czwartek, 31 sierpnia 2017

James Rollins - Wirus Judasza

Jak wypadł mój pierwszy kontakt z tym autorem. Przekonajcie się sami.


------------------------------------------------------------------------------------------------------

Okładka:


----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Opis marketingowy:

Światu grozi zagłada biologiczna wywołana wirusem Judasza, który przybył z otchłani Oceanu Indyjskiego. Ludzkość przetrwa, jeśli uda się odkodować wiadomość zapisaną w pradawnym języku aniołów, pochodzącym sprzed ery starożytnego Egiptu, a więc starszym od pierwszego oficjalnego języka świata...

Powieść sensacyjno-przygodowa jednego z najpopularniejszych pisarzy tego gatunku, autora m. in. „Czarnego zakonu”, „Burzy piaskowej” i „Amazonii”. Dla fanów Kena Folleta, Clive'a Cusslera, Wilbura Smitha oraz filmów z Indianą Jonesem. Zapierająca dech w piersiach akcja, starcie dobra ze złem, archeologiczne i medyczne zagadki oraz opisy egzotycznych miejsc to najważniejsze walory książek Rollinsa.

źródło opisu: Albatros

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Opinia:

Mój pierwszy konktakt z autorem jak i tą serią. Może niektórzy z Was będą trochę zniesmaczeni, że zacząłem od czwartej części zamiast od początku ale jakoś tak wyszło. Rozumiem też, że w tej książce są odniesienia do poprzednich odsłon których nie odnalazłem dlatego przemilcze ten aspekt. Nie mogę za to pominąć to styl autora, a mianowicie jego nieumiejętne przekazywanie szybkiej akcji. Nie wiem, może to wina płaskich postaci i tego, że w ogóle nie obchodzi mnie ich los. Jakby tego było mało zakończenie było w takim stylu, że zmieniło całkowicie kategorię książki. Z książki z rodzaju tożsamości Bourne'a czy dzieł Toma Clancy'ego do czegoś zupełnie innego. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Opinia w wersji audio:
opinia dostępna 31-08-2017 o godzinie 20.00

piątek, 25 sierpnia 2017

Andy Weir - Marsjanin

Książka która miała swój szum medialny. A ja który w większości przypadków ignoruje takie książki, z różnych powodów. Kierowany ciekawością oraz wyciszeniem wokół niej, postanowiłem sprawdzić jak się sprawy mają.

------------------------------------------------------------------------------------------------

Okładka:


----------------------------------------------------------------------------------------------

Opis marketingowy:

Mark Watney kilka dni temu był jednym z pierwszych ludzi, którzy stanęli na Marsie.

Teraz jest pewien, że będzie pierwszym, który tam umrze!

Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez wichurę obozie, z minimalnymi zapasami powietrza i żywności, a na dodatek bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności. Czyżby to był koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę, co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość, odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair…

źródło opisu: http://www.empik.com/marsjanin-weir-andy,p1100113577,ksiazka-p

---------------------------------------------------------------------------------------------------

Opinia:

Chciałbym być wobec książki krytyczny. Chciałbym powiedzieć, że cały ten szum miał na celu reklamowanie filmu na jej podstawie. Naprawdę, ale to obraziłoby książkę. No może raczej skrzywdziło. Ponieważ jest ona świetna. Styl autora jest tak ciekawy, że nawet gdy pisze o jakichś naukowych elementach (nie wiem czy zawarte tam informacje to fikcja więc pomińmy to), czy to co główny bohater ma w głowie, czyta się z jednakowym zainteresowaniem. Ale po kolei astronauta Mark, podczas ewakuacji z kolonii zostaje ranny (jak i gdzie dokładnie dowiecie się z książki), i rozdzielony z resztą drużyny. Ci, myśląc, że jest on martwy w podłych nastrojach (w końcu to ich kolega), odlatują bez niego. Mark tym czasem budzi się sam w zniszczonej kolonii i musi sobie jakoś radzić. Trochę się bałem, że główny bohater okaże się jakimś naukowcem ale na szczęście nie. Jest mądry, to trzeba mu przyznać, ale jednocześnie potrafi wykazywać też inne emocje, jak wściekłość, współczucie czy inne tego typu. Dodatkowo ma on bardzo oryginalne poczucie humoru oraz co ważne jest ono pokazane w odpowiednich momentach i w rozsądnej ilości. W pewnym momencie nasynęły mi się skojarzenia typu "Robinson Crusoe na Marsie", czy "Marsjański Macgyver". Jeśli lubicie książki przygodowe gdzie w 95% jest tylko jeden bohater a inni pojawiają się tylko sporadycznie w tle lub na maksymalnie trzecim planie. W takim razie nie zawiedzie Was ta książeczka.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dodatek w wersji audio:
dostępny po godzinie 20.00


środa, 23 sierpnia 2017

opracowanie zbiorowe - Kajko i Kokosz nowe przygody

Drugi tom nowego wydania wydarzeń ze świata dzielnych wojów grodu Mirmiłowo.

------------------------------------------------------------

Okładka:


----------------------------------------------------------------------

Opis marketingowy:
Kajko i Kokosz Janusza Christy to jedna z najpopularniejszych polskich serii komiksowych. Kolejne pokolenia czytelników zachwycają się przygodami dwóch dzielnych słowiańskich wojów. Pełna kolorowa edycja oryginalnego cyklu składa się z 20 tomów. Kontynuacji kultowej serii podjęli się – w swoim stylu, ale z wielkim szacunkiem dla ducha oryginału – znani polscy scenarzyści i rysownicy: Piotr Bednarczyk, Sławomir Kiełbus, Maciej Kur oraz Tomasz Samojlik.
W nowych komiksach z Mirmiłowa powracają starzy bohaterowie – rozbójnik Łamignat i jego ukochana żona Jaga, fajtłapowaci Zbójcerze na czele z Hegemonem, niesforny smok Miluś, desperujący Mirmił i jego rubaszny brat Wojmił, a także sami tytułowi bohaterowie. Czytelnicy znajdą w nowych przygodach Kajka i Kokosza wszystko to, za co kochali oryginalną serię – przygody, czary, bijatyki, humor sytuacyjny i słowny.

źródło opisu: https://egmont.pl/Kajko-i-Kokosz-Nowe-przygody.-La...(?)

-------------------------------------------------------------------------

Opinia:

Druga część reedycji komiksu który jest takim naszym odpowiednikiem Asterixa i Obelixa. Jak wspominałem pry okaji pierwszego tomu, jest to zestaw czterech krótkich opowiadań w których tytułowi Kajko i Kokosz są niejako w tle a na początek wysuwają się inni bohaterowie. Każdy z autorów ma własny styl, jednak mam niejasne wrażenie, że w tej części próbowali nadać mu niektórych kresek Janusza Christy i to samo w sobie nie było by złe, lecz lepiej by było gdyby zostali przy całkowicie swoich stylach rysowania. Niektórzy mogą narzekać na krótką formę komiksów oraz brak większej roli wojów, lecz dla mnie jest to sposób na wzbogacanie świata.
Z chęcią zakupię kolejny tom.
Nadal mam cichutką nadzieję, na reedycję oryginalnych 20 zeszytów z przygodami Kajka i Kokosza wraz z zeszytami Kajtek i Koko. A lista zeszytów która wydrukowana jest na samym początku tylko pielęgnuję tę nadzieję.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Peter Swanson - Dziewczyna z zegarem zamiast serca

Wiecie sięgnąłem po tę książkę aby odpocząć troszkę przy jakimś lekkim romansie. W takim osądzie kierowałem się tytułem oraz stylistyką okładki. Jeśli chcecie wiedzieć jak bardzo się myliłem to zapraszam do dalszego czytania.


-----------------------------------------------------------------------------

Okładka:


--------------------------------------------------------------------------------------------

Opis marketingowy:

Gdy George po raz pierwszy spotkał Lianę Decter, miała osiemnaście lat i była studentką pierwszego roku college’u w Sweetgum na Florydzie. Przez cały semestr byli nierozłączni. Kiedy więc otrzymał wiadomość, że w Święta Bożego Narodzenia Liana popełniła samobójstwo, był zdruzgotany.
Gdy jednak odwiedził jej zrozpaczonych rodziców, zorientował się, że stojące na kominku zdjęcie ich córki nie przedstawia Liany, którą znał. Kim więc była dziewczyna, którą tak bardzo pokochał i która tak nagle zniknęła?
Niespodziewanie, po dwudziestu latach, w pewien zwyczajny piątkowy wieczór George w pięknej kobiecie, która zjawia się w barze, rozpoznaje swoją dawną miłość, która zniknęła kiedyś bez śladu…

źródło opisu: http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1556,29...(?)

------------------------------------------------------------------------------------------------

Opinia:

Książka którą wziąłem za początku za romans. Jednak mój błąd został szybko sprostowany przez samą książkę. Jej prawdziwą kategorią jest sensacja z domieszką kryminału i mimo wątku romantycznego na dość wysokim miejscu, jego obecność jest bardzo dobrze wyjaśniona. Wiecie dlaczego unikam takich książek, mimo tego, że przyjemnie się je czyta? Dlatego, że ciężko się piszę na ich temat opinie nie wchodząc jednocześnie w spojlery. A te, w takiej kategorii są chyba jednym z najcięższych błędów. Ale wracając do książki, jest ciekawie napisana a autor dość umiejętnie przeskakuje pomiędzy czasem teraźniejszym a obecnym. Na początku może to lekko irytować lecz kiedy wbijemy się w rytm okaże się to kolejnym plusem książki. Myślę, że nawet drugim co do wielkości. Książka ma pewne błędy, ale są to głównie ogólnogatunkowe elementy które nie tyle odbierane są za wady co za irytacje [niewielką], w efekcie pewnej przewidywalności wątków. Na szczęście główny wątek mimo pewnej dozy przewidywalności potrafi zaskoczyć. Co ważne zaskakuje w sposób logiczny i przemyślany, co nie każdemu autorowi się udaje. Jeśli taka kategoria Wam odpowiada to nie zaiwedziecie się.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Opinia w wersji audio:
Dostępna o godzinie 20.00


czwartek, 17 sierpnia 2017

Neil Gaiman - Księga Cmentarna

Kolejna książka jednego z moich ulubionych autorów. Tym razem zabrałem się za Księgę Cmentarną która została wydana na nowo dzięki wydawnictwu MAG. Jeśli jesteście ciekawi mojego zdania na jej temat, zapraszam poniżej.

------------------------------------------------------------------------------------------------

Okładka:


----------------------------------------------------------------------------------------------------

Opis marketingowy:

Kiedy małemu dziecku udaje się uciec przed mordercą zamierzającym zabić całą rodzinę, kto mógłby przypuszczać, że schronienia udzieli mu miejscowy cmentarz? Wychowany przez zamieszkujące go duchy, zjawy i widma, Nik musi uczyć się życia od umarłych. Ale wciąż grozi mu niebezpieczeństwo, bo morderca nie ustaje w wysiłkach, żeby dokończyć swoje zadanie...

źródło opisu: www.mag.com.pl

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Opinia:

Ta króciutka książeczka (niewiele ponad 200 stron) została przeze mnie przeczytana w jeden dzień. Gdybym był wredny mógłbym napisać "I to zdanie wystarczy Wam za opinię". Jednak źle bym się czuł zostawiając wam coś takiego. No więc zacznijmy pisać coś więcej.
Główy bohater jest dzieckiem, chociaż zachowuje się troszkę zbyt dorosło, ale to tylko mała rysa. Nasz bohater w (o ile dobrze kojarzę), w wieku dwóch lat uciekł przed mordercą który zabił całą jego rodzinę. Podczas ucieczki trafił na cmentarz gdzie zaopiekowały i wychowały go duchy. I więcj o fabule Wam nie powiem. Książka jest podzielona na mini opowiadania zamiast rozdziałów, gdzie każdy ma swój cel a wszystkie mają wspólny wątek który ma przewidywalne elementy oraz kilka niespodzianek. Jednak nie są one duże jeśli nie jest to pierwszy kontakt z autorem i zna się jego styl.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dodatek w wersji audio:
Dostępny po godzinie 20.00

środa, 16 sierpnia 2017

Harlan Coben - W głębi lasu

Powróciłem do tego autora po dłuższej przerwie i wiecie co. Zupełnie zapomniałem jego styl pisania i typ prowadzenia rozgrywki. Nie mówie, że jest to złe. Jednak przez to czuje się jakbym odkrywał go po raz pierwszy.

------------------------------------------------------------------------------------

Okładka:


---------------------------------------------------------------------------------------------------

Opis marketingowy:

Jaka tajemnice skrywa milczący las?

„Pewnej nocy poszliśmy sami do lasu. Nie powinniśmy.” Myśleli, że znaleźli najbardziej odosobnione miejsce w okolicach młodzieżowego obozu PLUS. Nie mogli się bardziej pomylić. Dwójka zakochanych przypadkowo stała się świadkami krwawego morderstwa, które popełniono na czworgu nastolatków.

Właśnie, czworgu…? Przecież odnaleziono tylko dwa ciała. Co stało się z pozostałymi? Czy jest szansa, że ofiary jakimś cudem przeżyły?

Jedną z zaginionych osób jest Camille, siostra prokuratora Paula Copelanda, który po dwudziestu latach od tragedii wciąż nie może się z nią pogodzić. Zwłaszcza że to on, wtedy w lesie, był jednym z nastolatków, którzy słyszeli przerażone krzyki dobiegające zza drzew. I kiedy w Nowym Jorku w zastrzelonym mężczyźnie rozpoznaje drugą z zaginionych ofiar, zadaje sobie pytanie: Czy Camille żyje?

źródło opisu: http://www.wydawnictwoalbatros.com/

---------------------------------------------------------------------------------------------------

Opinia:

Wiecie, ciężko jest napisać opinie książki tej kategorii nie dając nawet delikatnych spojlerów. Ten krótki tekst który teraz czytacie powstawał dłużej niż powinien właśnie z tego powodu. Może zacznijmy tak:
Wyobraźcie sobie obóz do którego nastolatki przyjeżdzają na wakacje/kolonie czy coś w tym stylu. W lesie sąsiadującym z miejscem obozu zostaje zamordowana czwórka jego uczestników. Jednak zostają znalezione tylko dwa ciała. Ok, koniec. Teraz akcja książki przenosi się dwadzieścia (tak mi się zdaje), lat w przyszłość. Reszty zdradzać Wam nie będę. Autor ma specyficzny sposób pisania. Przez 90% książki tak naprawdę jest tylko i wyłącznie budowane napięcie. Pewnie w innych książkach bym na coś takiego narzekał, ale w tej jest to tak naturalnie i na miejscu ułożone, że aż nie chce się dochodić do kulminacyjnego momentu. A jeśli chodzi o moment końcowy książki. Niestety muszę tutaj troszeczkę ponarzekać. Jest tam zbyt wiele i zbyt szybko pokazanych zamknięć wątków. Rozumiecie, najpierw przez długi czas jesteśmy poddawaniu, że się tak wyrażę "powolnemu dążeniu do rozwiązania", a następnie wsystko się kończy zupełnie jakby wydawnictwo powiedziało autorowi coś w stylu "dobra, kończ to. Zbliżasz się do limitu stron", cy coś podobnego. Wydaje mi się, że książka zyskałaby wiele gdyby pozwolić autorowi na jeszcze dodatkowe sto czy dwieście stron.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Dodatkowo opinia w wersji audio:
Dostępna po godzinie 20.00


czwartek, 10 sierpnia 2017

Andrzej Pilipiuk - Wampir z M3

Wiecie, tak szczerze to nie znam tego autora zbyt dobrze. Mój kontakt z jego twórczością to głównie przygody Jakuba Wędrowycza a konkretnie opowiadania z tą postacią. Właściwie jeśli się zastanowić to takie opowiadania są moim jedynym kontaktem (opowiadania dostępne w internecie oraz te z książki Konan Destylator), tak że nie jestem obeznany z jego stylem jak w przypadku innych twórców. Ale wróćmy do książki.


------------------------------------------------------------------------------------------

Okładka:



------------------------------------------------------------------------------------------------

Opis marketingowy:

Wyklęty powstań ludu ziemi, powstańcie których dręczy głód... 

A więc twierdzicie Obywatelu, że wampiry istnieją? Niby kraj socjalistyczny, ateizm w modzie, a tu taka wtopa. I jak tu się krzyżem odwijać? Jak wodą, tfu, święconą chlapać? A czosnek tylko granulowany i z importu z bratniej Czechosłowacji! 

Myśl nowa blaski promiennymi, dziś wiedzie nas na bój, na trud. 

Być wampirem w PRL to nie przelewki. W społeczeństwie bezklasowym trudno tytułować się hrabią. Płaszcz i smoking nosi albo kelner, albo iluzjonista, a krew obywateli Rzeczpospolitej Ludowej ma posmak deficytu i reglamentacji. 

Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata, przed ciosem niechaj tyran drży... 

Ale nie czas, by kąsać zblazowanych arystokratów w zacisznych buduarach. Prawdziwy walor odżywczy ma krew opasłych badylarzy, cinkciarzy, partyjnych kacyków i córeczek UB-eków. 

Ruszymy z posad bryłę świata, dziś niczym, jutro wszystkim my! 

Bo my, wampiry z PRL mamy swoją godność! Nie wysysamy biednych sarenek i jagniątek. Nie nazywamy tego WEGETARIANIZMEM! Może nie pamiętamy już o wampirzych mocach, ale mamy spryt nasz narodowy! Pozyskamy dewizy, przekroczymy plan, a potem z dumą oznajmimy: 

To wszystko każe nam powiedzieć mocno. I stanowczo: Burżuazyjnym skrytopijcom mówimy - NIE!

źródło opisu: http://www.matras.pl/wampir-z-m-3,p,198482

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Opinia:

Autor ma tendencje (przynajmniej w tej książce), do otwierania i szybkiego zamykania wątków [weźmy na przykład mumię], ja rozumiem, że te wątki mają na celu pokazania głównym postaci oraz głębszego ich pokazania. Jednak niektóre z wątków biegną tak szybko, że człowiek musi przerwać czytanie i dać akcji na wstrzymanie. Nie zrozumcie mnie źle, lubię szybkie tempo, jednak gdy jest ono zbyt szybkie czuję jakby wszystko za łatwo się układało i mój mózg mówi mi "Ej, coś za łatwo. Czuję podstęp". Mam nadzieję, że mnie rozumiecie ;)
Wiecie co mnie zaskoczyło już na samym początku książki. Wybór głównego bohatera, nie chodzi o to, że nie da się czuć sympatii a raczej, że tytuł wskazuje na kogoś innego. Wybaczcie takie kluczenie w około tematu ale nie chcę Wam rzucić spojleru.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Wyzwanie grupowe - Kryzys wiary Paladyna

W grupie FB do której należę zorganizowano wyzwanie pisarskie (a właściwie jest to jego druga edycja) które polega na wybraniu w ciemno numeru tematu a następnie napisać coś do niego. Mnie przypadł "Kryzys wiary Paladyna". Podejrzewam, że niektórzy z Was po przeczytaniu tego tekstu uznają to za chodzenie po bezpiecznych granicach. Jednak mam nadzieję, że mimo to spodoba Wam się tekst i uda się Wam doczytać go do końca. No dobra, nie przedłużając więcej zapraszam do czytania.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------
     

Stałem na straży równowagi przez dwanaście lat. Od pierwszego dnia w którym złożyłem śluby. Widziałem wiele dobrych ludzi splugawionych magią, na których oczyszczenie nie działało i trzeba było ich zlikwidować. Kto raz wpuścił spaczenie do swego ciała, już zawsze będzie dla niego otwarty. Ścisnąłem swój amulet rozproszenia magii, nie aby gdzieś w okolicy jakaś była, robiłem to pod wpływem czystego odruchu. Ale może powinienem się najpierw przedstawić. Jestem Ryza, paladyn, krótkiego krzyża w służbie równowagi magii. Lewe ramię Templariuszy, którzy wysyłali mnie, a właściwie nas, ponieważ „Lewe ramię” składało się z piętnastu najbardziej odpornych na spaczenie i zaprawionych w bojach strażników. Zostaliśmy wysłani do zamku Cesslay, gdzie wybuchło spaczenie. Droga do zamku przebiegła be żadnych niespodzianek. Może i zwróciłbym na to uwagę, gdyby to był mój pierwszy wybuch mrocznej magii. Wszystko w promieniu działania najczystszego spaczenia uległo stopieniu. Nie jest to przyjemny widok, z zapachem jest odrobinę lepiej, pod warunkiem, że nie myśli się o jego źródle. W powietrzu unosiła się woń przyrządzonego mięsa. Kiedy dotarliśmy pod zamek, na początku sądziliśmy, że jakimś cudem zeszliśmy z drogi, cztery piękne wieże wzmocnione białą magią, aby ani czas, ani spaczenie nie oddziaływało na nie, zostały obrócone w pył. Brama wejściowa była w połowie zasypana, a krata zabezpieczająca leżała jakieś pięćdziesiąt metrów dalej, rzucona jak niepotrzebne truchło. Spojrzeliśmy po sobie, po czym jednocześnie wyciągnęliśmy miecze oraz z tarczami założonymi na drugich rękach ruszyliśmy w kierunku zamku, mrucząc zaklęcia rozpraszające. Szukaliśmy ocalałych, ale niech Stwórcy wybaczą, patrząc na wszechobecne zniszczenie i spaczenie nie robiliśmy sobie wielkich nadziei. Jedynym w miarę dobrze zachowanym fragmentem zamku był główny hol. Wiedzieliśmy, że było to centrum wybuchu i tutaj trzeba odprawić rytuał oczyszczenia. Jednak kiedy byliśmy w połowie rytuału, wszyscy jednocześnie odwróciliśmy się w stronę drzwi wejściowych. Stała tam postać o tak silnej aurze spaczenia, jakiej nigdy wcześniej nie czułem, po szybkim rzucie oka na moim kompanów zrozumiałem, że oni czują to co ja. Postać odezwała się i słyszeliśmy ją wyraźnie mimo tego, że jej usta nie poruszały się „Gdy słońce zajdzie, wszystko zniknie. To miejsce to jedynie początek. Znieważyliście nasz dar, więc go zabierzemy”. Gdy skończyła mówić, rzuciła się na nas. Stwórcy, nigdy nie widziałem postaci tak wielkiej i szybkiej jak w tej chwili, zabiła czterech z nas jednym uderzeniem ramienia. Po marnych pięciu minutach w których postać nie wykazywała żadnych oznak, że odczuwa rany, które jej zadajemy, zostałem sam. W tym momencie postać wysunęła w moją stronę dłoń z szeroko rozłożonymi palcami. W tym momencie moje ciało wyprostowało się, ręce i nogi rozłożyły, a ja mimo wszelkiego starania nie mogłem poruszyć nawet o milimetr. Słyszałem jak upada mój miecz, ale ten dźwięk był odległy, jakby tylko echo oryginału. Przed oczami zobaczyłem tak jasne światło, że aż krzyknąłem, a raczej krzyknąłbym gdybym miał jakąkolwiek kontrolę. Znowu usłyszałem głos, jednak tym razem był on słodki, kobiecy, kuszący.
- Nie opieraj się, jesteś inni niż oni. Dla ciebie jest jeszcze szansa na ratunek. Możesz dożyć sędziwego wieku u boku swej ukochanej i już nigdy nie słyszeć o walkach. - Gdy głos ucichł, poczułem, że mogę odpowiedzieć, pierwszym dźwiękiem jaki wydobył się moich ust to krzyk a później gdy zebrałem trochę energii odpowiedziałem – Masz rację. Jestem inny i wiem, że stwórcy cię zniszczą.
- Postać tylko zaśmiała się, a ja słyszałem jak używa jednocześnie obu głosów. Po chwili postać znowu odpowiedziała
– Naprawdę sądzisz, że twoim stwórcom zależy na dobru. Pomyśl, przez całe szkolenie wpajają Wam reguły, zasady, prawa które znacie na pamięć i z których musicie korzystać. Czterysta pięćdziesiąt osiem punktów, nie licząc już podpunktów, to i tak dużo. Wszystkie mają na celu stworzenie jednostek ślepo wykonujących rozkazy. Myśl, czy nie zdarzyło ci się oberwać za pytanie lub wykonanie czegoś nie tak jak mówiły punkty?
Gdy głos znowu umilkł, zdałem sobie sprawę, że postać ma rację, a w momencie gdy to słowo się sformułowało, moja zbroja zaczęła mnie palić, jakby była z żywego ognia, postać w tym momencie uderzyła w powietrzu ręką w lewo i prawo a mój mundur upadł na podłogę zniszczony i w wielu częściach. Ja upadłem na kolana oddychając głęboko. Gdy wciągałem powietrze, czułem się cudownie, jakbym po raz pierwszy od dawna oddychał bez żadnego ciężaru na sercu. Głos znowu przerwał ciszę – przyjemnie się oddycha. Pamiętasz to uczucie, dawno tego nie robiłeś. - kiedy głos umilkł, powiedziałem „Jak to? Przecież musiałem oddychać, by żyć”. Głos odpowiedział mi „to nie ty oddychałeś, ale twoja zbroja. Karmiła się tobą, a w chwili, gdy zacząłeś myśleć, chciała cię spalić, by zachować to w sekrecie. Przepraszam, ale twoich przyjaciół nie udało się wyciągnąć ze zbroi”. Wtedy rozejrzałem się po holu i zobaczyłem czternaście spalonych postaci z kawałkami zbroi, nawet z odległości czułem żar bijący ze zwłok. W tym momencie przestałem wierzyć w słowa, którymi karmią nas Templariusze, ścisnąłem swój amulet rozproszenia. Był pusty, dziwne ale nie wyczułem w nim żadnej ingerencji. Jakby zawsze taki był.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Tomasz Hipsz - Kune

Książka będąca miksem gatunków. Czy jest to dobre połączenie? Może moja opinia pomoże Wam w podjęciu decyzji.

---------------------------------------------------------------------------------------------

Okładka:


----------------------------------------------------------------------------------------

Opis marketingowy:

Zbliża się czas intensywnego wykorzystywania Księżyca i najbliższych okolic naszej planety.
Czy w parze z postępem technicznym idą zmiany w naturze ludzkiej? Czy w ściśle kontrolowanym środowisku bazy księżycowej jest miejsce na typowe słabości, intrygi, przestępstwa? Czy w zamkniętym środowisku jest miejsce na uczucia i intymność? Może zmienia się tylko otoczenie, w którym się poruszamy, a natura ludzka pozostaje niezmienna?
Mark Novak - dojrzały facet po przejściach chce zostawić za sobą przeszłość. Liczy na spokojną posadę, która umożliwi mu uporządkowanie własnego życia. Przybywa do bazy księżycowej Kune, na której ma objąć stanowisko dowódcy Służby Bezpieczeństwa. Jednak spokój nie jest mu pisany…

Książka dostępna bezpłatnie na:
http://najpierwprzeczytaj.pl/ebook/206/kune

źródło opisu: https://www.e-bookowo.pl/proza/kune.html

------------------------------------------------------------------------------------------

Opinia:

Książka jest swoistą mieszanką akcji, sensacji, romansu, kryminału i jeszcze kilku innych gatunków a na dodatek wszystko jest ładnie oblane sci-fi. Biorąc pod uwagę niewielką objętość książeczki oraz to iż większość pokazanych wątków "pcha się" na pierwszy plan robi się niewielki mętlik. Nawet jeśli cłowiek chciałby skupić się na jednym wątku to gdy "włącza się" inny to tamten dzieje się niejako sam i gdy wraca on na pierwszy plan okazuje się, że wiele elementów zostało rozwiązanych po za kartkami książki. Osoby wrażliwe na błędy mogą czuć lekką irytację na niektóre, pominięte przez korektę. Tak prawdę mówiąc to nie mam pojęcia czy jakakolwiek miała miejsce. Pewnym niedomówieniem jest oparcie związku bohaterów na czynniku łóżkowym. Autor niby stara się powiedzieć, że bohaterowie czują do siebie coś więcej, jednak jest to strasznie naiwne i nienaturalne. Książka ma również problem z cęstym powtarzaniem w trakcie opisów zewnętrznych stwierdzenia o "cienkich kombinezonach, które przylegają do ciała". Mam też niewielki problem z tym całym miksem gatunkowym. To tak jakby autor nie do końca wiedział jaki styl ma mieć jego książka.
Jednak pomimo tego całego marudzenia, książkę czytało mi się przyjemnie. Jest to typowy średniak który nie wyróżnia się niczym szczególnym lecz czasem fajnie sięgnąć po taki produkt. Odprężyć się przy nim i pozwolić wszelkim myślą błądzić w czeluściach umysłu.

-----------------------------------------------------------------------------------------

Opinia w wersji audio:


wtorek, 1 sierpnia 2017

Amy Tintera - Restart

Książka która miała potencjał na bycie bardzo oryginalną w milionie podobnych. A jak wyszło, dowiecie się juz wkrótce.

----------------------------------------------------------

Okładka:


------------------------------------------------------------------------------------------

Opis marketingowy:

Przed pięciu laty Wren Connolly została postrzelona trzykrotnie w klatkę piersiową. Po 178 minutach powróciła. Jako restart - silniejsza, szybsza, posiadająca możliwość samoleczenia i niemal pozbawiona emocji. Im dłużej Restart pozostaje martwy, tym mniej z człowieka w nim zostaje po powrocie. Wren 178 jest najbardziej martwym Restartem w Republice Teksasu. Ma siedemnaście lat i służy jako żołnierz Korporacji Odnowy i Rozwoju Populacji.
Ulubioną stroną pracy Wren jest trenowanie nowych restartów, ale jej ostatni nowicjusz okazuje się najgorszym, z jakim kiedykolwiek miała do czynienia. Callum Reyes 22 jest praktycznie człowiekiem. Ma za słaby refleks, zadaje dużo pytań, a uśmiech stale obecny na twarzy chłopaka doprowadza Wren do szaleństwa. Jednak jest w nim coś, czego nie powinna zignorować. Kiedy Callum odmawia wykonania rozkazu, Wren dostaje ostatnią szansę na utrzymanie go w ryzach – inaczej będzie musiała go zlikwidować...

źródło opisu: http://www.mag.com.pl/ksiazka/204

---------------------------------------------------------------------------------------------

Opinie:

Pierwszy tom serii "Restart", który miał szansę na pokazanie oryginalnego uniwersum z zombiakami w roli głównej. W tej części poznajemy ogólne informacje o tym jak budzą się restarci oraz czym różnią się w zależności od długości "bycia martwym". Muszę przyznać iż na początku chciałem napisać o płytkich bohaterach lecz tylko na pierwszy rzut oka spawiają takie wrażenie. W książce jest pewien wątek który według mnie mógłby być całkowicie pominięty oraz pewien "zwrot" akcji którego efektu domyślamy się na długo przed jego objawieniem. Produkt jest bardzo typowy i w ogóle nie zachęcił mnie do sięgnięcia po kolejne tomy.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Dodatek w wersji audio:


Andrzej Łaski - Wędrowycz: Klątwa C2H5OH

Cóż, lubię czytać komiksy ale w 99% przypadków czytam je sobie tak dla siebie bo za bardzo nie wiem co powiedzieć oprócz. Bardzo fajne, ale ...