Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah J. Maas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah J. Maas. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 kwietnia 2022

Sarah J. Maas - Dom Nieba i Oddechu część 2 [PRZEDPREMIEROWA]

Ech, skończyłem tę powieść. I cóż jestem rozdarty nad tym czy chce poznać kolejne części tej historii. Jednakże jeśli chodzi o polecenie Wam tych powieści to dobrze by było byście kupowali od razu obie części tego tomu. Dzięki temu nie będziecie musieli czekać po skończeniu pierwszej aż przyjdzie do Was kontynuacja.


------------------------------------------------------------------------------
Okładka:


Wydawnictwo: Uroboros
Premiera: 1 czerwca 2022



----------------------------------------------------------------------------------------
Opis wydawcy:

W krwistej, zmysłowej i pełnej akcji kontynuacji bestsellerowego Domu ziemi i krwi, Sarah J. Maas snuje porywającą opowieść o świecie bliskim eksplozji i jego mieszkańcach, którzy zrobią wszystko, aby go ocalić.
Bryce Quinlan i Hunt Athalar wraz z wierną drużyną przyjaciół i tych, którzy ich wspierają, wchodzą na nowy poziom gry. To już nie jest tylko bunt przeciwko Asterii. Dzięki odkryciu przez Bryce najpilniej strzeżonej tajemnicy gwiezdnych najeźdźców sprawa nabiera kosmicznego wymiaru i wraca do korzeni – do historii Midgardu w jej niesfałszowanej wersji. Do prawdziwego pochodzenia ras. Bohaterowie już wybrali – będą walczyć o wszystko. Tyle, że wymiary tej walki przerastają to, czego do tej pory doświadczyli.

-------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Nie będę się powtarzał pisząc o elementach na które narzekałem w pierwszej części, jednak muszę przyznać iż ta zawiera więcej elementów tego drugiego wątku i mimo iż jest parę scen zbliżeń między głównymi postaciami o których pisać nie zamierzam ponieważ musiałbym na nowo narzekać. To dość szybko główny wątek przechodzi na poszukiwania oraz tego co odkryli. Nie będę tutaj o tym pisać ale ten wątek oraz w szczególności zakończenie książki sprawiło iż zacząłem na nowo myśleć o kontynuowaniu mojej znajomości serii Księżycowe Miasto. Chciałbym napisać dokładniej ale to stanowiłoby zbyt duży spoiler. Ale decyzje o poznaniu kolejnej części zostawię sobie do czasu gdy zostanie napisana i przetłumaczona. 
Czy polecam tę powieść? Jeśli znacie i lubicie pierwszy tom serii "Księżycowe Miasto", to tak? Jeśli lubicie lekką fantastykę z dużą, naprawdę dużą dawką romansu a w pewnych momentach nawet erotyki, ponieważ sceny głównych bohaterów trudno nazwać romansem, to tak. U mnie w pewnym momencie było ich zbyt wiele, ale to dlatego iż ja mam ogólnie awersję do takich scen i ich nagromadzenia. Jeśli zdołacie wybaczyć autorce, że 99% postaci występujących opisanych jest słowami "przepiękna", czy tym podobne oraz że nie są zbytnio skomplikowani to będziecie się dobrze bawić. 

Profil książki w serwisie lubimy czytać:

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu


piątek, 8 kwietnia 2022

Sarah J. Maas - Dom Nieba i Oddechu część 1 [PRZEDPREMIEROWA]

Mam za sobą ukończoną pierwszą część drugiego tomu Księżycowego Miasta. I jestem rozdarty nad oceną jaką mam jej wystawić. Z jednej strony podoba mi się wykreowany świat a z drugiej..., cóż postaram się w poniższej recenzji/opinii stanąć z boku i Wam pozostawiam decyzję sięgnięcia po książkę czy wybrania innej.

--------------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Uroboros
Premiera: 27 kwiecień 2022


-------------------------------------------------------------------------------------------
Opis wydawcy:

Bryce Quinlan i Hunt Athalar próbują wrócić do normalności. Bohaterowie, którzy uratowali Księżycowe Miasto, są zmęczeni. Po dramatycznych wydarzeniach marzą o normalnym życiu. Pragną zwolnić tempo. Pomyśleć o sobie. O przyszłości.
Asteri do tej pory dotrzymywali słowa, zostawiając tych dwoje w spokoju. Jednakże w miarę narastania buntu przeciwko Asteri władcy nasilają represje. Kiedy Bryce, Hunt i ich przyjaciele zostają wciągnięci w plany rebeliantów, stają przed wyborem: milczeć, gdy inni są uciskani, albo walczyć o to, co słuszne. Pokorne milczenie nigdy nie było ich specjalnością…
W krwistej, zmysłowej i pełnej akcji kontynuacji bestsellerowego Domu Ziemi i Krwi Sarah J. Maas snuje porywającą opowieść o świecie bliskim eksplozji oraz o jego mieszkańcach, którzy zrobią wszystko, aby go ocalić.

---------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

    Ta część Księżycowego Miasta dzieje się jakiś czas po wydarzeniach z pierwszej części. Nie powiem dokładnie ile bo to nie ma takiego znaczenia. Niestety za największą jej wadę moim uważam to iż nadal są tam bohaterowie pierwszego tomu czyli Bryce i Hunt. Tak prawdę mówiąc to książka byłaby dużo lepsza jakby skupiła się na tej drugiej części. Wybaczcie iż nazywam ją tak enigmatycznie ale uważam ją za największy plus i żałuje iż został on potraktowany jako plan drugi czy miejscami trzeci a na pierwszym planie jest ciągłe stwierdzenie głównych postaci jacy to ich partnerzy są piękny/idealni/seksowni i tym podobne. Mam wrażenie, że autorka przez połowę książki właśnie o tym pisze. Rozumiem, dlaczego ale takie ciągłe mówienie sprawia odwrotne wrażenie i w czytelnikowi rodzą się pytania "to jest fantasy akcji czy romans/erotyk z elementami fantastyki?". Naprawdę podoba mi się świat który pisarka stworzyła oraz ukazanie różnych kast czy ras w nim. Jednak nie wiem czy wezmę trzeci tom gdy już się pojawi. Głównie przez to ciągłe pisanie jacy to oni nie są seksowni, normalnie aż do obrzydzenia. W sumie to wszystkie postacie autorka opisuje jako "przepiękne", nie wiem czy w innych jej seriach też biegają postacie "bez skaz", jednak dla mnie jest to oznaka sztuczności świata i utrudnia wniknięcie w niego. Jednakże aby nie było iż narzekam, i to tylko na ten jeden wątek który w stanowi mniej więcej połowę powieści rozumiem, że takie coś może się niektórym czytelnikom podobać. Dla mnie jednak dużo ciekawszym jest wątek który został pokazany w prologu i gdyby cała książka traktowała tylko o nim poleciłbym każdemu kto lubi powieści w stylu detektywistyczne czy poszukiwanie skarbu w uniwersum fantastyki. Żałuje, że jest go tak niewiele ponieważ to właśnie on jest tym co przyciąga do książki a nie wzajemne wzdychania głównych bohaterów.
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu


Profil książki w serwisie lubimy czytać:

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Podsumowanie maj 2020

Cześć, nadszedł czas na podsumowanie kolejnego miesiąca. Ten miesiąc mimo nie obfitowania w dużą ilością książek jest dobry ponieważ praktycznie ostatni tydzień miesiąca nie czytałem nic. Przynajmniej nic nowego, a tylko brałem książki już minimum raz przeczytane.


Lista:

6. Sarah J. Maas - Dom Ziemi i Krwi - Księżycowe Miasto część 1 oraz część 2 [Przedpremierowo]

Jak widzicie jest tutaj sześć książek a szczególnie dumny jestem ze swojego egzemplarza dla mediów Księżycowego Miasta. Czarny Świt który był najlepszą książką w tym miesiącu będę mieć w wersji fizycznej dopiero w czerwcu i wtedy wszystkie książki autorki będą w mojej biblioteczce.

Ja jestem zadowolony z maja, a jak tam wasz miesiąc.




czwartek, 21 maja 2020

Sarah J. Maas - Dom ziemi i krwi - Księżycowe Miasto - Część 2 [PRZEDPREMIEROWA]

Nie mogłem wytrzymać i wziąłem się za przeczytanie drugiej części Księżycowego Miasta. Potraktujcie ten wpis jako uzupełnienie tego z części pierwszej.

-------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Uroboros
Seria: Księżycowe Miasto
Premiera: 3 czerwiec 2020

---------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Bryce Quinlan jest dziewczyną, która w połowie jest człowiekiem, a w połowie Fae. W świecie pełnym magii, niebezpieczeństw i ognistych romansów poszukuje zemsty! Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje dla handlarza antyków, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością jaką Lunathion – znane również jako Crescent City – ma do zaoferowania. Ale gdy bezwzględne morderstwo wstrząsa miastem, wszystko zaczyna się rozpadać – również świat Bryce.

----------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Tak na szybko to mógłbym napisać iż ta część trzyma poziom pierwszej jednak to troszkę za mało, nie uważacie? Jak część pierwszą porównałem do tych starszych kryminałów tak w tej jest dużo więcej scen akcji. A sama książka mogłaby być uważana jednocześnie za zamkniętą historię oraz część większego uniwersum. Cieszy mnie fakt iż kilka postaci niejako z tła postanowiło wyjść na drugi i trzeci plan i pokazać nam się w większej części. Jest kilka zwrotów akcji czy ..., nie o tym nie będę pisać. Jakbym miał napisać w skrócie jest to książka [a właściwie książki ponieważ odnosi się to do obu części] na dwa trzy dni przyjemnego wejścia w uniwersum wykreowane przez autorkę i całkowitego się w niej zatracenia. Oczywiście jakbym miał się do czegoś przyczepić to zbyt idealne zewnętrznie postacie. Wolałbym aby postacie miały jakieś wady, wtedy łatwiej by się było odnaleźć w tamtym świecie. Ale może w kolejnych książkach autorka zrobi coś w tym stylu. Poza tym coś mi mówi iż postacie mają taki a nie inny wygląd przez wybór grupy docelowej dla której pisarka kieruje swe dzieła. Czas spędzony przy lekturze nie został ani na chwilę zmarnowany i nie było sekundy abym żałował iż poznałem pióro Sarah Maas. 
Czy polecam tę książkę? Tak, ale podczas czytania zaopatrzcie się od razu w obie części.



Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Uroboros

Profil książki w serwisie lubimy czytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4924471/dom-ziemi-i-krwi-czesc-2

poniedziałek, 18 maja 2020

Sarah J. Maas - Dom ziemi i krwi - Księżycowe Miasto - Część 1 [PRZEDPREMIEROWA]

W piątek po południu czekała na mnie przesyłka, niestety nie miałem kiedy zacząć jej lektury w ten sam dzień. Ponieważ gdy skończyłem wszystkie zadania byłem taki padnięty, że nie miałem ochoty na nic poza spaniem. Ale sobota i niedziela to inna sprawa i oto przychodzę do was z przedpremierowym tekstem na temat pierwszej części Księżycowego Miasta.

-----------------------------------------------------------------------------------
Okładka:

Wydawnictwo: Uroboros
Seria: Księżycowe Miasto
Premiera: 20 czerwiec 2020

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Bryce Quinlan jest dziewczyną, która w połowie jest człowiekiem, a w połowie Fae. W świecie pełnym magii, niebezpieczeństw i ognistych romansów poszukuje zemsty!
Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje dla handlarza antyków, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością jaką Lunathion – znane również jako Crescent City – ma do zaoferowania. Ale gdy bezwzględne morderstwo wstrząsa miastem, wszystko zaczyna się rozpadać – również świat Bryce.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

 Ten tekst będzie inny niż większość dotychczasowych. Na swoje usprawiedliwienie podam iż jest to spowodowane podzieleniem Księżycowego Miasta na dwie części. W sumie nie dziwie się, egzemplarz powyżej tysiąca stron niewygodnie leży w dłoni ale przez to jestem rozdarty. Z jednej strony chciałbym polecić wam tę pozycję a z drugiej napisałbym zróbcie tak jak ja i zamówcie od razu obie części aby po skończonej lekturze części pierwszej nie wyczekiwać niecierpliwie na kolejną.
Ale dobra, wystarczy tego wstępu. Księżycowe Miasto jest miejscem gdzie żyją obok siebie przedstawiciele różnych ras. Nasza główna bohaterka Bryce, oszukała mnie. Niby podejrzewałem, że jej sposób bycia to pewnego rodzaju gra a nie znając jej przeszłości trudno było ją oceniać ale i tak udało się jej wywieść mnie na manowce i sprawić iż myślałem iż pójdzie to w inną stronę. Nie chcę za bardzo zagłębiać się w świat przedstawiony ale dlaczego wszystkie postacie tam muszą być wręcz idealne zewnętrznie. I to nie tylko w tej książce ale w wielu skierowanych do tej grupy odbiorców. Jednak nie o tym miałem pisać. Fabularnie książka jest powiedzmy, że kryminałem w tym fantastycznym mieście. I to bardziej z tych klasycznych gdzie jest mniej akcji a więcej śledztwa. Z tej przyczyny nie chcę nic pisać o zawartości książki ponieważ poszczególne elementy ładnie na siebie zachodzą. I nie ważne który z wątków wybierzecie jako główny.
Bohaterowie, tutaj mamy dwójkę postaci głównych i obie zostały bardzo wielowymiarowo napisane. Cała reszta postaci to tylko tło, jednak co zaskakujące przez złożoność postaci głównych czytelnik nie odczuwa aż tak bardzo tego, że na drugim i trzecim planie jest pusto a w tle jest duża ilość postaci.
Autorka jest doświadczoną pisarką o oddanej grupie fanów ale jeśli chodzi o mnie jest to mój pierwszy kontakt z jej piórem. Dlatego też mogę wam napisać iż strony w tej powieści były czytane dziesiątkami czy wręcz setkami. Same opisy mimo braku szczegółowości są wystarczające do zbudowania sobie obrazu zarówno postaci jak i miejsc.
Podsumowując, książka idealna na weekend gdy można odpocząć po tygodniu pracy i odciąć się od wszystkich spraw.
Profil książki w serwisie lubimy czytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4923601/dom-ziemi-i-krwi-czesc-1
Za książkę do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Uroboros
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Fragment książki:

Przed drzwiami galerii czekała wilczyca, co oznaczało, że był czwartek. To z kolei oznaczało, że Bryce była potwornie zmęczona, skoro ustalała upływ dni tygodnia na podstawie obecności lub nieobecności Daniki.
Ciężkie metalowe drzwi Griffin Antiquities zadrżały od uderzeń pięści wilczycy. Bryce dobrze znała te dłonie i wiedziała, że pomalowane na metaliczny fiolet paznokcie rozpaczliwie domagają się manicure. Chwilę później rozległ się ostry głos kobiecy, przytłumiony przez stal:
– Na Hel, otwieraj, B.! Ja pieprzę, jak tu gorąco!
Bryce, która siedziała przy biurku w skromnym salonie pokazowym galerii, uśmiechnęła się i wywołała obraz z kamer przed wejściem. Założywszy kosmyk czerwonych niczym wino włosów za szpiczasto zakończone ucho, powiedziała do interkomu:
– Czemu jesteś taka brudna! Wyglądasz, jakbyś przetrząsała kontener ze śmieciami!
– Co ty pierdzielisz? Że co niby robiłam? – Danika podskakiwała to na jednej nodze, to na drugiej. Jej czoło lśniło potem. Przetarła je brudną ręką, rozmazując krople czarnej cieczy.
– Przetrząsała. Zrozumiałabyś mnie, gdybyś kiedykolwiek wzięła książkę do ręki – powiedziała uśmiechnięta Bryce i wstała od biurka. Cieszyła się z przerwy w badaniach, które zapowiadały się nużąco.
Galeria nie miała okien, złożony system kamer stanowił jedyny sposób na sprawdzenie, kto stoi na zewnątrz. Dzięki dziedzictwu Fae Bryce dysponowała znakomitym słuchem, ale nie była w stanie usłyszeć wiele z tego, co się działo za żelaznymi drzwiami – poza waleniem pięściami. Nagie, pozbawione wszelkich dekoracji ściany z piaskowca kryły najnowszą technologię oraz znakomitą magię, która podtrzymywała działanie galerii oraz chroniła wiele książek przechowywanych w archiwum pod powierzchnią ziemi.
– Czy to Danika? – odezwał się kobiecy głos zza grubych na sześć cali drzwi do archiwum.
„Zupełnie jakbym przywołała ją samym myśleniem o piętrach pod moimi obcasami” – pomyślała Bryce.
– Tak, Lehabah. – Bryce położyła dłoń na klamce frontowych drzwi.
Wpojone w nią zaklęcia zadrżały pod jej dłonią i oplotły jej piegowatą, złocistą skórę niczym strużki dymu. Dziewczyna zacisnęła zęby i wytrzymała nieprzyjemne doznanie, do którego nadal nie mogła się przyzwyczaić, choć pracowała w galerii od roku.
– Jesiba nie lubi, gdy ona tu przychodzi – ostrzegła ją Lehabah, nadal zasłonięta pozornie prostymi drzwiami z metalu.
– To ty tego nie lubisz! – poprawiła ją Bryce i zmrużyła bursztynowe oczy, wpatrzona w drzwi do archiwum. Wiedziała, że po drugiej stronie unosi się niewielka ognista zjawa, podsłuchując, jak zawsze, gdy ktoś przychodził. – Lepiej wracaj do pracy.
Lehabah nie odpowiedziała, co oznaczało, że przypuszczalnie odpłynęła w dół, by strzec ksiąg na niższych piętrach.
Bryce wywróciła oczami i szarpnięciem otworzyła frontowe drzwi. W jej twarz uderzyło powietrze tak gorące i suche, że wręcz groziło wyssaniem z niej życia. A lato dopiero co się zaczęło.
Danika nie tylko wyglądała, jakby przetrząsnęła śmietnik, ale tak też śmierdziała. Kosmyki jej srebrzystych blond włosów, zazwyczaj prostych i jedwabistych, umykały z grubego, długiego warkocza. Pasemka ametystu, szafiru i różu upstrzone były plamami ciemnej, oleistej substancji, cuchnącej metalem i amoniakiem.
– Ale ty się grzebiesz – warknęła Danika i wkroczyła do galerii.
Miecz przytroczony do jej pleców podskakiwał z każdym krokiem. Warkocz wplótł się w starą, skórzaną rękojeść i gdy Danika zatrzymała się przed biurkiem, Bryce pozwoliła sobie go uwolnić. Chwilę później szczupłe palce Daniki odpięły rzemienie, którymi przymocowała broń do znoszonej kurtki motocyklowej.
– Muszę to zrzucić tu na kilka godzin – powiedziała i ruszyła z mieczem w ręku do kantorku, ukrytego za drewnianą ścianką działową.
Bryce oparła się o krawędź biurka i założyła ramiona na piersiach. Jej palce musnęły czarny materiał obcisłej sukienki.
– Twoja torba z rzeczami na siłownię wystarczająco już tam nasmrodziła – rzekła. – Jesiba wraca dziś po południu. Wywali twój bajzel do śmieci, jeśli się na niego natknie.
Było to chyba najmniejsze z zagrożeń, jakie czekało tego, kto sprowokuje Jesibę Rogę. Licząca sobie ponad czterysta lat czarodziejka przyszła na świat jako wiedźma, ale uciekła i wstąpiła do Domu Płomienia i Cienia, a obecnie odpowiadała jedynie przed samym Podziemnym Królem. Dom Płomienia i Cienia bardzo jej odpowiadał – opanowała arsenał czarów, dzięki czemu mogła stawić czoła każdemu czarodziejowi czy nekromancie w najmroczniejszym z Domów. Mówiono o niej, że doprowadzona do wściekłości zamieniała ludzi w zwierzęta. Bryce nigdy nie zdobyła się na to, by spytać, czy drobne zwierzęta żyjące w dziesiątkach akwariów i terrariów zawsze były zwierzętami. Starała się też nigdy nie wkurzać Jesiby, bo Wanom łatwo się było narazić. Nawet najmniej potężny z Wanów, grupy, do której zaliczały się wszystkie istoty żyjące na Midgardzie poza ludźmi i zwykłymi zwierzętami, mógł okazać się zabójczym przeciwnikiem.
– Później wszystko zabiorę – obiecała Danika i ruszyła w stronę wejścia do kantorka. Nacisnęła ukryty przycisk, by go otworzyć.
Bryce trzykrotnie ją ostrzegała, że kantorek salonu wystawowego nie jest jej osobistym schowkiem, ale Danika zawsze odpowiadała, że z galerii, leżącej w samym środku Starego Rynku, wszędzie ma bliżej niż z Nory wilków w Lunaborze. I na tym się kończyło.
Drzwi się otworzyły, a Danika zamachała dłonią na wysokości nosa.
– To moja torba zasmradza to miejsce? – spytała i czarnym butem popchnęła worek, w którym Bryce trzymała swój strój do tańca, obecnie wepchnięty między mopa i wiadro. – Kiedy ty, kurwa, ostatni raz prałaś te szmaty?
Bryce zmarszczyła nos, gdy i do niej dotarł smród starych butów i przepoconej odzieży. Rzeczywiście, dwa dni temu zapomniała zabrać trykot i rajstopy do domu po popołudniowym treningu, ale winę za to ponosiła Danika, która przesłała jej wiadomość wideo. Bryce ujrzała w niej stosik radochny na blacie kuchennym i usłyszała muzykę dudniącą z głośników. Podpis do filmiku nakazywał jej szybki powrót do domu, a Bryce nie wahała się ani chwili.
Wypaliły tyle radochny, że Bryce właściwie mogła nadal być na haju, gdy wczoraj rano wtoczyła się do pracy. Właściwie nie istniało żadne inne wyjaśnienie, dlaczego napisanie maila składającego się z dwóch zdań zajęło jej dziesięć minut. Litera po literze.
– Dobra, dobra – powiedziała. – Musimy o czymś pogadać.
Danika przestawiała przedmioty w schowku, by zrobić miejsce dla swoich rzeczy.
– Już cię przeprosiłam za zjedzenie reszty twoich klusek. Odkupię ci je dziś.
– Nie o to mi chodziło, ale skoro mi przypomniałaś, to ujmę to tak: wal się. Pozbawiłaś mnie lunchu.
Danika zachichotała.
– Chodzi o ten tatuaż! – poskarżyła się Bryce. – Boli, jakby mnie demon z Hel podrapał! Nie mogę się nawet oprzeć o krzesło!
– Tatuażysta ostrzegał, że będzie piekło przez parę dni! – odparła Danika śpiewnym głosem.
– Byłam tak nawalona, że zrobiłam błąd ortograficzny we własnym imieniu, gdy podpisywałyśmy papiery! Nie sądzisz chyba, że w moim stanie mogłam zrozumieć, co oznacza: „będzie piekło przez parę dni”.
Danika, która zafundowała sobie pasujący tatuaż na plecach, nie narzekała, bo jej już się zdążył zagoić. Jedną z przewag Wanów pełnej krwi była szybka regeneracja wszelakich obrażeń w porównaniu z ludźmi lub półludźmi jak Bryce.
Danika upchnęła miecz w bałaganie kantorka.
– Obiecuję, że wieczorem pomogę ci obłożyć plecy lodem. Daj mi tylko się tu wykąpać – poprosiła.
Nieraz się zdarzało, że wpadała do galerii, zwłaszcza w czwartki, kiedy jej poranny patrol kończył się kilka ulic dalej, ale jak dotąd nigdy nie korzystała z łazienki w podziemiach archiwum.
Bryce wskazała brud i smar na jej ciele.
– Co ty masz na sobie? – spytała.
Danika skrzywiła się, a plamy zasychające na jej skórze zaczęły pękać.
– Musiałam przerwać bójkę między satyrem a nocnym węszakiem – oznajmiła i obnażyła białe kły, patrząc na czarną substancję na dłoniach. – Zgadnij, który obrzygał mnie swoimi sokami.
Bryce parsknęła i wskazała jej drzwi do archiwum.
– Prysznic jest twój. W najniższej szufladzie znajdziesz czyste ubrania.
Danika położyła brudną dłoń na klamce drzwi. Zacisnęła zęby, a starszy tatuaż na jej karku – szczerzący kły, rogaty wilk, będący znakiem Watahy Diabłów – zadrżał z napięcia. Bryce, widząc nagle zesztywniałe plecy przyjaciółki, uświadomiła sobie, że powodem nie jest wysiłek. Zerknęła na kantorek, którego drzwi nadal stały otworem. Miecz Daniki, otoczony sławą nie tylko w mieście, ale także daleko poza jego granicami, stał wsparty o ścianę między miotłą a mopem. Jego starożytna, skórzana pochwa była niemal zasłonięta przez pełen kanister benzyny, używanej do uruchomienia elektrycznego generatora. Bryce często się zastanawiała, po co Jesibie starodawny generator, ale jej wątpliwości rozwiała awaria elektrowni brzaskowej w ubiegłym tygodniu. Po tym jak siadło zasilanie, stary spalinowy generator umożliwił funkcjonowanie mechanicznych zamków i zapobiegł splądrowaniu galerii, gdy bandy mętów z Mięsnego Rynku otoczyły budynek i rozpoczęły bombardowanie wejścia kontrzaklęciami. Ale…
Bryce zaczęła łączyć fakty. Miecz Daniki zostawiony w biurze. Danika, która musi się wykąpać. Sztywne plecy przyjaciółki.
– Masz spotkanie z Władcami?
Od chwili gdy się poznały pięć lat temu na pierwszym roku Uniwersytetu Księżycowego Miasta, Bryce na palcach jednej ręki mogła policzyć sytuacje, w których Danika została wezwana na spotkanie z siedmiorgiem na tyle ważnych osób, że musiała na tę okazję wziąć prysznic i się przebrać. Nawet podczas składania meldunków dziadkowi, Pierwszemu wśród valbarańskich Wilków, oraz Sabine, własnej matce, Danika zazwyczaj miała na sobie skórzaną kurtkę, dżinsy i jakiś T-shirt ze starym zespołem, który akurat nadawał się do założenia. Oczywiście Sabine, alfę Watahy Księżycowego Sierpa i przywódczynię oddziałów zmiennokształtnych w Siłach Porządkowych miasta, doprowadzało to do szału, ale z drugiej strony denerwowało ją dosłownie wszystko, co miało związek z jej córką oraz z Bryce. Nie miał znaczenia fakt, że Sabine od wieków była Dziedziczką Tytułu i po śmierci starzejącego się ojca miała przejąć jego stanowisko. Nie miało znaczenia również to, że Danika była oficjalnie jej następczynią. Sytuację zaogniły bowiem przekazywane szeptem plotki, że to Danika powinna zostać Dziedziczką Tytułu i wyprzedzić matkę w hierarchii. Co gorsza, stary wilk przekazał wnuczce swój stanowiący rodowe dziedzictwo miecz, choć wiele stuleci temu obiecał Sabine, że to ona odziedziczy go po jego śmierci. Starzec wytłumaczył nieoczekiwaną decyzję tym, że broń przemówiła do Daniki w dniu jej osiemnastych urodzin, wyjąc niczym wilk podczas pełni. Sabine nigdy nie zapomniała tego upokorzenia, tym bardziej że Danika nigdy się z mieczem nie rozstawała i chętnie z nim paradowała na oczach matki.
Teraz stała i wpatrywała się w głąb korytarza ze sklepionym sufitem. Kryte zielonym dywanem stopnie prowadziły do pomieszczeń pod galerią, gdzie spoczywał prawdziwy skarb tego miejsca, strzeżony dzień i noc przez Lehabah. Z tego właśnie powodu Danika, która studiowała historię na UKM, lubiła tu wpadać tak często i oglądać starożytne dzieła sztuki oraz księgi, choć Bryce nieustannie natrząsała się z jej czytelniczych zwyczajów.
Naraz Danika odwróciła się i przymknęła karmelowe oczy.
– Dziś wypuszczają Philipa Briggsa.
Bryce zamarła.
– Co?
– Wypuszczają go z powodu jakiejś cholernej przeszkody prawnej. Ktoś spartaczył robotę papierkową. Na spotkaniu mamy usłyszeć pełen raport. – Zacisnęła wąskie szczęki. Światło lamp brzaskowych nad schodami odbijało się od jej brudnych włosów.
– Ależ to popieprzone. – Bryce poczuła, jak przewraca jej się w żołądku.

sobota, 25 kwietnia 2020

Zapowiedzi maj 2020

Cześć, jako iż zbliża się maj a ja dawno już nie pisałem takich zapowiedzi postanowiłem pokazać wam dwie ciekawe pozycje ;)

Na pierwszy ogień idzie nowa seria Sarah J. Maas, wiecie na początku sądziłem, że jest to kolejny tom "Dworu Cierni i róż", na szczęście jest to coś nowego i szczerze to po opisie oraz fragmencie powieści jestem zaciekawiony.

Tytuł: Księżycowe Miasto. Dom Ziemi i Krwi cz.1
Autor: Sarah J. Maas
Tytuł oryginalny: Crescent City 1. House of Earth and Blood
Tłumacz: Marcin Mortka
Oprawa: miękka za skrzydełkami
Data premiery [tom 1]: 20 maja 2020 r.
Data premiery [tom 2]: 3 czerwca 2020 r.


Opis wydawcy:

Tom 1
Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje w galerii z antykami, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością, jaką Lunathion, znane również jako Księżycowe Miasto, ma do zaoferowania. Gdy dochodzi do bezwzględnego morderstwa, wszystko zaczyna się rozpadać – również jej świat. Mimo że oskarżony ląduje za kratami, zbrodnie zaczynają się na nowo, a Bryce trafia w centrum dochodzenia. Zrobi wszystko, aby pomścić śmierć przyjaciół.

Tom 2
Bryce Quinlan w połowie jest człowiekiem, a w połowie Fae. Traci niemal wszystko, co kochała, gdy w Lunathionie pojawia się nieznany demon siejący spustoszenie. Upadły anioł Hunt Athalar otrzymuje od Gubernatora propozycję nie do odrzucenia – ma pomóc Bryce wytropić złoczyńcę. W zamian odzyska swoją wolność. Bryce i Hunt zagłębiają się w najskrytsze zakamarki miasta. Odkrywają mroczną siłę zagrażającą porządkowi wszechrzeczy oraz znajdują w sobie płomienną pasję, która może wyzwolić ich oboje, jeśli tylko jej na to pozwolą.

Fragment

Księżycowe Miasto
Dom Ziemi i Krwi
Część 1, Rozdział 1


Przed drzwiami galerii czekała wilczyca, co oznaczało, że był czwartek. To z kolei oznaczało, że Bryce była potwornie zmęczona, skoro ustalała upływ dni tygodnia na podstawie obecności lub nieobecności Daniki.
Ciężkie metalowe drzwi Griffin Antiquities zadrżały od uderzeń pięści wilczycy. Bryce dobrze znała te dłonie i wiedziała, że pomalowane na metaliczny fiolet paznokcie rozpaczliwie domagają się manicure. Chwilę później rozległ się ostry głos kobiecy, przytłumiony przez stal:
– Na Hel, otwieraj, B.! Ja pieprzę, jak tu gorąco!
Bryce, która siedziała przy biurku w skromnym salonie pokazowym galerii, uśmiechnęła się i wywołała obraz z kamer przed wejściem. Założywszy kosmyk czerwonych niczym wino włosów za szpiczasto zakończone ucho, powiedziała do interkomu:
– Czemu jesteś taka brudna! Wyglądasz, jakbyś przetrząsała kontener ze śmieciami!
– Co ty pierdzielisz? Że co niby robiłam? – Danika podskakiwała to na jednej nodze, to na drugiej. Jej czoło lśniło potem. Przetarła je brudną ręką, rozmazując krople czarnej cieczy.
– Przetrząsała. Zrozumiałabyś mnie, gdybyś kiedykolwiek wzięła książkę do ręki – powiedziała uśmiechnięta Bryce i wstała od biurka. Cieszyła się z przerwy w badaniach, które zapowiadały się nużąco.
Galeria nie miała okien, złożony system kamer stanowił jedyny sposób na sprawdzenie, kto stoi na zewnątrz. Dzięki dziedzictwu Fae Bryce dysponowała znakomitym słuchem, ale nie była w stanie usłyszeć wiele z tego, co się działo za żelaznymi drzwiami – poza waleniem pięściami. Nagie, pozbawione wszelkich dekoracji ściany z piaskowca kryły najnowszą technologię oraz znakomitą magię, która podtrzymywała działanie galerii oraz chroniła wiele książek przechowywanych w archiwum pod powierzchnią ziemi.
– Czy to Danika? – odezwał się kobiecy głos zza grubych na sześć cali drzwi do archiwum.
„Zupełnie jakbym przywołała ją samym myśleniem o piętrach pod moimi obcasami” – pomyślała Bryce.
– Tak, Lehabah. – Bryce położyła dłoń na klamce frontowych drzwi.
Wpojone w nią zaklęcia zadrżały pod jej dłonią i oplotły jej piegowatą, złocistą skórę niczym strużki dymu. Dziewczyna zacisnęła zęby i wytrzymała nieprzyjemne doznanie, do którego nadal nie mogła się przyzwyczaić, choć pracowała w galerii od roku.
– Jesiba nie lubi, gdy ona tu przychodzi – ostrzegła ją Lehabah, nadal zasłonięta pozornie prostymi drzwiami z metalu.
– To ty tego nie lubisz! – poprawiła ją Bryce i zmrużyła bursztynowe oczy, wpatrzona w drzwi do archiwum. Wiedziała, że po drugiej stronie unosi się niewielka ognista zjawa, podsłuchując, jak zawsze, gdy ktoś przychodził. – Lepiej wracaj do pracy.
Lehabah nie odpowiedziała, co oznaczało, że przypuszczalnie odpłynęła w dół, by strzec ksiąg na niższych piętrach.
Bryce wywróciła oczami i szarpnięciem otworzyła frontowe drzwi. W jej twarz uderzyło powietrze tak gorące i suche, że wręcz groziło wyssaniem z niej życia. A lato dopiero co się zaczęło.
Danika nie tylko wyglądała, jakby przetrząsnęła śmietnik, ale tak też śmierdziała. Kosmyki jej srebrzystych blond włosów, zazwyczaj prostych i jedwabistych, umykały z grubego, długiego warkocza. Pasemka ametystu, szafiru i różu upstrzone były plamami ciemnej, oleistej substancji, cuchnącej metalem i amoniakiem.
– Ale ty się grzebiesz – warknęła Danika i wkroczyła do galerii.
Miecz przytroczony do jej pleców podskakiwał z każdym krokiem. Warkocz wplótł się w starą, skórzaną rękojeść i gdy Danika zatrzymała się przed biurkiem, Bryce pozwoliła sobie go uwolnić. Chwilę później szczupłe palce Daniki odpięły rzemienie, którymi przymocowała broń do znoszonej kurtki motocyklowej.
– Muszę to zrzucić tu na kilka godzin – powiedziała i ruszyła z mieczem w ręku do kantorku, ukrytego za drewnianą ścianką działową.
Bryce oparła się o krawędź biurka i założyła ramiona na piersiach. Jej palce musnęły czarny materiał obcisłej sukienki.
– Twoja torba z rzeczami na siłownię wystarczająco już tam nasmrodziła – rzekła. – Jesiba wraca dziś po południu. Wywali twój bajzel do śmieci, jeśli się na niego natknie.
Było to chyba najmniejsze z zagrożeń, jakie czekało tego, kto sprowokuje Jesibę Rogę. Licząca sobie ponad czterysta lat czarodziejka przyszła na świat jako wiedźma, ale uciekła i wstąpiła do Domu Płomienia i Cienia, a obecnie odpowiadała jedynie przed samym Podziemnym Królem. Dom Płomienia i Cienia bardzo jej odpowiadał – opanowała arsenał czarów, dzięki czemu mogła stawić czoła każdemu czarodziejowi czy nekromancie w najmroczniejszym z Domów. Mówiono o niej, że doprowadzona do wściekłości zamieniała ludzi w zwierzęta. Bryce nigdy nie zdobyła się na to, by spytać, czy drobne zwierzęta żyjące w dziesiątkach akwariów i terrariów zawsze były zwierzętami. Starała się też nigdy nie wkurzać Jesiby, bo Wanom łatwo się było narazić. Nawet najmniej potężny z Wanów, grupy, do której zaliczały się wszystkie istoty żyjące na Midgardzie poza ludźmi i zwykłymi zwierzętami, mógł okazać się zabójczym przeciwnikiem.
– Później wszystko zabiorę – obiecała Danika i ruszyła w stronę wejścia do kantorka. Nacisnęła ukryty przycisk, by go otworzyć.
Bryce trzykrotnie ją ostrzegała, że kantorek salonu wystawowego nie jest jej osobistym schowkiem, ale Danika zawsze odpowiadała, że z galerii, leżącej w samym środku Starego Rynku, wszędzie ma bliżej niż z Nory wilków w Lunaborze. I na tym się kończyło.
Drzwi się otworzyły, a Danika zamachała dłonią na wysokości nosa.
– To moja torba zasmradza to miejsce? – spytała i czarnym butem popchnęła worek, w którym Bryce trzymała swój strój do tańca, obecnie wepchnięty między mopa i wiadro. – Kiedy ty, kurwa, ostatni raz prałaś te szmaty?
Bryce zmarszczyła nos, gdy i do niej dotarł smród starych butów i przepoconej odzieży. Rzeczywiście, dwa dni temu zapomniała zabrać trykot i rajstopy do domu po popołudniowym treningu, ale winę za to ponosiła Danika, która przesłała jej wiadomość wideo. Bryce ujrzała w niej stosik radochny na blacie kuchennym i usłyszała muzykę dudniącą z głośników. Podpis do filmiku nakazywał jej szybki powrót do domu, a Bryce nie wahała się ani chwili.
Wypaliły tyle radochny, że Bryce właściwie mogła nadal być na haju, gdy wczoraj rano wtoczyła się do pracy. Właściwie nie istniało żadne inne wyjaśnienie, dlaczego napisanie maila składającego się z dwóch zdań zajęło jej dziesięć minut. Litera po literze.
– Dobra, dobra – powiedziała. – Musimy o czymś pogadać.
Danika przestawiała przedmioty w schowku, by zrobić miejsce dla swoich rzeczy.
– Już cię przeprosiłam za zjedzenie reszty twoich klusek. Odkupię ci je dziś.
– Nie o to mi chodziło, ale skoro mi przypomniałaś, to ujmę to tak: wal się. Pozbawiłaś mnie lunchu.
Danika zachichotała.
– Chodzi o ten tatuaż! – poskarżyła się Bryce. – Boli, jakby mnie demon z Hel podrapał! Nie mogę się nawet oprzeć o krzesło!
– Tatuażysta ostrzegał, że będzie piekło przez parę dni! – odparła Danika śpiewnym głosem.
– Byłam tak nawalona, że zrobiłam błąd ortograficzny we własnym imieniu, gdy podpisywałyśmy papiery! Nie sądzisz chyba, że w moim stanie mogłam zrozumieć, co oznacza: „będzie piekło przez parę dni”.
Danika, która zafundowała sobie pasujący tatuaż na plecach, nie narzekała, bo jej już się zdążył zagoić. Jedną z przewag Wanów pełnej krwi była szybka regeneracja wszelakich obrażeń w porównaniu z ludźmi lub półludźmi jak Bryce.
Danika upchnęła miecz w bałaganie kantorka.
– Obiecuję, że wieczorem pomogę ci obłożyć plecy lodem. Daj mi tylko się tu wykąpać – poprosiła.
Nieraz się zdarzało, że wpadała do galerii, zwłaszcza w czwartki, kiedy jej poranny patrol kończył się kilka ulic dalej, ale jak dotąd nigdy nie korzystała z łazienki w podziemiach archiwum.
Bryce wskazała brud i smar na jej ciele.
– Co ty masz na sobie? – spytała.
Danika skrzywiła się, a plamy zasychające na jej skórze zaczęły pękać.
– Musiałam przerwać bójkę między satyrem a nocnym węszakiem – oznajmiła i obnażyła białe kły, patrząc na czarną substancję na dłoniach. – Zgadnij, który obrzygał mnie swoimi sokami.
Bryce parsknęła i wskazała jej drzwi do archiwum.
– Prysznic jest twój. W najniższej szufladzie znajdziesz czyste ubrania.
Danika położyła brudną dłoń na klamce drzwi. Zacisnęła zęby, a starszy tatuaż na jej karku – szczerzący kły, rogaty wilk, będący znakiem Watahy Diabłów – zadrżał z napięcia. Bryce, widząc nagle zesztywniałe plecy przyjaciółki, uświadomiła sobie, że powodem nie jest wysiłek. Zerknęła na kantorek, którego drzwi nadal stały otworem. Miecz Daniki, otoczony sławą nie tylko w mieście, ale także daleko poza jego granicami, stał wsparty o ścianę między miotłą a mopem. Jego starożytna, skórzana pochwa była niemal zasłonięta przez pełen kanister benzyny, używanej do uruchomienia elektrycznego generatora. Bryce często się zastanawiała, po co Jesibie starodawny generator, ale jej wątpliwości rozwiała awaria elektrowni brzaskowej w ubiegłym tygodniu. Po tym jak siadło zasilanie, stary spalinowy generator umożliwił funkcjonowanie mechanicznych zamków i zapobiegł splądrowaniu galerii, gdy bandy mętów z Mięsnego Rynku otoczyły budynek i rozpoczęły bombardowanie wejścia kontrzaklęciami. Ale…
Bryce zaczęła łączyć fakty. Miecz Daniki zostawiony w biurze. Danika, która musi się wykąpać. Sztywne plecy przyjaciółki.
– Masz spotkanie z Władcami?
Od chwili gdy się poznały pięć lat temu na pierwszym roku Uniwersytetu Księżycowego Miasta, Bryce na palcach jednej ręki mogła policzyć sytuacje, w których Danika została wezwana na spotkanie z siedmiorgiem na tyle ważnych osób, że musiała na tę okazję wziąć prysznic i się przebrać. Nawet podczas składania meldunków dziadkowi, Pierwszemu wśród valbarańskich Wilków, oraz Sabine, własnej matce, Danika zazwyczaj miała na sobie skórzaną kurtkę, dżinsy i jakiś T-shirt ze starym zespołem, który akurat nadawał się do założenia. Oczywiście Sabine, alfę Watahy Księżycowego Sierpa i przywódczynię oddziałów zmiennokształtnych w Siłach Porządkowych miasta, doprowadzało to do szału, ale z drugiej strony denerwowało ją dosłownie wszystko, co miało związek z jej córką oraz z Bryce. Nie miał znaczenia fakt, że Sabine od wieków była Dziedziczką Tytułu i po śmierci starzejącego się ojca miała przejąć jego stanowisko. Nie miało znaczenia również to, że Danika była oficjalnie jej następczynią. Sytuację zaogniły bowiem przekazywane szeptem plotki, że to Danika powinna zostać Dziedziczką Tytułu i wyprzedzić matkę w hierarchii. Co gorsza, stary wilk przekazał wnuczce swój stanowiący rodowe dziedzictwo miecz, choć wiele stuleci temu obiecał Sabine, że to ona odziedziczy go po jego śmierci. Starzec wytłumaczył nieoczekiwaną decyzję tym, że broń przemówiła do Daniki w dniu jej osiemnastych urodzin, wyjąc niczym wilk podczas pełni. Sabine nigdy nie zapomniała tego upokorzenia, tym bardziej że Danika nigdy się z mieczem nie rozstawała i chętnie z nim paradowała na oczach matki.
Teraz stała i wpatrywała się w głąb korytarza ze sklepionym sufitem. Kryte zielonym dywanem stopnie prowadziły do pomieszczeń pod galerią, gdzie spoczywał prawdziwy skarb tego miejsca, strzeżony dzień i noc przez Lehabah. Z tego właśnie powodu Danika, która studiowała historię na UKM, lubiła tu wpadać tak często i oglądać starożytne dzieła sztuki oraz księgi, choć Bryce nieustannie natrząsała się z jej czytelniczych zwyczajów.
Naraz Danika odwróciła się i przymknęła karmelowe oczy.
– Dziś wypuszczają Philipa Briggsa.
Bryce zamarła.
– Co?
– Wypuszczają go z powodu jakiejś cholernej przeszkody prawnej. Ktoś spartaczył robotę papierkową. Na spotkaniu mamy usłyszeć pełen raport. – Zacisnęła wąskie szczęki. Światło lamp brzaskowych nad schodami odbijało się od jej brudnych włosów.
– Ależ to popieprzone. – Bryce poczuła, jak przewraca jej się w żołądku.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Druga zapowiedź to kolejna przygoda w uniwersum Baśnioboru, wybaczcie ale na jej temat nie będę pisać ponieważ nie czytałem niczego z tego cyklu.


Tytuł: Smocza Straż 3. Pan Widmowej Wyspy
Autor: Brandon Mull
Tłumacz: Rafał Lisowski
Oprawa: miękka
Data premiery: 20.05.2020 r.








Opis wydawcy
„To nie będzie trudne. Wasza teleportacja do świata magii uda się natychmiast. Wiecie dlaczego? Ponieważ jesteście w posiadaniu najwspanialszej wyobraźni jaką znam. Podobną ma On, Brandon, który czeka na Was za plecami Smoczej Straży. To właśnie tam, na styku światów, rozegra się interesująca historia, której ważną częścią staniesz się Ty. Odwagi! I pamiętaj, byś nie musiał poświęcić własnej tożsamości. Tak jak Seth. Polubisz go na pewno. Bo to on pierwszy odnalazł odpowiedź na pytanie: Dlaczego ktoś kto niesie światło, zaczyna szukać cienia?”

Katarzyna Stoparczyk​ 

Seth Sorenson został pozbawiony pamięci i wszelkich wspomnień. Nie wie, kim jest, kim są istoty i ludzie, z którymi się spotyka, i kto mówi mu prawdę, a kto kłamie po to, by wykorzystać go do swoich celów. Nie pamięta, kim był.
Chłopiec trafia do Podziemnej Dziedziny. Jego opiekunem staje się mroczny jednorożec Ronodin, który stara się przekonać Setha do wykorzystywania swoich mocy, ale w celach, które ostatecznie szkodzą tym, których chłopiec kochał najbardziej.
Kendra robi wszystko, by odnaleźć brata. Zadanie to nie jest łatwe - musi walczyć o kolejny smoczy azyl, jednocześnie walcząc o brata i jego tożsamość. Zadanie wydaje się niezwykle trudne, ale czy niemożliwe? Czy zgodnie z życzeniem Celebranta, Króla Smoków, nastąpi nowa, wieczna era smoków? Czy Seth i Kendra zdołają się odnaleźć i wspólnie pokonać mroczne moce?


Fragment
Ronodin otworzył drzwi bez pukania.
– Podkról chce się z tobą zobaczyć.
Zaskoczony Seth podniósł wzrok znad biurka, na któ­rym właśnie wprawiał w ruch monetę. Ronodin zle­cił mu lekturę grubej księgi o widmach, co zapowiada­ło się nawet ciekawie, jednak potem Seth zderzył się z długaśnymi rozdziałami napisanymi archaicznym języ­kiem. Próbował przeskakiwać strony, ale i tak nie znalazł nic interesującego.
– Kim jest Podkról? – zapytał.
– Naszym gospodarzem. Zajmujemy teraz niewielką część jego siedliska. Nie czytasz.
– Próbowałem.
– Jak długo?
– Każda minuta ciągnęła się jak godzina. Ciesz się, że jesz­cze nie śpię.
Ronodin spojrzał na księgę, marszcząc czoło.
– Dotarcie do ciekawszych fragmentów zajmie ci pewnie trochę czasu.
– Może mi je streścisz? – poprosił Seth z nadzieją w głosie.
– Później. – Ronodin skrzyżował ręce na piersiach.
Był przystojnym młodym człowiekiem ubranym na czarno i zawsze sprawiał wrażenie pewnego siebie. Seth znał go od nie­dawna. Nie łączyła ich długa historia. W zasadzie Setha z nikim nie łączyła długa historia. Sięgał pamięcią nie dalej niż dzień wstecz, a jego pierwszym wspomnieniem była komnata w jakimś zamku i dziewczyna o imieniu Kendra, twierdząca, że jest jego siostrą. Wkrótce potem pojawił się Ronodin i parę innych osób, w tym magiczny krasnal. Odbyła się niezrozumiała dla Setha konfrontacja i chłopiec został teleportowany do innego zamku, gdzie złapała go wielka drewniana kukła. Następnie przetrans­portowała go przez beczkę do miejsca pod ziemią, w którym się teraz znajdował. Przebywał tu dopiero od kilku godzin.
– Ta sprawa z Podkrólem to może być poważny problem – mówił dalej Ronodin. – Miałem nadzieję, że nie będziesz się musiał z nim spotykać.
– Nie polubi mnie? – spytał Seth.
Ronodin uśmiechnął się pod nosem.
– Nawet więcej niż polubi. Będzie cię łaknął. Jest głodny wszystkich żywych istot, a szczególnie tych z mrocznymi mo­cami.
– To król podziemia?
– Król Podziemnej Dziedziny – wyjaśnił Ronodin poważ­nym tonem. – Włada wszystkimi nieumarłymi.
– Takimi jak zombi? I widma? – Seth znowu zerknął na czarną księgę. – Może trzeba było więcej poczytać…
– Jeśli coś powinno być martwe, ale nie jest, Podkról za­zwyczaj ma nad tym władzę. Przebywanie w jego obecności jest niezwykle niebezpieczne. Ja byłem do tego zmuszony tyl­ko pięć razy, a znam go od wieków.
– To dlaczego ja mam ryzykować?
– Prosił o ciebie.
– A gdybym po prostu się wymknął?
Ronodin westchnął.
– Przede wszystkim, to by się nam nie udało. Tu, w swojej domenie, Podkról ma olbrzymią moc. I już zwrócił na ciebie uwagę. Poza tym, potrzebujemy dostępu do jego tuneli. Pod­ziemna Dziedzina łączy się z twoim światem w wielu zaskaku­jących miejscach, a to ułatwia podróżowanie.
Seth wpatrywał się w Ronodina. Jak zareagować? Od czego w ogóle zacząć? Wyglądało na to, że jest zakładnikiem króla podziemi. A Ronodin? Czy był sprzymierzeńcem Setha, czy raczej porywaczem? Chłopiec westchnął. Może sam sobie za­służył na taki los. Nie mógł mieć pewności. Kimkolwiek był w czasach, których nie pamiętał, najwyraźniej wiódł intere­sujące życie.
– Nie patrz tak na mnie – powiedział Ronodin. – Czasami trzeba znieść trochę nieprzyjemności, żeby przetrwać. Bywa­łeś już w gorszych sytuacjach.
– Nie przypominam sobie.
– Nie pamiętać… Dla mnie to byłaby prawdziwa ulga. Za­cząć życie od nowa z czystym kontem, bez ciężaru dawnych pomyłek.
– Przecież mogę być kimkolwiek.
– Nie kimkolwiek – poprawił go Ronodin. – Jesteś zaklina­czem cieni. Władasz tajemną mocą. Umiesz rozmawiać z wid­mami i dławić ogień.
Seth wiedział, że naprawdę posiada te moce, ponieważ na­wet w tym krótkim czasie, który razem spędzili, Ronodin dał mu możliwość ich użycia. Podobno potrafiłby też mu pomóc w ich rozwinięciu.
– A ty jesteś jednorożcem? – spytał chłopiec.
– Pod ludzką postacią – odpowiedział Ronodin. – Nie każ Podkrólowi na siebie czekać. To mogłoby ci tylko zaszkodzić.
Seth próbował się uspokoić. Bez wspomnień trudno mu było zrozumieć swoje położenie. To, że musi się mierzyć z konsekwencjami, których nie rozumie, wydawało mu się nieuczciwe. Jak on się w to wszystko wpakował? Miał wraże­nie, że znalazł się w sytuacji bez wyjścia. W tym momencie najlepsze rozwiązanie to chyba dowiedzieć się jak najwięcej i spróbować przeżyć.
– Nie mam wyboru – stwierdził.
– W tej kwestii nie masz – przyznał Ronodin.
– Ja nie jestem złą osobą.
– Skąd wiesz?
– Po prostu to wiem.
– Ja też nie jestem. Ale obaj pochodzimy z zewnątrz.
– I mieszkamy w podziemnym siedlisku króla zombi?
– Jesteśmy tutaj gośćmi. Chodź za mną.
Ronodin wyszedł, nie oglądając się za siebie. Seth się zawahał, a potem ruszył za nim. Musiał podbiec, żeby go dogonić. Skoro spotkanie było nieuniknione, lepiej iść za radami jednorożca.
– Nie wolno ci patrzeć na Podkróla – poinstruował go Ro­nodin. – Spojrzeć na niego to dołączyć do nieumarłych.
– Zostałbym zombi?
– Albo i gorzej. Wejdziesz do komnaty plecami do króla. Będziesz miał zamknięte oczy. Nie otworzysz ich nawet na chwilę ani się do niego nie odwrócisz. Choćby nie wiem co. Zrozumiano?
– A jeśli mnie podejdzie?
– Przebywamy w jego domenie. Jeśli Podkról zapragnie twojej śmierci, to zginiesz. Jeśli zechce, abyś dołączył do nie­umarłych, niewiele będzie mogło go powstrzymać. Twoim za­daniem jest nie zrobić sobie niepotrzebnie krzywdy. Pamiętaj, nie patrz na niego.
– A jeśli użyję lustra?
– To zadziała co najwyżej w przypadku gorgony, ale nie Podkróla. Zamykasz oczy i stajesz tyłem.
– Nigdy go nie widziałeś?
– Gdybym go zobaczył, byłbym teraz nieumarły.
– A jeśli jego tam wcale nie ma? Może to same głośniki?
– Równie dobrze może być chomikiem. Albo potworem wielkim jak góra. Domyślam się, że z wyglądu przypomina swoich poddanych. Rządzi nimi, bo jest jednym z nich.
– Dlaczego chce mnie widzieć?
– Jesteś u niego gościem. I zaklinaczem cieni w czasach, kiedy taki dar stał się niezwykle rzadki. Ale poza tym nie umiem odgadnąć jego intencji.
– Czy jeśli wejdę tyłem, to nie wypadnę niegrzecznie?
– On wie, co trzeba zrobić, żeby z nim rozmawiać i pozostać przy życiu.
Skręcili za róg i ruszyli następnym podziemnym koryta­rzem. Seth próbował sobie wyobrazić, jak by to było stać się zombi albo widmem. Niedawno razem z Ronodinem spotkał
kilka widm – wydawały się nieszczęsnymi istotami, zimnymi i pustymi.
– Czy ja już kiedyś rozmawiałem z Podkrólem? – zapytał Seth.
– Nigdy – odparł Ronodin. – Niewielu miało tę okazję.
– Szkoda, że nie pamiętam, kim jestem.
– Może tak jest lepiej, przynajmniej z perspektywy naszych aktualnych celów. Będziesz dla niego większą zagadką. Zaufaj instynktowi. Nie jesteś taki, jak inni śmiertelnicy. Znasz pod­stawowe zasady rządzące światem magicznym.
– Wiem, że magiczne stworzenia istnieją naprawdę. Spo­tkanie z widmami wcale mnie nie zdziwiło. Tak ogólnie to pamiętam widma. To znaczy teoretycznie. Nie przypominam sobie tylko żadnych konkretnych wydarzeń. Nie mam w sto­sunku do nich żadnych uczuć. Mam trochę informacji, ale żadnych opinii na ich temat. Żadnych skojarzeń, na których mógłbym się oprzeć. Jak mogłem dożyć tego wieku, nic nie kojarząc?
– Seth, straciłeś pamięć. Jeśli wymazaniu uległy przy tym twoje opinie, zobacz, jakie to ma zalety. Z powodu założeń, ja­kie czynimy, często bywamy ślepi. Teraz masz szansę doświad­czyć świata nowymi oczami.
– Może i tak. Co jeszcze powinienem wiedzieć o Podkrólu?
– Im mniej wiesz, tym lepiej, zaufaj mi. Okaż szacunek. Bądź skromny. Bądź do bólu uczciwy. Nie idź na żadne nie­rozsądne układy. Gódź się na to, co konieczne. Nie patrz na niego.
– To trochę dziwaczne. Tak rozmawiać bez patrzenia.
– Podkról byłby ostatnim widokiem, który ujrzałbyś oczami śmiertelnika – ostrzegł Ronodin. – Troje spośród wielkich mo­narchów afiszuje się ze swoją potęgą: Król Smoków, Królowa Olbrzymów i Król Demonów. Królowa Wróżek i Podkról są subtelniejsi, a przez to bardziej niebezpieczni. Jeśli mogę ci do­radzić jakąś strategię, to bądź zadowolony. Niczego nie pragnij. O nic nie proś. Nieumarli są pełni nienasyconych pragnień. Podkrólowi jak mało komu zadowolenie wydaje się siłą.
– Czy pomoże mi odzyskać pamięć? – zapytał Seth.
Ronodin się zatrzymał.
– Co ci właśnie powiedziałem? Niczego nie pragnij.
– I właśnie dlatego zacząłem się zastanawiać, czego chcę.
– Odłóż te łaknienia na bok. Zamknij wszystkie swoje pragnienia na klucz i wyrzuć go. Zaprezentuj się jako młody zaklinacz cieni, któremu zaoferowałem nauki. Jesteś tutaj, żeby się u mnie szkolić. Nie pragniesz przyśpieszenia tej nauki. Ni­czego nie pragniesz. Jesteś najprostszym, najbardziej zadowo­lonym chłopcem na świecie.
– Spróbuję.
– Jeśli on się dowie, czego chcesz, znajdzie sposób, żeby cię skusić. Omamić. Usidlić. Zniszczyć.
– Chcę sobie przypomnieć, kim jestem – powiedział Seth – bez względu na to, czy to przed nim przyznam, czy nie.
– Postaraj się zmienić swoje myślenie na ten temat – pora­dził Ronodin i ruszył dalej korytarzem. – Od tego może zależeć twoje życie.
– Czy Podkról umie czytać w myślach?
– Prawdopodobnie. Ale wypowiedzenie myśli na głos do­daje im mocy. Czyni je bardziej rzeczywistymi. Wyrzeknij się w jego obecności wszystkich swoich pragnień, a może przeżyjesz.
– Myślisz, że dam radę?

Andrzej Pupin - Piętno Ciemności

Zacząłem tę powieść czytać w piątek 19 czerwca ale panujące upały sprawiły iż musiałem odłożyć ją na dzień kolejny. I mimo, że w sobotę 20 c...