabawa.
- Ja, nie pamiętam ich adresów. Może zadzwonię do pana i podam wszystko jak już sprawdzę – zgodziłem się i wymieniliśmy się numerami – a tak w ogóle to jak mam do pana mówić?

- Obojętnie, tak jak teraz lub per "detektywie", albo bezpośrednio na "ty". Nie będę pani okłamywał. Jest kilka różnych możliwości i postaram się znaleźć ją żywą jednak szansę są raczej marne. Jest już późno, wie pani co? Proszę mi zostawić swój adres a ja postaram się rano do państwa przyjść i zabrać dane które mi pani przygotuje. Jeśli przypomni się pani coś albo córka odezwie się, proszę niezwłocznie mnie powiadomić.
- Dobrze detektywie.
Po tej rozmowie oboje jednocześnie wstali wymienili grzecznościowe uściski dłoni a za drzwiami lokalu rozeszli każde w swoim kierunku. Mężczyzna gdy tylko pojazd kobiety zniknął za zakrętem spojrzał na zdjęcie przedstawiającą zaginioną. Nastolatkę, a raczej młodą kobietę o bordowych, prostych i długich włosach, intensywnie zielonych oczach i pełnych ustach które nie potrzebowały szminki. Kiedy wrócił do domu to pierwsze co zrobił to rozebrał się i wszedł pod prysznic. Gdy już przebrał się po tym szybkim odświeżeniu przypiął zdjęcie do tablicy i napisał obok niego zaginiona? Porwana? Motyw? Świadkowie? Czas zajścia? Nie wiedział dlaczego przyjął to zlecenie, może naprawdę tego było mu trzeba. A może przyczyną było to, że pani komendant nadal jest taka jaką ją zapamiętał a policjanci zapamiętali jako dość dobrego mimo wielu jego wyskoków i pewnych zdarzeń z przeszłości które nie świadczą o nim zbyt dobrze.
- Dobra. - powiedział głośno do samego siebie, czasami łatwiej mu było myśleć podczas prowadzenia głośnej dyskusji sam ze sobą – czas obmyślić plan zajęć.

Rozdział 2

Następnego dnia rano mężczyzna pojechał pod adres który podała mu matka zaginionej. Rzeczony dom był dużym dwupiętrowym budynkiem połączonym z budynkiem garażowym oraz placem zieleni na froncie domu. Detektyw przejechał przez bramę i zatrzymał się w pobliżu drzwi wejściowych. Zadzwonił do drzwi a chwilę później otworzyły się a za nimi stał starszy mężczyzna w dobrze skrojonym garniturze, zmierzył gościa od stóp do głowy po czym zapytał:
- Był pan umówiony.
- Owszem. - odpowiedział – rozmawiałem wczoraj z panią domu i zostałem zaproszony przez nią.
- Powiadomię państwa, proszę zaczekać. - po czym zamknął cicho dom a następnie oddalił się w kierunku pokoju dziennego. Gdy po raz kolejny drzwi zostały otwarte zaprosiła go do środka pani domu. Detektyw wszedł do środka i zanim zdążył coś powiedzieć kobieta zaprowadziła go do pokoju dziennego gdzie usiadła obok męża i wskazała mu ręką fotel naprzeciwko siebie. Mężczyzna skorzystał z zaproszenia.
- Pozwolą państwo, że będę nagrywał naszą rozmowę, to pomoże mi w eliminowaniu błędnych dróg. - powiedział wyciągając dyktafon i trzymając w sposób aby widzieli go wyraźnie. Oboje skinęli twierdząco a wtedy włączył urządzenie i postawił na stoliku. - W porządku zacznijmy od początku. Czy mogliby państwo podać swoje imiona i nazwiska.
- Elżbieta Krąg. - odparła
- Konrad Krąg.
- Dziękuję, to pomoże mi podczas odsłuchiwania i spisywania raportu, takie stare przyzwyczajenie. A zatem państwo Krąg, zaginiona była dla państwa.
- Córką, ale dlaczego mówi pan o niej w czasie przeszłym?
- Tak mówię? - spytał nie oczekując odpowiedzi – Przepraszam. Po prostu myślami jestem już przy innych pytaniach. Mogą państwo powiedzieć coś więcej o córce.
- To może ja. - powiedziała kobieta – Kasia skończyła dwa tygodnie temu osiemnaście lat i z mężem postanowiliśmy w ramach prezentu kupić jej skromny domek. Wie pan bez luksusów, czterysta-pięćset metrów trzy garaże i takie tam. Wszystko przygotowaliśmy i córka też tym wiedziała. Może pan powiedzieć, że prezent powinien być niespodzianką ale chcieliśmy by to był jej wymarzony mały domek dlatego często to ona rozmawiała z panią architekt. W dzień urodzin dostała klucze od domu jednak mówiła, że nie wprowadzi się do niego przed końcem roku. Dodatkowo poprosiła nas o zgodę na urządzenie w sali pewnej restauracji imprezy urodzinowej dla niej i jej przyjaciół. Dostała więc wolną rękę. W dzień zabawy wyszła około godziny osiemnastej ponieważ miała pojechać p przyjaciół i razem pojechać na miejsce. Wie pan jakie był nasze zdziwienie kiedy o godzinie dwudziestej pierwszej przyszła jej koleżanka i spytała czy Kasia jest w domu, czy dobrze się czuje i czy impreza urodzinowa dalej jest aktualna.
- Przepraszam, że się wtrącam – powiedział detektyw – ale jak nazywała się ta koleżanka?
- Amelia Słowik. No więc gdy przyszła do nas postanowiliśmy pojechać do tego lokalu. Jednak kiedy tam dotarliśmy nie znaleźliśmy nawet połowy ducha. Ogarnęło nas przerażenie i od razu pojechaliśmy na policję. Ci odesłali nas z kwitkiem mówiąc coś o dwudziestoczterogodzinnym okresie przed złożeniem zawiadomienia.
- To skandal, na co idą moje podatki – odezwał się Konrad Krąg, po raz pierwszy jeśli nie liczyć przedstawienia się – Jak trzeba strajkować o podwyżki to pierwsi ale już pracować to nie ma komu.
- Panie Krąg – odparł detektyw – rozumiem pańskie wzburzenie i to, że martwi się pan o córkę jednak proszę zrozumieć, że policja ma swoje procedury chroniące przed chaosem. I mimo, że nawet niektórzy z mundurowych narzekają na nie to tak naprawdę doskonale wiedzą, że bez nich byłoby milion razy gorzej. No więc, proszę kontynuować. Poszli państwo na policję i co potem.
- Wracaliśmy do domu i podczas całej tej drogi dzwoniliśmy do wszystkich szpitali czy nie przyjęli Kasi na oddział.
- Rozumiem, teraz poproszę państwa abyście cofnęli się jeszcze raz do momenty jej wyjścia z domu. Czy w jej zachowaniu było coś niecodziennego.
- Wszystko – odpowiedział mężczyzna – Ale przecież to normalne, że czuje się tremę przed rozpoczęciem przedstawienia które się tworzyło i od którego zależy kariera.
- Kariera?
- No tak, gdyby się nie powiodła to nasze środowiska mówiłyby o tej klapie przez wiele lat aż ktoś przebiłby ten koszmar.
- Uważa pan, że zabawa córki byłaby niewypałem?
- Oczywiście inaczej dlaczego wszystko chciała zrobić sama i nawet nie chciała słyszeć o pomocy. Nawet nie chciała organizatorki którą dla niej zatrudniliśmy. Wyobraża pan sobie – oburzył się- zatrudniliśmy organizatorkę która tworzyła gale i imprezy dla gwiazd i artystów największego formatu a ona nie przyjęła jej pomocy. Ech ta dzisiejsza młodzież.
- Och nie bądź dla niej taki surowy – odezwała się pani domu – mówiłam ci abyś zatrudnił organizatora który załatwiłby koncert na żywo ale nie ty uparłeś się na organizatorkę od teatrów i oper.
- Ponieważ, sztuka ta jest ponadczasowa.
- Proszę państwa – przerwał im detektyw – czy mógłbym zajrzeć jeszcze do pokoju waszej córki. Może natrafię tam na jakiś ślad.
- Ależ oczywiście, Benie zaprowadź na detektywa do pokoju panienki.
- Oczywiście madame. - odpowiedział kamerdyner który zjawił się dokładnie w tej sekundzie gdy wypowiadała jego imię. Gdy mężczyźni byli przed pokojem dziewczyny Ben otworzył drzwi kluczem i powiedział – Pani zakazała wchodzić do tego pokoju i cokolwiek ruszać od czasu gdy panienka zniknęła. W sumie to nie dziwię się, pewnie uciekła razem ze swoim chłopakiem Piotrem Lesieckim.
- Dlaczego nie powiedziano mi o tym?
- Ponieważ państwo go nie akceptują, on jest z innych warstw społecznych. Mieszka na osiedlu w północnej części miasta – w tym momencie rozległ się dzwonek – oho, państwo dzwonią, gdy skończy pan oglądać pokój proszę zamknąć drzwi na klucz. - powiedział po czym odwrócił się i odszedł. Detektyw natomiast otworzył szerzej drzwi i wszedł do pokoju dziewczyny którą miał nadzieję odnaleźć. Przy okazji każdych poszukiwań miał taką nadzieję.

Rozdział 3

Gdy wszedł do pokoju od razu zamknął za sobą drzwi. Rozejrzał się po pomieszczeniu, widać było, że pochodzi z zamożnej rodziny ale ogólnie bardzo typowy pokój nastolatki. Oprócz drzwi którymi wszedł pokój miał jeszcze dwoje innych, jedne jak się okazało prowadziły do dużej garderoby, drugie natomiast do łazienki. Mężczyzna wyjął z kieszeni lateksowe rękawiczki, jeszcze jeden nawyk z czasów pracy w policji, pora rozpoczął przeglądanie pokoju. Po godzinie usiadł przy komputerze i zaczął przeglądać zawartość dysku. Pierwsze co otworzył była skrzynka pocztowa. Nie znalazł tam nic szczególnego, tak samo na jej profilach w mediach społecznościowych. Typowa nastolatka, detektyw odchylił się na krześle i zamknął oczy gdy jego ręka powędrowała do skroni. W momencie kiedy układał kolejny ruch zbierania danych odezwało się powiadomienie, zerknął na monitor gdzie wyskoczyło okno kalendarza z zaznaczonym dzisiejszym dniem i tekstem "10.00 spotkanie z Piotrusiem", - planowałaś randkę na dziś. - wyszeptał a następnie cofnął kalendarz o dwa dni – a co takiego robiłaś w dzień zabawy? Ten dzień był pusty. Troszeczkę go to zaciekawiło, przecież jej rodzina twierdziła iż nie może się doczekać zabawy. Detektyw, wstał z krzesła i czym prędzej opuścił pokój. Mijając kamerdynera powiedział do niego "jeśli kobieta nie znajdzie się do jutra proszę zawiadomić policję, gdy tu przyjadą by zebrać informację proszę na nich jakoś wpłynąć aby zbadali jej pokój", następnie oddał klucz, pożegnał się i wyszedł. Dopiero za zakrętem gdy jechał samochodem a domu zniknął z widoku lusterka odprężył się. Postanowił odwiedzić Piotra Lesieckiego, może on widział dziewczynę a jak nie to może chociaż nakierowuje go na inny trop. Jednak wcześniej pojechał na miejsce gdzie miały odbyć się urodziny. Była to przyjemnie wyglądająca restauracja z dużym pomieszczeniem ale wyposażonym ze smakiem i wyczuciem stylu. Mężczyzna wszedł do środka i podszedł do kontuaru który pełnił również funkcję baru, przedstawił się i poprosił o spotkanie z menedżerem lokalu.
- To, ja. - odparła z uśmiechem kobieta za barem – czego pan szuka detektywie?
- Informacji.
- Jest pan oszczędny w słowach. Jakich konkretnie informacji?
- Kilka dni temu odbyła się tutaj impreza urodzinowa Katarzyny Krąg, chciałbym się dowiedzieć czy nie było w niej nic co uznała pani za nietypowe. A najlepiej by było jakbym mógł prosić o zgodę na przejrzenie zapisu z kamer z czasu zabawy.
- To będzie trudne, ponieważ żadnej imprezy u nas nie było.
- Ale rodzice dziewczyny byli pewni, że miała ona miejsce tutaj. Mówili, że wszystko załatwili.
- Z początku miała się wydarzyć, jednak dzień przed zaplanowanym wydarzeniem solenizantka zadzwoniła i odwołała ją.
- Czy podczas tej odmowy była zdenerwowana? Wystraszona? Nienaturalna?
- Nie, była całkowicie na luzie. Powiedziała, że bardzo przeprasza i, że zapłaci cenę na jaką była zaplanowana zabawa ale chciała się z kimś spotkać.
- Wie pani z kim?
- Nie pytałem, to nie moja sprawa. A tak w ogóle dlaczego jest pan tak bardzo zaciekawiony.
- Ponieważ dzień w którym miała być na zabawie było statnim w którym ktokolwiek ją widział. - a widząc strach w oczach kobiety dodał – ale proszę się nie martwić, bardzo mi pani pomogła. Dziękuję. - powiedział po czym wyszedł z restauracji. Wsiadł do samochodu i podjął przerwaną podróż na osiedle gdzie mieszka chłopak dziewczyny.
Osiedle składało się z ośmiu dziewięciu piętrowych bloków, niestety nie wiedział w którym bloku i gdzie dokładnie mieszkają. Jednak to akurat była prosta zagadka do rozwiązania gdy zauważył mały sklepik obok wejścia do bloku. Pięć minut później stał już pod odpowiednim blokiem i szukał na domofonie nazwiska chłopaka, na szczęście są tu jeszcze te stare typy urządzeń które przy spisie lokatorów mają guzik by łączyć z odpowiednim mieszkaniem, a nie takie gdzie z klawiatury wybiera się numer mieszkania albo jakiś inny kod. Nie usłyszał żadnego głosu w urządzeniu a tylko sygnał do otwarcia drzwi. Gdy wpadł na parter i zobaczył ile mieszkań na niego przypada wiedział już, że jego cel znajduje się na trzecim poziomie. Nie korzystał z windy, zresztą nie było to wysoko a tutejsza winda nie wydawała przyjemnych odgłosów/ Kiedy dotarł pod drzwi zapukał do nich i po otwarciu powiedział:
- Dzień dobry. Czy to mieszkanie państwa Lesieckich?
- Niczego nie kupuje. - brzmiała odpowiedź a mowa ciała odpowiadającego wskazywała, że to jego nazwisko.
- Nic nie sprzedaję, jestem prywatnym detektywem i chciałbym porozmawiać z pańskim synem. Mam nadzieję, że pomoże mi wyjaśnić pewną zagadkę.
- Aaa, w porządku niech pan wejdzie. - odparł mężczyzna już spokojniej – przepraszam, że tak na pana naskoczyłem, ale od jakiegoś tygodnia codziennie przychodzą tu akwizytorzy i próbują wcisnąć mi jakąś tandetę jakby to był co najmniej Święty Graal. Piotr jest w swoim pokoju. Tylko niech pan nie naciska go za bardzo, jego dziewczyna nie odzywa się do niego od pewnego czasu i on nie wie dlaczego.
- Chyba jestem mu w stanie pomóc w tej sprawie. - odparł detektyw po czym poszedł w stronę wskazanym przez ojca chłopaka. Mężczyzna zapukał do drzwi i wszedł po usłyszeniu cichego "otwarte", zobaczył młodego mężczyznę który leżał na łóżku obok którego w ramce widniało zdjęcie jego oraz Kasi Krąg, oboje mieli na sobie promienne uśmiechy i widać było, że im ze sobą dobrze.
- Piotr, jestem prywatnym detektywem chciałbym zapytać ciebie o kilka rzeczy. Chodzi o Kasię.
- Kasię? - powtórzył nieprzytomnie chłopak – Coś się jej stało?
- To właśnie próbuję ustalić. Wiem, że odwołała swoje urodziny ponieważ miała się z kimś spotkać. Wiesz kto to?
- Tak, ja. Ale odwołała to spotkanie. Mówiła, że rodzice nie chcą jej puścić, że nie pozwolą na mezalians społeczny
- A co na to Kasia? Czy też uważała was związek za coś złego?
- Nie, ale musiała słuchać rodziców, przynajmniej do osiemnastki. Mieliśmy udawać, że się nie lubimy, przynajmniej przed jej rodzicami, a po skończonej szkole wyjechać gdzieś i zamieszkać razem. A teraz ona nie odbiera ode mnie telefonów, nie pojawia się w szkole w ogóle znika i nie wiem gdzie jest.
- Też próbuje ją odnaleźć. - detektyw zapewniał chłopaka – Czy była ostanio jakaś inna?
- W jakim sensie?
- Wystraszona, zdenerwowana, przeczulona?
- Nie wydaje mi się.
- Kiedy spotkałeś ją ostatnim razem?
- Trzy dni przed dniem w którym mieliśmy świętować jej osiemnastkę.
- Wiesz, kto mógłby ją widzieć w ten dzień?
- Może Amelia?
- Dziękuję ci, bardzo mi pomogłeś. Jak przypomnisz sobie cokolwiek to zadzwoń do mnie – wręczył chłopakowi wizytówkę – nie ważne o jakiej porze, mam bardzo nieregulaminowy czas pracy.
Mężczyzna pożegnał się i wyszedł z pokoju oraz mieszkania a następnie poszedł do auta i skierował go do swego domu. Musi to wszystko poukładać zanim znajdzie koleżankę dziewczyny. Trzeba też odkurzyć dawne znajomości i sprawdzić czy uda się zlokalizować pojazd dziewczyny oraz to jaką trasę pokonał tego dnia.

Rozdział 4

Mężczyzna wyszedł na plac przed blokiem i gdy szedł do samochodu wiedział, że teraz czeka go najtrudniejsze zadanie. Nie mógł zjawić się u niej bez uprzedzenia a jednocześnie na długi czas zerwał wszelkie kontakty mimo wielu, naprawdę wielu prób rozmów. No nic – pomyślał – do odważnych świat należy. Jeśli zacznie na mnie krzyczeć, cóż ma do tego pełne prawo.
Detektyw wsiadł do samochodu wyciągnął telefon i uruchamiając tryb głośnomówiący, a raczej łącząc go ze swoim pojazdem wybrał jej numer. Czekał długie sześć sygnałów z rosnącym niepokojem. Aż wreszcie w głośnikach odezwał się znajomy głos.
- Ty to masz czelność. Sześć miesięcy milczenia i nagle dzwonisz jakby nigdy nic. I co pewnie mam ci w czymś pomóc?
- Właściwie – zaczął niepewnie – chciałem przeprosić cię za swoje zachowanie i może dałabyś się zaprosić na... - spojrzał na zegarek - ...wczesny obiad. Tak w ramach zadośćuczynienia za moje wcześniejsze zachowanie.
- I myślisz, że jeden obiad cokolwiek załatwi?
- Nie, ale sądziłem, że będzie dobrą podstawą do odbudowania tego co zniszczyłem. Wiesz Niki, ja naprawdę żałuję swego zachowania ale sama wiesz co się stało i jak wiele ona dla mnie znaczyła.
- Na miłość boską, a niby dlaczego starałam się z tobą skontaktować. Bałam się, że zrobisz sobie coś złego albo co gorsza innym. - przerwała i przez dłuższą chwilę milczała a w głośnikach słychać było tylko jej oddech – Dobra, masz szczęście, że nadal cię lubię. Chociaż nie wiem czy na to zasługujesz. Będę za dziesięć minut w restauracji "Bajka", i lepiej abyś nie wystawił mnie do wiatru.
- Na pewno przyjadę – zerknął na nawigację na której znalazł rzeczony lokal – GPS mówi że dojadę tam za 6 minut. I Niki – zrobił przerwę gdyż następne słowa przyszły mu niejako z trudem – dziękuję, że dałaś mi szansę.
- Podziękujesz jak się spotkamy, to ostatnia szansa i pamiętaj, że drugiej nie będzie. - Po czym kobieta rozłączyła się. Mężczyzna odpalił samochód i ruszył w kierunku wyznaczonego celu myśląc o tym, że rozmowa poszła lepiej niż się spodziewał. Tak naprawdę był gotowy dzwonić cały czas mimo odrzucania czy nie odbierania połączeń, a dopiero po dziesiątym nieodebranym pojechać do niej do pracy. Mimo, że nie poprosił jej o pomoc teraz to wiedział, że gdy przejdzie jej złość pomoże mu. No może nie miał stuprocentowej pewności, raczej miał jej tak z sześćdziesiąt procent a reszta to była nadzieja. Rozmyślał tak przez całą drogę oraz przez moment parkowania samochodu, tak naprawdę to nawet nie pamiętał kiedy to uczynił. Wyszedł z samochodu i skierował się do restauracji. Usiadł w wydzielonej części przed wejściem ponieważ pogoda była tak dobra, że nie chciało mu się wchodzić do środka. Po chwili przyszła kelnerka i z uśmiechem spytała czy nie przynieść mu karty. Detektyw pomyślał który to uśmiech, czy taki dla każdego klienta czy może tylko dla niego. To była szybka myśl a za nią przyszła odpowiedź na jej pytanie "Nie trzeba, czekam na kogoś, czy mógłbym prosić na razie o mocną kawę?". Kelnerka uśmiechnęła się tym razem inaczej i wiedział już, że to był uśmiech dla niego oraz odparła "oczywiście, zaraz przyniosę". Cztery minuty później popijając kawę, która smakowała wybornie zauważył Nikolę idącą w kierunku restauracji, jeszcze go nie zauważyła, wstał by wywołany ruch wzbudził jej zainteresowanie i skupił wzrok. Podziałało, przez jej twarz przebiegł lekki uśmiech, ale w następnej sekundzie zniknął. Podeszła do niego i przez chwilę stali naprzeciwko nie wiedząc czy podać sobie ręce czy przytulić się. W końcu zrobili najpierw jedno a potem drugie. Następnie mężczyzna odchylił jej krzesło a kiedy już siedziała zajął swoje miejsce naprzeciwko niej. Kelnerka wzięła od nich zamówienie po czym odeszła by przekazać jest do kuchni. Para przez pewien czas milczała, do czasu gdy detektyw nie mogąc dłużej wytrzymać powiedział:
- Dobrze wyglądasz, nowa posada ci służy.
- Wiedziałeś o moim awansie? - spytała kobieta zupełnie ignorując pozostałą część.
- Strzępy informacji. Ale tak między nami, w pełni zasłużyłaś na stanowiska szefowej komisariatu. Nie wyobrażam sobie nikogo lepszego na tym miejscu.
- No nie wiem, była sprawa w której byłam "ciągana za nos" przez głównego złego.
- Wszyscy byliśmy – powiedział detektyw spuszczając głowę – to była akcja przemyślana w najmniejszych szczegółach i żaden aspekt nie był pozostawiony przypadkowo – dokończył szepcząc.
- Może nie wszystko – powiedziała Nikola wyciągając do niego rękę i dotykając jego dłoni – może ona naprawdę coś do ciebie czuła.
- Nie wiem, przez długi czas to tym zajściu nienawidziłem całego świata i nie chciałem nikogo słuchać – mówił nieznacznie podnosząc wzrok i spoglądając na dłoń Niki – a później byłem niczym automat. Wiesz spać, jeść, pracować, powtórz. Bez emocji. Bez pamięci. Bez celu. Zupełnie jakbym był w jakimś transie z którego dopiero niedawno udało mi się wyrwać. Niki, ja – znowu przerwał patrząc w jej wielkie niebieskie oczy, te same które wpatrzone były w niego kiedy w akademii grał w siatkówkę, te same które mówiły mu wtedy o niej wszystko, a teraz zamknęły wszelkie uczucia i tylko czekały -, ja potrzebuję twojej pomocy. Tak naprawdę w dwóch sprawach. Zrozumiem jeśli mnie znienawidzisz i gdy wypowiem swoje prośby rzucisz we mnie daniem które masz przed sobą i na deser doprawisz moim a potem powiesz, żebym nigdy już się do ciebie nie odzywał i że dla ciebie ja nie istnieję. Jednak muszę o to poprosić. Chciałbym abyś pozwoliła mi ze sobą rozmawiać i przebywać w twoim towarzystwie oraz obserwować pracę komisariatu, czuję że to może mi pomóc...
- Stefan... - weszła mu w słowo Nikola - ... jestem tu dlatego, że chcę ci pomóc. Tak byłam na ciebie zła i zraniłeś mnie swym zachowaniem ale rozumiałam to. I oczywiście, że będziemy mogli się spotykać.
- Niki, jesteś wspaniała. Dziękuję – zająkał się ze wzruszenia – Naprawdę dziękuję.
- A jaka jest ta druga sprawa?
- No cóż, przyjąłem pewną sprawę i potrzebuję twojej pomocy w zlokalizowaniu samochodu zaginionej dziewczyny.
- Co to za dziewczyna.
- Katarzyna Krąg, jechała swoim BMW Coupe, nie wiadomo gdzie. Jej rodzice mówili, że na po przyjaciół i na imprezę urodzinową ale ona w tajemnicy ją odwołała kilka dni wcześniej. Czy mogłabyś znaleźć samochód, to drogi model więc pewnie ma wbudowaną nawigację aby łatwiej go znaleźć.
- Może i łatwiej, ale na pewno nie łatwo. - odparła policjantka – Ale wiesz co, zrobię dużo więcej. Zjedzmy teraz obiad zanim całkiem wystygnie a później zobaczysz o co mi chodzi – dodała z uśmiechem, lekkim i niewymuszonym. Takim jaki Stefan w niej lubił najbardziej.

Rozdział 5

Pół godziny później wyszli z lokalu po czym mężczyzna zapytał Nikoli czy przyjechała samochodem, kiedy dowiedział się, że nie zaproponował iż odwiezie ją tam gdzie będzie chciała. Ta tylko uśmiechnęła się i razem ruszyli do samochodu. Gdy już wsiedli, detektyw zapytał o adres docelowy a następnie ruszył w jego kierunku.
Celem ich podróży okazał się komisariat policji który Nikola dostała pod swoją komendę. Kiedy mężczyzna wszedł do środka zalała go fala wspomnień. Każda kostka w podłodze, każda lampka, każde biurko. To wszystko przypominało mu lata gdy sam tu pracował i mimo nie zgadzania się na niektóre zasady każdego roku starał się być jednym z najlepszych. Z różnym skutkiem. Pamiętał jakby to było wczoraj gdy rozmawiał na ławie w poczekalni z kobietą którą później próbowała rozmawiać policyjna psycholog. Po jakichś dwóch godzinach przyszła do niego z pytaniem "Jak udało ci się nakłonić ją do odezwania się?", okazało się, że kobieta została brutalnie wykorzystana podczas swojej osiemnastki. Stefan pamiętał, że rozmawiał później z tą kobietą przez dłuższy czas, jednak jakiś czas później jego uwagę pochłonęła sprawa którą aktualnie mu zlecono. Jego pierwsza w której miał pokierować grupą śledczych. Zakończenie tej zagadki nie było takie jak chciał.
Mężczyzna chodził po całym komisariacie niczym w transie, przypominając sobie wszystkie sceny, kiedy jego oczom ukazała się postać patolog, była do niego odwrócona tyłem i rozmawiała z Nikolą która wyprzedziła go mówiąc, żeby przyszedł do jej gabinetu gdy znajdzie się na siłach. Zorientowawszy się, że pani komendant patrzy na niego przytknął palec do ust a następnie nachylił się nad doktor i powiedział jej do ucha:
- Świetnie pani wygląda, pani Paulino. - kobieta odwróciła się a widząc detektywa przez chwilę nie mogła wyrzucić z siebie żadnego słowa, a kiedy już pierwszy szok minął przytuliła mężczyznę po czym odparła – Od kiedy jesteśmy na "pan/pani"?
- Wiesz.. - zaczął mężczyzna uśmiechając się - ... nie bardzo wiedziałem jak zareagujesz na mój widok.
- Mogłeś zadzwonić to byś się dowiedział. A tak w ogóle to co cię sprowadza?
- Zaprosiłam go. - wtrąciła się Nikola.
- Utrzymujecie kontakty? A myślałam. Że zerwał wszystkie.
- Zerwał do dzisiaj. - obroniła się komendant – Zaprosiłam Stefana ponieważ prosił mnie o pomoc.
- A ty pewnie od razu się zgodziłaś? - zaczęła Paulina – zawsze byłaś dla niego miękka.
- Nie od razu, ale gdybyś widziała sposób w jaki poprosił o pomoc i to jaki był nieswój to rozumiałabyś dlaczego się zgodziłam. Jednak nic za darmo. - dodała z tajemniczym uśmiechem.
- Ocho, mam się zacząć bać? - spytał detektyw.
- Pomogę Tobie, ale pod warunkiem, że przy tej sprawie będziesz partnerem dla jednej z policjantek.
- Pracuję sam. Pamiętasz jak skończyła moja poprzednia partnerka?
- To cytat z jakiegoś filmu? - spytała Nikola – Jeśli tak, to wyjątkowo kiepski. Nawet jak na te które oglądasz. Posłuchaj ona jest naprawdę bardzo obiecującą policjantką. Potrzebuje tylko kogoś kto pokaże jej różnice pomiędzy wyobrażeniami z akademii a rzeczywistością. W zamian oficjalnie zajmiecie się tą sprawą.
- To znaczy ja i ta policjantka?
- Nie. Ona dostanie sprawę zaginięcia a ty oficjalnie będziesz jako, powiedzmy konsultant. Wiesz przecież, że już nie jesteś w czynnej służbie i nie możesz pracować przy śledztwach. Ale to tylko oficjalnie a naprawdę to będą mnie interesować tylko wyniki.
- Tylko wyniki? Od kiedy tak ci na nich zależy?
- Od kiedy mam na głowie komisariat i obcinanie finansów za zbyt małą domykalność spraw. - dodała lekko zgryźliwie – chodź przedstawię was sobie. Paulinka, idziesz z nami?
- To kuszące, ale muszę sprawdzić jak stażyści poradzili sobie z zadaniem które im zostawiłam. Do zobaczenia później. Stefan, cieszę się, że cię zobaczyłam. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś porozmawiamy.
Poszli razem do gabinetu Nikoli, gdzie ta wyjaśniła mu na czym polega bycie konsultantem oraz, że to jego partnerka będzie dowodzić w terenie. Może się przyglądać oraz brać czynny udział w śledztwie ale to ona ma broń i odznakę i aby nawet nie mówił, że też ma pozwolenie na broni ćwiczy regularnie ponieważ nie o to chodzi. Następnie powiedziała mu, że śledcza z którą będzie pracować już dostała zlecenie na odnalezienie zaginionej i aktualnie jest u jej rodziców pytając o to co robiła w ostatnich godzinach, kiedy detektyw wtrącił, że rozmawiał z państwem Krąg zadzwonił telefon. Nikola przeprosiła go i odebrała po czym pokazując Stefanowi by się nie odzywał włączyła tryb głośnomówiący:
- O co chodzi?
- Jestem u rodziców tej zaginionej dziewczyny. U nich był wcześniej jakiś facet, który pytał ich o to samo co ja a następnie poszedł do jej pokoju. Czy mamy wolnego człowieka od portretów pamięciowych? Może to sprawca chce wymazać wszelkie ślady.
- A dowiedziałaś się czegoś o dziewczynie, czy może wypytywałaś tylko o tego tajemniczego – przy tym słowie Nikola zrobiła rękoma cudzysłów -, mężczyznę?
- Pani komisarz, dowiedziałam się kilku rzeczy ale naprawdę wydaje mi się podejrzane, że ten facet kroczy tymi samymi ścieżkami co my. A jak będzie nas wodzić za nos. Powinniśmy coś z tym zrobić. - Detektyw w tym czasie wyjął swoje notatki z wewnętrznej kieszeni i podał je bez słowa Nikoli.
- Dobra, co mówili o tym facecie? - odparła zrezygnowana.
- Że wypytywał ich o to co ich córka robiła w dzień zaginięcia z kim się spotkała i tak dalej. Podobno jest prywatnym detektywem, ale przecież każdy może tak powiedzieć. Przecież on nawet nie dał im swojej legitymacji.
- I nie musiał. Rodzina go wynajęła. - ucięła Nikola – wróć na komendę, mam dla ciebie nowe informację.
- Ale skąd pani wie... - przerwała policjantka, a po chwili dodała – on tam jest.
- Przekonasz się, gdy przyjedziesz. - Odparła po czym rozłączyła się i zwróciła do Stefana – Co o niej sądzisz?
- Po tej krótkiej podsłuchanej rozmowie?
- Tak – odpowiedziała krótko – No więc?
- Cóż, wydaje się inteligentna, ale to nie jest nic dziwnego zważywszy na to, że przeszła sieczkę w akademii i dostała przez gąszcz kandydatów do twojej komendy. Trochę martwi mnie, że spytała ciebie o wolnych speców od portretów pamięciowych.
-Może szanuje piramidę władzy?
- Nie, to raczej jakby pytała ciebie czy jej podejrzenia mogą mieć w sobie jakieś fragmenty prawdopodobieństwa. Powinna bardziej wierzyć w swój instynkt. Jednak należy pamiętać, że to tylko krótka rozmowa a ja nie wiedziałem tej kobiety na oczy, więc moje spostrzeżenia mogą być fałszywe. Dodatkowo wydaje się lekko zamotana na punkcie tego "tajemniczego" – zrobił cudzysłów rękoma – mężczyzny. Tylko nie wiem czemu nie poprosiła o techników którzy znają jej pokój a skupiła się na mnie.
- Może wydałeś się jej groźniejszy. Pamiętasz zasadę "złap sprawcę a znajdziesz ofiarę"?
- Tak, ale rzeczywistość jest taka, że jak złapiesz sprawcę to ten nie piśnie nawet słówka dopóki jest choć cień szansy na odnalezienie ofiary żywej. Pamiętasz grabarza?
- Tak, chociaż wolałabym zapomnieć. - powiedziała i wyszła na chwilę z gabinetu – gdy wróciła odparła do Stefana iż policjantka tutaj przyjdzie a w tym czasie powinni porozmawiać o czymś przyjemnym.

Rozdział 6

Jakieś piętnaście minut później do gabinetu Nikoli weszła ciemnowłosa kobieta. Gdy tylko przekroczyła ona próg pomieszczenia detektyw wstał a następnie czekał aż pani komendant ich sobie przedstawi. Kobieta spojrzała na mężczyznę badawczo po czym zwróciła się do Nikoli:
- Chciałaś mnie widzieć.
- Tak - potwierdziła - chodzi o sprawę którą prowadzisz. Dostaniesz partnera, dzięki temu zyskasz inne spojrzenie na sprawę.
- Partnera? Ale po co? Przecież dobrze wiesz, że lepiej pracuje mi się solo i w ogóle nie lubię duetów.
- Mówiłam ci - Nikola powiedziała do mężczyzny - Jest podobna do ciebie i na pewno znajdziecie wspólny język.
- Byłoby miło Niki, ale jeśli oficer śledcza nie życzy sobie pomocy to może…
- Żadnych może - wpadła w słowo Nikola - na dłuższą metę praca w zespole pomoże Wam obojgu. - Zamilkła na chwilę po czym dodała - A zapomniałam Karolina-Stefan, Stefan- Karolina.
Partnerzy uścisnęli sobie dłoń a potem ponaglani przez Nikolę opuścili jej gabinet. Kobieta poszła w kierunku biurek i usiadła z jednym z nich po czym zaczęła wypełniać jakieś papiery. Mężczyzna wziął krzesło i usiadł naprzeciwko niej a następnie wpatrywał się w nią. Przez dłuższą chwilę słychać było tylko skrobanie długopisu po czym kobieta położyła, może trochę zbyt głośno, długopis na blacie i spytała:
- Długo tak zamierzasz się na mnie gapić? Ja próbuję pracować.
- Widzę, ale jak wypełnianie papierów pomoże odnaleźć tę dziewczynę?
- Jeśli już chciałbyś wiedzieć. To czekam na telefon od znajomego z centrali którego poprosiłam o skontaktowanie się z firmą ochroniarską aby udostępnili nam zapis z nawigacji w samochodzie zaginionej.
- Bierzesz pod uwagę inne opcje?
- Jakie inne opcje?
- No wiesz, porwanie, morderstwo, nieudany napad?
- Wydajesz się dobrze poinformowany.
- Podejrzewasz mnie? Daj spokój chcę ją odnaleźć tak samo jak ty.
- No nie wiem, Zjawiasz się na komisariacie a szefowa mówi byśmy pracowali razem i dzielili się informacjami. To podejrzane. Co was łączy?
- Nas? Znaczy mnie i Niki?
- Tak - potwierdza policjantka - No wiesz, zwykle nikomu nie pozwala mówić do siebie Niki. Zawsze albo per “ty”, albo pani komendant. Tak więc co was łączy? Byliście parą?
- Nic z tych rzeczy. Byliśmy w jednej grupie w akademii a potem podczas pracy w różnych komisariatach w końcu trafiliśmy do jednego. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- I nigdy nie było u was nic więcej?
- Nie. Świetnie się dogadujemy i czujemy swobodnie we własnym towarzystwie. Nie potrzebujemy aby dochodziły tam jakieś uczucia czy sprawy sypialne.
- Coś ukrywasz - mówi śledcza - ale wydaje się, że mówisz prawdę. W porządku… - zaczęła mówić ale w tym czasie zadzwonił telefon który odebrała - Karolina Mocna, słucham. Co takiego? Gdzie? Od dawna? Już tam jadę - popatrzyła na mężczyznę - znaczy jedziemy. - Po czym odłożyła słuchawkę. - Znaleziono samochód dziewczyny, natknął się na niego jeden z naszych patroli. Chodź, może uda nam się coś znaleźć zanim dostaniemy dane z GPS’a.
- Gdzie znaleziono pojazd?
- I tu zaczyna się robić dziwnie. Kojarzysz most na południowym krańcu miasta?
- A jakże most samobójców. Przynajmniej do czasu gdy zamontowano dodatkowe kamery i potrojono patrole. Chyba nie myślisz, że ....
- Nie wygląda na to. Chociaż to niewykluczone. Jednak jest plus, jeśli ona tam była to kamera na pewno ją uchwyciła i w końcu znajdziemy jakiś punkt zaczepienia. A poza tym chcę obejrzeć jej samochód przed technikami.
- Nie ufasz im?
- Ufam, ale nie lubię czytać raportów, wolę sama zobaczyć.
- Ja tak samo - powiedział Stefan i uśmiechnął się, kobieta również odpowiedziała mu uśmiechem myśląc, że może jednak ta współpraca to nie był taki zły pomysł. Rzadko się uśmiechała a ten nowo poznany mężczyzna miał w sobie coś dzięki czemu łatwo się z nim rozmawiało. Musiała przyznać rację pani komendant, umie znajdować przyjaciół. Ta rozmowa miała miejsce w trakcie szybkiego spaceru do samochodu kobiety, wstali praktycznie w momencie odłożenia słuchawki telefonu przez śledczą. Kiedy znaleźli się w samochodzie i kobieta ruszyła, wpadło jej do głowy pytanie.
- Masz broń?
- Oczywiście. Pistolet - mężczyzna odchylił lewą stronę marynarki ukazując kaburę z bronią - nigdy się z nią nie rozstaje.
- Legalna?
- Za kogo mnie masz? Czy w towarzystwie śledczej miałbym przy sobie nielegalną broń i jeszcze się nią chwalił, albo co gorsza chodził po komendzie z bronią z niepewnego źródła.
- Nie, masz rację. Nie wyglądasz na takiego. Chciałam tylko mieć pewność, że w razie ostateczności będziesz chronił moje plecy.
- Teraz jesteśmy partnerami więc to się rozumie samo przez się.
- Oficjalnie tylko pomagasz.
- No tak, ale to nie zmienia faktu, że będę pilnować aby nic ci się nie stało.
- Ok, a ty możesz być pewny, że sprawdzę co na ciebie mamy.
- Ja niczego nie ukrywam - powiedział Stefan - są rzeczy o których nie chcę rozmawiać ale nie ukrywam tego.
- W porządku - podsumowała śledcza - wrócimy do tej rozmowy, jak dowiem się o tobie więcej a na razie, - zrobiła wymowną pauzę - jesteśmy na miejscu.
Wysiedli z samochodu i podążyli w kierunku dwójki policjantów stojących obok granatowego z refleksami w różnych odcieniach niebieskiego BMW Coupe o numerze rejestracyjnym KASIA 01. Piękne auto, pomyślał detektyw, sportowa dwuosobowa wersja, wyjął z marynarki lateksowe rękawiczki a łapiąc spojrzenie śledczej podsumował tylko “no co, przezorny zawsze zabezpieczony”, ta, tylko przewróciła oczami i ubierając własne rękawiczki podeszła za mężczyzną do samochodu “Ty od pasażera, ja kierowcy”, powiedziała po czym sięgnęła za klamkę orientując się, że samochód jest otwarty.

Rozdział 7

Nasza para bohaterów przeglądała fotele w samochodzie a także każdy element pojazdu. Gdy Karolina przeszła na tył pojazdu aby sprawdzić bagażnik Stefan uznał, że sprawdził większość elementów na tyle dokładnie, że może zaryzykować otwarcie schowka. Znalazł tam komórkę, tablet oraz notatnik. Dziwne, żeby młoda kobieta ruszała się gdziekolwiek bez telefonu. Mężczyzna włączył urządzenie, a raczej próbował włączyć niestety bateria była pusta. Jego wzrok powędrował do tabletu, który na szczęście miał jeszcze trochę baterii. Detektyw od razu włączył kalendarz na datę zaginięcia dziewczyny gdzie było zaznaczone spotkanie z jej chłopakiem o godzinie szesnastej.
- Pani detektyw - powiedział do Karoliny będącej nadal z tyłu - o której mniej więcej zaginęła dziewczyna?
- Między 16 a 17, a co?
- Ponieważ o tej porze miała spotkać się ze swoim chłopakiem. Dlaczego on nie mówił o tym.
- Może dlatego, że nie byliśmy u niego.
- Ja byłem, rozmawiałem z nim. Dał mi kilka informacji ale nie mówił, że miał się z nią spotkać.
- A o czym ci mówił? - kobieta spytała zaciekawiona przerywając sprawdzanie bagażnika i podchodząc do niego.
- Mówił, że ona odwołała spotkanie z nim aby spotkać się ze swoją koleżanką - detektyw zajrzał do notatek - Amelią Słowik, jednak według terminarza tabletu wcale nie odwołała spotkania.
- Może go nie aktualizowała? A co na to jej telefon?
- Rozładowany. - odparł detektyw podając jej urządzenie w woreczku na dowody - może w laboratorium naładują i uruchomią ją. Mam też notatnik, ale jest on zapisany szyfrem i nie mam na razie pojęcia jak go złamać.
- Szyfrem? Po co miałaby korzystać z szyfrowania odręcznych notatek? Pokaż mi ten zeszyt. - powiedziała kobieta i wyciągnęła rękę po notatnik który znalazł się po chwili w jej dłoni, otworzyła go, przyglądała się przez chwilę, przekartkowała po czym zamknęła i wrzuciła do woreczka na dowody. - W biurze mamy speców od kryptografii, oni na co dzień zajmują się łamaniem szyfrów, dla nich będzie to bułka z masłem.
Kiedy, trzydzieści minut później zakończyli badać pojazd skierowali się do policyjnego laboratorium a przed wejściem do środka Stefan powiedział aby kobieta poszła sama po czym oparł się o samochód rozmyślając nad kolejnym krokiem. Szczerze to tak naprawdę mógł spokojnie oddać pałeczkę Karolinie i dzięki pomocy Nikoli towarzyszyć jej w śledztwie. Przecież ona świetnie sobie radzi, już w samochodzie zadzwoniła do członków swojego zespołu by znaleźli dla niej adres koleżanki dziewczyny. A także powiedziała, że pojedziemy do Piotra Lesieckiego aby go przesłuchać, tym razem oficjalnie jak to powtarzała z naciskiem. Stefan już zapomniał jak to jest pracować w zespole i móc liczyć na innych, racja mówił, że pracuje solo ale tak naprawdę zawsze miał ze sobą osoby do których mógł się zgłosić aby znaleźli dla niego informację czy ukazali inny punkt widzenia. Kiedy tak rozmyślał wpadła mu do głowy nagła myśl, tak szybko, że wyprostował się i złapał za głowę. po czym zjechał po twarzy dłońmi. Następnie chodził niecierpliwie w jedną i drugą stronę aż kobieta wyjdzie przed budynek. Kiedy w końcu się zjawiła podszedł do niej szybko i spytał:
- Co było nie tak z samochodem?
- Słucham? - odpowiedziała pytaniem zaskoczona.
- BMW, tej dziewczyny. Z nim było coś nie tak. Co?
- Nie wiem - odparła cofając się o pół kroku - był brudny?
- Był otwarty!! czy policjanci go otworzyli? A może zostawiłabyś takie auto na kilka dni na ulicy bez zamykania.
- O mój Boże, masz rację. - powiedziała kobieta, po czym sięgnęła po telefon i zadzwoniła po techników - Cześć, zabraliście już auto zaginionej? Tak, świetnie, czy ktoś majstrował przy zamku? Nie przy kierownicy, na drzwiach. - kobieta ze zdenerwowania ściskała telefon i przyciskała go do ucha. - Nie. Jesteś pewny. Dobra, dzięki. Jak znajdziesz coś to zadzwoń do mnie. - rozłączyła się i spojrzała na Stefana, nie musiała nic mówić jej spojrzenie mówiło aż zbyt głośno to co powinno.
- Czyli ktoś miał klucz - powiedział detektyw.
- Albo nikt nie majstrował, słuchaj zanim wpadniesz na kolejny genialny pomysł na ulicy nie ma monitoringu ale policjantom udało się znaleźć sklep którego kamera zewnętrzna wychwytuje samochód. W tej chwili jest ono wysyłane na komisariat.
- A co z chłopakiem i koleżanką zaginionej?
- Z nimi również porozmawiamy, nie bój się nie zapomniałam o nich. Wsiadaj do auta, jedziemy na komisariat.
- Nie, powinniśmy najpierw, porozmawiać z chłopakiem. - upierał się detektyw.
- Słuchaj no!! - powiedziała lekko podniesionym głosem - Nie ważne kim jesteś dla Nikoli, to moja sprawa a ty masz tylko pomagać. Nie będziesz mi rozkazywał. A więc masz trzy wyjścia. Po pierwsze, wsiadasz do auta i jedziemy obejrzeć nagranie. Po drugie, zostawiasz tę sprawę, nie wchodzisz nam w drogę i żyjesz swoim życiem. I po trzecie nie chcesz zostawić sprawy a ja oskarżam cię o utrudnianie śledztwa.
- Dobrze wiesz, że niczego nie utrudniam.
- Rany, jaki ty jesteś czasem irytujący. To trudny dzień więc słuchaj, nie ważne czy utrudniasz czy nie, zanim to sprawdzą minie dłuższy czas a ty nie będziesz mógł ruszać tej sprawy. My w tym czasie, kto wie, może nawet ją zamkniemy.
- A dziewczyna? - spytał detektyw.
- Powiedzieć ci co myślę. W porządku, wsiadaj do auta a w trakcie jazdy powiem tobie.
- Ok, ale najpierw spróbuj się uspokoić. - powiedział mężczyzna a wtedy śledcza spojrzała na niego a następnie podeszła i podała mu kluczyki mówiąc - ty prowadź, a ja wtedy będę mogła wytłumaczyć swój mały wybuch.

Rozdział 8

W drodze powrotnej na komisariat śledcza wyjaśniła mi, że ta sprawa przypomniała jej o innej, podobnej którą prowadziła na początku swojej kariery. W tamtej sprawie jednak dość szybko udało się dojść, że nie było to porwanie lecz dziewczyna ukryła się i próbowała popełnić samobójstwo. Napisała list, i zniknęła ze swego środowiska. Szczęście w nieszczęściu, że zabrakło jej odwagi na ten ostatni krok i policja ją odnalazła na czas. Karolina próbowała dowiedzieć się dlaczego dziewczyna próbowała odebrać sobie życie ale po jej odnalezieniu i umieszczeniu na oddziale zamkniętym szpitala gdzie zdiagnozowano u niej głęboką depresję i starają się ją wyleczyć, sprawa została zamknięta. A ona pewnie zrobiłaby własne, prywatne śledztwo ale została przydzielona do złapania seryjnego mordercy i gwałciciela. Gdy dojechaliśmy na posterunek to zanim wysiedliśmy z auta detektyw złapał ją za rękę i powiedział “może wcześniej powinnaś się uspokoić. Nadal wyglądasz na wzburzoną”, kobieta spiorunowała go wzrokiem i już miała odpowiedzieć jakąś kąśliwą uwagę w stylu “a ty co? psycholog?”, ale w jego oczach widziała autentyczną troskę przez co zdjęła dłoń z klamki po czym oparła się na oparciu fotela, zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich oddechów. Gdy otworzyła oczy zwróciła się do mężczyzny:
- Jak na nagraniu nie będzie żadnego punktu zaczepienia utkniemy w martwym punkcie.
- Daj spokój. Mamy jeszcze jej chłopaka i koleżankę.
- Dobrze wiesz, że zwykle od takich nic się nie dowiemy oprócz całkiem innego obrazu niż ten który przekazują rodzice.
- No to prześwietlimy jej środowisko i jeśli będzie trzeba prześledzimy każdą sekundę ostatniego znanego dnia.
- Kobieta tylko uśmiechnęła się delikatnie. Nie był to złośliwy czy sarkastyczny uśmiech a zwykły, naturalny bez żadnych podtekstów grymas. Po czym wysiedli z samochodu i skierowali się do środka budynku. Karolina poprowadziła Stefana do biura informatycznego gdzie była już jej ekipa wpatrzona w monitor na którym wyświetlone było nagranie z dnia zniknięcia. Na jej pytanie czy coś ją ominęło odpowiedziało jej tylko przeczące kiwnięcie głową jednego z nich. Stefan trzymał się na uboczu ale w taki sposób by widzieć nagranie. Nie było idealne, samochód nie był widoczny w całości ale tylko jego połowa. Na szczęście była to ta od strony kierowcy. Nasza ofiara siedziała w zaparkowanym samochodzie i rozmawiała przez telefon. - Dobrze przynajmniej, że nie robi tego w trakcie jazdy. - wtrącił detektyw.
- Robi, robi - odparł jeden z partnerów Karoliny nie odrywając oczy od ekranu. Ma bogatą kartotekę wykroczeń drogowych. Wystarczy jeszcze jedno małe przewinienie i “bye, bye prawo jazdy”. Ale trzeba przyznać teraz jest ostrożna. Ciekawe jak długo.
W tym momencie na ekranie kobieta pomachała do kogoś poza kadrem i rozłączyła po czym zniknęła na chwilę z kadru - tu prawdopodobnie chowa telefon do schowka - mówi śledcza wyciągając znalezione dokumenty i kładąc na blacie biurka. - Po przejrzeniu nagrania przejrzycie je - dodała po czym na nowo skupiła się na ekranie gdyż kobieta wyszła z samochodu i skierowała się w stronę drugiego końca kadru. Przy samej krawędzi uściskała jakąś kobietę, przynajmniej na to wskazywałyby jej ręce tuż po rozdzieleniu się z kobietą ofiara sięgnęła dłonią odchylając się lekko a następnie gdy jej dłoń znów pojawiła się na filmie trzymała bluzę mężczyzny przybliżając go do siebie i całując. Po skończonym pocałunku wyszła z kadru a detektyw podniesionym głosem rzekł:
- A to, kłamliwy gnojek.
- Kto? - spytali chórem pozostali.
- Jak to kto? Chłopak dziewczyny. Twierdził, że się nie spotkali.
- Twierdzisz, że jednak się spotkali? - Dopytywała śledcza
- Oczywiście. Ten którego pocałowała to ten z którym rozmawiałem.
- Dobra. W takim razie porozmawiamy z nim na komisariacie.
- Ale nie możecie go aresztować?
- Nie, nie możemy. I na razie grzecznie poprosimy o przyjazd na komisariat i odpowiedź na zadane pytania. Wiesz w sali przesłuchań ludziom różne rzeczy się przypominają. Tylko w związku z tym mam do ciebie małą prośbę. Nie będziesz uczestniczył podczas składania zeznań. Najlepiej aby nie widział cię. możesz być w drugim pomieszczeniu ale lepiej abym cię nie słyszała.
- Ależ pani detektyw, aż tak obawia się mnie pani.
- Nie chodzi o ciebie ale o to, że rozmawiałeś z nim poza normalnymi krokami. A tak w ogóle to kto wie może jak będzie sądził, że nie połączyliśmy sił powie coś gdzie będziemy mogli przyłapać go na kłamstwie.
- Jest jeszcze sprawa tej którą przytulała. Czy to możliwe, że był to nasz sprawca?
- Znasz statystyki. W większości przypadków porywaczami są osoby znające ofiarę.
- Tak, statystycznie gdy wychodzę z psem to każde z nas ma po trzy nogi. - odparł Stefan.
- Później wrócimy do tematu statystyki. - odparłą śledcza po czym pokazując na ekran monitora dodała - Dajcie to technikom, niech zrobią wszystko co w ich mocy aby poprawić jakość obrazu. Może znajdziemy jakiś szczegół po którym uda się scharakteryzować drugą postać.
- A.... - zaczął Stefan, ale Karolina uciszyła go unosząc dłoń i wybierając numer w telefonie.
- Dzień dobry, mówi Karolina Mocna czy dodzwoniłam się do pana Lesieckiego? Tak, świetnie. Prowadzę sprawę zniknięcia dziewczyny pańskiego syna. Czy jest w domu? Nie? A kiedy będzie? Chciałabym aby przyszedł na komisariat złożyć zeznania. Chcielibyśmy zapytać go o dziewczynę. Jak to już składał? Komu mówił, jak ten ktoś wyglądał? - przy tym pytaniu popatrzyła na Stefana z tajemniczym uśmiechem - Nie, nikogo takiego nie wysyłaliśmy. Czy mógłby pan jednak przywieźć syna, wtedy oprócz zeznań wezwalibyśmy rysownika aby opisać mu wygląd tego tajemniczego mężczyzny. Kiedy państwo będą, - przerwała słuchając odpowiedzi - za godzinę. Świetnie, będę na państwa czekała. Do zobaczenia. - Po tych słowach rozłączyła się. - widzisz i teraz sądzą, że jesteś “wolnym strzelcem” - przy tym stwierdzeniu kobieta zrobiła rękoma cudzysłów - i nawet jeśli nie zaufają policji to może jakiemuś facetowi prowadzącemu prywatne śledztwo.
- Sprytnie pani detektyw, mam nadzieję, że takie podejścia doprowadzą do szczęłiwego zakończenia.

John Scalzi - Serny Glob

Powieść która zaskoczyła mnie gdyż po zapowiedziach spodziewałem się iż będzie bardziej w klimatach komedii ale po skończonej lekturze stwie...