czwartek, 1 kwietnia 2021

Podsumowanie marzec 2021

Cześć, w tym miesiącu naprawdę jest mało książek i w sumie to chyba cały rok będzie taki ponieważ jak patrzę na ofertę legimi jakoś opisy książek mnie nie namawiają. Na szczęście mimo tych czterech nowych przeczytanych wracam sobie do tych już poznanych. W marcu na ten przykład na nowo przeczytałem serię "Hayden War", i chętnie przeczytałbym ósmy tom tej serii. Poza książkami możecie również przeczytać malutki wywiad z pisarką Agnieszką Załubską-Giruć, może jej książka przypadnie wam do gustu. A ja czekam od pewnego czasu tylko na nową powieść Katarzyny Wycisk zatytułowanej Krew Nowych Bogów, która ma być fantastyką dla dorosłych. I nie chodzi tu o sceny zbliżeń między postaciami a skomplikowanie fabularne. Jednak na chwilę obecną cała maszyna marketingowa nie została jeszcze uruchomiona a chętnie wrzuciłbym jakiś darmowy fragment. No nic, życzę Wam miłego kwietnia.

Lista książek

1. Tomasz Kaczmarek - Przedsionek Piekła [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

środa, 31 marca 2021

Marcin Mortka - Nie ma tego Złego

Wydawnictwo:Sine Qua Non
Premiera: 24 luty 2021

---------------------------------------------------------------------------------------------
Opis marketingowy:

Jedni mówią, że Złe to kraina za Gwiżdżącymi Górami.
Inni utrzymują, że Złe to wszyscy, których Dolina wygnała, w tym magowie. Mieszkają w górach i hodują w sobie nienawiść, aż nie mogą jej znieść – wtedy sięgają po oręż i ruszają do ataku.
Są też tacy, co twierdzą, że Złe to moc. I że to ona zmienia ludzi w bestie.
Edmund zwany Kociołkiem, niegdyś żołnierz w armii księcia Stefana, dziś spełniony mąż i ojciec, a do tego karczmarz słynny na całe Wichrowiny, wdepnął w bagno, które podejrzanie zalatuje Złem. Razem ze swą drużyną do zadań specjalnych – socjopatycznym elfem, goblinem zwiadowcą, pełnym tajemnic guślarzem, charakternym krasnoludem i jednym z ostatnich prawdziwych rycerzy Doli – otrzymał zlecenie, które okazało się czymś więcej niż zwykłe dostarczanie przesyłek czy osłanianie karawan.
Karczemne bijatyki, dworskie spiski, nocne biesiadowanie, walka z potworami, a do tego kuchnia taka, że palce lizać!
Przekonaj się, co jeszcze czeka na Ciebie w Dolinie!

-------------------------------------------------------------------------------------------
Opinia:

Wiecie co najbardziej podobało mi się w tej powieści? To, że drużyna bohaterów nie jest "jedynym lekiem na zło całego świata", nie tutaj mamy do czynienia tylko z najemnikami którzy przed wykonaniem zlecenia chcą mieć wszystko na piśmie. Jeśli chodzi o zgrupowanie to z jednej strony jest dość standardowo, człowiek, elf, krasnolud, goblin, druid. Jednak z drugiej każdy z nich to inna historia. Mimo, że tak naprawdę najwięcej dowiadujemy się o Kociołku, szefie grupy z którego perspektywy pisana jest cała powieść to mamy zalążki opowieści całej drużyny. Z wielką chęcią przeczytałbym coś więcej z tego uniwersum aby dowiedzieć się historii poszczególnych członków ekipy. Ale wracając do "Nie ma tego Zła", powieść zaczyna się od jakiegoś pomniejszego zlecenia którego nie będę zdradzał a później Kociołek chcąc zabezpieczyć siebie i ekipę [nie tylko, ale nie chcę spoilerować], udał się do władcy krainy po azyl. Ten w zamian za ochronę daje mu tydzień na wykonanie zadania.
Powieść jest świetną książką akcji, i mogę ją wam z czystym sumieniem polecić.

Profil ksiażki w serwisie lubimy czytać:

czwartek, 25 marca 2021

Katarzyna Wycisk - strona autorska



Chciałbym zaprosić Was do zakupu nowego wydania serii Falcon autorstwa Katarzyny Wycisk. Aby to zrobić wystarczy wybrać odpowiednią zakładkę na stronie autorki http://katarzynawycisk.com/

Oprócz samych książek, tak w wersji fizycznej jak i cyfrowej macie również możliwość zakupu kilku gadżetów. Warto dodać, że strona graficzna jest dziełem autorki serii. 

Chciałbym również uchylić rąbka tajemnicy iż autorka ma zamiar wydać już w tym roku swoją nową powieść w całkiem nowym uniwersum.

Jakbyście chcieli to poniżej są linki do moich opinii pierwszego wydania książek:
Opis wydawcy:

Falcon – na ścieżce kłamstw, tom I

Kiedy całe życie nagle się zmienia, a wszystko, co do tej pory znaliśmy, okazuje się być wielkim kłamstwem.
Byli niczym maszyny, marionetki spełniające rozkazy. Pozbawieni przeszłości. Bez rodzin, bez przyjaciół, bez tożsamości. Zabrano im wolną wolę, zakazano podejmowania własnych decyzji. Nie pozostawiono nawet imion – w zamian poczęstowano cyframi. Ich oczy były puste, a spojrzenia zimne jak lód. Bezwzględni, brutalni, nielitościwi. Wolni od wyrzutów sumienia, obdarci z emocji i uczuć.
W drodze do domu, Alex jest świadkiem makabrycznego zdarzenia. Widzi grupkę ludzi, których ciała płoną żywcem. Po ich środku stoi nieznajomy chłopak władający śmiercionośnym ogniem. Incydent jest tak potworny i niewytłumaczalny, że dziewczyna zastanawia się, czy nie są to halucynacje lub wytwór jej wybujałej wyobraźni.
Cała teoria szybko lega w gruzach, kiedy następnego dnia staje twarzą w twarz z tajemniczym chłopakiem.

Falcon – na rozstaju dróg, tom II

Po katastrofalnej w skutkach akcji ratunkowej Alex zostaje zamknięta w odizolowanym pomieszczeniu Głównej Kwatery. Dziewczyna nie wie, co stało się z towarzyszącą jej dwójką i resztą grupy. Obawia się, że zdrada Siedem przyniosła w rezultacie fatalne skutki i konsekwencje.
Nie widząc innego wyjścia, postanawia zawrzeć umowę z dowódcą Organizacji i pozostać w Kwaterze.
Co dziwne, nie wszystkie słowa ludzi Falconu brzmią jak szaleństwo. Ponadto, ich dowódca zdaje się mieć dobre, jego zdaniem uzasadnione, powody takiego, a nie innego postępowania. Kto tak naprawdę jest zły? Falcon? Czy osoby z nadnaturalnymi zdolnościami? Którą ze stron wybierze Alex? I jakie konsekwencje poniesie za sobą jej decyzja?

Falcon – na drodze do prawdy, tom III

Po wszystkim, co się stało, Alex nie jest już tą samą naiwną, przerażoną dziewczyną, co kiedyś. Stała się wojowniczką, której niestraszna nawet śmierć. Łącząc siły z Alphas, postanawia stawić czoła Organizacji Falcon
i zniszczyć ją raz na zawsze. Jednak osiągnięcie sukcesu nie będzie takie łatwe. Dziewczyna wraz ze swoimi przyjaciółmi znów musi zadecydować, komu może ufać.
Czy uda jej się odnieść zwycięstwo? Ilu bliskich jej sercu osób musi jeszcze zginąć? Czy w obliczu nadchodzącej wojny zachowa resztki duszy?

środa, 24 marca 2021

Agnieszka Załubska-Giruć - wywiad




1. Skąd pomysł na książkę łączącą ze sobą psychologię i architekturę?


Psychologia i architektura czy wzornictwo, nie są dziedzinami niepowiązanymi czy odległymi sobie. Wręcz przeciwnie ich ścisła współpraca i przenikanie się powoduje, że powstają tak piękne i wyjątkowe obiekty na całym świecie. Każdy budynek czy jego wnętrze powinien być w ścisłej relacji z jego wydźwiękiem nie tylko estetycznym ale właśnie psychologicznym. Poza faktem jak wkomponowuje się w istniejącą już przestrzeń, kluczowym jest, jak oddziałuje na nasze zmysły jak z nami współgra i jak do nas przemawia. I choć książka jest bardziej o wnętrzach niż dużej architekturze to właśnie w niej te wnętrza a raczej przedmioty je zamieszkujące przemówiły. Często nie zdajemy sobie sprawy jak głęboce elementy wystroju wnętrz z nami rezonują, jak wpływają na nasze samopoczucie, samorozwój, energię a nawet związki. Takie zależności od dawna mnie fascynowały. Zaczęłam o nich czytać potem opowiadać na spotkaniach i prelekcjach. Temat spotkał się z tak dużym zainteresowaniem, iż postanowiłam napisać o tym książkę.


2. Jest Pani z zawodu architektem. Czy miała Pani jakąś zabawną sytuację podczas projektowania czy oddawania zlecenia?


Jestem projektantem wnętrz, nie kończyłam architektury. Co nie zmienia faktu, że klienci są różni, tak jak sytuacje zastane podczas całego procesu projektowego. Oczywiście bywają niestandardowe sytuacje i to te pozytywne jak i negatywne. Zdecydowanie zabawne zawsze przyjemniej się wspomina. Jedną z nich był proces projektowania pewnej restauracji, która miała powstać z istniejącej stodoły. Odwiedziłam inwestorkę i przy winie omawiałyśmy wstępny projekt, który wcześniej przygotowałam. Im więcej wina się ulało tym zmiany na projekcie były bardziej kreatywne. Jednak rano wbrew temu co mogłoby się wydawać, okazało się, że zmiany, których dokonałyśmy, były naprawdę bardzo dobre.

3. Mogłaby Pani krótko powiedzieć komu poleciłaby Pani swoją książkę? 

Książka mimo wydawałoby się dość branżowego oddźwięku, jest wspaniałym przykładem literatury uniwersalnej. Ponieważ pisałam ja z jednej strony z myślą o profesjonalistach, zawodowych architektach, projektantach czy designerach by w pracy kierowali się nie tylko swoimi ambicjami. Ale by byli bardziej otwarci i empatyczni w stosunku do swoich klientów i by potrafili ich słuchać. Z drugiej strony jest to książka dla osób, które chciałyby coś zmienić w swoim otoczeniu a nie wiedzą od czego te zacząć. Sądzę, że wszyscy którzy chcą dowiedzieć się jak ważne jest to czym się otaczamy, którzy cenią sobie piękno a dom jest dla nich ważny powinni sięgnąć po tę pozycję

4. A teraz pytanie które sprawia autorom wiele trudności. Czy mogłaby Pani napisać coś o sobie?

Nie wiem dlaczego miałoby to sprawiać mi trudność. Aby napisać książkę z pogranicza psychologii trzeba najpierw poznać siebie. Również w pracy projektanta trzeba być pewnym siebie by pomagać innym, w stopniu jakiego oni oczekują. I to jest kluczowe. Oczywiście poza cała elastycznością, którą należy mieć pracując w usługach, trzeba mieć też dar widzenia dalej i szerzej. To w kontekście przestrzeni, jej walorów i wad, proporcji. Trzeba być wrażliwym na piękno, kolor, strukturę i połączenia detali. Ważne jest też aby umieć czerpać z przyrody, sztuki, wzornictwa a nawet trochę mody. Tak właśnie postrzegam siebie.

5. Co było dla pani najtrudniejsze w procesie tworzenia książki?


Jeśli pisze się z pasji i wie się co chce się osiągnąć i przekazać czytelnikowi, człowiek wchodzi w zupełnie inny stan umysłu i po prostu pisze. Trzeba sobie oczywiście narzucić pewnego rodzaju dyscyplinę, jednak jestem osobą dość zorganizowana i obowiązkową zatem nie było to dla mnie jakimś dyskomfortem. Najtrudniejsze w tym wszystkim było chyba samo wydanie książki. Osobiste dopatrzenie wszystkich jego aspektów i szczegółów. Do książki powstawały tez ręcznie malowane obrazy zatem tutaj pojawiło się trochę stresu czy zdążymy i czy artystka ukaże w nich kwintesencje poszczególnych rozdziałów. Ale udało się i sądzę nieskromnie, że wyszło całkiem ładnie.

6. Czy jest coś w książce z czego jest pani szczególnie dumna?

Jestem dumna z całej książki, ponieważ, jest ona nie tylko interesująca w zakresie treści ale też pięknie zilustrowana, przygotowana graficznie i estetycznie wydana. Pisząc starałam się aby to nie był kolejny banalny poradnik wnętrzarski, ponieważ tego jest sporo na rynku. Dlatego napisana jest w zaskakujący sposób , poprzez przeniesienie narracji na martwe przedmioty, które nas otaczają i z którymi wchodzimy w dialog. Nie chciałam tez aby zawierała zdjęcia wnętrz czy inspiracje, bo tego jest mnóstwo w internecie i mediach branżowych. W zamian postanowiłam by do każdego rozdziału powstał obraz go ilustrujący. Chciałam też by była dobrze wydana jakościowo i kolorowa. Wszystkie te założenia udało się spełnić zatem mam powód by być z niej dumną.

7. Czy ma Pani jakieś swoje ulubione gatunki literackie po które sięga Pani by odpocząć?

Zdecydowanie. Uwielbiam czytać biografie, są one nieskończonym źródłem inspiracji i odkrywają postaci twórców czy innych znanych osób z zupełnie inne strony. Fascynują mnie losy ludzi takie prawdziwe a nie fikcyjne. Przyznam, że z wielu spokojnie literatura mogłaby czerpać garściami.

8. Czy mogłaby Pani zdradzić największy mit pracy architekta? 

Zawód ten zdaje się nie jest bardzo enigmatyczny, jednak programy telewizyjne np. bardzo upraszczają cały proces projektowy i naszą pracę z klientem, podwykonawcami czy pomocnikami. Wszystko jest trochę bardziej skomplikowane i pracochłonne. Sam etap wstępnych ustaleń z klientami to często kilka godzin a nie parę minut w których pytamy: jak chcielibyście aby wyglądał wasz dom? To też przygotowanie wizualizacji, które często w mediach po prostu się pojawiają. A to są godziny dopieszczania tego co chcemy finalnie inwestorowi przekazać. Nie jest też tak słodko z ekipami remontowymi, ponieważ nie zawsze są sumienne i perfekcyjne. Ale cała reszta, czyli że jest to praca dla pasjonatów, z wyczuciem przestrzeni, proporcji i ponadnormatywnym poczuciem estetyki się zgadza.

9. Czy podczas pracy nad książką miała Pani momenty w których chciała ją porzucić?

Aż tak drastycznie nie było. Chociaż książka powstawała długo. Najpierw nakreśliłam jej szkic. Czyli jakie rozdziały mają się w niej znaleźć, jaki problem poruszać a potem dopasowałam do nich ćwiczenia. Jednak cały czas natrafiałam na kolejne informacje, które uważałam za warte uwzględnienia w jej treści. Podesłałam też rozdziały kilku osobom i od nich również spłynęły ciekawe spostrzeżenia. Sytuacja z jaka przyszło nam się mierzyć w zeszłym roku spowodowała, że miałam czas na dokończenie książki i przygotowanie do druku. No i jest!

10. I pytanie które zadaję dość często. Co radzi Pani autorom stawiającym swoje pierwsze kroki? 



Teraz wiele osób pisze książki i to jest wspaniałe. Są zupełnie inne możliwości. Można samemu zmierzyć się z rynkiem. Jeśli wierzymy w nasze dzieło to po prostu pisać i starać się za wszelką cenę wydać. Nie jest to proste bo wymaga wiele czasu i energii jak również finansów, ponieważ większość młodych autorów teraz wydaje książki samodzielnie. Myślę, że to też jest dobre. Dużo się człowiek przy tym uczy. Nie należy się zniechęcać, np. milczeniem wydawnictw, do których się książkę wysyła. Ale też uważać na te, które bezrefleksyjnie chcą książkę wydać. Sukces zależy od nas. Od naszego nastawienia i wkładu pracy.

Za wywiad oraz grafiki dziękuję autorce


sobota, 20 marca 2021

Wolne Lektury - wasz zbiór darmowych książek




Cześć, dzisiaj chciałem Was na stronę wolne lektury z której możecie bez żadnych opłat ściągnąć i przeczytać książki dostępne na licencji darmowej. Ekipa prowadząca serwis nie ogranicza się jedynie do tych już obecnych na liście darmowych, ale czasami organizuje zbiórki dzięki którym "uwalnia" książki. Ostatnio w ten sposób uwolniona została powieść Orwella "Rok 1984". Każda powieść dostępna jest w formatach pdf, epub oraz mobi tak, że możecie czytać na większości popularnych czytnikach ebooków. Niektóre z książek są dostępne nawet w formie audiobooka [mp3], ale to dopiero początek poza tym głosy które czytają nie są profesjonalne oraz to czy wam odpowiadają jest kwestią gustu. 


Zapraszam Was na ten serwis i serdecznie go polecam.

Jeśli macie ochotę możecie w komentarzach napisać inne serwisy podobne do wolnych lektur

czwartek, 18 marca 2021

Agnieszka Załubska-Giruć - Czy z tym domem jej do twarzy [opis wydawcy]


Czy z tym domem mi do twarzy", zaczyna się w miejscu, w którym kończą się wszystkie poradniki
czy książki wnętrzarskie. Mimo, że nie jest to przedstawiona w dosłowny sposób opowieść o
architekturze, projektowaniu, trendach czy nieruchomościach. To niesie za sobą ogromną dawkę
wiedzy o świadomym tworzeniu przestrzeni i jej psychologicznym znaczeniu dla człowieka.
Autorka porywa czytelnika w czarującą podróż po domu, w którym w osobliwy sposób, krzyżują się
przeżycia ludzi i historie przedmiotów. Z każdym rozdziałem daje dogłębne spojrzenie na to jak
fascynujące są ukryte powiązania między tym co materialne czyli designem a tym co duchowe i
emocjonalne czyli psychologią. Tutaj prawda ukryta jest w przedmiotach, bo to one wcieliły się w rolę
narratora. Fotel, lustro czy klamka opowiadają o wydarzeniach z życia domu, wyjaśniając
jednocześnie swoją rolę i zadania jakie im przydzielono. Ukazują indywidualny stosunek ludzi, do
poszczególnych, często konkretnych elementów wystroju wnętrz. Przez co uświadamiają
czytelnikowi jak ważna jest intencjonalność w ich doborze.
W meblowaniu sobie mieszkania - podobnie jak życia - nie ma miejsca na przypadkowość czy
chaotyczne i nieprzemyślane decyzje. Projektowanie to odpowiedzialność za styl życia,
samopoczucie i długotrwałe szczęście. Tu empatia i świadomość potrzeb jest kluczem. Zwłaszcza jeśli
będąc projektantem czy architektem formuje się przestrzeń dla innych.
 Jest to zatem obszerny przewodnik po tym jak mieszkać w zgodzie z samym sobą. Jak odkryć
prawdziwe upodobania i ustanawiać osobiste priorytety w tworzeniu wnętrz. Jak nabrać pewność
siebie, aby samodzielnie i świadomie kształtować przestrzenie wokół siebie. Jak w końcu stworzyć
dom, którego nie chce się opuszczać.
Poszczególnym rozdziałom towarzyszą sugestywne ilustracje, oraz merytoryczne porady i ćwiczenia
projektowe.

Rozdziały:

Wstęp - opis zawartości książki oraz wyjaśnienie czym jest psychologia designu i dlaczego jest tak
ważna dla człowieka
1. Ściana - porusza kwestię aranżacji ścian czym one są we wnętrzu i dla człowieka oraz jak działają
kolory


2. Okno - poczucie prywatności w domu oraz przestrzeń osobista i jej organizacja
3.Lustro - o potrzebach ludzi związanych z samoidentyfikacją i samorealizacją
4. Biurko - praca w domu i w biurze, różnice w kontekście typu osobowości
5. Klamka - symbolika i waga detali w przestrzeni
6. Poduszka - jak ważna jest podświadomość w odbiorze wnętrz
7.Fotel - waga przedmiotów w wyposażeniu wnętrz oraz ich wpływ na człowieka na bazie przykładów
designerskich foteli
8. Obraz - rozdział poświęcony zagadnieniom estetyki i gustu a także typom postrzegania przestrzeni
9. Lampa - część poświęcona światłu i oświetleniu oraz tym jak ono działa na człowieka



środa, 17 marca 2021

Zapowiedzi kwiecień 2021





Autor: Magdalena Kubasiewicz

Wydawca: Uroboros

Data premiery: 14.04. 2021 r.





Opis wydawcy:

Magdalena Kubasiewicz zaprasza do Sieldige, gdzie przysługa bywa cenniejsza od złota, ulicami krążą upiory, a pocałunek syreny zamiast miłości niesie śmierć. Rasowa fantastyka dla wielbicieli przygody, legend i spisków, których stawka jest cos ważniejszego niż życie — władza. 

Marta Kisiel

Baśń o syrenach, magii i poświęceniu.
Kiedyś syreny chodziły pomiędzy śmiertelnikami. Pamiątką tych czasów jest przepis na truciznę, na którą nie ma lekarstwa.
Książę zostaje otruty Pocałunkiem Syreny i zapada w śpiączkę.
Arystokrata Leto i jego przyjaciółka, alchemiczka Aletha, łączą siły, by ocalić władcę. Niepewni, kto jest sojusznikiem, a kto wrogiem, próbują znaleźć antidotum i przywrócić porządek w Księstwie. Czy Aletha zdoła uratować Księcia? Dokąd zaprowadzą Leto poszukiwania zamachowców? Jaka cenę przyjdzie im za to zapłacić?

Fragment:

Leto wszedł do Dzielnicy Luster tuż przed świtem, gdy niebo dopiero szarzało, a słońce nie wyłoniło się jeszcze na dobre ze słonych wód Siedmiu Pieśni. Padał deszcz, choć nad innymi częściami miasta nie wisiały chmury. Pogoda w dzielnicy często szalała, jakby ta należała do innej rzeczywistości. Wiosną zdarzył się nawet deszcz żab, który potrwał wprawdzie ledwo kilka chwil, ale długo był jednym z ulubionych tematów rozmów obywateli Sieldige. Na uliczkach dopiero pojawiali się pierwsi przechodnie, głównie okoliczni mieszkańcy. Plac, który służył za targowisko, świecił pustkami – większość sklepów pozostawała zamknięta, a przenośnych stoisk jeszcze nie rozłożono. Klienci z innych części miasta przychodzili dopiero, gdy słońce stało już wysoko na niebie. Mało kto z zewnątrz ryzykował wchodzenie do Dzielnicy Luster przed świtem. Sklep, do którego Leto skierował swoje kroki, również był zamknięty na głucho. Zarówno okiennice, jak i drzwi wejściowe pozostawały zatrzaśnięte. Budynek, w którym się mieścił, sąsiadował ze znacznie bardziej okazałą kamienicą, z drugiej zaś strony z wąską alejką. Leto wszedł w uliczkę – gdyby ktoś nadchodził z przeciwka, nie zdołaliby się minąć, tak było wąsko – i okrążył budynek. Przez chwilę oklepywał lustrzaną ścianę, nim wreszcie namacał niewidzialną klamkę. Nacisnął ją i drzwi, których jeszcze przed chwilą wydawało się, że tam nie ma, stanęły otworem. W jego nozdrza natychmiast uderzył mocny zapach ziół. Znalazł się na zapleczu Siedmiu Kropli, sklepu z miksturami i ziołami.
– Spóźniłeś się!
Krzyk dobiegł z głębi budynku i pobrzmiewała w nim irytacja. Leto westchnął i czym prędzej przeszedł do głównej izby. Jedynym źródłem światła był niebieski kamyk leżący na ladzie, który roztaczał blady, błękitnawy blask. Na półkach ciągnących się wzdłuż ścian ustawiono liczne pudełeczka, woreczki, fiolki oraz koszyczki splecione z trawy. Z belki pod sufitem zwisały suszące się zioła – ich woń zawsze przyprawiała Leto o ból głowy – a przy wejściu i oknach umieszczono kilka ochronnych amuletów. Właścicielka tego wszystkiego stała na stołku i układała pojemniczki na półkach z kosmetykami.
– Musiałem zgubić ogon – odparł przepraszająco.
– Świetnie.
Aletha trochę zbyt gwałtownym gestem upchnęła całe pudełko na półce i zeskoczyła ze stołka, ostrożnie, by nie potknąć się o rąbek prostej, szarej spódnicy. Zdenerwowana, ocenił Leto, tracąc nadzieję na miłą konwersację przy herbacie. Coś musiało wyprowadzić ją z równowagi – i raczej nie było to jego spóźnienie ani nawet to, że był śledzony. Wiedziała przecież, że punktualność nie należy do zalet Leto, a nie pierwszy raz po drodze do Dzielnicy Luster gubił niechciane towarzystwo.
– Mam twoje zamówienie – poinformowała sucho, podchodząc do lady. Gdy stanęła przy magicznym kamyku, oświetlona jego blaskiem wyglądała jak upiór: i opalona skóra, i piaskowe włosy nabrały błękitnawego odcienia, a kolor niebieskich oczu zdawał się bardziej intensywny.
– Powinnaś stosować zwykłe świece. Odstraszysz klientów – rzucił i obdarzył ją uśmiechem. W odpowiedzi doczekał się spojrzenia pełnego złości.
– Powinieneś prosić o takie rzeczy waszego alchemika – odpowiedziała wykładając na ladę niewielką skrzynkę. – Zapas eliksiru nasennego, trzy fiolki mikstury odganiającej senność, eliksir prawdy, pięć porcji. Pamiętaj, że możesz nim łatwo otruć przesłuchiwanego.
– Nasz alchemik nie umie przygotować skutecznego eliksiru prawdy, poza tym i Garreth, i Erika natychmiast dowiedzieliby się, co zamówiłem – stwierdził Leto. Położył dłoń na wieku skrzynki i pochylił się, spoglądając Aletcie z bliska w twarz. – Co się dzieje, Let? Jesteś wściekła.
– Wcale nie – zaprotestowała odruchowo, po czym z jej ust wyrwało się westchnienie. Najwyraźniej uświadomiła sobie, że takie wykręty nie mają sensu: za dobrze ją znał. – Nie wiem. Coś wisi w powietrzu. Nie powinieneś tu dziś przychodzić. A ten eliksir w dwóch przypadkach na dziesięć naprawdę doprowadza do śmierci.
– Wiem. Już mi to mówiłaś – przypomniał łagodnie.
Wiedział też, że jeśli istnieje pewny i bezpieczny w użyciu eliksir prawdy, to w księstwie nie ma alchemika, który umiałby taki przygotować. A i przepis na tę miksturę znała tylko Aletha, a jedyną osobą tego świadomą był on. Zastanawiał się, czy to myśl, że być może kogoś otruje, tak ją drażniła, jednak szybko doszedł do wniosku, że nie o to chodzi. Zdarzało się jej już przygotowywać trucizny, nawet jeżeli robiła to rzadko i niechętnie.
– Jest taka piosenka – westchnęła Aletha, przymykając oczy i pocierając skronie. – O deszczu nad Dzielnicą Luster.
Nad Dzielnicą Luster pada, niebo płacze, płacz ty też, patrzy na nas Em-Da-Nan, Władca Siedmiu Wież… Tu prawie nigdy nie ma deszczu, nawet jeżeli leje nad całym krajem. Wszyscy traktują to jako zły znak. Stanie się coś niedobrego. Niemal każdy mieszkaniec Dzielnicy Luster był zabobonny. Pozostawało to wpisane w ich naturę i często ustrzegało przed niebezpieczeństwem w miejscu, w którym magia odcisnęła swoje piętno tak głęboko, że nawet po setkach lat na tutejszych uliczkach działy się dziwne rzeczy. Nie pomagało i to, że do Dzielnicy ściągali wszyscy ci, którzy nie pasowali nigdzie indziej.
– Za bardzo się przejmujesz, mała.
– A ty za mało. – Aletha cofnęła się, skrzyżowała ręce na piersiach. Na jej śniadej twarzy irytacja walczyła z niepokojem.
– Nie upuść tego. Przygotowywanie eliksiru prawdy zajmuje dwa miesiące, a delirie już przekwitły. Nie dostaniesz kolejnej porcji do przyszłego roku.
– Wciąż mi to wypominasz? – spytał Leto, ostrożnie wsuwając skrzyneczkę do torby. – Tylko raz potłukłem twoje eliksiry. Miałem wtedy osiemnaście lat i omal nie rozjechał mnie wóz.
– Nieważne. Idź już.
– Może pozwolisz mi chociaż zapłacić? – zasugerował, chociaż poczuł się dotknięty tak bezceremonialnym pożegnaniem. Ostatni raz widzieli się na początku lata i nie spodziewał się, że zostanie tak oschle potraktowany. Ani tak prędko odprawiony. Wyciągnął z kieszeni sakiewkę i położył ją na ladzie. – Śmiech Płomienia…
– Będzie gotowy za siedemnaście dni. Tak samo jak dwie pozostałe – ucięła Aletha. – Przyjdź ostatniego dnia Słonecznej. Leto, idź wreszcie. Zrobiło się jasno. Nawet w deszczu niektórzy już wychodzą na ulice.
Zdusił rozczarowanie. Miała rację. Powinien był przyjść wcześniej. Chociaż istniała na to nikła szansa, mógł teraz zostać przez kogoś zauważony i rozpoznany. Ktoś mógłby
się zastanawiać, dlaczego Leto Drakin odwiedza zakład alchemiczki oferującej dobre, ale przecież nie nadzwyczajne eliksiry, gdy może korzystać z usług znacznie bardziej znanych mistrzów. Aletha nie chciała zbytnio zwracać uwagi. Nie przechwalała się ani magią, którą władała, ani znajomością co rzadszych receptur. A już na pewno nie znajomością z nim.
– Do zobaczenia – powiedział więc tylko i przeszedł na ciemne zaplecze, zostawiając Alethę samą. Zdążył już otworzyć niewidzialne drzwi, kiedy usłyszał za sobą jej okrzyk.
– Leto! – Wypadła za nim i zatrzymała się przy wejściu na zaplecze. Zamilkła na moment, jakby niepewna, co chce powiedzieć. – Uważaj na siebie.
Wiedział, że Aletha naprawdę się niepokoi, ale nie mógł się powstrzymać i wybuchł śmiechem. Z jednej strony był rozbawiony, z drugiej ucieszony tą troską.
– Nie musisz się o mnie martwić – zapewnił, wychodząc.
Gdy był w zakładzie, rozpadało się na dobre: Dzielnica Luster tonęła w strugach deszczu. Woda płynęła po brukowanych uliczkach i ściekała z dachów. Ulewa ograniczała widoczność do ledwo kilku metrów. Leto naciągnął na głowę kaptur. Aletha jednak niepotrzebnie się przejmowała: w taką pogodę nawet jeżeli ktoś zdecydował się wychynąć z domu, pokonywał drogę szybko, przygarbiony, marząc o znalezieniu się w suchym schronieniu.
Lustrzane ściany domów lśniły w deszczu, odbijały się w sobie nawzajem, odbicia w odbiciach, i setki kopii Leto szły w strugach lejącej się z nieba wody. Wszystkie budynki wzniesione w Dzielnicy Luster szybko się zmieniały i powierzchnia ich ścian od zewnątrz nabierała właściwości zwierciadeł. Kolejna pozostałość magii Em-Da-Nana. Kiedyś stała tu jedna z jego Siedmiu Wież wzniesionych dzięki potężnej magii i przelanej krwi. Nie było pośród nich dwóch identycznych i ta, którą wybudował tutaj, była pełna luster. Od śmierci maga upłynęło dobre pięćset lat: dziś ludzie znali położenie tylko pięciu jego Wież i wiedzieli, że cztery z nich runęły w tym samym momencie, w którym ich twórca wyzionął ducha. Magia jednak nie znikła, przynajmniej nie całkowicie, o czym przekonali się ci, którzy uprzątnęli gruzy i zamieszkali w miejscu, w którym niegdyś wznosiła się Wieża Luster, centrum eksperymentów Em-Da-Nana. Czas i przestrzeń w Dzielnicy Luster często płatały figle. Zaklęcia działały mocniej, inaczej albo wcale. Pogoda zdawała się niezależna od warunków panujących w okolicy. W odbiciach widywało się tu dziwne rzeczy. Czasami w ciągu jednej nocy wyrastały drzewa, a między szparami w bruku rozkwitały rośliny niespotykane w innych częściach świata. Bywało, że działy się tu cuda. Jednak zdarzało się też, że Dzielnica Luster domagała się za te cudowności zapłaty i ktoś znikał bez śladu, a dziwne stwory pojawiały się na ulicach albo próbowały dostać do domów. Ci, którzy żyli w innych częściach Sieldige, rzadko odwiedzali tę okolicę. Przychodzili tu w konkretnym celu: aby coś kupić, skorzystać z usług miejscowych uzdrowicieli czy rzemieślników. Ewentualnie gnani ciekawością, brawurą i głupotą, a na takich czyhało sporo niebezpieczeństw. Leto nie był miejscowy. W dzieciństwie spędził tu dużo czasu, więc czuł się swobodnie. Lubił złudną, nieokiełznaną magię i tysiące odbić Dzielnicy Luster. A zawarte tu znajomości i umiejętność poruszania się po labiryncie wąskich uliczek pełnych zwierciadeł dawały mu zaskakującą przewagę w politycznych gierkach. Dzielnicę Luster otaczał mur, ale dwie bramy wiodące do innych części miasta zawsze były otwarte i nie wystawiono przy nich straży. Mieszkańcy nie byli więźniami tej okolicy, a jeżeli ktoś pragnął podjąć ryzyko zwiedzenia Dzielnicy Luster, mógł to uczynić – ot, na własną odpowiedzialność.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------








Autor: Beth Garrod

Wydawca: YA!

Data premiery: 14.04. 2021 r












Opis wydawcy:

Cała prawda o nastolatkach, czyli jak żyć w świecie, którego nie do końca się rozumie? Zwariowana historia o tym, co robić, gdy tracisz kontrolę nad wszystkim!
Ja, Bella Fisher, jestem tak opanowana, spokojna i pozbierana jak zawsze.
Czyli: ANI TROCHĘ.
Powody?
Jesteśmy tylko przyjaciółmi z Fantastycznym Adamem.
Moja BFF Tegan zachowuje się megadziwacznie.
W soboty pracuję przebrana za ogromnego psa.
I największy koszmar: nowa dziewczyna mojego piekielnego eks jest PRAWDZIWĄ MODELKĄ.
Jakby tego było mało, mama otworzyła lodziarnię dla psów – Psierożki. A cała szkoła obserwuje każdy mój ruch w nadziei, że załatwię nam koncert najlepszego zespołu świata.
Co mogłoby pójść źle?
A tak, racja. Absolutnie wszystko.


Fragment:

− SPADAJ, DZIWAKU!!!
Te dwa słowa, wykrzyczane tak głośno, że kropla śliny wylądowała na moim nosie, nie były dokładnie takim powitaniem, na jakie liczyłam ze strony mojego przyszłego-potencjalnego-chłopaka-z-krainy-marzeń. Zwłaszcza nie wywrzeszczane z taką paniką, że całe boisko stanęło jak wryte.
Ostatni raz widziałam ten stopień szoku, kiedy mama otworzyła listonoszowi drzwi, zapominając, że zrobiła sobie dzień bez spodni (nie powinien być a ż t a k zaskoczony – zdarzyło się to po raz czwarty. W ciągu miesiąca). No jasne, kiedy podbijasz sobie piłkę, a ktoś podbiega za twoimi plecami i szepcze ci do ucha ze śmiechem: „Nooo, kopę lat!”, musisz być TROCHĘ zaskoczony. (Nie mam pojęcia, czemu powiedziałam to głosem kowboja). Łaskotanie oburącz po żebrach – żebrotanie – również nie należało do uspokajających doznań. Ale szok łaskotanego nie mógł się nawet równać z moim, bo inny piłkarz wpatrywał się we mnie z jeszcze większym zdumieniem niż ten, który właśnie przede mną uciekał. Tym piłkarzem – zamarłym w miejscu z szeroko rozdziawionymi ustami – był Adam Douglas. Fantastyczny Adam. Czyli Fadam. Adam, chłopak, który zajmował wszystkie moje myśli od dobrych trzynastu i pół miesiąca. Adam, chłopak, na którego temat tak namiętnie wyszukiwałam pewnego wieczoru informacje, że musiałam odłączyć internet w całym domu, na wypadek gdyby uruchomił się jakiś alarm bezpieczeństwa.  Adam, chłopak, na którego tak bardzo starałam się niby przypadkiem wpaść, że w ostatnią środę wieczorem przeszłam swoje dziesięć tysięcy kroków, krążąc wokół boiska (mój biedny pies Warkot musiał na swoich krótkich nóżkach zrobić chyba ze czterdzieści tysięcy). Adam, chłopak, który w moich najśmielszych wy-obrażeniach (a wyobraziłam sobie raz, że szkoła to tylko spisek dorosłych, mający na celu pozbycie się nas, podczas gdy sami jadą do parku rozrywki) miał pewnego dnia zapragnąć, żebym została jego dziewczyną. Ale nie. Zamiast przywitać się z tym najdoskonalszym okazem gatunku męskiego, ja, Bella Fisher – na oczach całej jego drużyny futbolowej (i równie zaskoczonych osób postronnych) – właśnie weszłam w kontakt usta–ucho z jego kolegą (dwanaście i sześć dziesiątych centymetra od niechcianego, jednostronnego pocałunku). Czy dało się jakkolwiek z tego wybrnąć? Rozejrzałam się po gapiącym się na mnie boisku. I gapiach na nim. Nie. Zrobiłam więc najlepsze, co w tej sytuacji mogłam zrobić (a ponieważ przychodziła mi do głowy tylko jedna myśl, było to równocześnie najgorsze, co mogłam zrobić).
− NIE PRZEJMUJCIE SIĘ MNĄ! – Machnęłam obiema rękami, jakbym polerowała olbrzymie okno.
Nie pokazuj po sobie paniki, wynikającej z faktu, że Adam nie mógłby wyglądać na mniej zachwyconego. A może bardziej niezachwyconego? EJ, BELLA, PRZESTAŃ ROZKMINIAĆ ZAWIŁOŚCI JĘZYKOWE I ZACZNIJ MINIMALIZOWAĆ STRATY.
− Przepraszam! Sądziłam, że on… − Wskazałam prawdziwego Adama (który wciąż się nie uśmiechał) − …był nim. – Wskazałam nie-Adama. Nadama (który nie uśmiechał się jeszcze bardziej). – Bo w strojach od tyłu wyglądacie wszyscy tak samo! – nadal krzyczałam. – Choć teraz, kiedy się na mnie patrzycie, widzę, że jesteście bardzo różni i naprawdę szanuję waszą indywidualność.
Wciąż nikt się nie poruszył oprócz Nadama, który pędził teraz tyłem. Niezbyt doskonały znak.
− Tak więc nigdy już nie zapomnę okularów. – Odwróciłam się i pognałam czym prędzej w bezpieczne rejony ławki. Ławki, na której siedzieli już moi przyjaciele. Przyjaciele, którzy wiedzieli, że nie noszę okularów. Niesamowite, jakie rozmiary może przybrać w tak krótkim czasie obciach (w przybliżeniu jakieś trzydzieści o/s – obciachów na sekundę). Opadłam na miejsce między Tegan i Rachel, a moje oczy, chroniąc poczucie godności, udawały, że nie do-strzegły z ukosa, jak Mikey z trudem hamuje śmiech. Ukryłam twarz w dłoniach.
− Wyluzuj, Bells, to mogło się przydarzyć każdemu. – Tegan zawsze widziała jasną stronę sytuacji.
− A statystycznie: przydarzyło się?
Rachel w zamyśleniu przyłożyła pasmo włosów do górnej wargi niczym wąsy. (To, że robiła podobne rzeczy w miejscu publicznym, a i tak była najpopularniejszą dziewczyną w okolicy, mówiło wiele o jej niewiarygodnej urodzie – z wąsami czy bez). Mruczała – co oznaczało, że myśli. Przypominała samochód. Słychać było, kiedy pracuje.
− W zeszłe Boże Narodzenie odbyłam dwudziestominutową rozmowę z dziadkiem, dopóki nie poprosił do telefonu ciotki Sharon, a ja nie powiedziałam, że takiej nie mam. A wtedy zdałam sobie sprawę, że nie był moim dziadkiem, tylko jakimś dziadkiem, który wybrał zły numer.
Mikey parsknął śmiechem i zaraz ucichł, bo przypomniał sobie, że w ramach solidarności nie powinno
go w tej chwili nic śmieszyć. Nie było to dok ł ad nie to samo (bo zakładałam/miałam nadzieję, że Rach nie marzyła miesiącami o jakimś przypadkowym dziadku), ale doceniałam jej wysiłek, więc rozsunęłam palce na tyle, żeby posłać jej spojrzenie pełne wdzięczności. Zamiast tego doznałam jednak kolejnego poważnego skurczu żołądka (PSŻ), bo dostrzegłam przebiegającego obok Adama. Korzystającego ze swoich mięśni jak gdyby nigdy nic (podczas gdy ja nie mogłam w jego obecności nawet mrugnąć). Tegan ścisnęła moje kolano.
− Bells, powaga. Nikt nie będzie o tym pamiętał. Wszyscy skoncentrowali się na meczu, który się zaraz rozpocznie. – Zamilkła. – Prawda, Mikey?
Mikey przyjaźnił się z nami od lat i był po uszy za-durzony w Tegan, ale nawet niezachwiane poczucie lojalności względem jego dziewczyny nie mogło nagle zrobić z niego przekonującego kłamcy.
− Mm, no jasne?
Pytajnik w jego głosie był niemal równie głośny jak krzyki na boisku.
A może Teeg miała rację? Zwykle tak było. Moja niewydolność mogła być całkiem nieistotna dla ludzi, którzy mieli swoje życie. A przed Adamem wytłumaczę się później.
DOBRZE, BELLO. Tak trzymaj.






Andrzej Pupin - Piętno Ciemności

Zacząłem tę powieść czytać w piątek 19 czerwca ale panujące upały sprawiły iż musiałem odłożyć ją na dzień kolejny. I mimo, że w sobotę 20 c...